English version English version

IX Międzynarodowa Piesza Pielgrzymka
Z Hidasnemeti (Wegry) do Krakowa Łagiewnik

275 km w 9 dni
Data pielgrzymki w roku 2019 zostanie podana wkrótce
www.pielgrzymka.org

Poradnik pielgrzyma

     Jest na pielgrzymkach dużo utrudzenia, ale jest też i bardzo dużo cierpienia. Cierpienie człowieka jest nierozerwalnie wpisane w historię jego zbawienia. Przy każdym cierpiącym człowieku stoi współcierpiący Chrystus. Gdy jednak człowiek o tym nie wie i nie złączy się w swoim cierpieniu z cierpiącym Chrystusem to owo cierpienie nie włącza się w ekonomię zbawienia. Zostaje ono w pewnym sensie zmarnowane. W łączności z Chrystusem cierpienie jest zawsze łatwiejsze do zniesienia. Starczy go też na nasze wszystkie intencje.

Sprawy w promieniu 3 km pielgrzym załatwia na piechotę Stopa pielgrzyma służy do modlitwy. Pielgrzym modli się całą dusza i całym ciałem, a w szczególności stopami. Przez narastające zmęczenie i ból wydeptuje sobie ścieżkę do Nieba. Rozmiłowaną w Maryi duszą dotyka Nieba i jak powiedział w przenośni poeta 'chodzi stopami po niebie a butami po ziemi'.Przed ostrymi kamieniami i gorączką asfaltu chronią stopę pielgrzyma odpowiednie buty. Aby stopy pielgrzyma wytrzymały tę kilkudniową 'modlitwę', stara się on im w tym dopomóc, odpowiednio je trenując. Zachowuje on przez cały rok ducha pielgrzyma i na co dzień pozwala stopom chodzić co najmniej 5 km, najwyżej jednak 10 km, aby nie marnować przydzielonego mu na ziemi czasu. Jest godnym polecenia, aby raz w tygodniu przejść dystans 20 km, a raz w miesiącu marsz 40 km. W ten sposób pielgrzym jest zawsze gotowy w drogę.

Dla wybierającego się po raz pierwszy na pielgrzymkę wskazane jest rozpoczęcie ćwiczeń co najmniej pół roku przed nią. Należy podkreślić, że człowiek z natury swojej stworzony jest nie do jeżdżenia albo siedzenia, ale do chodzenia. Stopy, nogi i stos pacierzowy (kręgosłup), aby mogły prawidłowo funkcjonować, potrzebują przede wszystkim codziennego chodzenia. Nie powinno to być całoroczne lenistwo, a potem zryw pielgrzymkowy, tylko regularny nawyk chodzenia. Wszystkie sprawy w promieniu 3 km pielgrzym załatwia na piechotę przez cały rok. Gdy przyjdzie czas pielgrzymki nogi wytrzymają całodzienny marsz.

Obuwie pielgrzyma Obuwie pielgrzyma nie służy do ozdobienia stopy, a do chodzenia po ziemi, a w szczególności po asfalcie. Obuwie powinno przede wszystkim chronić stopę przed ostrymi odłamkami, przed kamieniami, kolcami i rozgrzanym niekiedy do 80° C asfaltem, a także przed jego twardością. Stopa pielgrzyma była pierwotnie kształtowana na piasku, a nie na asfalcie. Brak podatności i sprężystości asfaltu musi zastąpić odpowiednio miękka, gruba, lekko sprężysta pianka gumopodobna zastosowana w miejsce tradycyjnej podeszwy. Pianka taka izoluje stopę także bardzo dobrze od gorączki asfaltu. W najcieńszym miejscu nie powinna mieć mniej niż 4 cm grubości.
Mamy karetki, ale o dziwo musimy przyznać, że było bardzo mało osób potrzebujących pomocy, porównując to do poprzednich pielgrzymek. Dlaczego tak jest? Może i kondycja? A może bardzo prozaiczna rzecz: obuwie profesjonalne jest coraz tańsze i łatwo dostępne dla wszystkich. ks. Tomasz Szugalski, sekretarz Pieszej Pielgrzymki Diec. Koszalińsko-Kołobrzeskiej, 2010.
Obuwie pielgrzyma nie powinno w żadnym przypadku zmieniać mechaniki stopy, to znaczy nie powinno zmieniać naturalnych odruchowych cyklów pracy stopy. Mimo noszenia obuwia stopa powinna pracować w nim tak, jakby się szło na boso. Dobre buty odczuwa się w długim marszu tak jakby się szło w skarpetkach po łące. Każdy drobny błąd w konstrukcji obuwia będzie objawiał się narastającym bólem w miarę przebywania kilometrów tak, że dalsze pielgrzymowanie będzie niemożliwe. Nachylenie poprzeczne stopy powinno być w obuwiu zaakcentowane i powinno wynosić około 0,4 do 0,6 cm różnicy w zależności od szerokości stopy. Największy wpływ na prawidłową pracę stopy ma ukształtowanie podeszwy. Problem polega na tym, że nie ma na świecie dobrych butów do długich marszów, które od razu dobrze współpracowałyby ze stopą. W złych butach stopa musi się długo nacierpieć, zanim stanie się dostatecznie twarda, aby wytrzymać maltretowanie zadawane jej przez but. W marszu dłuższym jednak niż zazwyczaj, stopa nie jest w stanie zrekompensować błędów konstrukcji buta własną odpornością. Powszechnie spotykanym błędem w konstrukcji podeszwy buta jest przesunięcie do tyłu tylnej krawędzi obcasa. Przeniesienie do tyłu punktu podparcia pięty wydłuża znacznie ramię siły oporu (stopa pracuje według praw mechaniki maszyn prostych). Przez podwojenie ramienia siły oporu (przesunięcie do tyłu punktu podparcia buta) podwaja się obciążenie mięśni przednich podudzia i podobnie wzrasta obciążenie troczków, pod którymi te ścięgna przechodzą. Po dwóch-trzech dniach pielgrzymki powoduje to narastające bóle z przodu podudzi, które zmuszają do zaprzestania marszu. Jeżeli mamy takie buty to jedynym ratunkiem jest odpowiednio wczesne (przy pierwszych bólach) obcięcie ostrym nożem tylnej krawędzi obcasa.

Największym nieporozumieniem w konstrukcji obuwia pielgrzyma są miękkie wkładki pod stopą. Im bardziej miękkie tym gorsze. Ponieważ człowiek coraz mniej używa nóg, wydaje mu się, że miękkie wkładki są wygodne. Funkcjonuje to czasami przy chodzeniu 3-6 km dziennie, ale zemści się okrutnie ciężkimi odparzeniami przodostopia i bąblami pod piętą po 100/200 km wędrówki. Zasadę tę można najlepiej zrozumieć na przykładzie drewnianych butów, tzw. trepów i bosej stopy. W takich butach ludzie dawniej chodzili na pielgrzymki i nie mieli bąbli. Także przy chodzeniu na boso nigdy nie powstawały bąble. Na miękkiej silikonowej albo piankowej podkładce powstają siły rozciągające skórę pięty, rozkład nacisku układa się promieniście, koncentrując nacisk na kość piętową. Siły rozciągające spowodują powstanie głębokiego bąbla pod skórą pięty pomiędzy 30 a 60 km pielgrzymowania. Przez wklinowywanie pięty w silikon, koncentrycznie oddziałujące siły nacisku spowodują 'odbicie pięty' - są to ciężkie okostnowe bóle uniemożliwiające dalsze wędrowanie. W następstwie zagłębienia się przodostopia w miękkim podłożu buta skóra częściowo wkleszcza się w ten dołek i jak gdyby zaklinowywuje się w nim, wskutek tego do siły nacisku dochodzi siła pociągająca skórę przodostopia, skierowana przeciwnie do kierunku obrotu. Im bardziej miękkie jest podłoże, im większe tarcie między stopą a podłożem, tym szybciej powstaje duży, bolesny bąbel obejmujący niekiedy całe przodostopie. Po odbarczeniu takiego bąbla i dalszej wędrówce bez zmiany butów może dojść do rozdarcia całej skóry przodostopia. Przy chodzeniu na boso przodostopie zagłębia się w podłożu i odpowiednio do miękkości podłoża zagłębiają się palce. Na twardym podłożu przodostopie nie zagłębia się wcale, a palce pozostają na tym samym poziomie. W obuwiu z miękkim podłożem przodostopie zagłębia się pod ciężarem ciała, a palce są jak gdyby dodatkowo popychane do góry, przeginają się w kierunku grzbietu stopy, tym wyżej im głębiej przodostopie zapada się w miękką podeszwę. To zjawisko nazywam przeciwuderzeniem przeciwko palcom. Gdy ten efekt powtórzy się około 20 tysięcy razy, to na opuszkach palców powstają bąble. Aby zmniejszyć ten efekt należy pod palcami pozostawić kilka milimetrów zagłębienia, a to zniweluje efekt przeciwuderzenia.

Następnym masowym błędem w konstrukcji obuwia są podniesione brzegi. Przez podniesienie 'dopasowanie' krawędzi bocznej powstaje siła pociągająco-szarpiąca za skórę na krawędzi tego wyniesienia. W każdej części stopy (na brzegach pięty palców) mogą powstać głębokie, bolesne bąble przez działanie tych sił. Buty pielgrzyma nie powinny posiadać podniesionego brzegu z żadnej strony. Stopa ludzka jest w śródstopiu wysklepiona w różnym stopniu. Fachowcy klasyfikują kilka faz tegoż wysklepienia od płaskostopia do stopy wydrążonej. Są to zawsze podziały sztuczne. Każda stopa nadaje się do pielgrzymowania. Każda stopa jest w swoim rodzaju doskonale przystosowana do chodzenia. Stopy ludzkie zostały stworzone do chodzenia na boso. Zrozumiałe, że po rozpalonym asfalcie albo po górach nie będziemy chodzić na boso. Ale z rozpoznania tej prawdy wynika, że but nie służy do ozdabiania stóp, ale do ich ochrony. But nie powinien zmieniać mechaniki stopy, nie powinien zaburzać jej funkcjonowania.

W pełni prawidłowego buta przemysł niestety nigdzie na świecie jeszcze nie produkuje. Prawidłowy but nie potrzebuje też żadnych wkładek. Wielu młodych ortopedów uczy się, że wkładki wysklepiające stopę mają działanie lecznicze. Przyjmują to potem jako pewnik. Jest to jednak wielkie złudzenie. Oni po prostu nie chodzili na pielgrzymki. Na szczęście w codziennym życiu wkładki nie szkodzą, a pomagają tylko portfelowi producentów. Na Zachodzie wkładki bywają droższe od butów. Wkładki uciskające stopę w śródstopiu pod sklepieniem, po kilku dniach marszu wywołują ciężkie bóle spowodowane niedokrwieniem mięśni i więzadeł w śródstopiu. Dopiero ich wyrzucenie przynosi ulgę. Jedyną nierównością w bucie powinna być tzw. pelota w przodostopiu. Jest to wyniosłość od 3 do 5 mm w zależności od wielkości stopy. Na miękkim podłożu przy chodzeniu na boso tworzyło się zawsze małe wygórowanie. Podobnie pelota na wkładce powoduje, że za każdym krokiem kości przodostopia rozbiegają się - rozchodzą się troszeczkę - co powoduje także, że za każdym krokiem zasysana jest do niego krew. Minimalny ruch rozbiegający przy oderwaniu stopy od podłoża powoduje zasysanie i wypompowywanie z niego krwi, pod warunkiem, że chodzimy na boso po lekko miękkim podłożu albo w odpowiednio szerokim obuwiu na prawidłowej pelocie.

Niektórzy ortopedzi rozpoznają jeszcze jako nieprawidłową tzw. stopę szeroką (rozczapierzoną) z rozbiegającymi się promieniście kośćmi przedstopia. Jest to także jedno ze współczesnych nieporozumień medycznych wynikające z zarozumiałości i braku szerszej wiedzy u tych fachowców. Jest tak, jak gdyby chcieli oni podpowiadać Panu Bogu jak należałoby najlepiej stworzyć człowieka. Oczywiście, że stopa szeroka jest także doskonale stworzona. Tylko że dla takiej stopy jeszcze trudniej zdobyć odpowiednie obuwie. But musi być szerszy od stopy jeszcze po rozbiegnięciu się przodostopia przy obciążeniu. W praktyce ortopedzi spotykają zawsze przypadki szerokiej stopy maltretowanej w wąskim bucie i wyciągają stąd błędny wniosek, że winna jest temu szeroka stopa. W swojej praktyce nie nazywam tego chorobą rozbiegniętej stopy, tylko problemem rozbiegniętej stopy i wąskiego obuwia.

Myć nogi czy nie myć Niektórzy pielgrzymi nie myją nóg, gdyż częściowo zapobiega to powstaniu bąbelków. Także żołnierze przed długim marszem nie myli nóg - mniej było wtedy bąbli. Chodzi po prostu o to, że cała skóra, a w szczególności stopy produkują swoje własne smarowidło, podobne do łoju albo woszczyny, które nie zmywane chroni skórę i zmniejsza tarcie pomiędzy skórą stopy, skarpetką i butem.

Mamy jednak XXI wiek. Niemyte nogi śmierdzą. Powstające na niemytych nogach bąble częściej ulegają zakażeniom. Myjemy nogi codziennie, zawsze mydłem, dokładnie spłukując tak, aby żadne resztki mydła nie pozostały na skórze. Pozwalamy nogom przez noc oddychać, odpoczywać i regenerować się. Rano przed założeniem skarpetek nakładamy cienką warstwę wazeliny. Najbardziej łojopodobna jest normalna szara wazelina. 50 g kupione w aptece wystarczy na całą pielgrzymkę. Może być także wazelina biała (melkfet). Ta wazelina zastępuje własny łój, bąbelki rzadziej powstają, a nogi nie 'waniają'.

Między skarpetkami nie powstają bąble Skarpetki to dodatkowa skóra pielgrzyma. To jasne, że lepiej mieć dwie dodatkowe skóry niż jedną. Ponadto między skarpetkami nie powstają bąble. To jest pierwsza i najważniejsza funkcja skarpetek. Zapamiętaj: to one zmniejszają siły tarcia między skórą stopy a podeszwą i cholewkami. Najmniejsza siłą tarcia występuje między skarpetkami. Stary dylemat - jakie skarpetki - można definiować następująco:

1. Nic ze sztucznego tworzywa.
2. Bez wpijających się, uciskających mankietów.
3. Na tyle gładkie na ile to możliwe, bez grubych szwów, grubej osnowy.
4. Same z siebie nie powinny stopy uciskać, szczególnie małego paluszka.
5. Po praniu muszą być dobrze wypłukane. Najlepiej włączyć pralkę na dodatkowy cykl płukania.

Pranie ręczne w płynach do prania przeważnie kończy się alergią na skórze stopy.
W prawidłowym pełnym bucie wskazana jest gruba skarpeta zewnętrzna, najlepiej z czystej wełny, i lekka wewnętrzna z czystej bawełny. Jeżeli but jest przy tym odpowiedniej wielkości i z lekkiej skóry, bez tworzywa sztucznego, to stopa tak odziana działa w bucie jak pompa ssąco-tłocząca. Za każdym postawieniem stopy zasysa powietrze do buta, a za każdym podniesieniem wyciska powietrze z parą wodną przez szczeliny i przez skórę buta. To zdumiewające, ale łatwe do weryfikacji: po długim marszu w jednej skarpetce i pełnym bucie skarpetki są mokre. Gdy założymy drugą grubą skarpetkę na zewnątrz to nogi będą suche. W czasie drogi but będzie oddychał, a stopa w bucie będzie działała jak miech kowalski wydalając za każdym krokiem parę wodną na zewnątrz.

Odzienie pielgrzyma Pielgrzym współczesny nie nosi siermięgi, worka jutowego czy włosienicy. Pielgrzymka sama w sobie jest obciążeniem do granic wydolności dla większości pielgrzymów. Dlatego odzienie pielgrzyma powinno być wypróbowane, wygodne i schludne. Zarówno obcisłe jeansy jak i szerokie szarawary będą w długim marszu uwierały, aż spowodują głębokie otarcia. Także szwy grubo obrzucone od wewnątrz grubą nitką z tworzywa sztucznego będą głęboko przecierały skórę. Dlatego spodnie powinny być z lekkiego, naturalnego materiału, lekko leżące, ale nie obszerne.

Złudzeniem jest mniemanie, że w długich spodniach idzie się gorzej niż w krótkich. Palące słońce, wiatr, smagające trawy, gałązki krzaków i tnące na postojach owady są dla skóry nóg wszelką plagą, przed którą chronią długie, lekkie przewiewne spodnie. Jest rzeczą oczywistą, że szorty nie należą do codziennego stroju Dzieci Bożych, a w szczególności nie przystoją do powagi i godności pielgrzyma. Najczęściej podczas pielgrzymki praży letnie słońce, dlatego godne polecenia są koszulki z rękawkami sięgającymi zgięcia łokciowego. Koszulki tylko na szeleczki czy francuskie dekolty nie tylko nie zdobią, ale przez nadmierne odkrywanie narażają na poparzenie słoneczne i smaganie- wysuszanie skóry na wietrze. Po kilku dniach pielgrzymki większość pielgrzymów wyczuwa potrzebę stosownego stroju. Należy pamiętać, że długotrwałe opalanie zawsze jest szkodliwe. Już po kilku godzinach prowadzi do utraty połowy kwasu foliowego w surowicy krwi. Niedobór tej witaminy jest główną przyczyną wad wrodzonych u ludzi. Nadmierne odsłanianie ciała jest zawsze okazywaniem, że w duszy jeszcze nie wszystko w porządku. Zmysłowość też należy do naszego Dziecięctwa Bożego, lecz nadmierne jej eksponowanie nigdy do dobrego nie prowadzi i przystoi, aby na pielgrzymce tych nowych miar się nauczyć, jeżeli świat współczesny stara się nas ich pozbawić.

My uważamy, że kobieta i mężczyzna są równi między sobą i przed Bogiem. W wielu uduchowionych i wymodlonych twarzach dziewcząt i chłopców z zaznaczonym pielgrzymim utrudzeniem, bez trudu można rozpoznać anielskie oblicze i w tej twarzy jak w zwierciadle można rozpoznać czystość duszy - to maluje się po prostu na twarzach. Skrywaną przez wielu pielgrzymów przypadłością jest bolesne ocieranie się uda o udo bezpośrednio w kroczu. Nie zapobiegają tutaj żadne pudry, a dobrze służą bokserki z krótkimi nogawkami 5-10 cm bez szewka. Niekiedy części bielizny mają pierwotnie twarde szewki ze stilonowej nitki. Jeżeli były dodatkowo na tej nitce prasowane (żelazko, prasowalnica), to stają się bardzo ostre, mogą ocierać do krwi. Rozwiązaniem tego problemu jest noszenie tych części spodniej garderoby na lewą stronę.

Należy ciągle podkreślać, że nie wyszukujemy sobie cierpienia i nie zadajemy go sami w sposób umyślny przez złe odzienie czy buty, a przyjmujemy w pokorze i z wytrwałością cierpienie, które nam będzie zadane. Maryja ofiaruje nam tyle cierpienia, ile będziemy w stanie ponieść, na spełnienie własnych intencji według potrzeb, a resztę oddajemy w Jej ręce, bo Ona wie najlepiej, jak to dla dobra całego świata spożytkować. Także nasza klęskę, gdy musimy się poddać i wrócić do domu, przyjmujemy z pokorą ucząc się przegrywać i poddawać, aby tym bardziej nasza dusza dorastała do zadań, które Maryja chciałąby włożyć na nasze barki.

Co pielgrzym na głowie ma? Pielgrzym ma na głowie nosić czapkę. Pielgrzym ma na głowie nosić czapkę chroniącą głowę przed przegrzaniem i twarz przed poparzeniem słonecznym. Przed słońcem najlepiej chroni biała czapka, czy jasna, miękka, przewiewna, łatwo przepuszczająca parę wodną. Może być też słomkowy kapelusik. Bardzo pięknie wygląda grupa, jeżeli uda się zorganizować jednakowe nakrycia głów.

Przy zbliżaniu się temperatury do 30° C i braku chmur nakrycie głowy staje się świętym obowiązkiem, ponieważ udar słoneczny jest śmiertelnym niebezpieczeństwem w takich warunkach. W pielgrzymce chodzi wszak o oświecenie przez Ducha Świętego, a nie o ugotowanie go w słońcu. Pomyślmy także o niepotrzebnych kłopotach dla pielgrzymkowej służby zdrowia, gdy ktoś ma objawy udaru słonecznego.

Co pielgrzym nosi w plecaku? Pielgrzym nosi w plecaku to, co jest absolutnie niezbędne; każdy niepotrzebny kilogram będzie w drodze ciążył coraz bardziej. Konieczny jest napój 1-1,5 litra płynu uzupełnianego potem na postojach, nieprzemakalny lekki płaszcz albo parasol. Jedna porcja pożywienia na następny postój jeżeli pielgrzym czuje, że będzie głodny. Suche skarpetki na zmianę, gdyby zostały przemoczone, notatnik, długopis. Im plecak lżejszy, tym łatwiej skoncentrować się nie na jego noszeniu, ale na rekolekcjach w drodze. Bardzo przydatnym okazuje się kawałek folii, najlepiej dwukolorowej, 60x150 cm, na której nogi można wygodnie wyciągnąć, niezależnie od jakości podłoża. Przy ustabilizowanej pogodzie wystarczy butelka płynu i rulon folii przy pasku, a plecak jest zbędny.
Ile pielgrzym pije, czego i dlaczego? Pielgrzym przyjmuje w zależności od masy własnej i temperatury powietrza od 2 do 8 litrów płynów dziennie. Najlepszym napojem jest normalna woda pitna, źródlana, studzienna. Jako płyn pitny może być jeszcze uznana słaba, lekko osłodzona herbata albo lekki kompot. Także zupa i mleko liczą się do bilansu. Coca-cola i temu podobne nie gaszą pragnienia, a zazwyczaj powodują problemy żołądkowe: odbijania, zgagi. Normalny człowiek w temperaturze pokojowej, nie wykonujący wysiłku fizycznego potrzebuje od 2,2 do 2,4 litra płynu dla właściwego funkcjonowania przemiany materii i wydalania produktów odpadowych tej przemiany. Człowiekowi nie wolno oszczędzać wody do picia. Organizm człowieka nie gromadzi żadnych zapasów wody, a musi ona być w sposób ciągły uzupełniana w stosunku do potrzeb i strat. W zależności od temperatury i wysiłku zapotrzebowanie na wodę rośnie expotencjalnie. Należy podkreślić, że nie należy dopuszczać do zmuszania organizmu do oszczędzania wody. Przewlekłe oszczędzanie wody prowadzi do powstawania kamieni nerkowych, częściowo jest przyczyną powstawania kamieni żółciowych i ślinowych. Ponadto jest główną, prawie jedyną przyczyną przewlekłych zaparć.

Należy też rozumieć, że nasze nerki wykonują pracę nie wtedy, kiedy wydziela się pierwotny mocz, ale dopiero wtedy, gdy z tego pierwotnego moczu odciągają wodę i składniki potrzebne organizmowi, pozostawiając do wydalenia składniki szkodliwe. Gdy końcowy mocz zostanie zagęszczony do 1,5 litra to dalsza praca nerek jest zbędna i na dłuższą metę szkodliwa. Nerki mogą zagęścić końcowy mocz do 0,5 litra, ale zmuszone są przy tym do wykonywania niepotrzebnej pracy, a przez niepotrzebne zagęszczanie rośnie niebezpieczeństwo powstawania kamieni nerkowych.
Jeżeli kontrola jest możliwa to należy wiedzieć, że normalnym moczem jest mocz bardzo jasny albo słomkowy. Natomiast ciemny albo brązowy świadczy o deficycie wody. Gdy czujemy przy tym wyraźną suchość w ustach i pragnienie, to brakuje w organizmie co najmniej litr wody. Jeśli przy wstawaniu po postoju kręci nam się w głowie to znak, że brakuje nam około dwóch litrów wody. Jeżeli ktoś padnie po drodze z odwodnienia, to brakuje mu co najmniej trzech litrów wody. Aby nie dopuścić do takiej sytuacji należy pić, a nie tylko zwilżać usta. Podstawową potrzebę zapewnimy organizmowi wypijając 5 razy dziennie 0,5 litra płynu. Zaspokajając w ten sposób potrzeby organizmu nie doznamy szkody, nie przysporzymy pracy służbie zdrowia, nasz Anioł Stróż będzie miał jeden kłopot z głowy, a Maryja będzie się cieszyć, że możemy dalej wędrować.
Powyżej 36° C rozsądni ludzie odpoczywają, a wędrują o świcie i zmierzchu.

Co pielgrzym je i dlaczego? Pielgrzym je to, co dostanie. Dziękuje za to, co otrzyma. Błogosławi Boga za dary nieba, dziękuje swoim dobroczyńcom za te dary serca i spożywa, aby się posilić i móc wędrować dalej. Pielgrzym nie wybrzydza, nie wydziwia, nie wybiera, nie sugeruje, co by mu najbardziej smakowało, lecz raduje się że nie musi tego wszystkiego dźwigać, gotować, przygotowywać, a dobroczyńcy umożliwiają mu dalsze wędrowanie. Pielgrzym wie, że najpierw trzeba się posilić, a potem dopiero może chłonąć Ewangelię. Pielgrzymka nie jest i nie może być obozem kondycyjno-odchudzającym. Jeżeli cały rok folgujemy sobie w jedzeniu to pielgrzymka nie może być karą za to.
Pielgrzymka może i powinna być raczej powrotem do normalnego rozsądnego odżywiania się. A więc spożywamy co najmniej jedną bułkę czy kromkę chleba na śniadanie. Na obiad talerz zupy z niewielką ilością klusek, co najmniej dwa kartofle i trochę mięsa, jeśli dostaniemy. Na kolację nie zapominać o pomidorach, owocach i innych warzywach. Zawsze należy wykorzystać okazję i spożywać wystawione przez gospodarzy mleko i kompot, owoce i warzywa, aby wyrównać potrzeby witaminowe, ale nie należy nigdy jeść więcej, niż jemy na co dzień.

Zdarza się, że przez staropolską gościnność i uczty wystawiane przez wielu dobroczyńców można przy braku umiaru przytyć na pielgrzymce.Na odwrót pielgrzym, który będzie powtarzał bezsensowne, zawsze szkodliwe ostre diety w drodze, to po kilku pielgrzymkach zaczną mu trzeszczeć wszystkie stawy a szczególnie kolanowe, zaś po kilkunastu latach skończy się to ciężkimi degeneracjami stawów. Spowodowane jest to ostrymi niedoborami białek i witamin w takich dietach, a przecież w drodze występuje wzmożone zapotrzebowanie na nie. Cuda są i zdarzają się także na pielgrzymce. Nie wolno nam jednak żądać cudu ani oczekiwać go tam, gdzie jest niepotrzebny. Potrzebni jesteśmy Maryi i Panu Jezusowi zdrowi i silni, duchem i ciałem, i głównie tacy mamy być w rękach Pana Boga narzędziem do przeobrażania świata na lepsze. Staramy się przeto ponad wszystko ducha rozwijać i ciało umacniać, bo Bóg potrzebuje naszych rąk i sił do budowania Królestwa Bożego na ziemi. Jeżeli jednak darowana jest nam łaska przemieniania świata na lepsze przez nasze cierpienia, to przyjmujmy je z pokorą i wytrwałością.

Dlaczego pielgrzym nie może kąpać się w jeziorach, rzekach i stawach? Niestety mimo zakazów pielgrzymi próbują zażywać kąpieli. Przy wędrówce w skwarze i kurzu jest to całkiem normalne uczucie - wreszcie móc się zamoczyć w wodzie. Ponieważ jednak pielgrzym daje z siebie wszystko i idzie często - nawet sobie tego nie uświadamiając - na granicy własnych możliwości - to dodatkowy szok termiczny prowadzi do nagłego spadku ciśnienia, do nagłych masowych zaburzeń równowagi, zawrotów głowy, co prowadzi do całkowitej utraty orientacji i utonięcia. Już na postojach wielu pielgrzymów cierpi z powodu kurczów mięśniowych. W zimnej wodzie dochodzi do masowego kurczu mięśni ogarniającego najpierw łydkę, błyskawicznie wstępującego na udo, obezwładniającego dolną nogę, potem kończynę górną i całą połowę ciała. Dopłynięcie do brzegu czy chociaż wyjście z wody staje się niemożliwe. Bolesną prawdą jest, że co roku toną pielgrzymi, którzy łamią zakaz kąpieli.

Należy ciągle podkreślać, że w tym zakazie nie tkwi dodatkowa ofiara, ale szczególne ostrzeżenie przed niebezpieczeństwem grożącym człowiekowi po skrajnym wysiłku, gdy wchodzi do zimnej wody. Jeszcze bardziej narażają się ci, którzy w takich warunkach próbują ratować tonącego. Należy wzywać pomocy, rzucić tonącemu linę, podać długą gałąź albo popchnąć w jego kierunku coś pływającego. Lecz jeśli nie jesteśmy ratownikiem, który trenował w ekstremalnych warunkach, to rzucając się do wody raczej sami utoniemy, a tonącemu nie pomożemy. Należy też dodać, że także po pielgrzymce musimy odpocząć i wrócić do stanu równowagi i w żadnym razie na drugi dzień po jej zakończeniu nie próbujmy przepłynąć przez jezioro.

Ile pielgrzym ma bąbelków i po co? Pielgrzym ma od zera do 64 bąbelków. Pielgrzym ma bąbelki aby wiedział, że za mało używał nóg przed pielgrzymką, żeby zrozumiał, że ma złe buty albo złe skarpetki. Ponadto aby wiedzieć, jak bardzo palenie papierosów ogranicza krążenie krwi w stopach. Aby się nauczyć, że trzeba codziennie chodzić 5 do 8 km. Aby do następnej pielgrzymki odpowiednio się przygotować. Na mojej pierwszej pielgrzymce po pierwszym etapie miałem 36 bardzo bolesnych bąbli, a do końca wędrówki mimo, że połowę trasy mnie wieziono, miałem ich 64. Dwa lata później, już wolny od nikotyny, po odpowiednim treningu i w lepszych butach nie miałem ani jednego.
Opatrywałem poranione, zbąblowane stopy pielgrzymów nieraz do północy. Masowałem zmęczone stopy na postojach, masowałem zacierające się ścięgna i za pomocą dużego noża poprawiałem kształt obcasów. Obserwowałem, pytałem, wyjaśniałem i mogę śmiało twierdzić, że dobre buty to 50%, a wychodzone nogi to 30% gwarancji, że nie będzie bąbelków. Pielgrzym ma bąbelki po to, by zgłosić się z nimi do punktu medycznego, a nie po to, by starać się je przetrzymać. Prawidłowo leczone bąbelki pozostawią jeszcze dość cierpienia, aby spełniły się nasze intencje. Nieleczone będą się rozrastały i uniemożliwią dalsze pielgrzymowanie.

Czego z bąbelkami robić nie wolno Po pierwsze - nie wycinać.
Po drugie - nie przecinać.
Po trzecie - nie infekować.
Po czwarte - nie rozdzierać.
Po piąte - nie zadawać bólu.

1. Mimo, że boli i piecze, skóra bąbelkowa jest najlepszym naturalnym opatrunkiem. Jej wycięcie spowoduje powstanie następnego dnia w tym samym miejscu bolesnej rany, która uniemożliwi nam dalsze wędrowanie.
2. Duże przecięcie całego bąbla spowoduje efekt częściowo podobny jak przy wycinaniu i dodatkowo stan zapalny pod resztkami skóry.
3. Nieprawidłowe, niezgodne z zasadami higieny zaopatrywanie bąbelka spowoduje jego zainfekowanie i następny stan zapalny, a w dalszej kolejności ropienie. Nogi przed zaopatrywaniem bąbelków należy umyć, a najlepiej wymoczyć w wodzie z mydłem. Skórę przed wykonaniem zabiegu należy zdezynfekować. Najwyższy czas, aby skończyć z przecenianiem dezynfekującej mocy spirytusu. Przetwory spirytusu działają tylko na powierzchni skóry i są mało skuteczne. Nowoczesne, atestowane substancje do dezynfekowania działają na: bakterie, grzyby i wirusy; także w głębokich porach skóry. Oczywiście muszą one mieć czas na zadziałanie, to znaczy po nawilżeniu nimi powierzchni należy odczekać 30 sekund i dopiero potem wykonywać zabieg. Aby nie tracić czasu i nie niecierpliwić się, należy najpierw przygotować pole zabiegu, przez nawilżenie go płynem dezynfekującym, a potem przygotować: igłę, waciki, maść, gazę przylepną itp. Trwa to około 30 sekund. Potem sprawnie i i szybko wykonujemy zabieg i zaopatrujemy odpowiednio pole po zabiegu.
4. Przekłuwanie igły przez bąbelek, a potem wykonywanie nią ruchów rozdzierających należy odrzucić i nie akceptować.
5. Zajodynowanie albo polanie spirytusem na bąbelek po takim zabiegu jest niezrozumieniem roli lekarza albo pielęgniarki jako miłosiernego samarytanina. Należy przede wszystkim unikać zadawania bólu. Po prostu wybierać metody, które nie bolą. A jeżeli bąbelek jest głęboki, zapalny i bardzo bolesny, to należy go najpierw znieczulić przez nałożenie na kilka minut maści znieczulającej (np. anathesin) albo przez upuszczenie strzykawką trochę płynu i dostrzyknięcie środka znieczulającego (lignocain 2%, procain 2%, biouwacain 0,5%).

Przyczyny powstawania bąbelków Pierwotną przyczyną powstawania pęcherzy na stopach podczas marszu jest miejscowe mechaniczne przeciążenie skóry, która nie wytrzymuje: ocierania, pociągania, wkleszczania, szarpania i reaguje obronnie wytworzeniem bąbelka w centrum tegoż maltretowania. Gdy jednak pęcherz jest już utworzony i przepełniony płynem, to jego dalsze uciskanie za każdym krokiem powoduje dalsze rozwarstwianie się skóry na brzegach i jego rozrastanie. W ekstremalnych warunkach widzi się pęcherze, które obejmują całe przedstopie. Dlatego bardzo ważnym jest odpowiednio wczesne wykonanie zabiegu. Celem zabiegu jest takie zaopatrzenie bąbelka, aby wydzielany płyn mógł w miarę swobodnie odpływać na zewnątrz, jednakże jego wnętrze powinno pozostać niedostępne dla bakterii, grzybów i wirusów, a wtedy ma szansę wyleczyć się sam w dalszej wędrówce.
Bóle stopy i podudzia wywołane złym obuwiem Najczęstszą dolegliwością jest przeciążenie mięśni, ścięgien i troczków z przodu goleni. Są to:
- miesień piszczelowy przedni
- mięsień prostownik długi palców
- mięsień prostownik długi palucha

Nie wnikając w szczegółowe funkcje anatomiczne można powiedzieć, że mięśnie te podnoszą stopę i palce do góry, a u pielgrzyma hamują stopę przed klapnięciem przodostopiem o podłoże o podłoże przy wykroku. Umożliwiają lekkie, płynne położenie stopy wykrocznej na powierzchni. Jeżeli ktoś bardzo mało chodził to na początku ta grupa mięśni będzie zawsze bolała do czasu, aż się odpowiednio wytrenują. Jeżeli obcas buta jest nieprawidłowo ukształtowany to obciążenia na te mięśnie są 2-3 krotnie większe niż podczas chodzenia na boso. Do stałego wyposażenia mojej lekarskiej torby pielgrzymkowej należy duży, solidny nóż, którym na postojach odpowiednio obcinam (modeluję) obcasy u dziesiątków par butów. Jeżeli ten 'zabieg' zostanie wykonany odpowiednio wcześnie, to bóle ustępują w dalszej drodze.
Drugą co do częstości przypadłością są bóle i dolegliwości przodostopia spowodowane przez zbyt wąskie buty w przodostopiu. Gdy są to buty pełne, pomocne jest wiązanie tylko u góry, a pozostawienie w przodostopiu 2 do 3 wolnych oczek. Trzecią co do częstotliwości przyczyną dolegliwości są głęboko wykolebkowane wkładki albo głębokie wąskie kolebki w sandałach. Wkładkę wyjmujemy i odrywamy albo odrzynamy wszystkie nakładki oprócz peloty środkowej i tą samą - skórę z pelotą wkładamy do buta, a bóle pięty ustępują w drodze. Czwartą co do częstości przyczyną dolegliwości są trzeszczące zapalenia ścięgna Achillesa. Według moich obserwacji jedyną tego przyczyną jest ucisk cholewy buta albo rzemienia sandałów na pracujące ścięgno. W naturze nic w tej okolicy nie ciśnie, toteż na ciągły ucisk podczas przesuwania się ścięgna w pochewce reaguje ona stanem zapalnym i obrzękiem. Wyczuwalnym objawem tego zapalenia jest trzeszczenie ścięgna Achillesa przy poruszaniu stopą. Najczęściej wystarcza wytłumaczenie przyczyny dolegliwości i usunięcie jej przez luźne sznurowanie buta u góry. Niekiedy trzeba wykonać nacięcia na pasku sandałów, jeżeli jego górna krawędź uciska na ścięgno. 'Wygodne wymoszczenie' górnego brzegu cholewki buta pełnego drażni często tak dalece ścięgno Achillesa, że musi być ono w jego okolicy wyskubane, a wtedy bóle ustępują.
Jeżeli pacjent z trzeszczącym zapaleniem ścięgna Achillesa przychodzi do chirurga, to najczęściej dostaje gips na dwa tygodnie. Pielgrzym otrzymuje na noc opatrunek z maści butapirazolowej albo lepiej naproxen i poprawę buta. Przy poprawionym bucie bóle i trzeszczenie ustępują w drodze! Jeżeli zgłosi się w drodze z narastającym bólem i trzeszczeniem to musi do wieczora odpocząć, a po odpowiednim zaopatrzeniu może następnego dnia pielgrzymować.

Asfaltówka? Alergia na asfalt? Alergia na asfalt nie istnieje.
Jest to błędne rozpoznanie przyczyny występującej alergii. Na odkrytych powierzchniach nóg asfaltówka nie występuje, a pojawia się tam, gdzie skóra ma albo miała kontakt ze skarpetami, pończochami, spodniami lub spódniczką. Asfaltówka występuje u ludzi, którzy już mają skłonność do alergii albo tlącą się alergię. Asfaltówka jest ostrym wybuchem alergii kontaktowej na detergenty i sztuczne enzymy z proszków i płynów do prania, niedostatecznie wypłukanych z kontaktującej się ze skórą odzieży. Asfaltówka może się pojawić także przez niedostateczne spłukanie ze skóry resztek mydła, a w szczególności płynów do kąpieli. Skóra na nogach w czasie marszu poci się i przegrzewa. W pocie rozpuszczają się resztki proszków do prania i przechodzą na skórę. W przegrzanej skórze wnikają one przez otwarte pory w głąb skóry - wtedy może się zacząć reakcja alergiczna.
Aby zapobiec asfaltówce nie należy używać płynów ani płynnych mydeł do kąpieli, tylko normalnego mydła szarego albo oliwkowego. Po kąpieli skórę należy bardzo dokładnie spłukać! Błędnym jest założenie, że nowoczesne pralki płuczą doskonale. Jest wręcz odwrotnie - płuczą niedostaecznie. Bieliznę po skończonym cyklu prania (5 razy płukanie) należy jeszcze raz włączyć na dodatkowy cykl płukania. Dopiero powtórny cykl płukania, czyli razem 8 do 10 pojedynczych cykli obniża poziom detergentów i enzymów piorących w ubraniu na tyle, że asfaltówka nie będzie występowała. W ogóle - aby przepocone ubranie nie 'gryzło', nie 'szczypało' i nie 'swędziało' należy wszystkie rzeczy zabierane na pielgrzymkę dodatkowo wypłukać. Konieczne w tym miejscu jest podkreślenie, że niedopuszczalnym z punktu widzenia higieny antyalergicznej jest używanie dodatków chemicznych 'zmiękczających' do bielizny, pościeli czy ręcznika. Jeśli ktoś koniecznie chce dostać asfaltówki to najlepiej codziennie wyprać ręcznie pończochy w płynie typu 'ludwik' i po jednorazowym płukaniu zakładać je na nogi.

Obrzęk limfatyczny skóry podudzi Zaczyna się obrączkowym obrzękiem skóry powyżej kostek. Wstępuje na całe podudzie. Skóra jest napięta, gładka, nacieczona, lśniąca i bardzo bolesna. Ból nasila się i powoduje uczucie jak gdyby skóra miała się rozedrzeć za każdym krokiem (można mieć o nim pojęcie jeżeli kiedyś komuś wykonano na przedramieniu - dla głupiego żartu - tak zwaną pokrzywkę). Ból ten uniemożliwia dalszą wędrówkę. Obrzęk i ból są tak nasilone, że nawet doświadczony lekarz może postawić błędną diagnozę zakrzepicy żył głębokich podudzia albo zakrzepicy żył powierzchniowych. Zakrzepica żył głębokich podudzia jest śmiertelnie niebezpieczną chorobą, natomiast obrzęk limfatyczny skóry nie jest groźny. Ale dlatego właśnie w razie wątpliwości chory musi być konsultowany, najlepiej w poradni chirurgicznej przy szpitalu.

Leczenie polega przede wszystkim na spoczynku. Maści, leki przeciwzapalne pomagają tylko w spoczynku. Przy próbie dalszego wędrowania obrzęk i ból gwałtownie się nasila. Aczkolwiek przyczyna tej choroby nie jest znana to myślę, że sprawdzi się moja hipoteza, iż obrzęk limfatyczny skóry podudzi po dłuższym marszu występuje na skutek niedoboru selenu w organizmie. Podobnie jak jod także i selen jest pierwiastkiem, którego zaczyna brakować w pożywieniu w Europie. Jajka, wątróbki, podroby i kanadyjska pszenica są bogate w selen. Selen zawarty w tabletkach drożdżowych - masowo sprzedawany w aptekach i sklepach - jest dla naszego organizmu praktycznie niedostępny. Tylko sól sodowa selenu (natrium selenium) w tabletkach jest bezpośrednio dostępna dla naszego organizmu. Człowiek potrzebuje na co dzień około 100 mikronów selenu, czyli na cały rok około 35 miligramów! Na następną pielgrzymkę zabiorę ze sobą zapas wysoko dawkowego selenu, aby potwierdzić albo wykluczyć moją hipotezę. Leczniczo należy wziąć przez trzy dni 3 razy 300 mikrogramów, aby ostre niedobory szybko wyrównać. Następnie przez tydzień raz dziennie 300 mikrogram i na dłuższy czas 100 mikrogram dziennie.

Do Nieba nie ma połączenia telefonicznego Podczas pielgrzymki łączymy się tylko z Niebem z pomocą specjalnych połączeń znanych i niezmiennych od wieków. Należy umówić się z rodziną, że tylko po apelu, ok. g. 21.30 wymieniamy się informacjami i dzielimy radościami. Jeśli ktoś wysłał z pielgrzymki kilkadziesiąt SMS-ów to najczęściej utracił szansę duchowego jej przeżycia, a chciał tylko pokazać wszystkim, że na niej był. Należy sobie w pełni uświadamiać, że jeżeli w małym kościółku o konstrukcji żelbetowej włączonych jest dwieście telefonów, to na głowę przypada nie jeden, ale kilkadziesiąt watów. A nie do oszacowania są fale odbite, błądzące i interferujące, czyli jak mówią studenci 'mózg się lasuje'. Nieczęsto uświadamianym a śmiertelnym niebezpieczeństwem jest nadciągająca burza. Już pojedyncze telefony wywołały uderzenie pioruna, a kilkadziesiąt włączonych telefonów tworzy między grupą pielgrzymkową a stacją nadawczą kanał 'troszeczkę' zjonizowanego powietrza, który niechybnie zostanie wybrany i zamieniony w kanał śmiertelnej plazmy przez pojawiający się w okolicy piorun.
Telefonem komórkowym a pielgrzymce szkodzimy naszej duszy niepotrzebnym zagłuszaniem, niepotrzebnie absorbujemy nasz umysł przez koncentrowanie się na rzeczach nieważnych i zatruwamy nasz organizm przez nadmierną ekspozycję w sumujących się polach elektromagnetycznych.


Stanisław Gawroński, 'Poradnik pielgrzyma'
Borken - Lubraniec - Włocławek 2005
Wydanie prywatne autora


Czym jest pielgrzymowanie

     W Pierwszej Księdze Królewskiej poznajemy dramatyczną historię proroka Eliasza, który musiał walczyć z różnymi przeciwnościami. Izrael odwrócił się od przymierza z Bogiem, nie tylko nie chciał usłuchać proroka, ale nawet go prześladował z powodu głoszonych przez niego pouczeń oraz wezwań do nawrócenia. Przed swoimi nieprzyjaciółmi Eliasz musiał uciekać na pustynię. Czuł się bardzo zmęczony fizycznie i psychicznie. Wyczerpany, woła do Boga: "Odbierz mi życie, bo nie jestem lepszy od moich przodków" (1 Krl 19, 4). I właśnie wtedy, gdy ta myśl ogarnęła proroka, ukazuje mu się anioł, aby go wezwać do wędrówki w nieznane.

Zobacz więcej Eliasz przez czterdzieści dni i nocy szedł do góry Horeb. Tam w grocie usłyszał głos Pana. Mógł Mu szczerze wyznać swój ból i zwątpienie. Wtedy Bóg wezwał Eliasza na spotkanie: "Wyjdź, aby stanąć na górze wobec Pana!". Najwyższy nie objawił się ani w wichrze, ani w trzęsieniu ziemi, ani w ogniu, ale w łagodnym powiewie wiatru. To spotkanie odrodziło proroka i na nowo rozpoczął swoją misję.

Od wieków każdy pątnik idzie śladami Eliasza. Bóg jest zawsze i wszędzie obecny, ale są takie miejsca, w których Jego obecność zostaje niejako "spotęgowana". Tam człowiek potrafi usłyszeć Boga tak jak Eliasz - w lekkim powiewie wiatru. Pielgrzymka to swoista przestrzeń - podobna do drogi ku świętej górze Horeb. W niej i poprzez nią Bóg staje się człowiekiem, aby go przemienić i wezwać do urzeczywistniania powołania. Ostatecznie dzieje się to na Świętej Górze.

Tradycja pielgrzymowania jest obecna od samych początków chrześcijaństwa. Już pierwsi chrześcijanie pielgrzymowali do miejsc pobytu Chrystusa. W III w. pewien pątnik z Galii opisywał, że widział kamień, przy którym Judasz zdradził Jezusa. We wczesnym średniowieczu miejscem czci pątników stały się także groby męczenników, na przykład pochowanych na watykańskim cmentarzu. Wiemy również o prześladowaniach, jakie spotykały wiernych, którzy nawiedzali grobowce męczenników znajdujące się poza murami miasta. Przypomnijmy, że zgodnie z obyczajem rzymskim początkowo grzebano zmarłych wzdłuż dróg wylotowych z miasta (później w tych miejscach powstawały słynne rzymskie katakumby).

Gdy minęła epoka prześladowań, po edykcie Konstantyna (313 r.), męczenników zaczęto chować w kościołach, w pobliżu ołtarza. Odtąd pątnicy zmierzali do miast, w których przechowywano relikwie. Niejednokrotnie celami pielgrzymki były pustynne odludzia, miejsca życia i modlitwy pobożnych pustelników, którzy porzucili społeczeństwo, by w ten sposób dawać świadectwo swego zawierzenia Bogu. Świątobliwi asceci służyli innym swoją radą i duchową pociechą. Szczególnie często wierni nawiedzali ascetów, którzy w radykalnie skrajny sposób wyrażali pokutę, np. znaczną część doby modlili się stojąc na kolumnach, bez żadnej osłony.

Ruch pielgrzymkowy musiał być dość intensywny, skoro Antoni Pustelnik wielokrotnie zmieniał miejsce pobytu na pustyni, ponieważ nie mógł spokojnie modlić się z powodu licznych odwiedzin. Wiemy też, że pewien diakon z Aleksandrii założył rodzaj biura pielgrzymkowego, ponieważ wystawiał przepustki do św. Antoniego Pustelnika.

Od początku chrześcijaństwa były znane pielgrzymki do miejsc, w których moc Boża objawiła się przez Aniołów, szczególnie przez Michała Archanioła. Jedno z takich sanktuariów św. Michała znajduje się w Normandii, nad samym brzegiem oceanu. Owa Góra sw Michała już w średniowieczu stała się tradycyjnym miejscem pielgrzymowania dzieci i młodzieży.

W wiekach średnich zrodziły się także pielgrzymki do takich miejsc, w których były figurki lub obrazy słynące łaskami. Prowadziły do nich specjalne trasy pielgrzymkowe. Przy nich budowano kościoły, klasztory i specjalne schroniska, by pątnicy mogli otrzymać konieczną im pomoc duchową i materialną. Podejmowanie takiej pielgrzymki było czasem jednym z najważniejszych aktów religijnych w życiu, wymagających nie tylko hartu ducha, ale i wyjątkowych przygotowań. Pątnikami stawali się ludzie wszystkich stanów. Z biografii Kartezjusza - na przykład - dowiadujemy się, że dwukrotnie pielgrzymował do Domku Maryi w Loreto. W Polsce zachowały się liczne świadectwa pielgrzymek do różnych sanktuariów w całej Europie i do Ziemi Świętej. Ale chyba najsłynniejsze napisał Władysław Reymont.

Był rok 1894. Dwudziestosiedmioletni, jeszcze nie znany literat, a bardziej dziennikarz, uczestniczy w tradycyjnej pieszej pielgrzymce z Warszawy na Jasną Górę. Gdy potem opisze swoją pątniczą drogę, znakomicie utrwali nie tylko obyczajowość pielgrzymowania, ale przede wszystkim przemianę duchową, która dokonała się w nim samym. Z Warszawy wyruszył ktoś, kto patrzył na pielgrzymkę z pełnym sceptycyzmu dystansem, ale przed Jasnogórskim Obrazem stanął już człowiek zupełnie inny wewnętrznie. Reymont potrafił rzetelnie opisać, jak bardzo pielgrzymowanie przemienia człowieka, ponieważ sam to przeżył.

Wróćmy do biblijnej opowieści o Eliaszu. Na górze Horeb prorok został umocniony. Otrzymał misję namaszczenia królów oraz nieustannego karcenia i pouczania Izraela. A więc pielgrzymowanie to doświadczenie obecności Pana, które sprawia, że człowiek rozpoznaje, że został posłany. To przeżywa każdy pątnik. Trudzi się, aby spotkać Boga i poprzez to spotkanie odnaleźć sens swego istnienia, nadać mu nadprzyrodzony wymiar. Pielgrzymowanie jest metaforą życia chrześcijanina. Ta myśl powraca w rozważaniach św. Pawła i św. Piotra. Św. Piotr wprost nazywa człowieka pielgrzymem bez swojej ojczyzny (por. 1 P 2, 11). W listach św. Pawła czytamy: "wiemy, że jak długo pozostajemy w ciele, jesteśmy pielgrzymami, z daleka od Pana" (2 Kor 5, 6).

W tym kryje się najgłębszy sens podjęcia pątniczego trudu. Pielgrzymując ku Jasnej Górze odkrywamy prawdę, która ma moc przemieniania naszej codzienności - na tej ziemi jesteśmy tylko gośćmi i pielgrzymami z daleka od domu Ojca (por. Hbr 11, 13)


Praca zbiorowa pod redakcją ks. Zygmunta Malackiego
"Ku Jasnej Górze z WAPM", Wydawnictwo Archidiecezji Warszawskiej 1998
Zespół redakcyjny: Anna Borkowska, Marzena Czapczyk, Paweł Jakub Kaleta,
Ks. Zygmunt Malacki, Krystyna Szczerbińska, Jacek Szczerbiński, Ewa Anna Zając


Vademecum pielgrzyma

     Pomysł napisania "Vademecum Pielgrzyma" zrodził się w czasie przygotowań do X Warszawskiej Akademickiej Pielgrzymki Diecezjalnej (WAPD) aD. 1990. Obserwacja pielgrzymki na przełomie lat 80. i 90. XX wieku doprowadziła do istotnych wniosków. Zauważyliśmy, że w szybkim tempie przybywa nam młodych pielgrzymów, a ubywa "weteranów". Ci ostatni - często związani z WAPD od samego jej początku - odchodzili, bo niekiedy pielgrzymowanie pojmowali jako wyraz buntu przeciw zniewoleniu totalitarnemu lub - zwyczajnie - zaczęli dorosłe życie po studiach (kłopoty z urlopem, obowiązki rodzinne itp.) W pątniczej wspólnocie - jak w każdej rodzinie - kodeks postępowania powinien być przekazywany - poprzez osobisty przykład - "z pokolenia na pokolenie". Tymczasem w naszej pielgrzymce "zmiana pokoleniowa" następowała szybko, dlatego niektórzy młodzi ludzie nie mieli możliwości uczyć się od starszych i brakowało im świadomości, czym jest pielgrzymowanie. Aby pomóc Księżom Przewodnikom kształtować pielgrzymkowe wzorce, postanowiliśmy napisać cykl krótkich rozważań, które miały być odczytywane i komentowane na początku każdego etapu przez pierwsze trzy dni. W niektórych fragmentach rozważania są "twardą mową", to znaczy otwarcie mówimy o niegodnych postawach, aby uchronić przed nimi pątników. Wiemy bowiem, że niekiedy rzeczywiście nie zła wola, ale pewna niefrasobliwość czy wewnętrzna słabość jest źródłem niewłaściwych zachowań. Myślę, że po latach teksty "Vademecum Pielgrzyma" nie straciły swej aktualności i mogą służyć każdemu, kto dopiero uczy się, co to znaczy być pątnikiem.

Czy pielgrzymom potrzebny jest program duchowy? Gdy przyszedłeś zapisać się na pielgrzymkę, otrzymałeś kartkę z programem duchowym pielgrzymki. Osoba zapisująca pewnie zwróciła Ci uwagę na jego znaczenie. Zachęciła do jego przeczytania jeszcze przed wyruszeniem w drogę.Czym dla Ciebie jest program duchowy pielgrzymki? Czy zaglądasz do niego? Czy przyjmujesz ćwiczenia duchowe, które zostały powiązane z tematem rozważań każdego dnia?

Program duchowy ma Ci pomagać w Twojej pracy wewnętrznej. Nikt Ciebie w tym wysiłku nie zastąpi. Niekiedy mówimy, że pielgrzymka dla niektórych pielgrzymów jest rajdem. Oznacza to, że ów Brat czy Siostra zrezygnowali z pracy wewnętrznej. Niezwykle istotne jest, abyś zdobył się na ten wewnętrzny wysiłek. Ksiądz Przewodnik, konferencje, rozważania, ćwiczenia duchowe - to są jedynie Twoi pomocnicy, którzy pomagają Ci w duchowym pielgrzymowaniu. Szczególnie ważne jest uznanie, że każdemu z nas potrzebna jest asceza. Boisz się tego słowa, nie lubisz go, ale - niestety - to nielubienie oznacza, że nie rozumiesz istoty wiary. "Pokutujcie i nawróćcie się, by grzechy wasze zostały zgładzone" (Dz 3,19). Wiara wymaga od nas, byśmy w sobie coś zmieniali, poszukiwali właściwej postawy. Pielgrzymka jest szczególnie dla ciągle z siebie zadowolonych, usatysfakcjonowanych swoją postawą, usprawiedliwiających swoją nijakość i bylejakość. Ćwiczenia duchowe przypominają, że nasza wiara jest bardzo niedojrzała i bardzo jest nam potrzebny wysiłek duchowy. I że po powrocie powinniśmy być inni. Tragedią pielgrzyma jest to, że po powrocie z pielgrzymki nic się w człowieku nie przemieniło, pozostał taki sam, jakim był wcześniej. Dlatego zaglądaj do naszego programu duchowego. Już na początku dnia. Może wtedy, gdy czekasz na wymarsz z noclegu. Pamiętaj o nim przez cały dzień. Szczególnie istotne, byś pamiętał o intencjach modlitewnych. Myślę, że jeżeli świadomie będziesz korzystać z programu duchowego, to i nowego znaczenia nabiorą konferencje i rozważania, których słuchasz w czasie drogi.

Komunia Święta - pokarm pielgrzyma O przeżywaniu Eucharystii

Zacznę od naszkicowania niemiłych sytuacji, które może - niekiedy - dostrzec ktoś, kto patrzy na pielgrzymkę z boku. Gdzieś tam dalej... kilkaset metrów dalej pielgrzymi się modlą... W blasku słońca błyska hostia. A tu kilkuosobowa grupa pielgrzymów wchodzi do zagrody w poszukiwaniu śniadania. Gdzieś dalej grupa pielgrzymów spokojnie odpoczywa. Jeszcze w innym miejscu jakiś pielgrzym pertraktuje z gospodarzem, aby ten zaczął rozdawać smaczne bułeczki. A gdy znajdziemy się bliżej miejsca modlitwy, na obrzeżach spotkamy wielu, którzy odpoczywają nie pamiętając o tym, że uczestniczenie we Mszy św. wymaga właściwej postawy. A może o Tobie ta opowieść? Jak Ty uczestniczysz w Eucharystii? Jaką przyjmujesz postawę?

Ktoś powie, że to świadome wyolbrzymianie, karykaturalne i nieprawdziwe. Niestety, zdarza się, że niektórzy pielgrzymi nie uczestniczą we Mszy św., bo nie czują takiego obowiązku czy potrzeby, albo uczestniczą w sposób niegodny. Pielgrzymka, w której nie ma miejsca na godne przeżywanie Eucharystii jest niestety tragiczną pomyłką. Dlaczego? Pielgrzymka to Kościół w drodze, to czas i miejsce święte, to przestrzeń nieustannej obecności Boga. Człowiek nie tylko swoim wnętrzem, ale również ciałem powinien wyrażać swoją postawę wobec Boga.
Ponadto, najniezbędniejszym pokarmem pielgrzyma jest Eucharystia. Bóg każdego z nas karmi i umacnia Chlebem, bez którego trudno znieść wyrzeczenia, bez którego trudno nieustannie się modlić, bez którego niemożliwa jest przemiana życia. Do Eucharystii zawsze trzeba się przygotować. Nie wolno nam improwizować. Nie wolno iść na spotkanie z Chrystusem w duchowym rozgardiaszu, bez właściwego nastawienia ducha. Chodzi nie tylko Sakrament Pojednania. Chodzi też o Twoje duchowe przygotowanie do każdej Eucharystii. Etap, który poprzedza Eucharystię, powinien być takim duchowym przygotowaniem. O tym, czy godnie karmisz się Ciałem Chrystusa decydujesz sam, już teraz.

Księża na pielgrzymce Znam owce moje, a moje Mnie znają (J 10,14)

"Kapłan, który Mnie zastępuje, to nie on działa, ale Ja przez niego - powiedział Pan Jezus do św. siostry Faustyny. - Każde jego słowo szanuj jako moje własne; on Mi zasłoną, pod którą się ukrywam". Kto z pątników znał i pamiętał te słowa, miał możność przez dziesięć dni patrzeć na duszpasterzy pielgrzymkowych tak, jak sobie tego życzy Pan Jezus.
Dziesięć dni to niemało, by w kapłanie rozpoznać Chrystusa, by być pod jego urokiem i otworzyć swoją duszę na jego zbawienny wpływ, Według jakich kryteriów zostali powołani do grona pielgrzymów - nie jest mi wiadomo. Natomiast bez trudu można dostrzec, czy byli gorliwi, czy starali się godnie zastępować Pana i jak dalece angażowali się w prowadzenie swoich stadek na zielone niwy i nad spokojne wody. Była ich ponad setka - w różnym wieku i z różnych stron Polski, ale większość stanowili ludzie młodzi. Księża, diakoni, klerycy i zakonnicy pełni werwy i wewnętrznej radości, doskonale utożsamiali się z młodzieżą. Ich pogoda ducha i życzliwość sprawiły, że już od pierwszych kilometrów zyskali sobie sympatię i wielu nowych przyjaciół.
Nić serdeczności została zadzierzgnięta, mimo to pamiętali o odpowiednim dystansie, co zapewniało im szacunek, subordynację i tak bardzo ważne zaufanie. Ono bowiem umożliwiało otworzenie serc na zwierzenia z najtrudniejszych i najbardziej zagmatwanych sytuacji życiowych. Dodatkową okolicznością sprzyjającą było to, że na trasie księża nie byli tak dostojni i tak oficjalni jak w kościele; jedli bowiem z nami ten sam chleb, pili wodę z tych samych studni i leczyli pęcherze na nogach - jak wszyscy. Wkrótce stali się niezastąpionymi powiernikami szczególnie dla tych, których we własnych środowiskach nikt nie chciał wysłuchać. Każdy pątnik mógł według upodobania porozmawiać z wybranym księdzem. Było to szczególnie istotne w przypadku zakonników, którzy uosabiali specyfikę swoich kongregacji. A dodać należy, że wśród pielgrzymkowego duchowieństwa byli: kapłani diecezjalni, ojcowie salwatorianie, pijarzy, jezuici, franciszkanie, misjonarze.

Niby małą, a w rzeczywistości wielka pracę niepozornych czasem kapłanów trudno byłoby oszacować. Tylko Pan Bóg wie, ile zdziałali dobrego. Ich konferencje, zaskakująco mądre jak na młody wiek, słuchane były z uwagą i skupieniem, a wskazówki - akceptowane. Najważniejsze jednak było, że każdy z nich przynosił nam Jezusa, gdyż codziennie kilka tysięcy pątników z ich rąk przyjmowało Komunię Św. Obok kapłańskiej młodzieży niemało było księży dojrzałych, doświadczonych i odpowiednio przygotowanych do pracy duszpasterskiej na wysokim poziomie. Emanował z nich spokój, dostojeństwo i ta nieuchwytna, ale wyczuwalna bliskość Boga. Cieszyli się wielkim autorytetem. Nie udało mi się dotrzeć do wszystkich grup, zatem z obawy, by któregoś z nich nie umniejszyć przez mimowolne pominięcie, nie wymieniam żadnego, z wyjątkiem salwatorianina z Grupy Zielonej, księdza Krzysztofa Wonsa. On bowiem spełniał szczególną rolę w kształtowaniu osobowości młodych ludzi. Niewątpliwie należał do kapłanów pielgrzymkowych wielkiego formatu. Uzyskawszy specjalizację z teologii duchowości na rzymskim Gregorianum, w centrum swej kapłańskiej posługi postawił terapię dusz ludzkich, przy czym sens swojej obecności pielgrzymkowej widział przede wszystkim w roli spowiednika. Po studiach rzymskich przez kilka lat pracował jako ojciec duchowny Wyższego Seminarium Duchownego Salwatorianów w Bagnie koło Wrocławia. W 1997 założył w Krakowie Centrum Formacji Duchowej, którego jest dyrektorem. Do WAPM dołączył jako neoprezbiter w roku 1985 i już w niej pozostał.

Zwykle kroczył na przedzie grupy w odległości kilkunastu metrów od reszty i spowiadał. Tuż za nim, w pierwszych szeregach grupy skupiali się następni penitenci z długiej kolejki, która - jak mówiono - sięgała nieraz kilku dni. Mimo to był uprzejmy znaleźć i dla mnie czas na rozmowę. "Oceniając łaski, jakie Pan Bóg ofiarował człowiekowi poprzez Sakrament Pokuty - powiedział - spowiedź stwarza możliwość wewnętrznego otworzenia się i rozpoznania siebie samego, samopoznania. To zaś prowadzi do odnalezienia Boga i spotkania z Chrystusem, choć na początku rozmowy wielu jeszcze o tym nie wie". Zauważył, iż niewiarygodnie dużo jest młodzieży poranionej: z rodzin rozbitych, odrzuconej, niekochanej, takiej, która dotąd nie miała szans ani na samopoznanie, ani na samorealizację. Ta młodzież, gdy zwierzała się ze swoich zranień - ukazywała wielką tęsknotę do innego życia, do odmiany. A gdy ks. Krzysztof otwierał jej oczy na miłość Jezusa, nie umiała ukryć swego zaskoczenia spotkawszy Boga, który jako pierwszy ją zaakceptował. "Starałem się dotrzeć do niej - mówił - poprzez słowa Izajasza, który w imieniu Pana zapewniał: Jesteś w moich oczach drogi, cenny i ja cię miłuję... (Iz 43,4)". Ks. Krzysztof widział też istnienie wielkiego niebezpieczeństwa, które w każdej chwili może tę zranioną młodzież pociągnąć ku złemu środowisku, gdzie otoczona pseudowartościami nie będzie miała szans prawidłowego spojrzenia na własne życie. "Zatem - mówił dalej - starałem się ją przekonać, że nikt jej nie pomoże, jeśli sama sobie nie zechce pomóc. Radziłem jej, by wróciwszy do tych samych problemów, spróbowała przenieść do domu tryb życia pielgrzymkowego: codzienną modlitwę, wczesne wstawanie i akceptowanie niewygód. Ale podkreślałem też, że konieczne jest poszukanie jakiejś wspólnoty duchowej, bo codzienność, niestety, zamyka drogę do Boga. Poza tym trudno jest iść do Niego w pojedynkę. Przekonywałem, że udział w pielgrzymce powinien stać się duchowym zastrzykiem w procesie uzdrawiania". Na pytanie, jak Ojciec ocenia duchowość dzisiejszej młodzieży odpowiedział, iż w zasadzie pozytywnie. Młodzież posiada bowiem głęboką potrzebę przeżycia religijnego, którego on sam jeszcze nie umie nazwać, ale to, że ona istnieje, ma bardzo duże znaczenie. "Oprócz tego - powiedział - dostrzegam pewną płytkość przeżyć i nienasycenie, toteż głośne i spontaniczne śpiewy nie mogą jeszcze być świadectwem prawdziwej wiary". Mimo to przyznał, iż cieszy się, że Bóg jest dla młodzieży wielką radością, gdyż na jej tle doświadczeni kapłani mają większą możliwość uświadomienia, że pod powierzchnią śpiewów można i trzeba Go odnaleźć.

W Grupie Zielonej w roku 1997 było aż siedmiu księży, ale i w innych było ich co najmniej dwóch. Od poziomu prowadzonych konferencji i charyzmatu ich słowa zależał kształt formacji duchowej w danej grupie, a od osobowości kapłanów - jej atmosfera. Oni też decydowali o doborze dodatkowych modlitw, poza ogólnie przyjętymi. W przeciwieństwie do świeckich, którzy mogli pielgrzymować w spodniach do kolan i koszulkach z krótkimi rękawami, księża mimo upału kroczyli w długich, czarnych sutannach, z wysoko zapiętymi kołnierzykami, co dodatkowo utrudniało marsz. Na ich plecach były widoczne duże białe plamy wypoconej soli, mimo to nigdy nie tracili pogody ducha i nie narzekali. Pewnego dnia spytałam znajomą siostrę zakonną, jak znosi upały tak szczelnie odziana. Odpowiedziała uśmiechając się: "Swoje przegrzanie ofiaruję za te, które chodzą nago". Tak było zapewne i z naszymi księżmi.

Każdy dzień pielgrzymki zacieśniał nić sympatii między pasterzami a owieczkami. W pątniczym trudzie poznawali się wzajemnie i coraz bardziej rozumieli. Tu nikt nie wyzwalał w duchownych postawy obronnej, znikąd też nie musieli obawiać się zniewag z powodu noszonej sutanny. Tu sercem płacono za serce i uśmiechem za uśmiech. Tu w kapłanach rzeczywiście widziano Chrystusa.

Gość w dom, Bóg w dom Pielgrzymki omijają duże i średnie miasta, idąc głównie poprzez wsie, osady i małe miasteczka. Przechodząc przez nie, ani nie kolidują z ruchem ulicznym, ani nie zakłócają ich normalnego funkcjonowania. Nie przeszkadzają nikomu. Luźna zabudowa, pola, łąki i lasy nie przeszkadzają wyciszeniu tak potrzebnemu podczas modlitw i rozważań. Przy tej okazji wielu mieszczuchów może wreszcie poznać polską wieś wraz z jej mieszkańcami. Jakie są nasze ojczyste wsie? Najczęściej wspaniałe, polskie i Boże. Owszem, tu i ówdzie słyszy się o gospodarzach, którzy na widok pielgrzymki chowają się albo każą sobie płacić za szklankę wody czy nocleg w stodole. Na naszej trasie niczego takiego nie zauważyliśmy. Jest dokładnie odwrotnie. Pisząc ten artykuł powinnam klęczeć, aby choć w ten sposób oddać cześć ludziom, których spotkaliśmy na naszej drodze.

Z góry proszę o wybaczenie, bo nie jestem w stanie wymienić wszystkich wsi i miejscowości. Nasza pielgrzymka jest duża, czasem poszczególne legiony szły różnymi trasami. Na licznych drogach ludzie wychodzili z domów, witając nas i pozdrawiając. Tak długo machali rękoma, dopóki nie minęła ich ostatnia grupa. Młodzież z tęsknotą żegnała przechodzących rówieśników, starsi - patrzyli na nas ze łzami w oczach. Przed wieloma domami stały całe rodziny. W upalne dni wszystkie napoje wystawiane na pobocze przez życzliwych gospodarzy przyjmowane były jak błogosławieństwo. A było ich niemało i tak rozmaite, że podziwialiśmy pomysłowość gospodyń, które je przygotowały. Począwszy od czystej, zimnej wody ze studni, pątnicy mogli skosztować herbaty, mity, kawy zbożowej i najrozmaitszych kompotów. Wiedząc, że pielgrzymka nie zatrzymuje się podczas marszu, niektórzy mieli już przygotowane napełnione szklanki, aby przechodzący mogli je tylko wychylić, bez konieczności oddalania się od grupy.

Nie mniejszą wdzięcznością darzyliśmy tych, którzy przy drodze wystawiali tace z kanapkami albo miski z pomidorami i kiszonymi ogórkami czy też skrzynki z jabłkami. Chwytając w marszu owoc lub kanapkę, pielgrzymi mogli tylko się uśmiechnąć i posyłając w przelocie "Bóg zapłać", szli dalej. Ale nawet ci, którzy nie częstowali pątników, obdarzani byli wyrazami największej wdzięczności. Oto bowiem w Zaborówku i Puszczy Mariańskiej na drodze stały kobiety z ogrodowym wężem w ręku, z którego wysokim łukiem, ponad pielgrzymami, wypuszczały strumień drobniutko rozpylonych kropelek wody. Nieco ochłodzeni pielgrzymi dziękowali za tę pomysłowość myśląc, jak niewiele trzeba, by okazać serce drugiemu człowiekowi.

Odpoczynki organizowane były zwykle przy kościołach. Niesiony na przedzie krzyż pielgrzymkowy wkraczał jako pierwszy w progi świątyni i pokłoniwszy się przed Najświętszym Sakramentem, trzymał straż przy głównym ołtarzu. Za nim niektóre grupy ustawiały swoje tablice. W tym czasie pątnicy odpoczywali, a potem wchodzili do kościoła, aby pomodlić się i obejrzeć jego wnętrze, bo trzeba przyznać, że na szlaku jest kilka świątyń o niezwykle pięknym, zabytkowym wystroju. Niektórzy pątnicy pierwsze kroki od razu kierowali do świątyni. Jedni spędzali tam na modlitwie cały czas przeznaczony na odpoczynek, inni po chwili wychodzili na zewnątrz. I właśnie wtedy czekający już na nas gospodarze rozdawali poczęstunek i napoje.

Nie zapomnę niedzielnego śniadania w Pawłowicach. Na trawnikach wokół kościoła ustawiono długie stoły, przy którym odświętnie ubrane gospodynie częstowały wchodzących śniadaniem. Jeden ze stołów przykryty był białym obrusem ozdobionym tak szeroką aplikacją koronkową, jaką widuje się chyba tylko w kościołach na głównym ołtarzu. Na tacach leżały stosy kanapek: z masłem i serem, twarożkiem, wędliną, z jajkami, pastą rybną, miodem, dżemem, a nawet pysznym smalcem domowej roboty. Obok stały ogromne gary i bańki na mleko z napojami. Była też kawa z mlekiem. Gospodynie pomyślały nawet o lejkach, by z ich pomocą można było uzupełnić zapasy napojów w pątniczych butelkach. Wszyscy najedli się do syta. Tego samego dnia podobną hojność okazali nam oo. Franciszkanie w Niepokalanowie i siostry Niepokalanki w Szymanowie.

Odpoczynki obiadowe były dwu-, a czasem i trzykrotnie dłuższe od pozostałych, gdyż łączyły się zawsze ze znaczącym odpoczynkiem. Dzięki naszym wspaniałym gospodarzom, którzy starali się poczęstować nas tym, co Bóg im dał, słowo "obiad" nabierało prawdziwości wyrazu. Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że przygotowanie obiadu wymagało wiele trudu i poniesienia kosztów materialnych, ale gospodyniom śmiały się oczy, gdy patrzyły na jedzących. Najczęściej były to smaczne i pożywne zupy; rozmaite - w zależności od pomysłu gospodyni, a więc: żurek ze skwarkami, pomidorowa, rosół z makaronem, różne zupy owocowe, grochówka, krupnik, jarzynowa czy barszczyk czerwony. Czasem był i bigos. Jakby tego wszystkiego było mało, wynoszono jeszcze ciasto albo przepyszny chleb domowego wypieku.

W zależności od wsi posiłek obiadowy przygotowywano różnie. Ksiądz proboszcz z Borzęcina Dużego już po raz piętnasty podrywał wieś do tego zadania. Obiad przygotowywany był w domach i przywożony przed kościół, gdzie odpoczywali pątnicy. Podobnie było w Rzeczycy. W Skoczykłodach gospodarze wynosili garnki z obiadem przed domy lub na pobocze dróg. W Lubieniu, Kobielach Wielkich oraz Rzekach Małych i Dużych pielgrzymi, kierowani przez kwatermistrzostwo obiadowe, rozchodzili się do wyznaczonych gospodarstw według podanych numerów domostw. Ale najbardziej przygotowano obiad w Twardej koło Smardzewic.

Gospodarze wypożyczyli wojskową kuchnię polową i ustawili na boisku szkolnym, za zgodą życzliwej Pani Dyrektor. Przywieźli także wielki parnik. W przeddzień cała gromada kobiet pod przewodnictwem sołtysa, pana Henryka Ostrowskiego, obierała jarzyny, ziemniaki i owoce, żeby przygotować zupę i kompot. Utrudzone gospodynie: Zofia Jajek, Władysława Kołodziejczyk, Anna Daroch z wnukiem Marcinem, Małgorzata i Agata Prus, Maria Gielec, Helena Dziwałtowska, Kazimiera Sadowska, Janina Brzeziańska, Halina Michalczyk, Maria Zdonek, Maria Lalek, Joanna Gwardzińska, Danuta Słowicka, Barbara Smok, Jadwiga Grałek, Stanisława Juszczyk, Anna i Antoni Kafarowie oraz pięć niewiast z rodziny Mierzwów - Anna, Barbara, Maria, Kazimiera i Leokadia - poszły na spoczynek. Po nich wartę nad obiadem przejęli miejscowi chłopcy, którzy przez całą noc palili pod kotłami, gotując zupę oraz wodę na kompot i herbatę. Przygotowano 700 litrów zupy oraz dwie duże, metalowe cysterny napojów o łącznej pojemności 1000 litrów. I to był piętnasty obiad przygotowany przez tę wieś - Twarda koło Smardzewic. Wszędzie pomyślano też o wodzie koniecznej do umycia naczyń, a to dla pielgrzymów jest przecież bardzo ważne.

Od pątników z innych legionów dowiedziałam się, że z takim samym oddaniem i wielką hojnością częstowano ich posiłkami obiadowymi w Zaborowie, Jeruzalu, Kanicach, Brzozowie, Smardzewicach, Treście, Babczowie i Rzekach Wielkich. Natomiast Siostry Niepokalanki z Szymanowa, na co dzień prowadzące duże Liceum Ogólnokształcące z internatem dla dziewcząt, przygotowały posiłek obiadowy, dając jednocześnie dowód niezwykłego kunsztu organizacyjnego. Czerpiąc z wieloletnich doświadczeń w przyjmowaniu WAPM, wszystkie punkty, którymi pielgrzymi mogli być zainteresowani, oznaczyły tablicami informacyjnymi. Umieszczone na wysokich słupkach były doskonale widoczne z daleka i bardzo ułatwiały orientację. Napisy "Zupy" (z podaniem rodzaju!), "Herbata słodka", "Herbata niesłodzona", "Mleko zsiadłe", "Ogórki kiszone", "Ogórki świeże" (obrane ze skóry!), "Woda bieżąca" itp. odbijały się bielą od soczystej zieleni starego parku, w którym rozgościła się cała pielgrzymka.

Przemiłe, młodziutkie siostry, wraz ze swymi miejscowymi koleżankami i kolegami, stały z chochlami przy olbrzymich kotłach i garach, dodając uśmiech do każdej porcji zupy czy napoju. Dzięki temu - jak za czasów Chrystusowych - nasza cała, niemal sześciotysięczna rzesza wyruszyła z Szymanowa syta i zadowolona, chwaląc Boga i ludzi za tak wielką dobroć. Nie mniej ważną przysługę czynili pielgrzymom ci gospodarze, którzy przyjmowali ich na nocleg, udostępniając swoje obejścia i stodoły. Niech Bóg wynagrodzi tych wszystkich dobrych ludzi, szczególnie zaś mieszkańców Starej Rawy, którzy od lat słyną ze szczególnej gościnności. Gdy pielgrzymka wchodzi do wsi, czeka już na nią gromada odświętnie ubranych mieszkańców wraz z Księdzem Proboszczem. Po uroczystych słowach powitania, podczas którego Przewodniczący Rady Parafialnej wygłosił na cześć pielgrzymki okolicznościowy wiersz, przewodnik pierwszej grupy wchodzącej do wsi uroczyście przecina wstęgę otwierając tym samym drogę do wsi. Delegacja gospodarzy z wielkim przejęciem wręcza pątnikom ogromny, pachnący chleb i sól, kultywując w ten sposób piękny, staropolski zwyczaj powitalny. Wszyscy są wzruszeni. Dziękując Bogu i ludziom wchodząca grupa z szacunkiem niosła złocisty bochen. Łamano się nim w Imię Chrystusa, dając tym samym wyraz braterstwa wszystkich dzieci Bożych. Na kwaterach było pod dostatkiem słomy na posłania i gorącej wody do mycia. Gospodyni z obejścia, w którym się zatrzymałam, pani Helena Michalecka, z wielką szczerością częstowała nas mlekiem prosto od krowy, gorącą kawą i wodą na herbatę. Nazajutrz oboje gospodarze pamiętali o gorącym napoju i ciepłej wodzie do mycia zębów.

Rano w Starej Rawie została odprawiona msza św., a potem na plac przy kościele niektórzy gospodarze przyszli jeszcze ze śniadaniem. Był świeży chleb, kawa, warzywa, a nawet wielkie, grube kawałki pysznego, drożdżowego placka. Serca pielgrzymów ruszających w dalszą drogę przepełnia wdzięczność i radość. Ofiarność polskich gospodarzy miała swój wyraz w jeszcze innej postaci. Oto w Cieślach i w Garnku wypożyczyli oni przyczepy ciągnikowe, które posłużyły jako podium dla ołtarzy polowych. Pan Zdzisław Jędruszek ze wsi Adamów, którego przyczepa stała na ciesielskiej łące powiedział: "To prawda, że jest czas żniw, że sąsiedzi jeden przez drugiego proszą o pożyczenie przyczepy, ale przecież Panu Jezusowi odmówić nie mogłem". Jakie słowa, jakie piosenki mogłyby wyrazić naszą wdzięczność dla wielkości serc tych często niebogatych ludzi, którzy dzielili się z bliźnimi wszystkim, co mieli; którzy przez wieki przechowali pod swoimi dachami polskie przysłowie: "Gość w dom - Bóg w dom"; którzy w każdym z pielgrzymów widzą samego Boga i niczego Mu nie odmawiają. Takich słów nie ma. Zatem chylę czoła przed Wami utrudzonymi stopami i w imieniu nas wszystkich całuję Wasze spracowane ręce. Szczęść Wam Boże!

Drodzy, czcigodni Gospodarze, którzy nie żałujecie nam niczego, niech dobry Bóg wszystko, coście nam z całego serca dawali, przemieni w zdrowie, radość, dostatek. Niech przemieni w to, czego sami sobie życzycie i co Was uszczęśliwi. Niech tego będzie dużo, tak dużo, z jaką hojnością nas obdarowujecie. Przez całą drogę będziemy o Was pamiętać w naszych modlitwach: w intencjach różańcowych i podczas każdej Mszy św.; a i w naszych domach też nie zapomnimy.

Pielgrzymkowe znaki W obecnych rozważaniach zastanówmy się nad symboliką niektórych przedmiotów, istotnych w każdej pielgrzymce - chodzi o krzyż pielgrzymkowy, znaczki grup (zwane lizakami) i małe znaczki, które nosimy wpięte w ubranie. Krzyż jest znakiem naszej wiary. Zawiera w sobie wiele treści. Znak naszego zbawienia (por. Ef 2,26; Kol 1,20). Ale i znak naszego chrześcijańskiego życia, jeżeli przywołamy znamienne słowa Chrystusa: "Kto nie bierze swego krzyża i nie idzie za Mną, nie jest Mnie godzien" (Mt 10,38). ?Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci życie z mego powodu, znajdzie je. Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł?" (Mt 16,24-26). Pielgrzymi biorą krzyż, by przypominał im o tych wszystkich treściach i by uczyli się, patrząc na niego, czym jest życie chrześcijanina (por. J 13,15). A ponadto krzyż pielgrzymkowy przez cały czas unaocznia nam obecność Boga (por. Wj 13,21). Jest więc świętością.

Gdy pielgrzymka jest duża, trzeba ją z praktycznych powodów podzielić na grupy. Niewłaściwe byłoby dawanie każdej grupie własnego krzyża. Dlatego znaczek, w którym pojawia się symbolika krzyża jest przedłużeniem znaczeń, które wpisane są i urzeczywistniają się w Krzyżu pielgrzymkowym. A więc znaczki grupowe (lizaki) to nie tylko element organizacji. Te znaki - powtórzmy - unaoczniają nam Boga, a i uczą, że wiara to przyjęcie cierpienia (por. Flp 2,5-11). Dlatego właśnie znaczki trzeba szanować, one powinny być dla nas istotną wartością, powinniśmy się o nie troszczyć.

Na koniec kilka słów o małych znaczkach pielgrzymkowych, które nosimy wpięte w ubranie. Przypominają nam one, że świadomie i odpowiedzialnie postanowiliśmy być pielgrzymami. Znaczek powinien nam pomagać w przezwyciężaniu słabości duchowego wymiaru pielgrzymki.

Post scriptum

Każdemu pątnikowi życzę, aby - mimo zmęczenia - wypełniał powołanie, które wybrał zapisując się na pielgrzymkę. Wierzę, że pielgrzymowanie będzie dla niego spotkaniem z Bogiem, w którym na nowo odnajdzie odpowiedzi na podstawowe pytania: kim jestem? ku czemu zmierzam? Wiem, ze doświadczenie - pełnej miłości - obecności Boga poprzez wspólnotę przemienia człowieka, co sprawia, że po powrocie z Jasnej Góry staje się rzeczywiście dzieckiem Bożym.
Brat Przewodnik Ks. Zygmunt Malacki

Pielgrzymka to nieustanna modlitwa "Zawsze się módlcie" (Łk 18,1) - to jedno z podstawowych pouczeń Chrystusa. Zarówno słowami, jak i własnym życiem Chrystus ukazał, ze pełnia wiary ujawnia się w modlitwie. W tym naśladowali Go Jego Apostołowie. Cóż, trzeba przyznać, że w naszej codzienności często poganiejemy, bo modlitwę spychamy na margines swoich zajęć. Niejednokrotnie traktujemy ją jako przykry i uciążliwy obowiązek. Dlatego Kościół zaleca nam udział w rekolekcjach, abyśmy odnowili w sobie przeżywanie modlitwy. Potrzebne są nam dni, w których modlitwa będzie najważniejszym zajęciem.

W nieustannej modlitwie zawiera się istota pielgrzymowania. Nieustanna modlitwa ma nas duchowo odnowić, przemienić, zawrócić z dróg, które Bożymi nie są, otworzyć nam oczy na rzeczywistość, którą nie zawsze dostrzegamy. Nieustanna modlitwa ma nas na nowo otworzyć na działanie Ducha Świętego. Powtórzmy, że modlitwa jest nam niezbędnie potrzebna, ponieważ na co dzień zaniedbujemy ją, a więc poganiejemy, dlatego nasza wiara jest słaba. I właśnie w świetle tych rozważań spójrzmy na przyzwyczajenia Braci i Sióstr, którzy z upodobaniem pozostają na końcu grupy, tam, gdzie głos prowadzącego modlitwę jest niesłyszalny. Zastanów się, czy zawsze jesteś uczciwy wobec Pana Boga, gdy świadomie zwalniasz tempo, by znaleźć się poza grupą lub gdy beztrosko rozmawiasz.

Pielgrzymka jest też czasem uświadamiania sobie, czym modlitwa jest, a czym modlitwa nie jest. Jak często Twoja modlitwa to zwyczajna paplanina bogata jedynie w prośby i życzenia? Modlitwa pielgrzymów powinna być modlitwą dojrzałych chrześcijan, to znaczy modlitwą przebłagania, dziękczynienia, prośby i uwielbienia. Jeżeli w prawdzie staniesz przed Bogiem na modlitwie, to jedynie właściwe wydaje Ci się przebłaganie, dziękczynienie i uwielbienie. Gdy sobie to uświadomisz to dostrzeżesz, że tradycyjne formy modlitwy są niezwykłym bogactwem. Czy aby na pewno słusznie postępujemy, gdy uciekamy od Różańca, litanii czy psalmów? Pielgrzymka pozwala odkryć na nowo znaczenie modlitwy tradycyjnej, która dla współczesnego człowieka tak często jest trudna, ale przecież bardzo owocna.

I na koniec... modlitwa niewłaściwie zrozumiana może utwierdzać w człowieku jego egoizm, ponieważ skupia się tylko wobec spraw jednostki i jej najbliższego otoczenia. Dlatego pielgrzymka to czas modlitwy za cały Kościół, cały Naród i cały świat. I o tę modlitwę Cię proszę.

Pielgrzymka jest wyrzeczeniem Powiedzieliśmy, że pielgrzymka to rekolekcje. A rekolekcje to trud, to wysiłek. Ty przyjąłeś na siebie i trud fizyczny, i trud duchowy. Pielgrzymka powinna być wyrzeczeniem, bo rezygnujesz z tego, co normalnie ułatwia Ci życie. Ale pielgrzymka bezwyrzeczenia, bez rezygnacji, to tragiczna pomyłka. Zostałeś pielgrzymem, więc rezygnujesz z wygody. Rezygnujesz z kalorycznego i pełnego witamin pożywienia oraz posiłków, których regularności przestrzegałeś. Czasem rezygnujesz nawet z tego, że będziesz syty. Rezygnujesz z lodów i deserów. Rezygnujesz z ubierania się w krótkie spodenki, które na upalne dni wydają Ci się najlepszym ubiorem. Zrezygnowałeś z tego wszystkiego na 10 dni świadomie i dobrowolnie, bo chciałeś być pielgrzymem. Wiesz, że będą Cię bolały nogi i że będą bąble. I zgadzasz się na to. I w tym jest również głęboki sens pielgrzymowania. Bo spokojnie znosisz wszelkie uciążliwości i własną słabość ciała. I nie narzekasz. Te niewygody ofiarowujesz w pewnych intencjach. I uczysz się poskramiać swe ciało duchową siłą. Najprecyzyjniejszym sprawdzianem Twojego pielgrzymowania jest Twój stosunek do tych bliźnich, którzy nas żywią, wspomagają i czymkolwiek obdarowują. Jeżeli pozwalasz sobie żądać czegokolwiek to znaczy, że nie wiesz, czym jest pielgrzymka, a Twoja obecność jest tutaj ogromnym i nieporozumieniem.

A więc takimi niby-pielgrzymami są również ci Bracia i Siostry, którzy na przykład żądają podwiezienia wtedy, gdy mogą iść dalej, choć są bardzo zmęczeni. Niby-pielgrzymami są również tacy, którzy od gospodarzy oczekują ciepłej wody czy noclegu w domu. Chciałbym przypomnieć, że właściwie wyeliminowaliśmy praktykę podwożenia pielgrzymów, którzy na trasie są bardzo chorzy, a po przewiezieniu ich do centralnego punktu medycznego nagle zdrowieją i znikają. szczególnie niebezpieczna jest postawa, która polega na traktowaniu pielgrzymki jako formy dotarcia na Jasną Górę. Jedynym celem jest dotarcie na Jasną Górę. A przecież pielgrzymowanie dzieje się w czasie drogi, urzeczywistnia się w Twoim wyrzeczeniu, w Twoim niedojedzeniu, w Twoim zmęczeniu i niewyspaniu. Pielgrzymka nie jest dla słabeuszy ani dla ludzi o słabym charakterze. Pielgrzymka jest dla ludzi z charakterem albo dla tych, którzy chcą być silni wewnętrznie.

Pielgrzymka jako spotkanie człowieka z człowiekiem Pielgrzymka ma Ci na nowo ukazać niezwykłą wagę Twojego spotkania z Bogiem. Ale zarazem intensywnego przeżywania licznych spotkań z innymi ludźmi. W naszej codzienności nie zawsze jesteś świadom, że drugi człowiek najczęściej przekazuje Ci dary pochodzące od samego Boga. Właśnie pielgrzymka może Ci ukazać, że jesteśmy dla siebie nawzajem - człowiek dla człowieka - darem. I że Bóg przez Ciebie obdarza innych swoimi darami; a Ty również dary od Boga otrzymujesz poprzez innych. Najpierw - o naszych spotkaniach we wspólnocie pielgrzymkowej. Czy jesteś świadom, że darem dla Ciebie są Twoi Bracia i Siostry?

Nie koledzy i koleżanki. Ale Bracia i Siostry. Chodzi nie tylko o to, że możesz od nich oczekiwać pomocy. Zauważ, że ten inny człowiek Ciebie kształtuje, wyzwala w Tobie dobro, ale czasem - niestety - również zło, budzi w Tobie siłę fizyczną i duchową. Ważne jest, aby wspólnota pielgrzymkowa kształtowała w każdym pątniku dobro, mądrość, siłę. Wiemy również doskonale, że wiele potrafimy uczynić słowem, czynem, a często i modlitwą i ofiarą. Spróbujmy - zamiast krytykować - modlić się za innych i w ich intencjach ofiarować swój trud. Jeżeli mówimy, że po pielgrzymce nie możemy być tacy sami, że musi się w nas coś zmienić, to stwierdzamy jednocześnie, że każdy z nas jest za to dzieło odpowiedzialny.

Pielgrzymka to spotkanie człowieka z człowiekiem nie tylko wewnątrz wspólnoty. Bardzo ważne są spotkania z ludźmi, którzy nas witają, obserwują na trasie, pozdrawiają, karmią nas i dają nocleg, z nami się modlą, a wielu z nich z nami - duchowo - w tej pielgrzymce uczestniczy. Zastanów się nad swoimi spotkaniami z tymi ludźmi. Czy to w ogóle są spotkania? Czy Ty czasem po prostu podchodzisz, bierzesz i odchodzisz? To już nawet nie chodzi tylko o to, że jesteś niegrzeczny, bo nie podziękowałeś. Na ile Twoje spotkania mają wymiar chrześcijański? A właśnie taki powinny mieć. Na ile w tych ludziach, którzy Cię obdarowują (a nie muszą), dostrzegasz Boga? Tyle, ile masz szacunku i dobroci dla tych ludzi, tyle masz wiary i miłości wobec Boga. Na ile to spotkanie jest świadectwem? Czy swoim gestem i słowem umocniłeś wiarę człowieka, który z Tobą się spotkał? Czy - jako pielgrzym i chrześcijanin - niesiesz umocnienie wiary? A może zgorszenie? Czy dzięki Tobie ludzie nawracają się czy też z Twojego powodu utwierdzają się w niewierze mówiąc, że nie ma Boga, skoro ci którzy idą w Jego imię, są tacy a nie inni? Te pytania są dla Ciebie i dla nas wszystkich bardzo ważne! Powinny być osią naszego codziennego rachunku sumienia! I cały wysiłek duchowy powinien być nastawiony na tę sferę. Przypomnijmy, że chrześcijanie mają swoje pozdrowienia: "Szczęść Boże", "Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus"; jak również podziękowanie: "Bóg zapłać". To nie bigoteria. To jest znak, że wiara nie jest dodatkiem do Twojego życia, ale je kształtuje w jego najbardziej codziennych przejawach.

Pamiętajmy również, że naszą chrześcijańską powinnością jest szanować dobro innych. Zauważ, jak niekiedy wygląda pole czy łąka, poprzez które wiedzie trasa pielgrzymkowa. Nigdy nie wolno nam niszczyć zbiorów czy deptać pól. Zauważ, jak zachowujemy się w omostwach. Grzechem jest używanie ognia tam, gdzie łatwo o pożar, np. w stodole lub namiocie. Twoją winą jest też nierozważne używanie igły czy agrafki w sianie, które przeznaczone do konsumpcji przez zwierzęta. Winą także jest mycie się w pobliżu studni. To są nasze grzechy i choć niektórzy się usprawiedliwiają, to dla gospodarzy drobiazgami one nie są. To typowe grzechy mieszczuchów, którzy czynią wiele zła z powodu braku wyobraźni. I w tych drobiazgach zawiera się również chrześcijański sens mojego spotkania z drugim człowiekiem.

I na koniec... Pielgrzymka uczy nas przyjmowania darów. Wszystko, co otrzymujesz, jest darem. Nic Ci się nie należy, do niczego nie masz prawa, o nic nie możesz się upominać i niczego nie masz prawa żądać. Możesz jedynie pokornie prosić. Za dary trzeba zawsze dziękować. I trzeba być także świadomym, że dary to coś, co przeznaczone jest nie tylko dla mnie, ale i dla innych. Natura darów wymaga od nas dzielenia się z innymi. Spójrz na swoje zachowanie w czasie posiłków. I uwierz, że to, w jaki sposób korzystasz z darów, to także świadectwo Twego chrześcijaństwa. Jest też sprawdzianem Twego człowieczeństwa. Tym się bowiem człowiek różni, jako istota wyższa, od istot innych, że potrafi panować nad tym, co w nim niskie i instynktowne (por. Rdz 1,26; 4,7).

Pielgrzymka jako 'rekolekcje w drodze' Na początek kilka podstawowych pytań. Dlaczego postanowiłeś być pielgrzymem? Dlaczego tu jesteś? Powinieneś mieć odpowiedzi na te pytania. Myślę, że czujesz ich znaczenie. Pierwsze 2-3 dni w jakiś sposób zadecydują o tym, jakie będzie nasze pielgrzymowanie. I to zarówno każdego z nas, jak i poszczególnych grup i całej pielgrzymującej wspólnoty. Ten czas jest bowiem tworzeniem specyficznego "stylu bycia". Pielgrzymka przyniesie wiele duchowych owoców, jeżeli rzeczywiście będziemy pielgrzymami i świadomie będziemy pielgrzymować.Dlatego na początku pątniczej drogi każdy etap rozpoczniemy rozważaniami o tym, czym jest pielgrzymka. Najczęściej mówimy, że pielgrzymka to "rekolekcje w drodze", czy "rekolekcje chodzone". Tradycyjnie bardzo mocno akcentuje się sens pokutny i przebłagalny pielgrzymowania. Być pątnikiem to znaczy pokutować za swoje winy, a często za winy innych. Pokutę i przebłaganie na ogół łączymy z prośbą. My również powinniśmy swoje wyrzeczenia ofiarować w duchowych intencjach.

Współcześnie coraz częściej pielgrzymkę pojmujemy jako "walkę o oddech", czyli jako czas intensywnych rekolekcji. One bowiem służą głównie modlitwie, rozważaniom Słowa Bożego, ćwiczymy swoją wolę i modlimy się... bardzo dużo modlimy się, aby napełnić się Bożą mocą. A więc pielgrzymka jest trudem wewnętrznej pracy, a nie tylko pobożną manifestacją wiary.

Pielgrzymka może być doświadczeniem głębszym od choćby rekolekcji zamkniętych. One bowiem służą głównie modlitwie, rozważaniom Słowa Bożego i rewizji życia. Pielgrzymka natomiast od razu wymaga urzeczywistniania ideałów i wartości, które rozważamy. Praktycznie uczy, jak żyć prawami Boga. Nasz trud nie przyniesie owoców, jeżeli nie pojmiemy, że rekolekcje pielgrzymkowe to również samowychowanie.

Pielgrzymka to czas, który dany jest nam również po to, abyśmy ćwiczyli w sobie umiejętność czynienia dobra. Grzeszność bowiem polega nie tylko na tym, że przekraczamy konkretne prawo Boże. Zaniedbujemy się w wierze, gdy nie czynimy dobra. Podobni jesteśmy wówczas do ludzi krótkowzrocznych, bo nie dostrzegamy sytuacji, które są nam dane po to, byśmy mogli obdarowywać innych dobrocią. Pielgrzymka jest również darem dlatego, że co krok jesteś w sytuacji, która może Cię uczyć, jak urzeczywistniać Boże przykazanie miłości.

Pamiętaj również i o tym, że złem jest nieunikanie złych sytuacji. W naszej codzienności tak często igramy na granicy dobra i zła. Nie zawsze uświadamiamy sobie, że to czyni nas słabszymi duchowo. Spójrzmy na typowo pielgrzymkową sytuację. Msza św. pielgrzymkowa często odbywa się na otwartej przestrzeni. Przewodnicy trasy prowadzą Twoją grupę blisko ołtarza. Ty jednak - pod byle jakim pretekstem - zostajesz z tyłu. Rozkładasz swoje rzeczy. To miejsce jest już słabiej nagłośnione, więc nie śpiewasz z innymi i pozwalasz sobie przybrać bardziej swobodna postawę. Najpierw tylko do momentu rozpoczęcia liturgii. Potem usprawiedliwiasz się zmęczeniem... Może jeszcze krótka rozmowa z kolegą... A tuz obok pielgrzymi już się modlą... Ty również uważasz, że jesteś pielgrzymem. Czy aby na pewno?
Zauważ - sytuacja, która początkowo była dobra, zrodziła w Tobie zło. Każde rekolekcje powinny nas również nauczyć, że Boga trzeba nieustannie przepraszać za przewinienia i grzechy. Człowiek, który ma właściwie uformowane sumienie, dostrzega swoją grzeszność i wzbudza żal zawsze wtedy, gdy postąpi wbrew woli Boga, nawet w drobiazgu. Pielgrzymka powinna uczyć Cię prawdziwie pokutnej postawy wobec Boga.

I jeszcze jedna uwaga. Rekolekcje powinny być czasem ciszy wewnętrznej, wewnętrznej samotności, wyciszenia, uwolnienia się od codziennej paplaniny, by Bóg mógł przemówić. Doświadczeni pielgrzymi wiedzą, że w czasie drogi najlepiej iść samemu. Nie trzymać się kurczowo kolegi. To często rozprasza. Pamiętaj o tym również w czasie postoju. Czasami to, co wypracujesz w drodze, niszczysz już w czasie odpoczynku. Dzieje się tak wówczas, gdy zapominasz, że pielgrzymujesz również wtedy, gdy odpoczywasz.

Duchowy sens dyscypliny w czasie pielgrzymki Pielgrzymi czasami narzekają na dyscyplinę, której wymaga kierownictwo pielgrzymki i służby wykonujące jego polecenia. Oczywiście zdarza się, że Brat, który wypełnia jakąś funkcję, w swej ludzkiej słabości zachowa się niegrzecznie czy też zbyt rygorystycznie będzie egzekwował posłuszeństwo. Wówczas Twoje niezadowolenie może być uzasadnione, choć powinieneś również zrozumieć słabość twojego Brata, szybko wybaczyć i zapomnieć. Ale... jako pielgrzymi rzadko pamiętamy, że organizacja ma głęboki sens duchowy, a jej zadaniem nie jest tylko zachowanie ładu. Na czym to polega? Niegdyś pielgrzymi wędrowali samotnie. Było to trudne. Stąd idea grup - czyli kompanii, jak dawniej mawiano w Polsce. Grupa bowiem mobilizuje, ale... jednocześnie nie może się obyć bez organizacji. Grupa wymaga okiełznania egoizmów poszczególnych jednostek.

Człowiek instynktownie postrzega rzeczywistość zgodnie ze swoim własnym punktem widzenia. Powoli jednak musi się uczyć rozpoznawać sytuacje w szerszym kontekście, a więc z punktu widzenia innych. To jest bardzo trudne, bo jesteśmy przecież ułomni i słabi. Dlatego pomaga nam w tym organizacja.Na przykład, Tobie i innym pielgrzymom niewątpliwie najwygodniej byłoby iść całą szerokością szosy. Dlaczego więc i Księża Przewodnicy, przewodnicy i porządkowi tak często zapraszają nas na "pół czarnej"? Dlatego że - jako chrześcijanie - powinniśmy myśleć również o dobru naszych braci, którzy właśnie dziś chcieliby szybko i bezpiecznie przejechać tą drogą.

A więc, zasada organizacji uwzględnia dobro nie tylko pielgrzymów, ale również innych. Uczy nas wyzbywania się egoizmu. Ponadto podporządkowanie się jakiejś zasadzie, choć nie zawsze rozpoznajesz jej racje, ma głęboki sens wychowawczy. Pewnie się oburzyłeś na to stwierdzenie. Ale jednak... śmiem twierdzić, że to, w jakim stylu przeżyjesz pobudkę - innymi słowy, w jakim stopniu dostosujesz się do pewnej zasady - wpływa nie tylko na Twoje samopoczucie, ale również sprzyja Twojemu rozwojowi duchowemu. Zauważ, na przykład Twoje ociąganie się ze wstaniem powoduje, że spóźniasz się na modlitwę poranną czy też Eucharystię.

Zakazy i nakazy w czasie pątniczej drogi są przemyślane i wynikają z istotnych racji. Najczęściej i przede wszystkim dotyczą stworzenia przede wszystkim godnych warunków do sprawowania Eucharystii, godnego zachowania się pielgrzymów wobec gospodarzy i zapewnienia bezpieczeństwa. Chodzi jednak o to, byś próbował zrozumieć sens dyscypliny i by zakazy oraz nakazy pomagały Ci zrozumieć sytuację w której się znalazłeś. Pragnąłbym, byś zamiast buntu przyjął postawę, która wymaga analizy danej sytuacji i prowadzi do zrozumienia jej głębszego sensu. Niech zakaz funkcyjnego ułatwi Ci zrozumienie swego zachowania. Posłuszeństwo jest w pewnym sensie wyrazem pielgrzymkowego wyrzeczenia.


Praca zbiorowa pod redakcją ks. Zygmunta Malackiego
"Ku Jasnej Górze z WAPM", Wydawnictwo Archidiecezji Warszawskiej 1998
Zespół redakcyjny: Anna Borkowska, Marzena Czapczyk, Paweł Jakub Kaleta,
Ks. Zygmunt Malacki, Krystyna Szczerbińska, Jacek Szczerbiński, Ewa Anna Zając


Słownik gwary pielgrzymkowej

Otwórz słownik

SŁOWNIK GWARY WARSZAWSKIEJ AKADEMICKIEJ PIELGRZYMKI METROPOLITALNEJ

Aniołku! - ulubiony zwrot Księdza Przewodnika, stanowiący na ogół wstęp do totalnego zbesztania pielgrzyma, który w gruncie rzeczy jest porządnym facetem (bez względu na płeć), co na końcu besztania stwierdza sam Przewodnik.

Bąbel - niespodziewana, niezasłużona (na ogół) narośl pokutna na kończynach dolnych, często (ku rozpaczy medyków) przekłuwana znaczkiem.

Baza - miejsce pobytu VIP-ów pielgrzymkowych.

Bolej - ten, kogo coś boli.

Brat - każdy pielgrzym płci męskiej.

Cadówek - przez wiele lat postrach pielgrzymów i utrapienie służb pielgrzymkowych (głównie medycyny); dziś historia, po której zostały legendy i piosenki: Jak dobrze nam wspominać piachy, gdy po asfalcie idzie się...

Centrum - Centralny Punkt Medyczny, gdzie można znaleźć pomoc medyczną i radę wszelkiego rodzaju (łącznie ze wskazaniem powrotu do domu lub odwiezieniem do szpitala).

Cudzogrupstwo, cudzogrupienie - samowolna zmiana grupy - grzech ciężki pielgrzyma.

Druciki - chłopcy łącznościowcy, dawniej kablowali teren (przed Mszą św.), dzisiaj kablują w każdej grupie; dzięki nim o WAPM słychać w okolicy.

GS - Grupa Specjalna, nie wiadomo, czemu dzieląca się przez trzy (trójki); w dawnych latach (PRL) agencja detektywistyczna, poszukująca ukrytych mundurów; dziś, jako umundurowana (narzutki), oblepiona pielgrzymkami.

Gumka - precyzyjny przyrząd służący do odmierzania trasy w terenie (w sprzyjających warunkach zastępowana cyrklem).

Intelektualiści - pielgrzymi grupy Biało-Zielonej.

Kajzerek - zaopatruje pielgrzymów nie tylko w chleb, ale i w napoje, ponieważ nie samym chlebem żyje człowiek.

Kierownik trasy - tak naprawdę jedyny człowiek, który: - wie, gdzie w danym momencie powinna być pielgrzymka; - ma władzę kasowania odpoczynków - wie, która grupa w 2020 roku wejdzie jako pierwsza na Jasną Górę.

Kilometr - wartość zmienna, oscylująca wokół 1000 metrów (mierzona cyrklem lub w warunkach polowych - gumką).

Kino, pójść do kina - udać się (z biletem) w ustronne miejsce, które na pielgrzymce na ogół ustronne nie jest.

Koedukacja - w odniesieniu do noclegów surowo wzbroniona.

Komandos - umundurowany osobnik, ostatnio chodzący w grupie Fioletowej.

Krzyżacy (krzyżowcy) - "Biało-Czarni" - nie mylić z "Czarno-Białą"! - grupa pokutna, chodząca w WAPM w końcu XX wieku, klękająca na trasie w najmniej spodziewanych momentach, zmuszająca tym samym do pokuty pozostałe grupy. Teraz chodzi w 17-stkach.

Kubowóz - urządzenie do przemieszczania się w terenie Kierownika Trasy.

Kwatermistrz - wie, gdzie kto nocuje, ale nikomu nie mówi.

Kwatermistrz obiadów - patrz: Obiadówka.

Laski - grupa niewidomych i niedowidzących z Lasek.

Lewa wolna - nie oznacza amnestii dla komunistów w ramach miłosierdzia chrześcijańskiego, a jedynie pozostawienie na lewej stronie drogi przejazdu dla samochodów (albo innych pojazdów).

Lizak - znak grupy, którego należy: a/ pilnować; b/ pilnować się.

Lotnisko - odcinek trasy, na którym grupy pokazują swoje możliwości.

Mycie - czynność polegająca na zobaczeniu zimnej wody.

Obiadówka - siostra, która wbrew przysłowiu, że z pustego i Salomon nie naleje, jest w stanie wykarmić kilkutysięczną głodną dziatwę.

Obstawianie końca - "karetka" (na ogół z lekarzem), która jedzie za ostatnią grupą.

Padalce - ci, którzy padli na trasie i nie chcą (lub nie mogą) iść dalej.

Patrol - samowolne oddalenie się z miejsca postoju w celach ściśle osobistych.

Pielgrzym błotny - gatunek środkowoeuropejski, odkryty w latach 1985-1986, cechą charakterystyczną jest taplanie się w każdej napotkanej kałuży.

Pielgrzymka
- każdy pielgrzym płci żeńskiej;
- wielki zbiorowy odpoczynek przenoszony z miejsca na miejsce.

Plebania - miejsce, gdzie księża zdejmują sutanny.

Poczta pielgrzymkowa - kartka bez koperty, znaczka i adresata, ale za to z informacją, o której wstajemy i kto zbiera śmieci.

Podciąganie ogona - zbieranie grupy do kupy.

Pomidorówka - największy smakołyk na trasie pielgrzymki.

Przewodnicy trasy (przewodasy) - chłopcy z antenką i mapą, którym się wydaje, że mogą poprowadzić pielgrzymkę, gdzie chcą; najczęściej używanym przez nich związkiem frazeologicznym jest: "Kuba, Kuba..."

Przewodnik pielgrzymki - Rektor - człowiek, który wie, co się dzieje na końcu pielgrzymki, będąc na jej czele; wie, co się dzieje na trasie, będąc na bazie; wie, jaka zupa będzie na obiad za trzy dni, a denerwuje się tylko drobiazgiem, czy pielgrzymka wejdzie o ósmej rano na Jasną Górę.

Rezerwa końca - trójka z GS, za którą jest już tylko pustka; jako rezerwa wykorzystywana czasem jako "zamek zająca" patrz: Zając).

Służba ekologiczna - służba pielgrzymkowa, która zajmuje się zbieraniem śmieci, a nie nadzorem sanitarno-epidemiologicznym.

Sekretariat - funkcja przypisana do komputera; - służba (jednoosobowa, niezależna), bez której Przewodnik Pielgrzymki zginąłby jeszcze w Warszawie.

Siostra - każdy pielgrzym płci żeńskiej, czyli jak kto woli - pielgrzymka.

Siostry kabelkowe - pielgrzymki bez sił, ciągnięte na kablach przez tubowych.

Spadochroniarz - Ksiądz Biskup odwiedzający grupę.

Tamoj - bliżej nieokreślony kierunek, w którym udała się pielgrzymka.

Telefonować - wykonywać czynności związane z patrolem (zobacz: Patrol).

Trasa katowicka - odwieczny dylemat: czy uda się przejść bez strat własnych?

Tubowy - pielgrzym niosący tubę lub osoba odpowiedzialna za wyznaczanie osób do noszenia tub.

Tuptanie - podstawowy krok pielgrzyma przy wejściu na asfalt z piaszczystej, leśnej drogi.

Ucho igielne - ciasna brama, przez którą z łatwością wchodzą na obiad szymanowskiego ogrodu głodni pielgrzymi, ale którą po obiedzie wyjść już nie mogą.

Woziwodza - osobisty kierowca Księdza przewodnika, czyli Mieciu.

Zając - wariant trasy dla wybranych grup - w zależności od zasług lepszy lub gorszy od trasy głównej.

Zakładamy skarpetki! - hasło oznajmujące, że za pięć minut kończy się odpoczynek.

Zamek - jedyni pielgrzymi, którym wolno być przed krzyżem.

Zapraszamy na pół czarnej - "lewa wolna" w odniesieniu do asfaltu.

Zdechlaki - ci, którym się wydaje, że dalej już iść nie mogą.

Znaczek - oznakowanie pielgrzyma służące do: - przekłuwania (wbrew zdrowemu rozsądkowi) bąbli; - przypominania pielgrzymowi, do której grupy się zapisał.

Webmasterze, siódme 'nie kradnij'. Kopiując Słownik na swoją stronę, podaj źródło www oraz:

Źródło: Praca zbiorowa pod redakcją ks. Zygmunta Malackiego
"Ku Jasnej Górze z WAPM", Wydawnictwo Archidiecezji Warszawskiej 1998
Zespół redakcyjny: Anna Borkowska, Marzena Czapczyk, Paweł Jakub Kaleta,
Ks. Zygmunt Malacki, Krystyna Szczerbińska, Jacek Szczerbiński, Ewa Anna Zając