Spowiedź święta

Literatura - artykuły

Home | Z Katechizmu | Stałe Konfesjonały | Literatura | Porady | Inne

Formacja sumienia - cz. 8


071. Mam 17 lat I musze przyznac (niestety ),że moje dotychczasowe zycie spędziłam daleko od Boga, w obłudzie, zaklamaniu i oszukiwaniu własnego sumienia. Świętokradzkie spowiedzi święte(zatajanie grzechów ciężkich, brak żalu) i automatycznie takie same Komunie Sw. sprawily, ze moje sumienie przestalo byc wrazliwe. Teraz widze, ze moje dotychczasowe zycie bylo zle, nie satysfakcjonuje mnie ono, widze ze duzo rzeczy moglo sie inaczej potoczyc ,ze moglabym byc szczesliwsza,lepiej wykorzystac dany mi czas. Rozumiem , ze powinnam odrzucic zlo i zaczac na nowo z Bogiem,ale nie czuje w duszy wogole skruchy za to co zrobilam mam swiadomosc , ze moje zycie bylo zle, ale w duszy nie umiem obudzic szczerego zalu za grzechy Co zrobic aby pobudzic swe serce do pokuty i skruchy , by zaczac od nowa Nie chce wiecej popełniac swietokradztw przyjmujac niegodnie Chrystusa do swojego serca ,a z drugiej strony widze ze brak mi sil by pokanac moj grzech Co zrobic aby wreszcie pobudzic me serce do szczerego zalu?

Droga Siedemnastolatko (bo nie ma w liście imienia),
Żal za grzechy czy szczera skrucha to nie tylko sprawa uczucia. Nawet to przede wszystkim sprawa uczucia! Żal za grzechy i skrucha to przede wszystkim nazwanie zła złem i chęć odcięcia się od niego. A przecież właśnie to okazując pytając się, co zrobić, mówiąc, że nie chcesz tak dalej! Więc jesteś na dobrej drodze!!!! To jest właśnie skrucha!
Inną sprawą jest słabość. Jej doświadczamy wszyscy! Myślę, że dobrym krokiem na początek jest znalezienie sobie księdza do w miarę stałej i szczerej spowiedzi. To tylko ludzki czynnik, ale czasem bardzo ważny, gdy można spokojnie i szczerze porozmawiać. I zobaczysz, że to tylko na początku trudne. Potem przychodzi duży spokój i można już konkretniej planować małe i rozsądne kroki w twojej osobistej sytuacji. Bardzo serdecznie Cię pozdrawiam. Tomasz Kot SJ.

* * *

072. Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. Mam 41 lat, z czego 17 jestem żonaty, mamy z żoną troje dzieci w wieku od 16 do 4 lat. I jest niestety wielki problem związany z nagością w rodzinie. Kładzie się on wielkim cieniem na naszym życiu rodzinnym, a w moim osobistym przypadku na życiu w ogóle. Ale może zacznę od początku. Z żoną znałem się od tzw. szczenięcia, gdy już między nami zaiskrzyło zaczęliśmy planować nasze przyszłe życie, to jak będzie wyglądała nasza rodzina, ile będziemy mieć dzieci, gdzie będziemy mieszkać i w ogóle bardzo dużo rozmawialiśmy na temat naszego przyszłego związku. Między innymi bardzo ważna w wychowywaniu dzieci była kwestia naszej nagości, mówiąc krótko uzgodniliśmy że nie będziemy się wstydzić naszych dzieci. Byliśmy przed ślubem w Licheniu "zapytać" Matkę Najświętszą o nas, i oboje namacalnie odczuliśmy Jej dla nas błogosławieństwo, pamiętam że płakałem wtedy jak dziecko, i od tamtej chwili wiem że nic i nikt nas nie rozdzieli, tylko śmierć. Wytrwaliśmy w czystości do ślubu, który był dla nas tak jakby tylko formalnością, bo przysięgę małżeńską złożyliśmy sobie już wtedy przed Matką Bolesną i Bogiem w Licheniu i rozpoczął się nowy rozdział w naszym życiu. Były to wspaniałe lata, urodził się syn , następnie pierwsza córka. Dziękowaliśmy Bogu za nasze dzieci ,za to że były one owocem naszej miłości, dziękowaliśmy za każde nasze zbliżenie za każdy stosunek który był modlitwą, dziękczynieniem za bycie z sobą, za Jego opiekę nad nami. Nasze postanowienia przed ślubne realizowaliśmy w pełnej rozciągłości. Tak się nam wspaniałe i zgodnie żyło do czasu rekolekcji, na które ksiądz proboszcz zaprosił jakiegoś księdza profesora. I tu się zaczęło, było to około dziesięć lat temu. Tenże ksiądz powiedział mojej żonie, w czasie spowiedzi, że gdy będziemy dalej tak żyć, to ja z całą pewnością wyląduję w łóżku mojej córki, i tym podobne bzdety. Zasiał tak jak zamierzał ziarno niepokoju w sercu mojej żony, no bo jeżeli profesor, wykładowca mówi takie rzeczy, to może rzeczywiście coś w tym jest. Owszem jest tyle, że od tamtego czasu coś się skończyło, skończyła się radość, skończyła się jedność, dla mnie runął ideał rodziny wymarzonej i wymodlonej, zaczęły się kłótnie, ciche dni, coraz głębsze depresje. Po pewnym czasie zaczęliśmy się zastanawiać ile było takich naprawdę radosnych niedziel w naszym życiu, bo każda niedziela ukazywała co przepadło, byliśmy wtedy od samego rana , przez cały dzień razem, i niestety nie była to już ta sama rodzina. Wiem że jako katolikowi nie wolno mi mówić że nigdy nie wybaczę, ale naprawdę nigdy nie wybaczę temu "mądremu" profesorkowi tego co nam zrobił. Tyle lat prawie wykreślonych z radosnego współistnienia, tyle łez żony, tyle wyobcowania w czasie tych tzw. cichych dni, te wszystkie myśli samobójcze, to że dwa razy próbowałem sobie odebrać życie, Te ciągłe dołki psychiczne, których coraz bardziej się boję, bo wiem czym któryś z nich się skończy. I co ? to jest w porządku, to jest po Bożemu, taka rodzina jest milsza Bogu, czy ta z przed dziesięciu lat. Przez te lata najbardziej pokrzywdzone były dzieci, bo doskonale zdawały sobie sprawę co się dzieje z ich rodzicami, i to na nich niestety skupiała się moja złość, nad czym bardzo boleję. Wiem że się nie zmienię, wiem że nie widzę dla siebie życia w rodzinie innej niż ta o jaką się przez wszystkie lata modliłem. Tak jak w to że jest jeden Bóg, tak samo mocno wierzę w to, że małżonkowie muszą być jedno we wszystkim, i inaczej nie umiem i nie chcę żyć. Proszę o modlitwę za moich najbliższych, za mnie a również za tego księdza któremu nie potrafię wybaczyć.

Mysle, ze czegos Pan zdaje sie nie dostrzegac. Przeciez jedna niezobowiazujaca rada ksiedza w konfesjonale nie moze byc przyczyna calego szeregu nieszczesc w rodzinie, z probami samobojczymi wlacznie. Z cala pewnoscia przyczyny leza gdzie indziej niz w kilku slowach ksiedza. Zamiast rozdmuchiwac w wyobrazni odpowiedzialnosc owego ksiedza, prosze popatrzec wokol i zastanowic sie, co tak naprawde sie z Panem i Pana rodzina dzieje. Z modlitwa. Dariusz Kowalczyk SI.

* * *

073. Czy lekki grzech popelniony swiadomie i dobrowolnie staje sie przez to grzechem ciezkim?

Skoro padło tego typu pytanie, to znak, że dalej tą drogą nie da się już iść. Proszę, przynajmniej na jakiś czas, zostawić ważenie i mierzenie grzechów, a spróbować znaleźć odpowiedź na następujące pytanie: o czym świadczą moje myśli, słowa i czyny? O przyjaźni z Chrystusem, czy może o czymś wprost przeciwnym, albo też o tym, że owa więź wzrasta, lub też doznaje osłabienia? Pozdrawiam. Wacław Oszajca SJ

* * *

074. Czy wątpienie lub brak wiary jest grzechem?

Watpienie jest elementem wiary. Wierzacy dojrzewa w swej wierze m.in. poprzez watpliwosci (o ile je inteligentnie przezywa). Brak wiary moze byc grzechem, ale niekoniecznie. Na pewno grzechem jest sprzeciwianie sie lasce wiary. Pozdrawiam wielkanocnie. Dariusz K. SI.

* * *

075. Po sakramencie spowiedzi powinno się czuc duza ulge. Jeżeli ktos jej nie czuje , albo czuje tak troszeczke.... To chyba z kims jest cos nie tak.....???

Witram! No cóż sakrament pojednania to nie psychoanaliza tylko powrót do Ojca. I nie po to spowiadamy sie by sie lepiej poczuć lecz by powrócić do Kochajacego Ojca by go przeprosić, za to że Nim pogardziłem. Jednak świadomośc tego że dostapiło sie Łaski Miłosierdzia sprawia że czujemy radość. Myślę więc, że przyczyna braku radości - a nie lekkości - jest brak świadomości, że Miłosierny Bóg nam wybaczył. Pozdrawiam Adam Pietrzak

* * *

076. Szczęść, Boże. Czy zamiar i usiłowanie popelnienia czynu także jest grzechem jeśli z przyczyn obiektywnych sam czyn, który jest grzechem nie dojdzie do skutku? Z góry dziękuję za odpowiedz. Pozdrawiam, Marcin.

Witam serdecznie! Zamiar popełnienia złego czynu tez jest złem. Możemy grzeszyć myśla, mową, uczynkiem, lub zaniedbaniem.
W prawie stanowionym również planowanie przestępstwa podlega karze. Grzech nim sie zaktualizuje, zawsze powstaje w myśli - i to, że coś przeszkodziło uczynkowi nie usprawiedliwia. Pozdrawiam Adam Pietrzak

* * *

077. Do 076. Z odpowiedzi niestety nie wynika jasno, czy zamiar popelnienia grzechu jest rownowazny z popelnieniem grzechu. pisze Pan Andrzej, ze jest zlem, ale czy jest rownie wielkim zlem jak sam czyn gdyby zostal w koncu popelniony? Przykladowa sytuacja: jesli mnie zapyta to sklamię, ostatecznie pytanie nigdy nie padlo, wiec nie doszlo tez do tego konkretnego klamstwa, iny przyklad - jesli nie zarobie pieniedzy na to, co pragne kupic, to to ukradne, ale udaje mi sie uczciwie zaobic i to uczciwie kupic, wiec do popelnienia tych czynow nie doszlo tylko i wylacznie z przyczyn obiektywnych. Jak rozpatrywac takie zlo? Czy np za pragnienie, swiadoma decyzje , ze "jesli jestem w ciazy to ja usune" (w ciazy ostatecznie nie bylam wiec i nie usunelam) - ponosi sie takie same konsekwencje jak za faktyczna aborcje?

Witam serdecznie! Chyba chodzi o mnie czyli Adama a nie Andrzeja?
Odpowiadając jednak w wielkim skrócie, bo taka jest specyfika internetu. Przeżycia wewnętrzne mają istotnie ważne znaczenie dla moralności. One to właśnie są przedmiotem dwóch ostatnich przykazań Dekalogu (por.Wj 20,17;Pwt 5,21). Rodząc się zaś w "sercu" człowieka stanowią o jego podmiotowej, a wiec moralnie formalnej wartości (por. Mt 15,10-29; Mk 7,14-23) Są bowiem niejako ośrodkami dyspozycyjnymi dla czynów zewnętrznych. Nie tylko je ukierunkowują, lecz ponadto dynamizuja postępowanie człowieka. Dlatego też należy zwracać baczną uwagę na moralność myśli, żywionych pragnień i pielegnowanych uczuć.
"Skuteczna wola" uczynienia czegoś, chociaż nie zostaje wykonana z powodu przeszkody zewnętrznej, posiada jakościowo tę samą wartość, co akt zewnetrzny, np. zabójstwo udaremnione na skutek nieprzewidzianej przeszkody (por. Mt 5,28).
Pozdrawiam serdecznie Adam Pietrzak

* * *

078. Mam malutki problemik. Ostatnio poszłam do spowiedzi bez żadnego przygotowania, tzn. nie było to takie do konca przygotowanie jakie powinno byc, to była taka modlitwa z Bogiem nawiązująca do tych grzechow, czy przy kolejnej spowiedzi powinnam powiedziec spowiednikowi o tym ze w pełni nie przygotowałam sie do poprzedniej spowiedzi. Prosiłabym o wyjasnienie czemu przygotowanie do spowiedzi jest takie wazne? Dzięki! rybka

Szczęść Boże! Spowiedź to nie pralka do prania, gdzie chodziłoby o "wypranie się" z grzechów. To ma być refleksja nad swoją wiarą, ale też swoją niewiarą w Pana Boga. Człowiek w spowiedzi wyznaje grzechy, jakie popełnił, mówi, że nie uwierzył Bogu i odstąpił od Ewangelii, ale też w spowiedzi wyznajemy swoją wiarę w Boże Miłosierdzie, które jest większe niż nasze wszystkie grzechy. Wyznajemy, że Bóg może nas podtrzymywać i umacniać. A więc spowiedź to jednak nie tylko wyznanie grzechów, czyli odstępstwa od Boga, ale także wyznanie wiary, że Bóg mi pomaga, prowadzi, błogosławi. Taka refleksja wymaga przygotowania, modlitwy, zobaczenia nie tylko swoich grzechów, ale także tego, jak Bóg mnie prowadzi. Takie przygotowanie ma pomóc Tobie w pogłębianiu swojego życia w wierze, zobaczeniu swoich grzechów i słabości w świetle miłości Pana Boga do Ciebie. To wymaga czasu, refleksji. W sprawowaniu sakramentu pojednania mamy pięć punktów. Pierwszym z nich jest rachunek sumienia. Spowiedź wymaga pomyślenia, przygotowania tak, jak sprawowanie pozostałych sakramentów. Sakrament to miejsce szczególnego spotkania człowieka ze Zbawicielem, miejsce szczególnego występowania łaski. Ale to wymaga też ze strony człowieka pewnego zatrzymania się. Sama zobacz, czy Twoja ostatnia spowiedź była poprzedzona przygotowaniem czy nie - jak Ty to czujesz. To nie musi byc przygotowanie takie, jak napisano w książeczce do nabożeństwa. Najlepiej, jeśli jest to modlitwa spontaniczna, własnymi słowami.
Pozdrawiam, Norbert Frejek SJ

* * *

079. Szczęść Boże!!! Często na tym forum piszą ludzie mający problemy ze swoim sumieniem, które często jest nadwrażliwe. Często nie wiedzą czy to był grzech taki czy już taki...(sama mam czasem takie problemy). Na stronie www.teologia.pl ks. M. Kaszowskiego są podane zasady pomagające ocenić ciężar grzechu. M.in: (...) "Grzech raczej nie jest ciężki, jeśli pojawia się w życiu człowieka na zasadzie "wyjątku". Jeśli zatem człowiek odznacza się uczciwością, stara się żyć zgodnie z nakazami sumienia, widać u niego wielką troskę o dobro, o kontakt z Bogiem, jeśli prowadzi intensywne i regularne życie sakramentalne, a mimo to w jakiejś jednej dzidzinie zdarzają mu się upadki - raczej nie popełnia grzechu ciężkiego. Gdyby bowiem odwrócenie się tego człowieka od Boga było całkowite - a tylko takie jest grzechem ciężkim - musiałoby się ono ujawnić także w innych dziedzinach życia. Według zdania wielu teologów, jeśli stopnia swojej winy nie potrafi dokładnie określić osoba starąjąca się żyć zgodnie z sumieniem, jej budzący wątpliwość grzech nie był ciężki. Sam fakt nieumiejętności określenia ciężaru grzechu, stopnia świadomości i dobrowolności działania świadczy, że grzechu ciężkiego nie było. Świadome i dobrowolne zaangażowanie się w zło nie było zbyt wielkie, skoro człowiek, zamiast pewności grzechu ciężkiego, ma wątpliwości.(...)" Czy ojcowie się zgadzają? Pozdrowienia.

Częściowo, bo niby jak ten stopień wolności, świadomości itd. zbadać i określić. Wolę prostszą drogę. Patrzę na swoje myśli, słowa i uczynki, a zwłaszcza pytam siebie o lenistwo, a więc o to, co zaniedbałem, i zastanawiam się czy to, co robię, przybliża mnie do Chrystusa czy też oddala. Przecież każde dziecko, a już na pewno mąż wie, kiedy postępuje względem swojej żony źle, a kiedy dobrze. Wolę takie prostsze rozwiązania, choć trudniejsze. Pozdrawiam. Wacław Oszajca SJ

* * *

080. Witajcie. Pisze do was dwudziestoparoletnia niewiasta, która kiedys zdecydowala sie na powrót do domu Ojca, ale dzis czuje, ze jej motywacja nieco oslabla, niestety. :)
A tak powaznie, to mam dosc ciaglego upadania, powiem wiecej, boje sie upadków. Niektóre dzieja sie z pelna swiadomoscia, niektóre jakby przypadkiem, przy czym te drugie bardziej bola (przynajmniej ja tak mam) Wiem, ze powinnam starac sie unikac grzechu ze wzgledu na milosc Boga, ale ostatnio zdaje mi sie ze nie chce grzeszyc tylko dlatego, ze boje sie konsekwencji takich jak wlasnie ból czy utrata szacunku do samej siebie.Czy to jest OK? Prosze, pomódlcie sie za mnie, bo juz nie mam sily i cierpliwosci do samej siebie.
Pozdrawiam :)

Witaj!
Odwagi, nie zalamuj sie. Zycie, to pasmo zwyciestw i porazek - góry i doliny. Czasem bysmy chcieli, by nasze zycie bylo jednostajnie dobre, by moze przypominalo plaski wykres EKG. Tylko, ze... plaski wykres EKG maja ci, którzy juz zeszli z tego swiata...
Warto prosic Pana Jezusa o laske cierpliwosci, samoakceptacji, odkrycia Jego obecnosci w Twoim zyciu. Zobacz, ze On kocha kazdego czlowieka i to bezinteresownie.
My czasem widzimy w swoim zyciu tylko wymiar moralny. I dobrze. Bycie czlowiekiem, chrzescijaninem ma takze ten jakze wazny wymiar moralny. Ale trzeba nam pamietac, ze wymiar moralny naszej egzystencji jest zakotwiczony w wymiarze glebszym, bo duchowym, powolania czlowieka do uczestniczenia w zyciu Boga.

Najpierw popros o odczucie, przezycie bycia umilowanym dzieckiem Pana Boga. Grzech, owszem, oddala nas w jakis sposób od Boga i psuje na rózne sposoby nasze relacje z bliznimi. I nie chodzi tu o to, by sobie lekcewazyc grzech, ale warto takze popatrzec szerzej, ze slabosc, grzech moga stac sie takze waznym elementem na drodze do spotkania Pana. Tak, trzeba nam zyc uwaznie, ale tez Pan Bóg zna przeciez nasze slabosci i On daje nam laske do trwania przy Nim. Gdyby Pan Bóg chcial, zebysmy byli doskonali, to by nas takimi stworzyl... A tak, jestesmy na drodze ku Niemu i z Nim. Odwagi.
Z modlitwa, Norbert Frejek SJ


Home | Z Katechizmu | Stałe Konfesjonały | Literatura | Porady | Inne