English version English version

IX Międzynarodowa Piesza Pielgrzymka
Z Hidasnemeti (Węgry) do Krakowa Łagiewnik

275 km w 9 dni
Data pielgrzymki w roku 2019 zostanie podana wkrótce
www.pielgrzymka.org

Piotr Szweda MS, ks. Andrzej Witko
' 101 pytań o Miłosierdzie Boże '; wyd. WAM, Kraków 2006

I. Miłosierdzie

1. Co to jest miłosierdzie? Miłosierdzie dotyczy relacji z drugim człowiekiem. Święty Augustyn określa miłosierdzie jako bolejące współczucie z powodu nieszczęścia drugiego człowieka. W pojęciu miłosierdzie zawiera się również skłonność do niesienia pomocy człowiekowi, który posiada jakieś dotkliwe braki. Możemy zatem najogólniej określić miłosierdzie jako wynikającą z miłości postawę śpieszenia z pomocą drugiej osobie, znajdującej się w jakiejkolwiek potrzebie. Mamy tu do czynienia z dwoma ważnymi momentami: psychologicznym i moralnym. Pierwszy przejawia się w odczuciu smutku na widok nędzy i braków innego człowieka, drugi w chęci zaradzeniu tym brakom.
Pojęcie miłosierdzia ludzkiego zbliżone jest do takich pojęć jak miłość bliźniego czy filantropia. Może ono działać na trzech równorzędnych co do wartości płaszczyznach: słowa, czynu oraz modlitwy.
Niezależnie od tego, czy człowiek myśli o miłosierdziu, jest mu ono nieodzowne w życiu. Często sam go doświadcza - szczególnie w sytuacji choroby, biedy, rozmaitych przeżyć osobistych; mniej lub bardziej oczekuje go od innych. To, że nieustannie obraca się w jego kręgu wynika z przygodności ludzkiego bytu, a co za tym idzie z niewystarczalności jego istnienia. Miłosierdzie stanowi sam rdzeń ludzkiego życia. Człowiek posiada nie tylko prawo do miłosierdzia, ale jednocześnie nosi w sobie powinność świadczenia miłosierdzia innym. Od wypełnienia tej powinności zależy spełnienie się człowieka w osobistym powołaniu i objawieniu się miłosierdzia samego Boga w jego codzienności.

2. Co jest przedmiotem miłosierdzia? Przedmiotem miłosierdzia jest niesienie pomocy innej osobie, przeżywającej jakikolwiek brak, niezależnie od tego, czy będzie to potrzeba odnosząca się do dóbr materialnych czy duchowych, intelektualnych czy moralnych. Ważne jest jednak to, by one warunkowały doskonalenie konieczności wsparcia potrzebującego i w konsekwencji osiągnięcie jej ostatecznego celu. Ten związek przedmiotu miłosierdzia z celem ostatecznym wynika zarówno z miłości, jak również z samego pojęcia potrzeby, która może mieć za swój przedmiot jedynie naturalne dobro człowieka, a ono jest zawsze podporządkowane celowi ostatecznemu. Z miłości rodzi się każde dzieło miłosierdzia, dlatego za swój przedmiot nie może mieć ona nic innego jak tylko dobro.
Przedmiot miłosierdzia jest więc bardzo szeroki i obejmuje wszystkie dzieła przyczyniające się w konkretny sposób do przybliżenia potrzebującym owego zespołu dóbr, składających się na całość określaną jako naturalne dobro człowieka. Aby bliżej określić przedmiot miłosierdzia, trzeba wziąć pod uwagę dwa inne elementy, a mianowicie faktyczne potrzeby osoby, ku której miłosierdzie jest skierowane, oraz możliwości działającego człowieka. Żaden z tych składników nie może być pominięty, jeżeli chcemy mówić o prawdziwym miłosierdziu. Pomoc bowiem, która nie odpowiada potrzebom, może prowadzić do zła, a to oznacza, że nie była ona dziełem miłości. Co więcej, stawia pod znakiem zapytania czystość motywu i rzeczywistą intencję wsparcia.

3. Jak rozumiano miłosierdzie w Starym Testamencie? Język hebrajski zna pięć terminów określających miłosierdzie. Są nimi: hesed, rahanim, hanan, hamal i hus. Każdy z tych terminów wskazuje na nieco inne zabarwienie znaczeniowe związane z miłosierdziem.
Najczęściej spotykanym starotestamentalnym terminem, określającym przyjazne uczucie, wyrażające się w udzielaniu pomocy, jest słowo 'hesed'. Określa ono postawę dobroci, jaka cechuje odniesienia między dwiema osobami. W relacjach interpersonalnych wyrażenie to oznacza wzajemną życzliwość, do jakiej zobowiązani są krewni, bliscy i przyjaciele, a w odniesieniu do Boga – miłość synowską. 'Hesed' oznacza również łaskę i miłość, ale na zasadzie zobowiązania do wierności, dlatego, jeśli 'hesed' odnosi się do Boga, to zawsze łączy się z Przymierzem, jakie zawarł On ze swoim ludem. Dla ludzi to Przymierze jest łaską i darem, dla Boga – zobowiązaniem prawnym. Bóg w tym Przymierzu, odwrotnie jak w przypadku człowieka, jest niezmienny, tak jak niezmienna i nieodwołalna jest Jego wierność. Dlatego 'hesed' przeradza się w obdarowującą i przebaczającą miłość.
Innym określeniem wyrażającym miłosierdzie jest 'rahamim'. Słowo to oznacza dosłownie 'wnętrzności, serce', jako siedzibę najdelikatniejszych uczuć miłości i miłosierdzia. W tym terminie mieści się jednocześnie gotowość przebaczenia grzechów, spełnienie nadziei, obietnicy, wyzwolenia od wszelkich niebezpieczeństw. 'Rahamim' zawiera w sobie pewien 'przymus serca' do kochania i gotowości do przebaczenia win. Jest to miłosierdzie, które w języku łacińskim zostanie oddane za pomocą słowa 'misericordia'.
Termin 'hanan' wyraża natomiast życzliwe, łaskawe, wielkoduszne usposobienie Boga wobec człowieka i jest równoznaczny ze słowem 'miłosierdzie'.
Kolejnym określeniem zawierającym w sobie treść miłosierdzia jest hebrajskie 'hamal', posiadające dwa aspekty. Oznacza 'oszczędzanie wroga' – gest  miłosierdzia w sensie negatywnym, ze względu na zachowanie od zła, a także akt  miłosierdzia – 'przebaczenie i darowanie mu winy', a więc działanie o charakterze pozytywnym, na jego korzyść. Te dwa aspekty w poszczególnych przypadkach łączą się ze sobą, choć w różnym stopniu.
Ostatnim terminem określającym  miłosierdzie w Starym Testamencie jest 'hus', słowo wyrażające litość i współczucie, przede wszystkim w znaczeniu uczuciowym. W Piśmie Świętym występuje ono bardzo rzadko.
Te określenia występujące w Starym Testamencie wykazują jasno, iż miłosierdzie nie było zarezerwowane jedynie dla narodu wybranego, ale miało charakter uniwersalny. Takie starotestamentalne ujęcie miłosierdzia przekraczało ramy nacjonalizmu żydowskiego, otwierając się jednocześnie na cały świat pogański. Możemy dostrzec, że w Starym Testamencie istnieje ustawiczne ścieranie się sprawiedliwości Boga i Jego miłosierdzia, a pomimo to zawsze przeważa to drugie, pod warunkiem, że ludzie się nawracają. Miłosierdzie starotestamentalne odnosi się do przebaczenia grzechów, zachowania od wrogów. Głównym przedmiotem tego miłosierdzia są dobra doczesne, zarówno duchowe jak i materialne. Dobra wieczne nie są wykluczone, ale nie podkreśla się ich w tak znaczący sposób.

4. Jak rozumiano miłosierdzie w Nowym Testamencie? W Nowym Testamencie mamy do czynienia z trzema grupami bliskoznacznych terminów określających miłosierdzie. Pierwszą grupę semantyczną stanowi czasownik 'eleein' i pochodzące od niego 'eleos' oraz 'eleemon'. Znajdują się one głównie u Synoptyków. Czasownik 'ellein' tłumaczy się na język polski przez 'współczuć, litować się, pomagać z litości, zmiłować się nad kimś'. Natomiast od czasów Homera rzeczownik 'eleos' oznacza wzruszenie wobec nieszczęścia, które spotkało drugiego człowieka i czyn płynący z tego nieszczęścia. Przymiotnik 'eleemon' oddaje się w języku polskim przez 'miłosierny'. Wreszcie 'eleein' i pochodne od niego, odnoszą się do wymaganego przez Boga szacunku, jaki ludzie winni wobec siebie żywić. Relacje międzyosobowe powinny być oparte na miłosierdziu, współczuciu, przebaczeniu i życzliwości. Wzór takiego postępowania pozostawia Jezus Chrystus w ewangelicznym nauczaniu: 'Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary' (Mt 9,13).
Drugą dziedziną znaczeniową na określenie miłosierdzia w Nowym Testamencie stanowią: rzeczownik 'oiktirmos' (Rz 12,1; 2 Kor 1,3; Flp 2,1; Kol 3,12; Hbr 10,28) i wyrazy od niego pochodne, a mianowicie czasownik 'oikterein' (Rz 9,15) i przymiotnik 'oiktirmon' (Łk 6,36; Jk 5,11). 'Oiktirmos' oznacza uczucie tkliwości, współczucie. Tłumaczony jest przez 'miłosierdzie, zmiłowanie, współczucie'. Czasownik 'oikterein' oznacza okazywać miłosierdzie, litować się. Natomiast przymiotnik 'oiktirmon' jest tłumaczony jako 'miłosierny'. Terminy te wywodzą się od wyrazu 'oiktos', określającego lament, żałosny płacz nad jakimś nieszczęściem. Dlatego rzeczownik ten oznacza 'współczujący lament, współczucie, litość'. Termin 'oiktirmos' i pochodne od niego używane są w Nowym Testamencie najczęściej na określenie Miłosierdzia Bożego, a mniej na oznaczenie miłosierdzia ludzkiego.
Wyrazy: 'splanchnidzesthai' (Mt 9,36; 14,14; 15,32; 18,27; 20,34; Mk 1,41; 6,34; 8,2; 9,22; Łk 7,13; 10,35; 15,20) oznaczający 'wzruszyć się, zlitować' oraz 'splanchna' (Łk 1,78) – wnętrzności, stanowią trzecią grupę semantyczną określającą miłosierdzie. Czasownik 'splanchnidzesthai' w przypowieściach Jezusa oznacza 'miłosierdzie, dobroć, przebaczenie'.
W oparciu o powyższą analizę można określić pojęcie ewangelicznego miłosierdzia. Jego treścią jest współczucie płynące z Bożego lub ludzkiego wnętrza dla ulżenia cierpienia i nieszczęścia kogoś drugiego. W tej sytuacji człowiek stara się wejść w stan drugiego, współczując mu w tym, co stało się jego udziałem. Pełen wzruszenia, gotowy jest zaradzić temu przez konkretny czyn. Czymś koniecznym do tego, by być miłosiernym, jest owo współ-czucie, współ-uczestnictwo, współ-cierpienie oraz osobiste spotkanie z nieszczęściem drugiego człowieka.

Przyglądając się terminom określającym istotę miłosierdzia w Piśmie Świętym zauważmy, że dominuje w nich uczucie współczującej miłości, wrażliwej na ludzką biedę. Taka miłość wydaje się najbardziej potrzebna człowiekowi. Natura ludzka, skażona grzechem pierworodnym, jest skłonna do upadku. Dlatego człowiek potrzebuje ze strony Boga miłości miłosiernej. Ona w spotkaniu ze złem, a w szczególności z grzechem człowieka, objawia się właśnie jako miłosierdzie.
Nowy Testament zachowując dawne, ogólne pojęcie miłosierdzia, nadał mu treść o wiele bogatszą, rozszerzającą jego zakres. Miłosierdzie w Nowym Testamencie wyraża się bowiem w Osobie i działaniu Jezusa Chrystusa. On podejmuje się realizacji zbawczego planu Ojca i całkowicie go wypełnia.  Miłosierdzie nowotestamentalne jest rozumiane uniwersalnie: nikt nie jest z niego wyłączony, chyba że sam się sprzeciwia łasce pochodzącej od Boga. To miłosierdzie okazywane jest przede wszystkim w przebaczaniu przez Boga grzechów, chociaż Jego Opatrzność dotyczy wszystkich spraw ludzi, a nawet całego świata.
Miłosierdzie okazywane przez Chrystusa prowadzi zawsze do ocalenia człowieka, a także do jego wewnętrznej przemiany. Jezus najpierw wybawia od zła fizycznego, następnie uzdrawia ducha. Nowy Testament podkreśla znaczenie  miłosierdzia jako przymiotu, któremu ludzkość zawdzięcza zbawienie i uświęcenie dokonane przez śmierć i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa.
Typowym przykładem zbawczego charakteru miłosierdzia Jezusa jest przypowieść o synu marnotrawnym. Obraz miłosierdzia znany ze Starego Testamentu zostaje tutaj pogłębiony. Chociaż słowo 'miłosierdzie' nie występuje bezpośrednio w tekście paraboli, to jednak jego istota zostaje wyrażona przez wskazanie przyczyny skłaniającej do przebaczenia synowi. Zostaje to podkreślone poprzez użycie wyrażenia 'poruszenie wnętrzności', będącego odpowiednikiem hebrajskiego 'raham'. W tej przypowieści miłosierdzie przybiera kształt miłości doskonałej – agape, któa jest zdolna do pochylenia się nad każdym człowiekiem.
Ujmując syntetycznie główne prawdy o Miłosierdziu Bożym w Nowym Testamencie, można sformułować następujące wnioski: Bóg jest miłością litującą się, Ojcem miłosierdzia, bogatym w  miłosierdzie. Źródłem miłosierdzia jest miłość Boga do człowieka, który zgrzeszył i odszedł od Niego. Bóg jednak tak umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne (por. J 3,16). Owocem Miłosierdzia Bożego przejawiającego się w nauczaniu Jezusa jest: przebaczenie ze strony Boga, zbawienie, uświęcenie człowieka i uwielbienie Boga. Środkiem zaś, przez który Bóg tego dokonuje, jest 'obmycie odradzające i odnawiające w Duchu Świętym' (Tt 3,5).

5. Na czym polega ewangeliczne miłosierdzie? Głębokie współczucie płynące z Bożego lub ludzkiego serca, jest reakcją na nędzę człowieka, jego cierpienie, nieszczęście czy śmierć. Uczucie to często ujawnia się na zewnątrz. Ma ono w sobie coś z głębi i delikatności miłości matczynej. Jest to także umiejętność wczucia się w sytuację drugiego człowieka, które pozwala nam patrzeć na rzeczy jego oczami, myśleć jego umysłem i czuć jego sercem. Jest to prawdziwe współczucie. Miłosierdzie jako sympatia wobec człowieka oznacza współcierpienie z kimś, współprzeżywanie, współopłakiwanie. To nie tylko emocjonalny przypływ litości, współczucia, lecz również pełne zaangażowanie umysłu i woli wyrażające się w czynie oraz
trwała dyspozycja, charakteryzująca się wiernością.

Miłosierdzie ewangeliczne zbliżone jest do miłości, ale się z nią nie utożsamia. Jawi się ono prawie zawsze w kontekście jakiejś ludzkiej nędzy i nieszczęścia, wyraża się w głębokim wzruszeniu i współczuciu, którego skutkiem jest wspierający konkretny akt. Miłość ewangeliczna też domaga się czynu, ale nie pojawia się w sytuacji ludzkiego nieszczęścia i nie towarzyszy jej uczuciowe wzruszenie. Miłość ogarnia wszystkich i jest bardziej sprawą przykazania i woli niż współczucia. Miłosierdzie jest konkretyzacją miłości, którą można scharakteryzować jako współczującą, litującą się nad konkretnym ludzkim nieszczęściem (duchowym lub fizycznym) i starającą się skutecznie mu zaradzić. Element współczucia wskazuje na bezpośrednie spotkanie z drugim człowiekiem, będącym w potrzebie.

Wzruszenie, w akcie miłosierdzia, powodowane jest nie opowiadaniem o nieszczęściu, lecz spotkaniem oko w oko z doświadczeniem cierpienia. Wynika z tego w sposób oczywisty, że miłosierdzia nie można czynić na odległość, za pośrednictwem innych ludzi, słów czy pieniędzy. Czymś koniecznym w miłosierdziu jest współczucie, współuczestnictwo, współodczuwanie. W Piśmie Świętym znajdujemy wezwanie do naśladowania miłosierdzia Ojca oraz uznania pierwszeństwa miłosierdzia przed ofiarą.

Przez swoje czyny miłosierdzia Jezus Chrystus, Syn Boży, staje się wzorem miłosierdzia. Miłosierny Ojciec objawia się ludziom w czynach swojego Syna i uczy nas, czym jest miłosierdzie. Pokazuje również, jak się je realizuje w życiu i wzywa wszystkich do bycia miłosiernymi. Zatem, miłosierdzie na wzór Boga Ojca, zawiera w sobie istotne elementy: unikanie sądzenia i potępiania bliźniego oraz przebaczenie i wspaniałomyślne dawanie, bez pytania co ja z tego będę mieć (por. Łk 6, 36-38).

W przypowieści Jezusa o nielitościwym dłużniku Pan okazał swemu słudze miłosierdzie, uwalniając go z więzienia i darując mu dług (por. Mt 18, 21-35). Domaga się jednak, by on postąpił podobnie, naśladując go w tym geście. W centrum zainteresowania Chrystusa jest Ojciec miłosierny, który jest dobry dla dla niewdzięcznych i złych. Ma większe upodobanie w tych, co czynią miłosierdzie niż w tych, co wyłącznie składają ofiary ołtarza. Zasiadanie przy stole z grzesznikami i celnikami gorszy faryzeuszów, dlatego uczniom Jezusa stawiają pytanie: Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami? Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają – brzmi odpowiedź (por. Mt 9, 11-12). Zadanie Jezusa podobne jest do pracy lekarza: szukać chorych, przyjmować ich i uzdrawiać. Do takich należeli grzesznicy i celnicy. Konkretne czyny Jezusa, jak powołanie celnika Mateusza oraz uczta z grzesznikami i celnikami są wypełnieniem się woli Bożej zawartej w Piśmie. Idźcie i uczcie się, co znaczy: chcę raczej miłosierdzia niż ofiary (Mt 9,13).

Miłosierdzie ma pierwszeństwo tam, gdzie człowiek czegoś nie potrafi, nie jest w stanie albo opiera się łasce. Bóg oczekuje od nas nie darów ofiarnych (choć ich nie wyklucza), lecz ludzkiej litości i dobroci. Prawdziwa cześć Boża powinna wypływać z serca współczującego i miłosiernego. Taka postawa znaczy więcej niż wszystkie całopalenia i ofiary. Dar składany na ołtarzu bez miłości i miłosierdzia nie ma w oczach Bożych żadnej wartości. 'Nie przyszedłem powoływać sprawiedliwych, ale grzeszników' (Mt 9, 12-13). Zniżanie się do grzeszników należy do istoty posłannictwa Jezusa, ale powinno również stanowić istotę posłannictwa tych, którzy wybrali drogę życia radami ewangelicznymi.

Miłosierdzie jest dawaniem – wspaniałomyślnym, hojnym, bezinteresownym: miarą dobrą, natłoczoną, utrzęsioną i opływającą (por. Łk 6,38). Niegodziwy dłużnik z przypowieści został ukarany za to, że nie ulitował się nad współsługą, nie wczuł się w jego sytuację, nie przebaczył mu z serca i nie darował długu. Doświadczywszy przebaczenia, człowiek powinien okazywać przebaczenie bliźnim. Stąd pytanie Pana: Czyż więc ty nie powinieneś był ulitować się nad swym współsługą, jak ja ulitowałem się nad tobą? (Mt 18,33). Tego, kto odrzuca Boży dar i zamyka swe serce przed drugim, czeka surowy sąd, bo kto gardzi bliźnim – ten grzeszy, a szczęśliwy, kto z biednym współczuje. Każdy człowiek, nawet najbiedniejszy, najnędzniejszy, najniegodniejszy, jest dziełem Bożej miłości, zatem zamknąć serce dla człowieka znaczy zamknąć je dla miłości Boga. Odrzucić człowieka, nawet jednego, znaczy odrzucić Boga.

6. Jaka jest różnica między miłością a miłosierdziem? Szukając odpowiedzi na to pytanie należy podkreślić, iż istnienie miłości nie jest uzależnione od istnienia miłosierdzia, ale samo miłosierdzie nie może istnieć bez miłości. Miłosierdzie okazuje się wówczas, gdy ktoś ma jakiś brak, jakieś zapotrzebowanie, czy to w dziedzinie naturalnej, czy nadprzyrodzonej. W miłości coś takiego nie występuje. Można by powiedzieć za ks. prof. Wincentym Granatem, iż Bóg stworzył świat z miłości i dobroci, ale nie z miłosierdzia. Poza Bogiem nie było bowiem niczego, była nicość, a nad nicością nie można się przecież litować. Nie można w żaden sposób okazywać dobroci i miłosierdzia nicości. Miłosierdzie jest w Bogu przeobfite, ale ukazało się dopiero po stworzeniu świata, po grzechu pierworodnym.

Między miłością a miłosierdziem istnieje jednak pewien łuk historiozbawczy, w którym realizuje się pełnia bytu oraz dobro człowieczeństwa. Miłosierdzie spotyka się tu ze zbawieniem: człowieczeństwo ocalało i zostało odnalezione na nowo. W ten sposób zostaje uobecniona miłość i miłosierdzie, które wyraża się w wydobywaniu dobra spod zła, zwyciężaniu zła dobrem.

Miłosierdzie jest nieodzownym wymiarem miłości, jest jej drugim imieniem. Miłosierdzie jest ukazaniem się miłości człowiekowi będącemu w drodze, obarczonemu ciężarem ludzkich słabości. W swym eschatologicznym spełnieniu miłosierdzie objawi się jako miłość, podczas gdy w doczesności to miłość powinna objawiać się i wypełniać jako miłosierdzie.

7. Jaka jest różnica między miłosierdziem a przebaczeniem? Miłosierdzie jest pojęciem szerszym od przebaczenia. Oznacza to, że przebaczenie jest formą miłosierdzia, miłosierdziem które okazujemy w sytuacji zaistnienia winy, a co za tym idzie – skruchy. Niezależnie od tego, czy będziemy mówić o przebaczeniu Bożym, przebaczeniu międzyludzkim czy wybaczeniu samemu sobie, zawsze będzie chodzić o to samo. O spojrzenie na tego, który zawinił z miłością, bez chowania urazy, bez pamiętliwości. Na wzór Boga, który objawia się jako miłosierny i przebaczający Ojciec.

W geście przebaczenia obie strony spotykają się ze sobą w jednym zasadniczym punkcie, jakim jest godność, czyli istotna wartość osoby ludzkiej, która nie może być zagubiona, a jej potwierdzenie stanowi źródło największej radości. Nowotestamentalna idea miłosierdzia została wypracowana na kanwie spotkania ojca i syna w przypowieści o synu marnotrawnym i dzięki swej sile otwiera przestrzeń dla wszystkich spotkań. W tej rzeczywistości znajduje swe miejsce radość z odzyskanej godności dziecka Bożego, ponieważ istota ojcostwa opiera się na oczekiwaniu syna na różne sposoby.

Przebaczenie świadczy o tym, że w świecie istnieje miłość potężniejsza niż grzech. Jeżeli z tego świata usuniemy miłosierne przebaczenie, stanie się on zimny i pełen bezwzględnej sprawiedliwości, w imię której każdy będzie dochodził swych praw wobec drugiego. Natomiast istniejący w człowieku egoizm i miłość własna sprawią, że życie ludzkie stanie się areną bezpardonowej walki. Przebaczenie wprowadza w świat element, dzięki któremu staje się on światem bardziej ludzkim (por. GS 40).

Aby jednak przebaczenie zostało w taki sposób zrealizowane, nie możemy zapomnieć o miłosierdziu. Świadomość wzajemnych powiązań i długów zaciągniętych wobec innych może i powinna wywoływać poczucie braterskiej solidarności, akcentowanej tak mocno przez św. Pawła: 'Jeden drugiego brzemiona noście' (Ga 6,2).

Miłosierdzie jest nie tylko przebaczeniem i usprawiedliwieniem, czy nawet umiłowaniem człowieka przez Boga. Jest ono ponadto najlepszą bronią do walki z wszelkim złem. Obojętnie, w jaki sposób posługujemy się tym orężem, zawsze możemy pomnażać skutki miłosierdzia.

8. Jaka jest różnica między miłosierdziem a współczuciem i litością? Współczucie jest sposobem uczestnictwa w życiu uczuciowym innego człowieka. Buduje ono pomost pomiędzy swoim uczuciem a uczuciem drugiego. Litość jest wstrząsem emocjonalnym, który rodzi się na widok ludzkiej nędzy. Ten wstrząs doprowadza człowieka nie tylko do płaczu, ale niekiedy również do konkretnego czynu. Dobrze jest, kiedy litość prowadzi do współ-czucia, a to z kolei do miłosierdzia, będącego zwieńczeniem miłości, której zarodki możemy znaleźć zarówno we współczuciu, jak i w litości. Zdaniem ks. prof. Józefa Tischnera, miłosierdzie ma coś ze współ-czucia. Ono nie tylko poznaje całkiem obiektywnie stany uczuciowe innego człowieka, ale również ma w nich swój udział. Cieszy się z tymi, którzy się radują, smuci się z tymi, którzy płaczą. Jednak drogi miłosierdzia i współczucia w pewnym momencie diametralnie się różnią i rozchodzą. Współczucie może dotyczyć radosnych stanów człowieka, miłosierdzie natomiast odnosi się przede wszystkim do ludzkiej biedy. Możemy współodczuwać radość drugiego człowieka, ale pochylić się miłosiernie możemy jedynie nad ludzkim bólem, smutkiem, doświadczeniem cierpienia. Pod tym względem miłosierdzie jest podobne do litości, ale jest ono czymś więcej niż litość.

Litość także pochyla się nad człowiekiem, też współczuje, jednak jest to pochylenie się przede wszystkim nad tym, co widzi, co słyszy. Natomiast miłosierdzie pochyla się nad tym, co wie, nawet gdy nie widzi konieczności pomocy i nie słyszy krzyku rozpaczy. Miłosierdzie rozumie i wie, że człowiek jest wielkim marnotrawcą darów pochodzących od Stwórcy. Dla miłosierdzia wszystko jest jeszcze do uratowania, nie wszystko jest stracone, gdyż miłosierdzie jest bólem nadziei. Miłosierdzie zatem nie jest nastrojem, litościwym współczuciem czy wielkodusznością, lecz relacją miłości partnerskiej, interpersonalnej, w której dokonuje się wymiana, oparta na godności człowieka i szacunku dla osoby ludzkiej.

9. Z jakimi cnotami wiąże się miłosierdzie? Miłosierdzie jest związane z wieloma cnotami, przede wszystkim z z miłością, ufnością, sprawiedliwością i roztropnością. Miłość Boga stanowi centrum chrześcijańskiego życia moralnego. Choć teologalna cnota miłości jest tak ważna i doniosła, to istnieją jednak granice jej rozumienia. Dotyczy to przede wszystkim miłości Boga darowanej człowiekowi w Chrystusie, która przewyższa wszelką wiedzę (por. Ef 3). Człowiek nie zdoła nigdy pojąć, jak Bóg może z miłością zwracać się do grzesznika. Także odpowiedź ludzkiej miłości na miłość Boga ma podobnie tajemniczy charakter, jak relacja Boga do ludzi. Nie można zbadać do końca głębi ludzkiego serca, które wypełnia miłość do Boga. Tajemnica miłości odsłania się, ale i tak nie w pełni, tylko temu, kto miłuje. Im bardziej ktoś miłuje Boga, tym bardziej rozumie, czym jest miłość do Niego, doświadczając swojej grzeszności i nędzy.

Prawdziwa miłość Boga stanowi najwyższą formę miłości duchowej. W niej człowiek otwiera się na nieskończone piękno i dobroć Boga, dobrowolnie Mu się oddając. Ta miłość zakłada oczywiście poznanie Boga przez wiarę. Wyższy stopień miłości Boga jest związany z głębszą wspólnotą z Nim dzięki wierze. Nie ma więc wzrostu w nadprzyrodzonej miłości Boga bez starania się o coraz głębsze poznawanie Go poprzez zgłębianie Słowa Bożego, medytację. Pojmując miłość Boga jako najwyższą formę miłości duchowej nie twierdzimy, ze sfera zmysłowa zostaje wykluczona zostaje wykluczona z integralnego aktu miłości nadprzyrodzonej. Jesteśmy przecież wezwani, aby miłować Boga ze wszystkich sił, jak głosi przykazanie zawarte w Piśmie Świętym (por. Pwt 6,5). Rzeczywistość Boga ujmujemy nie tylko w oparciu o duchową refleksję nad ukierunkowaniem naszego wnętrza na Absolut – poprzez duchowe poznanie, ale również poprzez uzewnętrznienia Jego stwórczej wszechmocy i zbawczej dobroci, które docierają do nas za pośrednictwem zmysłów. Innymi słowy, ujmujemy je poprzez świat stworzony, poprzez słowo, poprzez widzialną społeczność Kościoła. Na miłość objawiającego się Boga powinniśmy zatem odpowiadać miłością płynącą z głębi naszego serca.

Spośród wartości duchowych ufność należy do najpotrzebniejszych cnót, ponieważ jest koniecznym warunkiem nadziei oraz częścią składową cnoty męstwa i wielkoduszności. Ufność wypływa z wiary i sprawia, że wzrasta miłość. Staje się fundamentem wielu wielu cnót moralnych, łączących się z cnotami teologalnymi. Przedmiot ufności stanowi dobroć Boża, do której zmierza dusza ludzka, a powodem tego jest nieskończone Miłosierdzie Boże. Stąd rodzi się pewność bycia przy Bogu, opierająca się nie na zasługach człowieka, ale na niezmienności Boga i Jego nieprzebranym miłosierdziu.

Bóg, będąc sprawiedliwym, jest jednocześnie samym Miłosierdziem. Sprawiedliwość Boża wiąże się ściśle z Jego miłosierdziem. Sprawiedliwość jest to stałe i zdecydowanie nastawienie woli na oddanie każdemu tego, co mu się od nas należy z tytułu jego prawa. Wszystkie pozostałe cnoty moralne, w odróżnieniu od sprawiedliwości, nie wiążą nas na mocy tytułu prawnego, na który ktoś może się powołać. Obligują nas natomiast dlatego, że powołanie do doskonałości, miłość Boga i bliźniego, doniosłość i piękno dobra moralnego domagają się od nas odpowiednich aktów cnoty. Dlatego właśnie jesteśmy zobowiązani do cierpliwej miłości, przebaczenia, hojności. W tym wypadku mówimy o tym, co jest moralnie należne i słuszne. Oczywiście i sprawiedliwość wiąże się z powinnością moralną, ale dołącza się tu nadto tytuł prawny, podstawa prawna, która zobowiązuje człowieka do dania bliźniemu tego, co mu się należy z prawa. Sprawiedliwość, która nie jest dopełniona przez cnotę słuszności, czyli wzięcie pod uwagę osoby zarówno tego, na kim ciąży jakiś obowiązek sprawiedliwości, jak i tego, kto posiada prawo domagania się od drugiej strony swej należności, łatwo może przerodzić się w niesprawiedliwość.

Cnota roztropności natomiast czuwa nad tym, aby działanie rozumu i woli przebiegało harmonijnie. Jest ona naczelną umiejętnością umysłu, mającą za zadanie kierować całym postępowaniem człowieka w jego codziennym życiu. Bez roztropności nie może istnieć żadna cnota. Wszelka cnota moralna sytuuje się między dwoma skrajnościami – za dużo i za mało. Zadaniem roztropności jest wskazać cnotom moralnym właściwą miarę. Dlatego człowieka pozbawionego roztropności porównuje się do okrętu pozbawionego sternika lub steru, płynącego bez żadnego celu po oceanach.

10. Jakie korzyści wypływają z miłosierdzia? Bóg miłosierny rozdziela swoje dary każdemu człowiekowi według jego osobistych zdolności i predyspozycji. Jeden otrzymuje więcej, drugi mniej. Jednak Bóg chce, aby ludzie okazywali sobie nawzajem miłosierdzie i tym samym uobecniali Boże Miłosierdzie na ziemi. Wszystko, co posiadamy w porządku przyrodzonym, otrzymaliśmy przecież od Boga i dlatego powinniśmy spłacać ten dług wdzięczności wobec tych, którzy są mniej obdarowani i ubożsi od nas. W ten sposób stajemy się narzędziami miłosierdzia i sprowadzamy na ziemię błogosławieństwo Boże.

W Piśmie Świętym nie ma cnoty, która byłaby bardziej nagradzana niż cnota miłosierdzia. Chociaż Bóg nagradza wszystkie cnoty, to cnotę miłosierdzia podwójnie: dobrami doczesnymi i dobrami wiecznymi, przyrodzonymi i nadprzyrodzonymi. Oprócz dóbr doczesnych i duchowych w tym życiu cnota miłosierdzia uprasza nam łaski i światło, oczyszcza nas z grzechów, kierując nas do korzystania z sakramentu pokuty. 'Jałmużna uwalnia od śmierci i oczyszcza z każdego grzechu. Ci, którzy dają jałmużnę, nasyceni będą życiem' (Tb 12,9). Cnota miłosierdzia wybawia duszę od śmierci, sprowadzając nieśmiertelną nagrodę. 'Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata! Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie. [...] Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili' (Mt 25, 34-40). Korzyścią dla nas jest to, że możemy 'zastępować' Boga na ziemi w świadczeniu miłosierdzia i wyprowadzaniu naszych bliźnich z nędzy oraz w usuwaniu ich braków fizycznych czy też moralnych, a jakimi borykają się na co dzień.

Inną korzyścią tej cnoty jest to, iż Bóg pozwala nam naśladować siebie w swoim miłosierdziu. 'Bądźcie miłosierni, jak miłosierny jest Ojciec wasz niebieski' (Łk 6,36). W tak łatwy sposób Bóg umożliwia nam odpokutowanie naszych grzechów i wysłużenie sobie nagrody wiecznej. Dzięki temu już w życiu doczesnym możemy doświadczać rzeczywistości nowego nieba i nowej ziemi.

11. Jaka jest hierarchia świadczenia miłosierdzia? Miłosierdzie nie jest procesem jednostronnym, nie jest też gestem czy łaską, która poniża człowieka. Jest ono dawaniem i przyjmowaniem, swoistego rodzaju wymianą.

Miłosierdzie jest nakazane przez samego Boga i stanowi obowiązek człowieka. Od czynienia miłosierdzia nikt nie może się przed Bogiem wymówić. Święty Jakub stwierdza bardzo wyraźnie, że tego, kto nie czyni miłosierdzia, spotka sąd bez miłosierdzia: 'Będzie to bowiem sąd nieubłagany dla tego, który nie czynił miłosierdzia: miłosierdzie odnosi triumf nad sądem' (Jk 2,13). Pełnienie czynów miłosierdzia jest warunkiem dostąpienia miłosierdzia. Tylko ludzie miłosierni doznają  miłosierdzia (por. Mt 5,7). Ten, kto czyni miłosierdzie wobec najbardziej potrzebujących, których Ewangelia nazywa 'najmniejszymi' (por Mt 25,40), spłaca dług miłości wobec Boga.

Trzeba jednak pamiętać, iż każdy jest odpowiedzialny przede wszystkim za siebie. Nie chodzi tu o zasadę, że miłość siebie ma pierwszeństwo przed miłością bliźniego, ale o to, że człowiek może w sposób odpowiedzialny decydować tylko za siebie samego. W zależności od przedmiotu, decyzja może być mniej lub bardziej potrzebna i konieczna. Nikomu nie wolno popełnić grzechu, by pomóc bliźniemu, by mu okazać miłosierdzie! Byłoby czymś absurdalnym okazać komuś miłosierdzie, a narazić swoje zbawienie. Jest jednak dozwolone wystawić się na niebezpieczeństwo grzechu w imię miłości bliźniego, jeśli byłaby to jedyna droga, by mu pomóc. Im większe jest niebezpieczeństwo grzechu, tym donioślejsza musi być potrzeba. Człowiek musi jednak mieć moralną pewność, że nie ulegnie grzechowi. Porządek miłości ani nie zabrania, ani nawet nie wymaga rezygnacji z własnych dóbr materialnych, a nawet z własnego życia, dla dobra bliźniego.

W człowieku istnieje wszakże naturalna skłonność do troski o zachowanie przede wszystkim własnego życia. Nie można z góry zakładać, że jest to wyraz grzesznego egoizmu – wszystko, co zaczęło istnieć, chce żyć. Nie jest więc grzechem dać pierwszeństwo sobie przed bliźnim, gdy obaj jesteśmy w tej samej potrzebie. Powinniśmy wprawdzie wesprzeć bliźniego znajdującego się w poważnej potrzebie duchowej i materialnej, nawet za cenę znacznych ofiar, ale nie za cenę ofiar najwyższych. Obowiązek okazywania miłosierdzia jest tym większy, im większa jest potrzeba duchowa i materialna.

Chrześcijanin w okazywaniu  miłosierdzia powinien dać pierwszeństwo tym, którzy są mu bliżsi. Sytuacja ta zachodzi tylko wówczas, gdy potrzebujący są w tym samym stanie potrzeby. Byłoby działaniem przeciwnym miłości, gdyby pomagało się bliźniemu znajdującemu się w niewielkiej potrzebie, przy pominięciu znajomego znajdującego się w poważnych kłopotach i wymagającego pomocy. Zakładając, że mamy do czynienia z tym samym stanem potrzeby – do obowiązku czynienia miłosierdzia dołącza się odpowiedzialność za tych, którzy są nam bliscy. Trzeba pamiętać, że łaska nie niszczy natury, lecz buduje na naturze. Miłość Boża zatem nie wyklucza innych, bardziej naturalnych motywów – pomagam sąsiadowi, a nie komuś obcemu, jeśli obaj są w tej samej potrzebie.

Kiedy okazujemy miłosierdzie, musimy również wziąć pod uwagę osoby oraz dobra, jakie wchodzą w grę, jakie wchodzą w grę, a także stopień potrzebnej pomocy. Możemy wyróżnić potrzebę skrajną, poważną i zwyczajną. Skrajna zachodzi wtedy, gdy człowiek znajduje się w niebezpieczeństwie śmierci fizycznej lub duchowej. Potrzeba poważna może występować wtedy, gdy ktoś bez pomocy drugiego nie może uniknąć poważnej szkody fizycznej lub duchowej. Potrzeba zwyczajna zachodzi, gdy ktoś znajduje się pośród przeciwności, ale jeżeli zechce, sam będzie mógł dać sobie radę.

12. Jaka jest różnica między miłosierdziem Boga wobec człowieka a miłosierdziem międzyludzkim?
13. Jakie jest znaczenie uczynków miłosierdzia co do ciała? Żeby odpowiedzieć na powyższe pytanie, trzeba najpierw zastanowić się nad tym, czym są uczynki miłosierdzia. Katechizm Kościoła Katolickiego definiuje je jako czyny miłości, przez które przychodzimy bliźnim z pomocą w ich cielesnych i duchowych potrzebach. Jest to kontynuacja klasycznego rozumienia uczynków miłosierdzia co do duszy i co do ciała (por. KKK 2447). Człowiek posiada różne potrzeby, jak i różne braki, które powinniśmy w miarę naszych możliwości usuwać właśnie poprzez uczynki miłosierdzia.

Obowiązek pełnienia tych aktów wypływa bezpośrednio z Pisma Świętego, które wręcz nakazuje, aby w pierwszej kolejności zapewnić człowiekowi potrzebującemu to, co niezbędne do życia. Tradycja chrześcijańska, nawiązując do dwudziestego piąte go rozdziału Ewangelii wg św. Mateusza i do drugiego rozdziału Księgi Tobiasza, precyzuje, że uczynki miłosierdzia względem ciała polegają na tym, by: głodnych nakarmić, spragnionych napoić, nagich przyodziać, podróżnych w dom przyjąć, więźniów pocieszać, chorych odwiedzać, umarłych pogrzebać. Znaczenie tych aktów, w dobie panowania w świecie nienawiści, niepokoju, obojętności i konsumpcjonizmu, jest wyjątkowe. Uczynki te muszą wypływać z miłości, w innym wypadku nie mają one najmniejszego sensu, a wołanie człowieka do bliźniego pozostanie w dalszym ciągu bez odpowiedzi. Chrześcijanin nie może przechodzić obojętnie wobec człowieka potrzebującego pomocy. Pismo Święte uczy, byśmy pomagali na tyle, na ile stać każdego z nas. 'Nie odwracaj twarzy od żadnego biedaka, a nie odwróci się od Ciebie oblicze Boga. Jak ci tylko starczy, według twojej zasobności dawaj z niej jałmużnę! Będziesz miał mało - daj mniej, ale nie wzbraniaj się dawać jałmużny nawet z niewielkiej własności' (Tb 4, 7b-8). Spełniając uczynki miłosierdzia względem ciała, należy zwrócić szczególną uwagę na motyw, z jakim te dzieła pełnimy. Jest nim miłość ku Bogu, który w postaci człowieka ubogiego prosi o pomoc, a także naśladowanie miłosierdzia samego Jezusa Chrystusa. Kształtowaniu takiej postawy winna pomagać świadomość tego, że każda osoba ludzka jest w oczach Boga cenna, a Jezus oddał za nią swoje życie. To Chrystus nauczył nas, że człowiek nie tylko doświadcza miłosierdzia Boga samego, ale także jest powołany do tego, by sam czynił miłosierdzie drugim: 'Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią' (por. DM 14).

Każdy zatem uczynek miłosierdzia względem ciała jest odpowiedzią człowieka na miłosierdzie okazane mu przez Boga. Potrzeba przekonywającego świadectwa konkretnego działania, na które dzisiejszy świat jest szczególnie uwrażliwiony. Czyn miłosierdzia to akt miłości współczującej, wybaczającej, śpieszącej z pomocą, mający swój wzór i źródło w osobie Jezusa Miłosiernego. Moc do podejmowania tego rodzaju kroków trzeba czerpać z sakramentów świętych. Szeroki jest wachlarz ludzkich potrzeb, braków i cierpień. Dlatego też wielkie jest zapotrzebowanie na uczynki miłosierdzia, zarówno co do duszy, jak i co do ciała. Autentyczna postawa miłosierdzia, wyrażająca się nie tylko w spieszeniu z pomocą, ale i w wyrozumiałości i gotowości do wybaczenia, powinna cechować wszelkie nasze relacje międzyludzkie. Na pierwszym jednak miejscu trzeba stawiać zawsze troskę o miłosierdzie wobec tych, z którymi spotykamy się na co dzień. W świetle wiary łatwo dostrzeżemy, że żyjąc wśród bliźnich, mamy stałą możliwość spełniania czynów miłosierdzia. Nie przeszkadza w tym ani brak pieniędzy, ani warunki zdrowotne, ani inna niedogodność. Może to być choćby życzliwe odniesienie się do drugiego człowieka lub westchnienie w modlitwie w jego intencji. Takiej miłości możemy się nauczyć jedynie wtedy, gdy staramy się codziennie wnikać w tajemnicę miłości Boga i weryfikować nasze postawy i gesty.

Mając na uwadze dzisiejszą, pełną napięć sytuację świata, trze ba mocno podkreślić, że stała praktyka czynnej miłości bliźniego otwiera zarazem perspektywę przemiany stosunków międzyludzkich. Dla człowieka wierzącego jest sprawą oczywistą, że wszelkie czyny miłosierdzia powinny wypływać z wdzięcznej miłości wobec Chrystusa. Ma to zasadniczeznaczenie dla sposobu świadczenia pomocy, nacechowanej szacunkiem, życzliwością, a nawet serdecznością i wyrozumiałością. Bardzo ważna w tym względzie jest również świadomość, że wyświadczając przysługę bliźniemu, sami jesteśmy obdarowywani. Jak już wspomniano, miłość miłosierna we wzajemnych stosunkach ludzi nigdy nie pozostaje aktem czy też procesem jednostronnym. Nawet w przypadkach, w których wszystko zdawałoby się wskazywać, że jedna strona tylko obdarowuje, daje - a druga tylko otrzymuje, bierze (jak np. w przypadku lekarza, który leczy, nauczyciela, który uczy, rodziców, którzy utrzymują i wychowują swoje dzieci) - w istocie rzeczy zawsze również i ta pierwsza strona jest obdarowywana. Tutaj Chrystus Ukrzyżowany jest dla nas najwyższym wzorem, natchnieniem, wezwaniem (DM 14).

14. Jakie jest znaczenie uczynków miłosierdzia co do duszy? Miłość bliźniego powinna się wyrażać nie tylko w uczynkach miłosierdzia względem ciała, ale także w uczynkach miłosierdzia względem duszy. Należy zatem: grzeszących upominać, nieumiejętnych pouczać, wątpiącym dobrze radzić, strapionych pocieszać, krzywdy cierpliwie znosić, urazy chętnie darować oraz modlić się za żywych i umarłych. Podstawowym błędem, jaki popełnia współczesny świat, jest pseudotolerancja, obejmująca nie tylko osobę grzesznika, ale także jego grzechy. Oczywiście zawsze należy mieć szacunek dla człowieka, nawet największego grzesznika, jako osoby ludzkiej stworzonej na obraz i podobieństwo Boże, ale nie można w żaden sposób akceptować jego złego postępowania i popełnianych grzechów. Ludzie zagubieni, wątpiący i poszukujący, przeżywający ogromne cierpienia potrzebują wskazówek i pomocy. Dlatego też Bóg potrzebuje nas, by nieść im sens życia, wiarę w dobro i miłosierdzie.

Miłość bliźniego powinna skłaniać nas właśnie do dawania radości i pociechy tam, gdzie panuje smutek i przygnębienie. Jest to rodzaj jałmużny, do jakiej jesteśmy zobowiązani wobec naszych bliźnich. Aby jednak skutecznie pocieszać, trzeba samemu mieć serce czułe i otwarte na ludzką biedę. Nie zawsze stać nas na pomoc materialną, ale dobrym słowem możemy obdarowywać zawsze. Jest to gest, który niewiele kosztuje, a stanowi nieoceniony środek wsparcia bliźniego. Podtrzymujmy na duchu człowieka potrzebującego, przede wszystkim budząc w nim ufność w Boże Miłosierdzie. Ważne jest również współczucie, wskazanie nadprzyrodzonej pociechy z jednoczesną zachętą do modlitwy i korzystania z sakramentów świętych.

Jeśli chodzi o cierpliwe znoszenie krzywd, to - mimo iż nie zawsze przychodzi nam ono z łatwością-jest jednak możliwe, gdy pamiętamy o Męce Chrystusa i Bożym Miłosierdziu, które tyle razy wybaczało nam już nasze grzechy. Jeżeli nauczymy się cierpliwie znosić krzywdy, będziemy także chętnie darować urazy.

Niekiedy wystarczy raz odpłacić dobrem za doznane zło - i panosząca się w ludzkim sercu przez długi czas nienawiść mija. Tego, czego nie dokonała prowadzona nieraz latami wojna, agresja, zazdrość, tego dokonał jeden uczynek miłosierny, polegający na przebaczeniu w imię Jezusa Chrystusa. Z reguły bowiem nienawiść rodzi nienawiść, grzech rodzi kolejny grzech. Dlatego dla chrześcijanina jedynym właściwym rozwiązaniem jest okazywanie miłosierdzia i przebaczenia.

Duże znaczenie ma też modlitwa, niewyłączająca nikogo, ani żywych, ani zmarłych. Jest ona szczególnie ważna w dzisiejszych czasach, kiedy kładzie się nacisk przede wszystkim na skuteczne działanie. Modlitwa jest darem, jałmużną, na którą stać każdego. Powinniśmy ją zatem ofiarowywać nie tylko tym, których spotykamy wokół siebie, ale również zmarłym. Dla nich modlitwa jest wielkim dobrodziejstwem, a dla nas dobrym uczynkiem. Miłosierdzie wobec bliźniego nie może skończyć się tylko na pamięci o jego cielesnych potrzebach. W takim samym stopniu miłosierdzia potrzebuje również ludzka dusza.

15. Jakie trzeba spełnić warunki, aby uczynki miłosierdzia miały wartość zasługującą? Cnota miłosierdzia jest czymś bardzo pożądanym w życiu człowieka, ale nie zawsze jest ona zasługująca na życie wieczne. Aby za uczynki miłosierne otrzymać nagrodę w niebie, trzeba spełniać pewne warunki. Przede wszystkim należy spełniać uczynki w czystej intencji, ochoczo, ustawicznie i bez względu na osoby, którym pomagamy. Intencja, czyli pewien zamysł, stanowi główny czynnik wszystkich naszych aktów. Pod względem moralnym nasze czyny mogą być dobre, obojętne lub złe. Dobra intencja nadaje czynom dobrym podwójną wartość, czynom obojętnym nadaje pewną dobroć, natomiast czynów złych nigdy nie uczyni dobrymi, choć czasem może zmniejszyć ich złość. Odwrotnie jest ze złą intencją, która odejmuje zasługę czynom dobrym albo przynajmniej ją zmniejsza. Tym bardziej zniekształca czyny obojętne lub złe.

Jezus Chrystus bardzo mocno to akcentował, mówiąc: 'Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę powiadam wam: ci otrzymali już swoją nagrodę. Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie' (Mt 6, 2-4). Wszelki dobry czyn można sprowadzić do jakiejś cnoty, a każdą cnotę formuje miłość, która jest królową rozkazującą wszystkim innym cnotom. Miłość zawsze kieruje ku Bogu wszystkie nasze uczynki i ożywia wszystkie nasze cnoty, nadając im właściwy kształt. Dlatego przy spełnianiu uczynków miłosiernych powinniśmy się starać o to, by je spełniać z miłości ku Bogu i bliźniemu, a przede wszystkim z chęci naśladowania Miłosierdzia Bożego. Bez tego nasze uczynki miłosierne względem bliźnich nie będą się różniły od zwykłej filantropii, praktykowanej niejednokrotnie z próżności.

Uczynki miłosierne powinniśmy również spełniać w sposób ochoczy, ustawicznie i bez względu na osoby. Pismo Święte wielokrotnie kładzie nacisk na radość przy świadczeniu miłosierdzia bliźnim. Jeżeli ubogi widzi, że udzielona mu jałmużna jest w jakiś sposób wymuszona, że dający niemal żałuje swego miłosiernego uczynku, to rani to jego serce, a tym bardziej nie podoba się Bogu, albowiem tylko radosnego dawcę miłuje Bóg. Taki uczynek nie wypływa z miłości i dlatego nie ma wartości zasługującej na życie wieczne.

16. Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią (Mt 5,7). Co znaczy być miłosiernym w dzisiejszym świecie? Powołanie do bycia miłosiernym należy odczytywać w tym, iż każdy człowiek sam został najpierw obdarowany przez Boga miłosierdziem. Miłosierdzie to czyn Boga, litującego się nad ludzką nędzą, cierpieniem i grzechem, zniżającego się do człowieka, pomagającego, leczącego, przebaczającego. Przez takie właśnie czyny Bóg objawia swoją wierność i miłość do ludzi. Ten dar zobowiązuje nas do zajmowania takiej samej postawy w stosunku do innych potrzebujących. Jeśli jakiś człowiek nie może żyć bez doznawania miłosierdzia, nie wolno mu odmówić miłości miłosiernej. Odmowa taka godziłaby bowiem w faktyczną solidarność ludzkiej egzystencji oraz we wzajemną współzależność w rozwoju wszystkich.

Być miłosiernym to przede wszystkim współczuć, litować się, pomagać, zmiłować się nad kimś, dać z siebie coś więcej, poświecić wszystko Bogu obecnemu w człowieku ubogim, dziękując za to, że można było ofiarować coś drugiemu. Być miłosiernym to zatem wyzbyć się bycia dla siebie i zwrócić się ku innym. Wskazuje to na wzruszenie wobec nieszczęścia spotykającego drugiego człowieka, ale także na czyn płynący z tego uczucia. Wyraża się on w okazanej dobroci, życzliwości, wierności, miłości i zależy od rzeczywistej sytuacji, w jakiej znajduje się człowiek będący w potrzebie.

Miłosierdzie przejawia się także w gotowości przebaczania. Święty Paweł w Liście do Kolosan napisał: 'Jako więc wybrańcy Boży - święci i umiłowani - obleczcie się w serdeczne miłosierdzie, dobroć, pokorę, cichość, cierpliwość, znosząc jedni drugich i wybaczając sobie nawzajem, jeśliby miał ktoś zarzut przeciw drugiemu: jak Pan wybaczył wam, tak i wy!' Kol 3, 12-13.

Bycie miłosiernym polega również na empatii, dotyczącej zarówno dobra, jak i bolesnych przeżyć spotkanych osób. Istnieje potrzeba odczuwania tego, co one odczuwają i zapłakania nad nimi, aby i one mogły zapłakać nad sobą. Przykładem tego jest sam Jezus Chrystus, który także płakał w czasie swego ziemskiego życia: nad Jerozolimą, nad śmiercią Łazarza. Ten płacz Jezusa jest aktem miłosierdzia. Jego łzy nas poruszają, bolą, oczyszczają, aby z czasem przynieść pocieszenie, równoznaczne z odzyskaniem wzroku przez niewidomego i słuchu przez niesłyszącego. Łzy Jezusa, podobnie jak Jego słowa powodują, że oddajemy serce z kamienia, a przyjmujemy serce z ciała, zdolne do współodczuwania dramatu drugiego człowieka. Współodczuwanie zbliża ludzi tak, iż słabsi stają się mocni akceptacją, zrozumieniem i obecnością tych, którzy udzielają im wsparcia. Przede wszystkim nie są w swoim bólu sami – jest z nimi Jezus ze swoim miłosierdziem. To właśnie w poranionym, grzesznym, zagubionym w sobie i świecie bliźnim, który potrzebuje naszej pomocy, najczęściej spotykamy Boga.

Miłosierdzie odnosi się do każdej osoby, bez względu na jej światopogląd, przynależność polityczną, dotychczasową historię życia. Jezus chce, byśmy mieli serce zarówno dla biednych materialnie, jak i moralnie, duchowo. Przemiana przez ten dar potrzebna jest każdemu, kto trwa w jakiejkolwiek niewoli. Oczekujemy miłosierdzia i prosimy o nie, ponieważ odkrywamy w sobie zdolność do zamykania własnego serca przed tym, co jest w nas słabe i nędzne. Przyjęcie miłości i przebaczenia jest zawsze trudniejsze niż ich dawanie. W miłości i przebaczeniu potrzeba wyrzeczenia i całkowitego zawierzenia. Nie możemy żyć przykazaniem miłości, jeśli nie pozwolimy się kochać bez ograniczeń i warunków wstępnych.

Ważne jest, byśmy tak jak w tej ewangelicznej przypowieści o marnotrawnym synu sami odczuli potrzebę powrotu do Boga. Choć ciężko pracujemy, to w gruncie rzeczy nigdy w pełni nie zasmakowaliśmy radości z tego, że jesteśmy w domu, blisko Boga Ojca. Zamiast wdzięczności za Boże dary pojawia się w nas odczucie niepokoju: zazdrość z powodu tego, do czego doszli inni, togo co mają, jak życzliwie są traktowani. Gdy doświadczymy wielu udręk, otrzymamy wewnętrzne światło, dzięki któremu poznamy, jak wrażliwy i miłosierny jest Bóg.

Zasadą działania ludzi miłosierdzia jest wydobywanie wszelkiego rodzaju dobra, które jest w bliźnim. Miłosierdzie pozwala w drugim rozpoznać bliźniego. 'Któż okazał się bliźnim? - Ten, który wyświadczył miłosierdzie' (por. Łk 10,37). Chodzi więc o to by udowodnić, że jest się bliźnim drugiego człowieka. A bliźnim staje się tylko ten, kto pomaga w nieszczęściu temu, kto tej pomocy potrzebuje. Serdeczność i czułość dla innego człowieka, zrozumienie jego potrzeb i staranie się o to, aby mu przyjść ze skuteczną pomocą, stanowi sprawdzian przynależności do Jezusa i zrozumienie Jego ducha, a więc niezawodny środek osiągnięcia zbawienia.

17. Jaki jest związek miłosierdzia z działąlnością charytatywną Kościoła?
18. Na czym polega okazywanie miłosierdzia względem samego siebie? Przykazanie miłości bliźniego wyraźnie podkreśla, że mamy miłować bliźniego jak siebie samego (por. Łk 10, 27). Wynika z tego, że obowiązuje nas także rozumna miłość wobec siebie. Skoro zaś miłość świadczona bliźnim ma kształt miłosierdzia, to taką samą postać musi mieć miłość w stosunku do siebie. Obowiązuje nas więc miłosierdzie wobec siebie. Nie chodzi tu o pobłażanie sobie i zwalnianie się z umartwienia zewnętrznego i wewnętrznego, pomagającego w uzyskaniu czystości serca. Nie należy również w płytki sposób pojmować uczynków miłosierdzia w odniesieniu do siebie. Chodzi przede wszystkim o sprawiedliwe wzięcie pod uwagę sprawy udoskonalenia naszej miłości, aby i w stosunku do nas owocne było Odkupienie, abyśmy uratowali i zbawili swą duszę, pozwolili Bogu na zrealizowanie w nas planów, przez które byłaby uwielbiona Trójca Święta.

Chcąc prawidłowo praktykować miłosierdzie wobec siebie samego, trzeba ustalić osobisty cel życia. Świadczy to o pełnej miłości trosce o siebie, o swój los oraz stanowi nawiązanie do trapiących nas pytań, dotyczących cierpienia wywołanego poczuciem niedoskonałości, kryzysami przyjaźni, poczuciem nieobecności Boga, brakiem miłości, mimo że Bóg obejmuje w sposób nadprzyrodzony całą osobę ludzką.

Każdy człowiek potrzebuje i oczekuje miłosierdzia, zwłaszcza wtedy, gdy obciąża go grzech. To miłosierdzie polega na rozumnym, a więc sprawiedliwym i wyrozumiałym działaniu, zmierzającym do wyzbycia się grzesznych przywiązań, nałogów. Umieć nie załamać się, zaufać miłości i Bogu, wyjść z grzechu na drogę czynów godnych człowieka, znaczy okazać sobie miłosierdzie. Miłosierdzie to nie zamyka oczu na prawdę, lecz właśnie ze względu na prawdę pomaga naszej cierpiącej miłości prostować nasze życiowe, kręte drogi. Miłosierdzie wobec siebie samego to szersze spojrzenie na obecne w codzienności fakty, stwierdzenie ich i ocenienie na korzyść człowieka. To dzięki okazywanemu sobie miłosierdziu możliwa jest w naszym życiu pokora, warunkująca żal, a poprzez niego powrót na drogę autentycznej miłości. Dzięki takiej ocenie człowiek może powstać z upadku i pójść dalej we właściwym kierunku, na nowo podejmując trud stawania wobec przeciwności i niebezpieczeństw życia. Takie dążenie ku miłości wymaga jednak uwolnienia się od wszystkiego, co nas wstrzymuje w drodze.

Bycie miłosiernym wobec samego siebie to uzależnianie własnego postępowania od innych w świetle nauki Chrystusowej. Gdy sobie i bliźnim przebaczamy, okazujemy w praktyce miłosierdzie. O tej rzeczywistości myślimy również wtedy, gdy chcemy pogodzić się z tym, że popełniliśmy błąd, i gdy mamy wielkie poczucie winy. Musimy jednak pamiętać o tym, że w ludzką postawę miłosierdzia zawsze wpisane jest miłosierdzie Boga. On chce w nas i przez nas ulitować się nad człowiekiem, który zszedł na złą drogę.

Miłosierdzie wobec samego siebie polega na pełnym miłości i zaangażowania troszczeniu się o nadprzyrodzone życie duchowe, uzupełniające braki naszej natury przez wypełnienie tęsknot za nieutracalną Osobą, która przyjmie naszą miłość i obdarzy swoją. Ta troska jest konkretnym objawieniem się miłości wobec siebie. Podjęcie starań o zaspokojenie swych potrzeb duchowych jest jedną z najtrudniejszych prac, jakich człowiek może w sobie dokonać i jakich Bóg dokonuje w nas, gdy zechcemy cierpliwie, z wielką ufnością i miłością, poddać swą miłość doskonalącemu i oczyszczającemu działaniu Jego miłości.

19. Co oznaczają słowa Jezusa: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary? Przytoczone słowa występują w Ewangelii św. Mateusza w dwóch miejscach (por. Mt 9,13; 12,7). Jest to dosłowny cytat z Księgi proroka Ozeasza. Greckiemu wyrazowi 'eleos', użytemu w tekście Mateuszowym, odpowiada hebrajskie 'hesed' z księgi Ozeasza. Sens tego logionu może być następujący: miłosierdzia chcę bardziej niż ofiary. Po raz pierwszy z cytatem Ozeasza mamy do czynienia w kontekście powołania Mateusza (Mt 9, 9-13). Drugi raz fragment ten pojawia się w polemice Jezusa z faryzeuszami na temat ważności i wartości szabatu.

Bóg żąda od człowieka nie darów ofiarnych, choć ich nie wyklucza, lecz ludzkiej miłości i dobroci. Prawdziwa cześć względem Boga Trójjedynego powinna wypływać z współczującego i miłosiernego serca. Taka postawa znaczy więcej 'niż wszystkie całopalenia i ofiary' (Mk 12,33). Jakakolwiek ofiara składana Bogu bez miłości i  miłosierdzia, z sercem nieskorym do słuchania Jego słów i zawrócenia z błędnej drogi, nie ma w oczach Bożych żadnej wartości.

Trzeba mieć nieustannie na uwadze, że dla Boga ważniejsze jest miłosierdzie wobec biednych, głodnych, grzesznych niż rytualne zachowywanie praw rytualnych. Bogu dopiero wtedy będzie miła taka ofiara, takie wyrzeczenie człowieka, gdy będzie ona wypływała z serca pełnego miłosierdzia. Dla Chrystusa nie istnieje dylemat: albo miłosierdzie, albo kult. Miłosierdzie należy czynić, a kultu i prawa nie zaniedbywać, pamiętając jednak przy tym, iż miłosierdzie jest o wiele ważniejsze.

20. Jaki jest związek miłosierdzia z cierpieniem? W praktyce miłosierdzie powiązane jest z dobrocią, przebaczeniem, miłością, sprawiedliwością, ale także z cierpieniem. Mówiąc o cierpieniu, w pierwszej kolejności odnosimy je do drugiego. Dzieje się tak dlatego, ponieważ kiedy sami doświadczamy cierpienia, zazwyczaj nie mamy sił i ochoty, by o tym rozmawiać z innymi. Należy odróżnić cierpienie osobiste od zbiorowego, ponieważ każdy w cierpieniu reaguje na swój sposób, indywidualnie. W jednym człowieku rodzi ono postawę bierności, ucieczki, w innym zaś postawę buntu czy walki.

Zasadniczo cierpienie dzielimy na duchowe i fizyczne. Możemy wskazać kilka przyczyn cierpienia duchowego, z których dwie są najważniejsze. Pierwszą stanowi w człowieku poczucie niedoskonałości. Rozumie się przez to świadomość niedostatku ludzkiej natury, słabość intelektu, woli, zmienność i nietrwałość uczuć, świadomość braków. Poczucie to mogłoby obezwładniać, niszczyć, gdyby nie istniała nieskończona perspektywa porządku nadprzyrodzonego, do którego Bóg już nieodwracalnie włączył człowieka poprzez Odkupienie. Możemy sami wkraczać w ten porządek, a kresem tej perspektywy jest nieskończoność Ojca, który dzięki wszczepieniu nas w Chrystusa doskonali człowieka przez Ducha Świętego. Ten punkt widzenia stanowi wyjście z tragedii niedoskonałości, ale nie do końca uwalnia od cierpienia, ponieważ nigdy porządek nadprzyrodzony nie niszczy porządku przyrodzonego. Dlatego też, nawet gdy będziemy cieszyć się obecnością w sobie życia Bożego, to jednak nie przestaniemy odczuwać braków swej natury. Tu rodzi się nadzieja, że Bóg pomimo naszych ludzkich ułomności, nigdy nie zrezygnuje z miłości do człowieka. Drugą przyczyną jest zmieniający się wciąż kierunek naszej ludzkiej miłości. Trwa w nasnieustanna walka o ukierunkowanie miłości na to, co lepsze, co bardziej wartościowe, a w konsekwencji na samego Boga. Człowiek cierpi, doświadczając braku bliskich osób, których obecność jest mu bardzo potrzebna. I może dlatego najbardziej cierpią ci, którzy kochają Boga szczerze, całym sercem, całą duszą i ze wszystkich sił. Człowiek pragnie być wierny miłości do Boga, lecz bardzo często napotyka na swej drodze niebezpieczeństwa, zagrożenia, co zmusza go do ciągłej czujności. Miłość powoduje w nim wewnętrzne rozdarcie. Z tej racji jest ona tożsama z cierpieniem, które wiąże się z oczekiwaniem. Człowiek oczekuje, bo czuje się samotny, poszukuje, spodziewa się ukochanej osoby, jej obecności. W taki sposób przeżywa swą miłość.

Człowiek doświadcza też tęsknoty za Bogiem i Jego obecnością. Pomimo iż dosięga Go aktem wiary i nawiązuje z Nim kontakt przez modlitwę, zdarza się, że cierpi. Pojawia się w nim głód Boga i Jego miłości. Człowiek kocha i nie doznaje tej miłości; posiada miłość przez obecność Boga w duszy, a równocześnie nie ma w pełni tej miłości; kocha i tęskni, cieszy się miłością Bożą i zarazem "umiera" z pragnienia i głodu Boga. Kocha też ludzi, ale ta miłość bardzo często nie zostaje odwzajemniona. A nawet gdy doznaje tej miłości, to i tak cierpi, bo żadna przyrodzona miłość nie zastąpi nigdy miłości nadprzyrodzonej. Takie cierpienie jest głodem duchowym, sprawiającym niekiedy więcej bólu niż fizyczne dolegliwości. Tym, co ratuje w człowieku pokój serca, co daje mu nadzieję i umacnia w nim miłość, jest poznanie i zrozumienie siebie samego, motywów i struktury działania miłości oraz zaufanie Bogu. Człowiek cierpi i szuka rozwiązań, zanim jeszcze zrozumie to wszystko, jednak kiedy zaufa całkowicie Bogu i ukocha Go, tak jak Abraham, który uwierzył wbrew nadziei, wówczas czuje się szczęśliwy, gdyż widzi sens życia.

Cierpienie wywołane codziennym głodem różnych pragnień i marzeń zmusza do refleksji nad kwestią miłosierdzia. Jezus Chrystus przyszedł na ziemię, aby zapobiec największemu nieszczęściu - odsunięciu się ludzi od miłości Bożej. On sam polecił ludziom pocieszać smutnych, karmić głodnych, odziewać ubogich, zaradzać temu wszystkiemu, co dotyka człowieka. Tak wyrażającej się miłości może nas nauczyć drugi człowiek szczerze miłujący. Zatem zrozumieć, czym jest miłosierdzie i być miłosiernym, czyli czynić miłosierdzie, możemy właśnie wtedy, gdy upodobnimy się do bliźniego, i to w cierpieniu. Nikt z nas nie jest zwolniony ze świadczenia miłości, a co za tym idzie -z czynienia miłosierdzia i bycia miłosiernym w doświadczeniu cierpienia. Miłosierdzie jest konkretyzacją miłości, podjęciem cierpienia danej chwili. Istnieje jednak podział funkcji i zadań społecznych. Spełnia się swoje zadania wówczas, gdy umie się i chce najpierw dostrzec cierpienie, oraz gdy stara się mu zaradzać. Można to czynić w przeróżny sposób, ale na pewno nie wolno przechodzić obok niego obojętnie. Rozpoznawanie aktualnego cierpienia jest odkrywaniem istotnych potrzeb konkretnego człowieka czy nawet pokolenia.

Obok cierpień duchowych istnieją oczywiście dolegliwości fizyczne, będące generalnie wynikiem braku zdrowia. Nie pozostają one bez wpływu na psychikę człowieka, co więcej, wdzierają się na teren duszy i wtedy z różnych powodów cierpi cała osoba ludzka. Cierpienie jest nieodłącznym doświadczeniem człowieka, ponieważ wyznacza je właściwa mu niedoskonałość jego natury i działań. Tak, jak nie można uciec od cierpienia, tak nie ma ucieczki od siebie, od swej niedoskonałej natury.

Cierpienie fizyczne wiąże się z bólem ciała. O ile do pewnego stopnia można używać zamiennie wyrazów " ból" i " cierpienie " - to cierpienie fizyczne zachodzi wtedy, gdy w jakikolwiek sposób boli ciało (SD 5). Cierpienie cielesne bywa różnie odbierane przez ludzi. Dla wielu jest ono krzyżem, od którego nie można się oderwać. Zawsze jednak przyczynia się ono do uświęcenia człowieka, jeżeli ten jest go w stanie dźwigać z Chrystusem, który staje się otuchą i nadzieją. Świadomość Jego męki umacnia cierpiącego, który ufa, że Bóg nie tyle odsunie od niego cierpienia, ile da mu siłę wytrwania w nich.

Człowiek sam w sobie nie jest bowiem w stanie zrozumieć cierpienia. Wobec cierpienia ludzkie słowa są często bezradne. Cierpienie fizyczne może jednak również przynosić radość, polegającą na tym, że człowiek oddaje swoje bóle Bogu i jest za nie wdzięczny. Radość i cierpienie idą wówczas ze sobą w parze, są ze sobą zespolone i nierozłączne.

Cierpienie z pewnością należy do tajemnicy człowieka, tak jak on otoczone jest tajemnicą, i to szczególnie nieprzeniknioną. Ludzkie cierpienie - w swej prawdzie i złożoności - jest więc okazją do odnowienia człowieka. Może się nawet okazać, że najgłębszym sensem ludzkiego doświadczenia jest właśnie ta tajemnica (por. SD 31). Jeśli zaś sam człowiek jest tajemnicą, nieuniknione doświadczenie cierpienia i bólu skłania go do podjęcia wyzwania, jakim jest jego własne istnienie, i do zmierzania w kierunku owej bezpiecznej świadomości samego siebie.

Przykazanie miłości Boga i bliźniego kieruje nas w stronę miłości, a tym samym - cierpienia. Wyrazem miłosierdzia jest podjęcie z miłością spraw drugiego człowieka, które aktualnie najbardziej go bolą i których rozwiązanie jest jego istotną potrzebą. Jeżeli przez miłość rozumiemy dar z siebie, złożony Bogu czy drugiemu człowiekowi, to za miłosierdzie trzeba przyjąć tę miłość ofiarowaną komuś ze względu na jego cierpienie. Miłosierdzie jest miłością, która dostrzegła czyjeś cierpienie i nie przeszła obok niego obojętnie, jak w przypowieści o miłosiernym Samarytaninie. Miłosierdzie w relacji do cierpienia jest podjęciem z miłości najbardziej aktualnych, naglących, trudnych spraw ludzkich. Z tego wniosek, że gdyby nie cierpienie człowieka, miłość nie przybrałaby kształtu miłosierdzia. Miłosierdzie jest zatem ściśle złączone z cierpieniem. Związek ten można dostrzec w osobie Chrystusa, który stając się przez Wcielenie miłosiernym kapłanem, wziął udział w cierpieniach wszystkich ludzi: W czym bowiem sam cierpiał będąc doświadczany, w tym może przyjść z pomocą tym, którzy są poddani próbom (Hbr 2, 18). Aby stać się miłosiernym, musiał się upodobnić pod każdym względem do braci (Hbr 2, 17). Miłosierdzie wyraża się więc w wybaczaniu, w dobroci oraz w upodobnieniu się do braci właśnie w cierpieniu. W związku z tym, miłosierdzie jest z jednej strony wydobywaniem miłości z cierpienia - ku radości, pokojowi i szczęściu, a z drugiej strony jest doskonaleniem miłości przez cierpienie. W ten sposób okazywanie miłosierdzia sprawia, iż cierpienie człowieka staje się wartością, a nawet sposobem doskonalenia osoby ludzkiej.

21. Czy eutanazja może być formą miłosierdzia?
22. Dlaczego miłosierdzie niektórym wydaje się czymś negatywnym?
23. Jakie są owoce miłosierdzia w życiu człowieka? Owocem praktykowania miłosierdzia w życiu codziennym jest pokój, radość, ale przede wszystkim 'nowe życie'. Takie orędzie zostawił apostołom po swym zmartwychwstaniu Jezus Chrystus, oferując im prawdziwie 'nowy początek'. Dał im szansę rozpoczęcia zupełnie nowego życia, przebaczył opuszczenie Go w trudnych chwilach Jego drogi krzyżowej i śmierci, pokazując im, co powinni czynić, aby być szczęśliwymi. Okazał im miłosierdzie.

Ważnym owocem praktykowania miłosierdzia jest również budowanie wspólnoty, która zaczyna się tworzyć wtedy, gdy każdy usiłuje przyjąć i kochać drugiego takim, jaki on jest. Dopóki widzi się w drugi, człowieku same zalety, będące odbiciem naszych własnych, nie istnieje możliwość wzrastania. Relacje pomiędzy osobami są autentyczne i trwałe tylko wtedy, gdy opierają się na zaakceptowaniu słabości, na przebaczeniu ina czynieniu miłosierdzia. Wówczas ludzie otwierają się na innych, nie są wyobcowani czy wyizolowani, czują się potrzebni i chętnie przychodzą z pomocą bliźnim, którzy znaleźli się w sytuacji kryzysowej, w biedzie. Święty Paweł w Liście do Kolosan zachęca: 'Jako więc wybrańcy Boży - święci i umiłowani - obleczcie się w serdeczne miłosierdzie, dobroć, pokorę, cichość, cierpliwość, znosząc jedni drugich i wybaczając sobie nawzajem, jeśliby miał ktoś zarzut przeciw drugiemu: jak Pan wybaczył wam, tak i wy! Na to zaś wszystko przyobleczcie miłość, która jest więzią doskonałości. A sercami waszymi niech rządzi pokój Chrystusowy, do którego też zostaliście wezwani w jednym Ciele. I bądźcie wdzięczni!' Kol 3, 12-15.
Miłosierdzie prowadzi też grzesznika do nawrócenia, do osobistej relacji z przebaczającym Ojcem. Nacechowane miłosierdziem spotkanie Boga z grzesznikiem pozwala mu powrócić na nowo do domu, który człowiek opuścił przez niewłaściwe wybory. Czynione zatem miłosierdzie buduje nowe więzi międzyludzkie. Jeżeli taka postawa cechuje dwie osoby, wówczas one nie tylko obdarzają się życzliwością, ale są sobie wierne na zasadzie wewnętrznego zobowiązania, a więc także – każda z nich na zasadzie wierności sobie samej (por. DM 4).

Ludzkość powinna uświadamiać sobie pozytywne owoce wynikające ze świadczenia miłosierdzia. Oczywistym jest fakt, iż człowiek będąc grzesznym i skłonny do zła, potrzebuje pomocy, by móc postępować właściwie. Jeżeli będzie odpłacał złem za zło, spirala zła będzie się ciągle nakręcać. Głoszenie i praktykowanie miłosierdzia przez chrześcijanina stanowi autentyczne świadectwo, polegające na budowaniu cywilizacji miłości, a nie cywilizacji śmierci.

24. Jakich znamy współczesnych świadków miłosierdzia?

II. Miłosierdzie Boże

25. Dlaczego miłosierdzie uważane jest za największy przymiot Boga? Pojęcie przymiotu łączy się z nauką o naturze Boga, który jest czystym duchem samoistnym – mającym byt sam z siebie, a co za tym idzie, również pełnię doskonałości. W Bogu jest jedność wewnętrzna, mówiąc inaczej - prostota, która wyklucza wszelką złożoność z jakichkolwiek składników. Poznając Boga, nie poznajemy Go w sposób bezpośredni, ale poprzez doskonałości, jakie zauważamy w pewnym stopniu ukryte w stworzeniach.
Teolodzy grupują przymioty Boże, odnosząc jedne do natury Boga, a drugie do Jego czynności wobec stworzeń. Do pierwszej grupy, określając je przymiotami wsobnymi lub absolutnymi, zaliczają: bycie w sobie, prostotę, samoistność, nieograniczoność, niezmienność i wieczność, a do drugiej, nazywając je relatywnymi lub odnośnymi, wliczają: dobroć, mądrość, opatrzność, sprawiedliwość i miłosierdzie.

W obliczu takiego podziału zastanawiające wydają się być słowa Pana Jezusa do s. Faustyny Kowalskiej: 'Powiedz, że miłosierdzie jest największym przymiotem Boga. Wszystkie dzieła rąk moich są ukoronowane miłosierdziem' (por. Dz. 301). Zdają się one sugerować hierarchizację przymiotów Boskich, między którymi istnieje przecież równość. Wyjaśnienie tej kwestii jest przede wszystkim zasługą ks. Ignacego Różyckiego, który wyszczególnił w pojęciu 'przymiot' znaczenie 'filozoficzno-teologiczne' i 'czynnościowe'. W pierwszym znaczeniu miłosierdzie jest doskonałością natury Bożej, czyli jest przez nią posiadane i dlatego jest bezwzględnie równe innym doskonałością, bo tak samo jest Bogiem i tym samym Bogiem. Natomiast w drugim znaczeniu przewyższa wszystkie inne przymioty Boga, gdyż skutki działania miłosierdzia w świecie są największe.
Miłosierdzie jest zatem przymiotem Bożej natury przejawiającym się w każdym działaniu na zewnątrz: zarówno 'stwórczym', jak i 'usynawiającym przez łaskę'. Mówiąc o Bożych przymiotach, należy pamiętać, że w Bogu nie istnieje rzeczywista różnica między Jego naturą a tym, co nazywamy przymiotami. Są one, według sposobu naszego rozumowania, doskonałością koniecznie istniejącą w Bogu, a wynikającą z tego, co nazywamy Jego naturą.
Jeżeli zgodnie z Pismem Świętym, będziemy pojmowali miłosierdzie jako przymiot Boży okazywany ludziom, to musimy pamiętać, że obejmuje ono wszystkie czasy, również eschatologiczne, a zatem także te po zakończeniu historii świata.

Święty Tomasz z Akwinu określa Miłosierdzie Boże jako odwieczną doskonałość Stworzyciela, Odkupiciela i Uświęciciela w Jego stosunku do ludzi. Poprzez nie Bóg wyprowadza stworzenia z nędzy i uzupełnia ich braki. Podstawą miłosierdzia jest dobroć, bo do jej istoty należy udzielanie się, a więc wszystko, co Bóg stworzył, pochodzi od niej. Bóg stwarzając, nie przysparza sobie pożytku czy chwały, lecz działa pod wpływem samej dobroci. Miłosierdzie zaś polega na tym, że usuwa On ze świata braki. Dlatego dla św. Tomasza z Akwinu miłosierdzie to największy przymiot Boga, ponieważ podnoszenie czy dawanie jest oznaką wielkości.
Miłosierdzie Boże rozumiane w sensie ścisłym, dotyczy nędzy człowieka. Głównym zadaniem miłosierdzia jest chęć przychodzenia z pomocą. Miłosierdzie jest wiec tam, gdzie jest nędza, grzech, słabość. Natomiast w sensie szerszym, miłosierdzie dotyczy także wszelkiego dobra.
Takie ujęcie Miłosierdzia Bożego pokazuje przymiot Boga jako działający jakby w jednym tylko kierunku: miłosierdzie jest udzielaniem się, czyli pochyleniem Tego, kto ma czegoś więcej, ku temu, który posiada mniej lub potrzebuje jakiejś pomocy.
W powyższym świetle Miłosierdzie Boże przedstawia się jako odwieczna i niezmienna doskonałość Boga, przez którą udziela się On stworzeniom, wyprowadzając je z wielorakiej nędzy, spośród której największą jest brak istnienia, będący jednocześnie największym wołaniem do Jego miłości miłosiernej. Dlatego miłosierdzie stanowi fundament każdego dzieła Boga.

26.Co leży u podstaw miłosierdzia Boga? U podstaw Miłosierdzia Bożego leży miłość. Istnieją dwie drogi zmierzające do zdobycia wiedzy o Bogu jako miłości: wstępująca i zstępująca. Pierwsza polega na wznoszeniu się człowieka poprzez różne stopnie miłości do Dobra bez żadnych granic i barier, jest to miłość czysto ludzka. Posiada ona swoje formy, stopnie, przymioty. W teologii katolickiej wyróżniamy 'miłość pożądawczą' i 'miłość życzliwości'.
O ludzkiej miłości pisał św. Paweł w Pierwszym Liście do Koryntian, że jest cierpliwa, nie zazdrości, nie unosi się pychą, nie jest bezwstydna, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, nie jest jak proroctwa, które się skończą, wszystko znosi, wszystko przetrzyma...
Druga droga natomiast to objawienie się Boga człowiekowi, wielokrotnie i na wiele sposobów, ale w sposób ostateczny przez swego Syna, Jezusa Chrystusa, który stał się człowiekiem. 'Spodobało się Bogu w swej dobroci i mądrości objawić siebie samego i ujawnić nam tajemnicę woli swojej' (por. Ef 1,9), dzięki której przez Chrystusa, Słowo Wcielone, ludzie mają dostęp do Ojca w Duchu Świętym i stają się uczestnikami Boskiej natury (Ef 2,18; 2 P 1,4). Przez to zatem objawienie Bóg niewidzialny (por. Kol 1,15; 1 Tm 1,17) w nadmiarze swej miłości zwraca się do ludzi jak do przyjaciół (por. Wj 33,11; J 15, 14-15) i obcuje z nimi (por. Ba 3,38), aby ich zaprosić do wspólnoty z sobą i przyjąć do niej (por. DV 2).

Na podstawie nauczania Jezusa i Jego postępowania możemy odkryć wiele cech miłości Boga ku ludziom. Miłość Boża w Chrystusie to miłość szukająca człowieka, aktywna, przebaczająca, wyrozumiała, realistyczna. Odznacza się wielką subtelnością, jest przyjacielska, ofiarna, otwarta i uniwersalna. Wszystkie te cechy miłości zawierają się w tym, że ona sama uzdalnia bezinteresownie do uczestnictwa w swym dobru. Stanowi to jej najgłębszą istotę.
Jeżeli miłość Boża, która została objawiona w Chrystusie, ma określone przymioty, to również każdy chrześcijanin, pragnący wcielać w życie zasady ewangeliczne i osiągnąć przez tę miłość cel ostateczny, powinien kochać swego bliźniego tak, jak czynił to Chrystus.
Bóg kocha człowieka miłością czystą, bez cienia egoizmu; nie stawia żadnych warunków – Jego miłość jest bezwarunkowa. Kiedy człowiek przyjmuje tę bezinteresowną miłość Boga, wówczas ona dotyka w nim tego, co najbardziej intymne. Święty Augustyn stwierdza, że 'Bóg jest bliższy człowiekowi niż człowiek sam sobie'. Miłość Boga do człowieka dociera do samego fundamentu istnienia, lecząc ludzkie dusze i ciała.
Miłosierdzie nierozerwalnie wiąże się z miłością, która w sposób bezinteresowny daje udział w dobroci. Wszystkie zatem uczynki miłosierdzia będą nacechowane chrześcijańskim autentyzmem wówczas, gdy pochodzić będą z ducha miłości.

27. Co oznaczają słowa z Listu do Efezjan, iż 'Bóg jest bogaty w miłosierdzie'? Bóg nieprzerwanie daje nam dowody swego wielkiego miłosierdzia. Stworzyciel świata, Pan całego stworzenia, nie jest jedynie sprawiedliwym sędzią, który za każdy zły czyn karze. Objawił się nam i czyni to nieustannie, jako Bóg 'bogaty w miłosierdzie' (por. Ef 2,4), jako 'Ojciec miłosierdzia i Bóg wszelkiej pociechy' (por. 2 Kor 1,3). Miłosierdzie Boga ujawniło się w tym, że postanowił uratować człowieka, który poprzez nieposłuszeństwo pierwszych rodziców zasłużył na wieczne potępienie. Dzieło ratowania człowieka wypływające ze źródła Bożego Miłosierdzia dokonało się i nadal się dokonuje poprzez Jezusa Chrystusa w Duchu Świętym Pocieszycielu. W ten sposób w Chrystusie oraz przez Niego staje się szczególnie 'widzialny' Bóg w swoim miłosierdziu, bo kto zobaczył Jezusa, zobaczył także i Ojca, który Go posłał po to, byśmy mieli życie i to w obfitości.

Jezus Chrystus będzie naszym sędzią, ale także naszym obrońcą, naszym ambasadorem u Ojca, który jest w niebie. Każdy, kto w Nim poszukuje wsparcia, ten je znajdzie i w konsekwencji osiągnie życie wieczne. Święty Jan Ewangelista poucza nas: 'Dzieci moje, piszę wam to dlatego, żebyście nie grzeszyli. Jeśliby nawet ktoś zgrzeszył, mamy Rzecznika wobec Ojca - Jezusa Chrystusa sprawiedliwego (1 J 2,1). Ten Rzecznik bronił nawet swoich prześladowców i katów, którzy szydzili z Niego, gdy konał na krzyżu. W obliczu śmierci Jezus modlił się do swego Ojca, usprawiedliwiając ich straszne czyny i prosząc o miłosierdzie dla nich: 'Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią' (Łk 23,34). Jezus pragnie ocalić także i nas, czego przejawem jest Jego ustawiczna modlitwa i Jego błogosławieństwo, udzielone uczniom, gdy 'został uniesiony do nieba' (Łk 24,51). Bóg otwiera przed nami perspektywę wieczności: 'będąc bogaty w miłosierdzie, przez wielką swą miłość, jaką nas umiłował, i to nas, umarłych na skutek występków, razem z Chrystusem przywrócił do życia' (Ef 2,4n), abyśmy mogli dostąpić zaszczytu oglądania Go twarzą w twarz w królestwie niebieskim.

28. Jak pogodzić Miłosierdzie Boże i miłosierdzie ludzkie? 'Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny' (Łk 6,36). W tych słowach zawiera się nie tylko nakaz naśladowania Boga, ale także wezwanie do poznawania i wielbienia Go w Jego miłosierdziu. Realizując to zadanie 'bycia miłosiernym' względem drugiego, człowiek doświadcza codziennie, jak miłosierny jest Bóg wobec niego samego.
Każdy z nas jest grzesznikiem, popełnia błędy, odchodzi od Boga, ale Bóg nie od razu wymierza nam zasłużoną karę, lecz zachowuje nas od niej i ochrania, czasem przez bardzo długi czas, oczekując naszego nawrócenia. Bóg postępuje właśnie w taki sposób dzięki swemu miłosierdziu, które zasłania nas przed sprawiedliwością Bożą, domagającą się słusznej kary. Dlatego Bóg nie tylko znosi człowieka jako grzesznika, ale w dodatku obdarza go swymi darami, aby mógł dokonywać w życiu właściwych wyborów, zgodnych z Jego wolą. Nie szczędzi swej litości nawet wobec tych, których upór i zatwardziałość trudno przełamać.
Kiedy te łagodne środki perswazji nie przynoszą skutków, Bóg sięga po surowe kary, jednak o charakterze leczniczym, wychowawczym, budującym. 'Gdy nas sądzą, karanie odbieramy od Pana, abyśmy z tym światem potępieni nie byli (1 Kor 11,32).
Tylko miłość i miłosierdzie Boga pozwalają człowiekowi nieustannie zbliżać się do Niego, poprzez ciągłą weryfikację swego postępowania, poprzez otwarcie się na Jego działanie. Zamiast okazywania gniewu i czynienia wyrzutów, Bóg wyciąga do człowieka swoje ojcowskie ramiona i przebacza mu grzechy, jeśli tylko ten szczerze za nie żałuje. Boże postępowanie w stosunku do człowieka stanowi wzorzec dla relacji międzyludzkich. Tylko na drodze naśladowania można pogodzić Miłosierdzie Boże z miłosierdziem ludzkim.

29. Czy człowiek ma prawo do Bożego Miłosierdzia? Miłosierdziem Bożym tłumaczy się zazwyczaj już samo istnienie człowieka i jego osobowo-podmiotowy charakter. W nim również znajduje swoje wyjaśnienie prawda o duchowym wymiarze jego egzystencji i nieśmiertelności ducha oraz o wyniesieniu go do godności dziecka Bożego. Będąc powołanym do istnienia, człowiek jest 'bytem niesamowystarczalnym', a tym samym jest nieustannym 'wołaniem do miłosierdzia Boga', bez pomocy którego nie jest w stanie wykorzystać danych mu możliwości. Miłosierdzie, nieustannie okazywane mu przez Boga, stanowi więc nie tylko warunek jego zaistnienia, ale także doskonalenia się i spełnienia w osobistym powołaniu.
Już z samego faktu darmowości bytu ludzkiego i jego potencjalności można wyprowadzić wystarczający warunek do mówienia o prawie człowieka do miłosierdzia i o powinności świadczenia go innym. Prawdy te nabierają szczególnej wymowy w sytuacji, kiedy człowiek zawodzi Boga i popełnia grzech.
Człowiek powołany do istnienia przez Boga jest istotą wolną. Jego wolność stanowi szansę na osobiste ubogacenie, ale jednocześnie dopuszcza możliwość niewierności wobec właściwego chrześcijaninowi sposobu życia i realizowania się w człowieczeństwie. Dlatego człowiek w swym bycie jest istotą zawodną i grzeszną, tzn. może zejść z drogi osobistego rozwoju.

Jak wiemy, w jego historii zaistniała sytuacja, kiedy niewłaściwie wykorzystany przez niego dar wolności doprowadził go do zerwania przyjaźni z Bogiem. Bóg jednak nie odrzucił człowieka, lecz okazał mu przebaczenie, dając swojego Syna Jednorodzonego (por. J 3,16). W tym świetle Wcielenie Syna Bożego wyraźnie świadczy o bezgranicznym miłosierdziu wobec człowieka zagrożonego przez zło. W akcie tym Bóg objawia siebie, ale jednocześnie ukazuje wartość człowieka samego w sobie.
Cała ziemska działalność Chrystusa była kontynuacją zapoczątkowanego przez Wcielenie uobecniania Miłosierdzia Bożego. Chrystus dokonuje tego zarówno w czynach, jak i w słowach, stając się znakiem miłosierdzia Boga.

W swoim nauczaniu Jezus przedstawia obraz miłosiernego Ojca przede wszystkim w przypowieściach, spośród których jedne ukazują postawę Boga wobec ludzi (przypowieść o robotnikach w winnicy, por. Mt 20, 1-16, o zagubionej owcy, por. Łk 15, 1-7; Mt 18, 12-14 i o zagubionej drachmie, por. Łk 15, 8-10), a inne określają miłosierdzie międzyludzkie (przypowieść o miłosiernym samarytaninie, por. Łk 10, 30-37, o bogaczu i Łazarzu, por. Łk 16, 19-31 oraz o nielitościwym dłużniku, por. Mt 18, 23-35).
Chrystus nie tylko nauczał o miłosiernym Bogu, ale wprost Go uobecniał w czynach miłości, zaradzając ludzkim potrzebom gdziekolwiek przebywał i nauczał; karmił głodnych (por. Mt 14, 19-20; Mk 8,2), leczył rozmaite choroby (por. Mt 14, 35-36; Mk 1, 41; 9,14n), uwalniał z niewoli grzechu (por. J 8,10), a nawet wskrzeszał zmarłych (por. Łk 7,14).
W miłosiernym działaniu Boga zawsze w centrum znajduje się człowiek, którego żadne potrzeby materialne, ani fizyczne czy też moralno-duchowe nie są Bogu obojętne. W swym okazywaniu miłosierdzia człowiekowi Bóg nieskończenie szanuje jego wolność i z cierpliwością wyczekuje otwarcia serca z jego strony, aby móc mu ofiarować pomoc. Bóg staje w pozycji żebrzącego o przyjęcie ofiarowanej dobroci. Właśnie w takiej postawie najbardziej uwydatnia się podmiotowo-osobowy wymiar miłosierdzia. Polega on na wymianie darów, w której Dawca staje w pozycji biorcy, a biorca – poprzez gest przyjęcia daru - staje się dawcą.

Boże Miłosierdzie Chrystus objawił w sposób najgłębszy w tajemnicy swojej męki, śmierci i zmartwychwstania. Stając się człowiekiem w chwili Wcielenia, dzielił człowieczy los do końca, tj. aż do bólu i śmierci, które są nieodłącznymi elementami ludzkiej egzystencji. Powodowany wiernością sobie samemu i swojej miłości do człowieka, Chrystus złożył siebie na krzyżu jako ofiarę przebłagalną Bogu Ojcu, odsłaniając tym samym z jednej strony wielkość i potęgę zła, z drugiej bezgraniczne miłosierdzie Boga, który nie cofa się nawet przed cierpieniem i śmiercią, gdy chodzi o dobro człowieka. Treść tej zbawczej prawdy doskonale wyraził papież Jan Paweł II w encyklice 'Dives in misericordia', stwierdzając, ze 'krzyż Chrystusa, w którym Syn współistotny Ojcu oddaje pełna sprawiedliwość samemu Bogu, jest równocześnie radykalnym objawieniem miłosierdzia, czyli miłości wychodzącej na spotkanie tego, co stanowi sam korzeń zła w dziejach człowieka: na spotkanie grzechu i śmierci' (DM 8). W ofierze krzyżowej Chrystusa zostają uszanowane jednocześnie dwa prawa dotyczące człowieka, tj. sprawiedliwości i prawo miłości. Naruszona przez grzech godność człowieka zostaje przywrócona aktem ofiary krzyżowej Chrystusa, będącej wyrazem miłosierdzia Boga (por. DM 7). W ten sposób sprawiedliwość zostaje przeniknięta miłosierdziem, znajdując w nim swoje ostateczne wypełnienie.
Można zatem powiedzieć, iż miłosierdzie okazywane przez Boga polega na nieustannej trosce o człowieka w każdej jego sytuacji, tak fizycznej, jak i moralno-duchowej i stanowi zasadę Bożego działania wobec człowieka. Pełnię Miłosierdzia Bożego opisała św. Faustyna Kowalska w postaci następujących praw, które objawił jej Chrystus: 'Im większy grzesznik, tym większe ma prawo do miłosierdzia mojego' (Dz. 723); 'Im większa nędza, tym większe ma prawo do miłosierdzia mojego' (Dz. 1181); 'Jestem hojniejszy dla grzeszników, niżeli dla sprawiedliwych' (Dz. 1275).

Pozornie wydaje się, jakby prawa te nie były ze sobą powiązane. W rzeczywistości jednak istnieje między nimi głęboki związek. Każda nędza woła o pomoc, której wielkość warunkowana jest wielkością nędzy, tzn. im większa nędza, tym większej oczekuje pomocy. Największą zaś nędzą człowieka jest grzech, gdyż oddala go od Boga. Do natury Miłosierdzia Bożego należy niesienie pomocy i dlatego grzesznicy mają pierwszeństwo w oczekiwaniu na pomoc Bożą. W miarę natomiast udzielania tej pomocy, miłosierdzie Boga nie wyczerpuje się, lecz wzrasta.

30. W jaki sposób Bóg okazuje człowiekowi swoje miłosierdzie? Miłosierdzie wywodzące się w swej istocie od Boga polega przede wszystkim na tym, iż to On, w nadmiarze swojej miłości i dobroci stworzył człowieka, uczynił go swoim przyjacielem i otacza nieustanną troską. Po grzechu pierwszych ludzi spieszy On z pomocą zagubionemu i osamotnionemu człowiekowi, aby dać mu na nowo udział w swoim wiecznym szczęściu.
Bóg często okazuje swe miłosierdzie przez ludzi (np. przez zapobiegliwość Józefa Egipskiego, który zapewnia przetrwanie Izraela w czasie głodu), a tylko niekiedy bezpośrednio, w nadzwyczajny sposób wkracza w bieg ludzkich dziejów (np. w czasie wyjścia Izraelitów z Egiptu, kiedy rozdziela wody Jordanu, dając im możliwość ucieczki przed wrogiem).
Bóg może też okazać człowiekowi dyskretną pomoc wewnętrzną, nawet nieodczuwalną (np. dar Ducha Świętego), albo też objawić się przez miłosierdzie ludzkie, za którym kryje się On sam, skłaniając serce człowieka do okazania drugiemu współczucia.

W swoim miłosierdziu Bóg z jednej strony może otoczyć ludzi swoim błogosławieństwem: duchowym i materialnym (zachowaniem od grzechu, inteligencją, bogactwem), a z drugiej strony może też odmówić im tych darów. To także jest forma Miłosierdzia Bożego, które w ten sposób pobudza człowieka do nawrócenia, szukania celu życia, odnalezienia siebie i Boga samego. Szczególną formą Bożego Miłosierdzia jest cierpienie. Krzyż, śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa nadały cierpieniu nowy sens. Podejmując ten dar, dziękujemy Bogu za dzieło zbawienia, ale także przyczyniamy się do zbawienia innych (a to największe miłosierdzie Boga!)
Jako chrześcijanie dostrzegamy Boże Miłosierdzie i doświadczamy go szczególnie w Kościele. On sam zresztą jest dziełem Bożej dobroci. Tutaj Miłosierdzie Boże staje się nam szczególnie bliskie w sakramentach, które jednoczą nas z Chrystusem, Źródłem Miłosierdzia. Przez sakramenty doznajemy przebaczenia grzechów, łaski Ducha Świętego, zostajemy uzdolnieni do czynienia dobra, miłowania Boga i bliźnich, otrzymujemy pomoc i uzdrowienie w chorobie, moc do stawania się lepszymi, błogosławieństwo na drodze powołania małżeńskiego, kapłańskiego czy zakonnego itd.

31. W jaki sposób Bóg objawił swoje miłosierdzie w Chrystusie? Sobór Watykański II naucza, iż żywą Ewangelią jest sam Jezus Chrystus. To w Jego Osobie, poprzez tajemnicę Wcielenia, Bóg okazał swoje miłosierdzie w obfitości. Motywem Wcielenia Odwiecznego Logosu jest miłosierdzie i miłość: 'tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał' Chrystus jest więc 'wcielonym miłosierdziem Bożym'. Tylko w dobroci, miłości i miłosierdziu możemy szukać najgłębszej racji Wcielenia.

Człowiek może więc spotkać się z Bogiem już tu na ziemi, nie dzięki własnemu wysiłkowi, lecz jedynie dzięki dobrowolnej inicjatywie Boga, któremu spodobało się samoobjawić człowiekowi (por. DV 2,6). Doskonały i święty Bóg zechciał zejść na ziemię do grzesznego stworzenia. Wyjaśnił to św. Paweł, gdy pisał w Liście do Filipian: ?On, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. A w zewnętrznym przejawie, uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci - i to śmierci krzyżowej? (Flp 2,6n).

Wcielenie Syna Bożego stanowi owoc wielkiej miłości, dzięki której Bóg zechciał dzielić w pełni naszą ludzką kondycję. Fakt, że Słowo Boże stało się człowiekiem, spowodował zasadniczą zmianę w samym pojmowaniu czasu. Możemy powiedzieć za Janem Pawłem II, że od tego momentu 'ludzki czas napełnił się wiecznością'.

W liście apostolskim 'Tertio millennio adveniente' Ojciec Święty Jan Paweł II uczył nas, iż w 'Jezusie Chrystusie Bóg nie tylko mówi do człowieka - Bóg szuka człowieka. Wcielenie Syna Bożego świadczy o tym, że Bóg szuka człowieka. To poszukiwanie Jezus sam wielokrotnie przyrównywał do poszukiwania zgubionej owcy (por. Łk 15, 1-7). Jest to poszukiwanie, które rodzi się we wnętrzu Boga i osiąga swój szczyt we Wcieleniu Słowa. Jeśli Bóg wychodzi na poszukiwanie człowieka stworzonego na swój obraz i podobieństwo, czyni to dlatego, że go miłuje odwiecznie w Słowie i pragnie go wynieść w Chrystusie do godności przybranego dziecka. Bóg więc wychodzi na poszukiwanie człowieka, który jest Jego szczególną własnością w sposób odmienny niż jakiekolwiek inne stworzenie. Jest własnością Boga na podstawie wyboru miłości: Bóg szuka człowieka z potrzeby swego ojcowskiego serca' (TMA 7).

Szczytowym momentem objawienia Miłosierdzia Bożego przez Chrystusa i dziełem niepojętej, wprost szalonej miłości Boga do ludzi jest niewątpliwie Jego męka i śmierć. Dzieło Odkupienia człowieka zawiera w sobie całą pełnię objawienia miłosierdzia, które jest niczym innym, jak miłością wychodzącą na spotkanie tego wszystkiego, co stanowi sam korzeń zła w dziejach człowieka. Nieskończone Miłosierdzie Boże konkretyzuje się na Kalwarii - przez krzyż Chrystusa. Krzyż objawia nam sposób umierania, który nie jest sprzeczny z logika życia. Co więcej, możemy powiedzieć, że krzyż i zmartwychwstanie to dwie strony jednej i tej samej Miłości.

Zmartwychwstanie Chrystusa jest zasadą i źródłem naszego przyszłego zmartwychwstania. To jest nasze ostateczne powołanie. 'Chrystus zmartwychwstał jako pierwszy spośród tych, co pomarli' (por. 1 Kor 15,20). Teraz, kiedy oczekujemy na spełnienie się nadziei naszego zmartwychwstania, Chrystus żyje w nas, w sercach swoich wiernych. A my, żyjąc w Nim, jakby wyprzedzamy radość, pokój i szczęście nieba. W wierze w Chrystusa zmartwychwstałego jesteśmy powołani do tego, aby żyć już nie dla siebie, lecz dla Tego, który za nas umarł i zmartwychwstał (por. 2 Kor 5,15). Powstanie z martwych jest dowodem, że to do Boga miłosierdzia należy ostatnie słowo, że dobro jest silniejsze od zła.

Zmartwychwstanie jest także znakiem wieńczącym całokształt objawienia miłości miłosiernej oraz zapowiedzią nowej rzeczywistości o charakterze eschatologicznym, 'nowej ziemi i nowego nieba'.

32. Co to jest miłość miłosierna? Chrystus, będąc obrazem Boga niewidzialnego (por. Kol 1,15), odsłania tajemnicę Trójjedynego i Jego miłosierdzia. Bóg, którego objawia, jest Bogiem osobowym - Wspólnotą Osób Ojca, Syna i Ducha Świętego, które wzajemnie się sobie udzielają. Ich odniesienie do siebie jest oparte na miłości. Uczestnikami tego cudownego procesu stały się stworzenia, z istotą ludzką na czele, które Bóg powołał do istnienia. Oczywiście ta skłonność Boga do udzielania się, wyrażona w akcie stwórczym nie jest wynikiem żadnego braku w Bogu, ani też jakiejkolwiek potrzeby, lecz jest przejawem Jego natury.

Głębię wewnątrztrynitarnych relacji Osób Boskich św. Augustyn określał mówiąc, iż w Trójcy Świętej są Trzy Osoby: 'Kochający, Ukochany i sama Miłość'. Kochającym jest Ojciec, który cały oddaje się Synowi, Ukochanym zaś Syn, który doskonale odpowiada na propozycję Ojca, a więzią ich miłości jest Duch Święty. W Trójcy Świętej istnieje więc odwieczna komunia Osób, której jedynym prawem jest miłość. Dlatego św. Jan Apostoł mógł jednoznacznie stwierdzić, iż 'Bóg jest Miłością' (por. 1 J 4, 8.16).

Prawdę o miłości miłosiernej, dzięki genialnej intuicji, odkryła w swoim życiu francuska zakonnica, doktor Kościoła, św. Teresa od Dzieciątka Jezus. Urodziła się dnia 2 stycznia 1873 roku w Alencon, jako dziewiąte dziecko Ludwika i Zelii Martin. W wieku piętnastu lat wstąpiła do klauzurowego zakonu w Lisieux. Od początku pobytu w zakonie zaczęła rozwijać idee 'małej drogi do świętości' oraz 'dziecięctwa duchowego'. Zmarła na gruźlicę po długich cierpieniach, dnia 30 września 1897 roku, w wieku dwudziestu czterech lat. Dnia 29 kwietnia 1923 roku papież Pius XI ogłosił ją błogosławioną, a dnia 17 maja 1925 roku - świętą. Natomiast dnia 19 października 1997 roku papież Jan Paweł II nadał jej tytuł doktora Kościoła.

Teresa uwierzyła w miłość Jezusa i oddała się jej z absolutnym zaufaniem. Ta miłość to przede wszystkim miłosierdzie, czyli wyraz miłości Ojca wypatrującego syna marnotrawnego - zranionego, chorego, grzesznego. Dla Teresy z Lisieux miłość Boga jest w pierwszym rzędzie miłością miłosierną. Ta intuicja stała się podstawą jej 'małej drogi'. Zrozumiała, iż 'właściwością miłości jest zniżanie się' (Rkps A, 2v). Odkryła drogę przewyższającą wszystko, która najpewniej może doprowadzić człowieka do Boga.

Teresa Martin, dzięki lekturze i medytacji Pisma Świętego, nastawiona na słuchanie Jezusa, który jest pełnią Objawienia, odkryła prawdziwe, miłosierne oblicze Boga, zapraszającego nas, abyśmy żyli jako dzieci, oddane Jego miłości, w zawierzeniu i zaufaniu: 'wyczekując wszystkiego od dobrego Boga, jak małe dziecko wyczekuje wszystkiego od swego ojca'. Uświadomiła sobie, iż 'być małym' przed Bogiem, znaczy nie przypisywać sobie żadnych zasług czy cnót i nie zniechęcać się swymi błędami, gdyż 'dzieci upadają często, ale są zbyt małe, aby sobie zrobić wiele złego' (ŻZ 06.08).

Święta z Lisieux w swoich 'Rękopisach' pisała: 'Zrozumiałam, że Kościół ma Serce i że to Serce płonie Miłością [...]. Zrozumiałam, że Miłość zawiera wszystkie powołania, że Miłość jest wszystkim, że ogarnia wszystkie czasy i wszystkie miejsca... Słowem, że jest Wieczna! Wówczas w porywie szalonej radości zawołałam: Jezu, moja Miłości... znalazłam wreszcie powołanie, powołanie moje to Miłość' (Rkps B, 3r). Była świadoma, że swoim życiem odpowiada na miłość Jezusa, który dał jej poznać, że powinna Go miłować nie tylko ze wszystkich swoich sił, ale tak, jak On chce być miłowany. Zrozumiała, 'jak bardzo Jezus pragnie być kochany' i dlatego dnia 9 czerwca 1895 roku oddała się na ofiarę miłosiernej Miłości, która pragnie udzielać się wszystkim (por. Rkps A, 84r).

Całkowite oddanie się Miłości wymaga stałej gotowości serca, które pozostaje otwarte i spragnione pełni Boga udzielającego się człowiekowi. Taka postawa powinna prowadzić w konsekwencji do stanu absolutnego 'uzależnienia się od Miłości'. Ponieważ Boże Miłosierdzie jest Miłością w działaniu, to oddanie się Jej jest przekazaniem naszego wewnętrznego kierownictwa i ustanowieniem Boga zamiast naszego ?ja? na początku każdego działania.

W liście apostolskim 'Divini amoris scientia', wydanym z okazji ogłoszenia św. Teresy od Dzieciątka Jezus doktorem Kościoła powszechnego, papież Jan Paweł II podkreślił, że istotą orędzia przekazanego światu przez Karmelitankę z Lisieux jest 'sama tajemnica Boga Miłości, Boga Trójcy, nieskończenie doskonałego w sobie samym'. Autentycznie chrześcijańskie doświadczenie duchowe powinno być zgodne z objawionymi prawdami, w których Bóg odsłania samego siebie i tajemnicę swej woli (por. DV 2).

W chwili kontemplacji miłości miłosiernej, pochylającej się nad stworzeniami, Teresa prosiła w 'Akcie ofiarowania', by ta miłość została przyjęta i by rozlała się w jej sercu: 'Pragnę żyć aktem doskonałej Miłości, oddaję się jako ofiara całopalna Twojej Miłości miłosiernej, błagając Ciebie o nieustanne spalanie, o przepełnianie mojej duszy potokami bezgranicznej miłości zawartej w Tobie, tak iżbym się stała męczennicą Twojej Miłości, o Boże mój'.

Teresa żyła ufną nadzieją w nieskończone Miłosierdzie Boże. To było jej 'szaleństwo' i najgłębsza postawa, która trwała nieustannie. Pokładała absolutną ufność w Bożym Miłosierdziu, rozumiejąc jednocześnie, iż jest ono atrybutem najlepiej określającym Boga, będącego Miłością miłosierną, który istniejąc, miłuje.

Święta Karmelitanka zrozumiała, że Miłosierdzie Boże potrzebuje naszej niedoskonałości, aby mogło się objawić. Bóg jest 'zafascynowany' ubóstwem człowieka; ono jest niejako źródłem Jego miłosiernej miłości. Zdaniem Teresy miłosierdzie objawia się nie tylko w przebaczeniu, które Bóg mnoży, ale także w ojcowskiej trosce, z jaką wszystko dla nas przygotowuje. Bóg w swoim odniesieniu do ludzi zawsze jest miłosierny. To naturalna konsekwencja tego, kim jest i kim my jesteśmy.

Między miłością Boga a Jego miłosierdziem zachodzi więc nierozerwalny związek, którego istotę wyraziła, za św. Teresą Martin, św. Faustyna Kowalska w obrazie kwiatu: ?Miłosierdzie jest kwiatem miłości, Bóg jest miłością, a miłosierdzie jest Jego czynem, w miłości się poczyna, w miłosierdziu się przejawia? (por. Dz. 651). Miłosierdzie zatem rodzi się w miłości, a miłość wyraża się w miłosierdziu. I w tym sensie miłosierdzie Boga jawi się jako akt Jego nieskończonej miłości wobec stworzeń.

Nie ma zatem innej drogi do zrozumienia Bożego miłosierdzia, jak tylko upodobnienie się do Niego w swoich pragnieniach i sposobie postępowania. Upodabniając się do kogoś, łatwo można odgadnąć jego myśli i działania. Wiedziała o tym dobrze św. Teresa od Dzieciątka Jezus, a będąc wrażliwą na Miłosierdzie Boże, pozwoliła całkowicie przeniknąć się miłosiernej Miłości.

33. Czyją powinnością jest miłość miłosierna? Podmiotem miłości miłosiernej jest każda osoba jako istota wolna, zdolna do poznania i podejmowania odpowiedzialności. Chodzi tu zarówno o osoby ludzkie, jak i o Osoby Boże. Problem pojawia się wówczas, gdy uświadomimy sobie, iż podmiot może działać sam lub też wspólnie z innymi. Bywają sytuacje, w których jedynie słuszne i skuteczne jest działanie jednostkowe, np. czynne zainteresowanie czyimś problemem, wysłuchanie, obdarzenie dobrym słowem.

Natomiast wobec niektórych problemów społecznych niezbędnym podmiotem miłości miłosiernej jest ten, kto działa wspólnie z innymi. Indywidualne czynienie miłosierdzia nie pozostaje w żadnej opozycji do działania instytucjonalnego. Jedno i drugie ma swoją szczególną rolę do spełnienia. To, że istnieją wielkie organizacje charytatywne czy dobroczynne, nie zwalnia nikogo z obowiązku świadczenia miłosierdzia.

Pojedynczy człowiek może włączyć się w pomoc niesioną przez instytucje w taki sposób, aby zbliżyć się do nich już nie w znaczeniu ‘oni’ i ‘ja’, ale ‘my’. Poza tym, te niekiedy spektakularne i skuteczne działania instytucjonalne, ale bezosobowe i dalekie, zawsze będą potrzebować uzupełnienia indywidualnymi czynami miłosierdzia.

Obowiązek czynienia miłości miłosiernej ‘tu i teraz’ wymaga od człowieka wytrwałego podejmowania prób budowania więzi społecznych, nieustannego ponawiania wysiłków tworzenia wokół siebie relacji ‘my’. Skoro miłosierdzie należy do istoty miłości, będącej powszechną powinnością moralną, nie można zatem wyłączyć nikogo z pełnienia roli podmiotu miłosierdzia.

Miłość objawia się na zewnątrz jako miłość miłosierna zwłaszcza wtedy, kiedy spotyka na swojej drodze nieszczęście, cierpienie, zło fizyczne i moralne, w jakie uwikłany jest drugi człowiek. Skupia się ona szczególnie na podstawowej wartości człowieka, jaką stanowi jego godność. Pragnie ją ocalić oraz wydobyć spod nawarstwień zła.

34. Jak pogodzić Bożą sprawiedliwość z miłosierdziem? Autorzy ksiąg natchnionych Starego Testamentu przeciwstawiają miłosierdzie Boga Jego sprawiedliwości, wskazując na nieposłuszeństwo pierwszego człowieka w raju. Księga Rodzaju podkreśla, że Bóg jako pierwszy przemawia do grzesznego Adama (por. Rdz 3, 6-24). Zwraca w ten sposób uwagę, że Bóg nie zatrzymuje się tylko na sprawiedliwości, ale łączy ją z miłosierdziem. Bóg karząc węża, mężczyznę i niewiastę, czyni zadość sprawiedliwości. Zaś fakt, że jako pierwszy zostaje ukarany kusiciel, świadczy o miłosierdziu Boga wobec pierwszych ludzi, Adama i Ewy. Czyniąc zadość sprawiedliwości jako Sędzia, a zarazem i Oskarżyciel w jednej osobie, Bóg przychodzi z pomocą upadłemu człowiekowi. ‘Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę’ (Rdz 3,15). W tych słowach Stwórcy bardzo wyraźnie ukazuje się Jego miłosierdzie wobec upadłego człowieka. Jawi się ono jakby wbrew Jego sprawiedliwości.

Opis upadku Adama i Ewy oraz wyrok Boga zawiera też w sobie inny element, wskazujący na Miłosierdzie Boże. Słowa: ‘Oto człowiek stał się taki jak My: zna dobro i zło; niechaj teraz nie wyciągnie przypadkiem ręki, aby zerwać owoc także z drzewa życia, zjeść go i żyć na wieki’ (Rdz 3,22) w kontekście mesjańskiej obietnicy można rozumieć w ten sposób, że sprawiedliwy i miłosierny Bóg z uwagi na skłonność człowieka do grzechu postanawia nie dawać mu możliwości wolnego wyboru. Zatem zakaz spożywania owocu z drzewa życia i uniemożliwienie dostępu do niego(przez wygnanie z raju) były raczej wyrazem miłosiernej dobroci i miłości Boga ku człowiekowi, a nie znakiem surowej i wyrachowanej sprawiedliwości.

Prymat miłosierdzia Boga nad Jego sprawiedliwością najlepiej ukazują Księgi: Wyjścia i Liczb. Podczas czterdziestoletniej wędrówki przez pustynię Izraelici niejednokrotnie powinni byli być srodze ukarani z powodu buntowania się przeciwko Bogu. Mojżesz, sługa Jahwe, prosił wtedy Boga o miłosierdzie (Lb 14, 7-9.13-19) i zawsze zostawał wysłuchany (Lb 14, 20-35; 21, 4-9).

Objawienie (2 Sm 24, 1-25) ukazuje jednak, że miłosierdzie Boga nie jest pobłażliwą dobrocią. Bóg patrzy na grzesznego człowieka obiektywnie, a zarazem z łagodnością, gdy ten przyznaje się do winy i prosi o miłosierdzie. Wtedy miłosierdzie ‘przeciwstawia się’ sprawiedliwości, która domaga się kary. Jest ono wyrazem miłości Boga ku stworzeniu. Bóg zawsze przychodzi z pomocą człowiekowi, jeżeli ten Go o to prosi. On wie, że człowiek sam o własnych siłach nie jest w stanie podnieść się z grzechu, dlatego okazuje mu pomoc. Wspomniano już wielokrotnie, że miłosierdzie Boga wypływa z Jego miłości. Jako Stwórca, Bóg wiąże się miłością ze stworzeniem, kierując do wszystkich ludzi zapewnienie: ‘Ukochałem cię odwieczną miłością, dlatego też zachowałem dla ciebie łaskawość’ (Jr 31,3).

Fakt przyjścia Jezusa Chrystusa na świat jest świadectwem miłosierdzia Boga, a zarazem Jego wierności przymierzu. To, co Jezus czyni dla człowieka, jest z jednej strony wypełnieniem wymogów Bożej sprawiedliwości, z drugiej zaś Bożym Miłosierdziem. Krzyż Chrystusa, przez który Syn, współistotny Ojcu, oddaje pełną sprawiedliwość samemu Bogu, jest równocześnie radykalnym objawieniem miłosierdzia.

Miłosierdzia Bożego nie można rozumieć tylko jako wyzwalania człowieka od grzechów. Pismo Święte ukazuje miłosierdzie Boga jako proces wielostronny, skierowany ku człowiekowi. Niektórzy teologowie uważają, że gdyby nie było grzechu Adama, Miłosierdzie Boże byłoby człowiekowi niepotrzebne. Sam zaś Bóg nie byłby Bogiem miłosierdzia. Przy takim rozumieniu miłosierdzia trudno jest uchwycić jego związek ze sprawiedliwością. Tymczasem Objawienie Boże wskazuje, że istotą miłosierdzia jest troska o człowieka, o jego godność. Stanowi ono wyraz pełnej sprawiedliwości, która polega na dawaniu drugiemu tego, co mu się prawnie należy. Stąd sprawiedliwość przepełniona miłosierdziem spełnia istotną funkcję we współżyciu międzyludzkim.

Bóg stwarzając człowieka na swój obraz, domaga się od niego sprawiedliwości przenikniętej miłosierdziem. Człowiek, świadomy Bożego sądu oraz planu zbawienia, powinien postępować według jego woli. Wolą zaś Bożą jest, aby ludzie przestrzegali prawa naturalnego, wzywającego do poszanowania dobra wspólnego i godności drugiego człowieka. Tu naczelne miejsce zajmuje miłosierdzie.

W Piśmie Świętym sprawiedliwość polega na dostrzeganiu niezbędnych potrzeb drugiego oraz pomocy, jaką trzeba mu nieść, aby był sobą. Dlatego nazywa ono sprawiedliwym tego, kto udziela pomocy biednym i pomaga słabym. W ten sposób bowiem człowiek naśladuje sprawiedliwość Boga.

 Autentyczne miłosierdzie jest doskonalszym wcieleniem sprawiedliwości. Stanowi ono istotny element w stosunkach międzyludzkich. Prowadzi do poszanowania dobra wspólnego oraz wzajemnego braterstwa. Nie sposób byłoby tego osiągnąć, gdyby wzajemne relacje pomiędzy ludźmi były oparte na samej sprawiedliwości.

Sprawiedliwość Boga związana jest z poszanowaniem ludzkiej wolności. On tak nas umiłował, że dając nam wolna wolę, do niczego nas nie zmusza, nie narzuca nam swego zamysłu. Człowiek w imię wolności może odrzucić Boga, wybierając drogę grzechu i szatana. Jeśli wybór ten zostanie utrwalony na wieki, wtedy Bóg w swej sprawiedliwości zaakceptuje w imię wolności człowieka jego wolny wybór, dotyczący wówczas rzeczywistości piekła. Nieprawdą jest więc stwierdzenie, że Bóg w swoim miłosierdziu nie może dopuścić, by piekło istniało, skoro Jego miłosierdzie jest większe niż ludzka słabość.

Rzeczywiście, Miłosierdzie Boże jest nieograniczone. Prawdą jest też, że Bóg w swoim miłosierdziu gotów jest wybaczyć wszystkie grzechy, nawet największym grzesznikom. Dokonuje się to jednak wtedy i tylko wtedy, gdy grzesznik zwraca się do Boga z ufnością, pokorą, i skruchą, błagając o miłosierdzie. Wówczas, choćby był największym zbrodniarzem, nie zostanie odrzucony i będzie mógł czerpać ze źródeł miłosierdzia.

Widzimy więc, że sprawiedliwość Boga w niczym nie kłóci się z Jego miłosierdziem. Spotkanie z Bogiem w Jego sprawiedliwości czy miłosierdziu dokonuje się w kontekście wolnego wyboru człowieka. Mimo tego więc, że ciągle upadamy, zawsze możemy wrócić do kochającego nas ojca, który w swoim miłosierdziu przygarnia każdego grzesznika.

Miłosierdzie ostatecznie jawi się jako najlepszy sposób spełnienia wymogów sprawiedliwości. Nie tylko nie przekreśla obiektywnych wymagań sprawiedliwości, ale wręcz umożliwia zadośćuczynienie im w pełni. W tym sensie stanowi ono nie tylko samą treść adekwatnie rozumianej sprawiedliwości, ale także sam warunek jej pełnego urzeczywistnienia się. Sprawiedliwość realizowana poza miłosierdziem pozbawiona jest właściwego celu i jako taka przestaje być aktem ludzkim, gdyż realizuje się jakby obok człowieka, nie uwzględniając przy tym najwyższego dobra. Również nasza sprawiedliwość wobec Boga jest niemożliwa do zrealizowania bez praktyki miłosierdzia. Miłosierdzie stanowi wyraźny nakaz Bożej sprawiedliwości.

35. Dlaczego Bóg nie wymierza od razu kary za popełnione grzechy? Wielkość Bożego Miłosierdzia przejawia się właśnie tym, że Bóg nie chce karać człowieka od razu za popełniony grzech, ponieważ nie ma upodobania w zadawaniu cierpień. Daje nam zatem czas, abyśmy usunęli z naszego życia grzech, który w konsekwencji sam ściąga na nas karę.

Miłosierny Bóg nie tylko nie karci za każdy grzech, ale przebacza, o ile żałujemy i chcemy się poprawić. Umacnia nas ponadto w dobrym i w walce z grzechem, dając szansę na poprawę i osobistą refleksję zmierzającą do nawrócenia, abyśmy mogli osiągnąć na ziemi jak największą dojrzałość duchową. Bóg jest inny niż my, grzeszni ludzie, którzy najchętniej ukaralibyśmy zaraz i bez miłosierdzia każde zło, każdą zbrodnię, a często – najmniejsze nawet wykroczenie drugiego człowieka.

Powinniśmy uświadomić sobie ważną zależność, iż jeżeli żądamy natychmiastowej kary Bożej, to pragniemy jej zazwyczaj dla innych. Chcemy, żeby zło popełnione przez nich było jak najszybciej ukarane. Niektórzy wyrażają nawet swoje zdziwienie lub niezadowolenie z tego, że Bóg nie wymierza od razu kary, jakby się ociągał lub nie widział grzechu w świecie. Dla siebie jednak nie pragniemy surowości Bożej ani szybkiego karania. Wręcz przeciwnie, liczymy raczej na miłosierdzie Boga, na Jego litość, pobłażliwość.

Bóg nie jest podobny do ludzi, którzy przyprowadzili do Jezusa kobietę pochwyconą na cudzołóstwie i chcieli ją zaraz ukamienować (por. J 8, 3-11). Zbawiciel nie pozwolił na to, ponieważ nie chciał jej śmierci, lecz przemiany życia. Pragnął jej serdecznego żalu, skruchy, wzrostu w prawdziwej miłości. A na taki wzrost człowiekowi potrzeba czasu, dlatego Bóg udziela go wystarczająco obficie.

Miłosiernego Ojca w niebie możemy porównać do ogrodnika z Jezusowej przypowieści, który nie chciał wyciąć nieurodzajnego drzewa figowego. Pielęgnował je, żeby przyniosło owoce (por. Łk 13, 6-9). Postępowanie ogrodnika, nie zrażającego się brakiem owoców na figowcu i przedłużającego jego trwanie, stanowi przejaw cierpliwości Boga. Boski Ogrodnik również troszczy się o każdego grzesznika i pragnie, by przyniósł dobre owoce nawrócenia, a przez to nie został potępiony na wieki. Jednak to od człowieka zależy, czy zechce rzeczywiście się zmienić i przez nawrócenie wejść na drogę miłości. W przeciwnym razie, pomimo Bożej pomocy, łaskawości i miłosierdzia, ściągnie na siebie karę za swoje grzeszne postępowanie.

Obraz Miłosierdzia Bożego odnajdujemy też w przypowieści o synu marnotrawnym, na którego ojciec z nadzieją wyczekiwał. Ciągle o nim pamiętał i gotów był go przyjąć do domu. Dał synowi możliwość duchowego wzrostu w trudach i cierpieniach, by przypomniał sobie, ze ma dom rodzinny i kochającego ojca, do którego może zawsze wrócić (por. Łk 15, 11-32). Miłosierny Bóg chce zatem udzielać swojego przebaczenia każdemu człowiekowi i nie tylko czeka na grzesznika, ale wychodzi naprzeciw każdemu, kto się zagubił.

Bóg daje nam czas na duchowy rozwój. Przed Nim jesteśmy jak dzieci, które ciągle się uczą i noszą w sobie wiele złudnych oczekiwań i marzeń, nie do zrealizowania w tym świecie. Dobry i miłosierny Ojciec z niezwykłą cierpliwością poucza nas i upomina.

36. Co to znaczy, że Bóg udziela człowiekowi łaski wystarczającej do zbawienia? Każdy człowiek na ziemi otrzymuje tyle łask, ile mu potrzeba do zbawienia. W tym właśnie ujawnia się nieskończoność i bogactwo Miłosierdzia Bożego. Bez Bożej łaski człowiek nie mógłby osiągnąć nieba. A ponieważ wszechmocny Bóg 'pragnie, by wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy' (1 Tm 2,4), zesłał swego Syna, Jezusa Chrystusa, który 'za wszystkich umarł' (2 Kor 5,15), wydał siebie samego na okup za wszystkich (1 Tm 2,6).

W swojej nieskończonej miłości Bóg nie pozostawia nikogo bez pomocy, chociaż czasem wydaje się nam, że jest inaczej i o niektórych ludziach na tym świecie zapomniał. Gdyby tak się stało, stworzenie przestałoby istnieć. Wszystkie byty istnieją dlatego, ponieważ Bóg nieustannie i w sposób świadomy podtrzymuje je swoją wszechmocą w istnieniu, pamiętając zawsze o tych (por. Mt 10,30n), których stworzył na swój obraz i podobieństwo (por. Rdz 1,26).

Człowiek, zaproszony na ucztę przez wielkodusznego Pana (por. Mt 22,2), otrzymuje odpowiednią szatę weselną, którą powinien na siebie założyć i zachować czystą i piękną (por. Mt 22,12). Tą szatą jest łaska konieczna do zbawienia każdemu człowiekowi, wraz z którą Bóg daje również odpowiednie znaki (por. Mt 12,38), aby człowiek uwierzył i przyjął ofiarowane mu zbawienie.

Miłosierny Bóg podobny jest do gospodarza, wychodzącego o różnych porach dnia po to, aby zatrudnić robotników w swojej winnicy (por. Mt 20, 1-16) i dać wszystkim zapłatę, niezależnie od czasu pracy. Miłosierdzie Boga jest tak wielkie i nieograniczone, że może On udzielić zbawczej łaski nawet w ostatniej chwili życia. Nie powinniśmy zatem zapominać w naszych modlitwach o konających, prosząc Boga o dobrą śmierć dla siebie i bliźnich.

37. Czy Bóg w swoim miłosierdziu może skazać człowieka na wieczne potępienie? Współczesny świat, a szczególnie kultura zachodnia, bardzo mocno lansuje teorię pustego piekła, a swoisty renesans przeżywa nauka Orygenesa o apokatastazie, której Kościół nigdy nie uznał za prawdziwą. Niektórzy teologowie twierdzą także, że Bóg w swojej nieskończonej miłości do człowieka nie może go skazać na wieczne potępienie.

Magisterium Kościoła wierzy w istnienie piekła, które pojawiło się wbrew woli Bożej, ale nie z przekreśleniem Jego mądrości i miłości. Choć Biblia mówi o wieczności bardziej językiem obietnicy niż informacji, to Kościół przyjmuje z wielką powagą to, co w niej zapisano o piekle i szatanie.

Katechizm Kościoła Katolickiego uczy, że szatan jest bytem duchowym, bezcielesnym, realnym, osobowym, stworzonym przez Boga. Jest upadłym aniołem, obdarzonym rozumem, wolną wolą, świadomością oraz inteligencją przewyższającą ludzki intelekt. Zachwycony swoją wielkością, szatan sprzeciwił się Bogu i odrzucił Jego królestwo (por. KKK 391-395). Na Soborze Laterańskim IV w 1215 roku sformułowano na ten temat następujące orzeczenie teologiczne: 'Diabeł bowiem i inne złe duchy zostały stworzone przez Boga jako dobre z natury, ale same uczyniły się złymi'.

Już w 553 roku Sobór w Konstantynopolu potępił ostatecznie jako teologicznie błędny pogląd Orygenesa o apokatastazie, czyli o odnowieniu dzieła stworzenia i powrocie wszelkich stworzeń do swego Stwórcy. Potwierdzili to potem papieże Benedykt XII i Eugeniusz IV. Podstawą teologicznego orzeczenia Soboru były przesłanki biblijne. Przede wszystkim dotyczyły one tekstu z Księgi Hioba: 'Pewnego dnia, gdy synowie Boży udawali się, by stawić się przed Panem, poszedł i szatan z nimi, by stanąć przed Panem' (Hi 2,1). W Księdze Tobiasza natomiast mówi się o złym duchu Asmodeuszu (por. Tb 3,8) oraz demonie uciekającym do Egiptu (por. Tb 8,3-4). Jezus Chrystus nazywa szatana księciem tego świata (por. J 12,31) i potwierdza jego ostateczny upadek, mówiąc, że od początku był on zabójcą (J 8,44). 'Widziałem szatana, który spadł z nieba jak błyskawica' (Łk 10,18).

Zbawienie wszystkich ludzi jest poważnym zagadnieniem teologicznym. Kościół nigdzie o nikim nie stwierdził, iż jest już potępiony, nawet o Judaszu, ale też nigdy nie nauczał, iż wszyscy ludzie się zbawią. Magisterium Kościoła stwierdza jedynie, że wszyscy ludzie mogą się zbawić, a także, że istnieje piekło jako stan wiecznego przebywania bez Boga.

Dogmat o piekle nie stoi w sprzeczności z nieskończonym Miłosierdziem Bożym, bo każdy człowiek jest wcześniej o tym uprzedzony i jeżeli żyje uczciwie, piekło jest dla niego tylko ostrzeżeniem i bodźcem do wzrastania w cnocie.

Bóg jest nieskończenie miłosierny, ale także sprawiedliwy. W Bogu jest pełna i doskonała wolność, co oznacza, iż nie jest On niczym uzależniony ani od wewnątrz, ani od zewnątrz. Nikogo też z góry nie skazuje na wieczne potępienie, ale – po ludzku mówiąc – jest bezradny wobec człowieka, który świadomie, dobrowolnie i do końca odrzuca Jego miłość, jedyną rację Boskiego działania, okazując Mu pogardę lub nienawiść, nawet w chwili śmierci. Taki człowiek popełnia grzech przeciwko Duchowi Świętemu, o którym Zbawiciel powiedział, że nie może być nigdy odpuszczony ani w tym, ani w przyszłym życiu. W ten sposób człowiek sam siebie wyklucza z królestwa Bożego, a Stwórca zatwierdza ten wolny wybór na wieki. W Starym Testamencie Bóg mówi: 'Kładę przed tobą życie i śmierć – wybieraj'.

38. Co należy czynić, aby uniknąć surowego sądu po śmierci? Bóg chce, aby śmierć nie była dla człowieka spotkaniem z bezwzględną sprawiedliwością, lecz z dobrocią Ojca pragnącego z miłością przygarnąć do siebie na zawsze wszystkich ludzi. Miłosierny Bóg nie tylko daje każdemu człowiekowi łaski konieczne do zbawienia, ale ustawicznie pomaga mu, aby sąd po śmierci był dla niego jak najłagodniejszy, by był to sąd i sprawiedliwy, i miłosierny.

Podstawowym warunkiem uniknięcia surowego sądu i spotkania się z Bożym Miłosierdziem jest zatem okazywanie miłosierdzia innym (por. Mt 5,7; Jk 2,13), żałowanie za swoje grzechy (por. 1 J 1,8-9; 1 Kor 11,31), stawanie w całej prawdzie przed sobą, bez żadnej pobłażliwości. Każdy miłosierny czyn wobec bliźnich, każde ich zrozumienie, współczucie, pomoc okazywana potrzebującym – wszystko to sprowadza na nas Boże Miłosierdzie. Człowiek miłosierny jest prawdziwym obrazem dobrego Boga, bo na Jego podobieństwo został stworzony. Kto nie kieruje się miłosierdziem w swoim życiu, ten nie może liczyć na Miłosierdzie Boże. Dlatego św. Jakub mówi o surowym sądzie, który spotka ludzi pozbawionych miłosierdzia: 'Będzie to bowiem sąd nieubłagany dla tego, który nie czynił miłosierdzia: miłosierdzie odnosi triumf nad sądem' (Jk 2,13). Mamy traktować innych z taką samą miłością, cierpliwością i takim samym miłosierdziem, jakich oczekujemy od Boga w odniesieniu do siebie.

Ten, kto wypełnia wolę Bożą, nie podlega sądowi, a w chwili śmierci na Miłosierdzie Boże może liczyć ten, kto w ciągu życia uciekał się do tego miłosierdzia i pomagał je poznać innym ludziom, aby ich przyciągnąć do dobrego Boga, który zbawia.

Kierowanie się miłością zakrywającą wiele grzechów (por. 1 P 4,8), nieosądzanie innych (por. Łk 6,37) oraz umiejętność przebaczania pozwalają człowiekowi dostąpić łaski miłosierdzia. Kto przebacza, ten okazuje miłosierdzie i sam dostąpi miłosiernego przebaczenia swoich win. Kto nie przebacza, ten nie ma w sobie postawy miłosierdzia, dlatego nie może liczyć na Miłosierdzie Boże i Jego przebaczenie, jak na to wskazuje Jezus w przypowieści o dłużnikach (por. Mt 18,24-35). Tym samym wystawia siebie na surowy sąd w chwili śmierci.

Święty Paweł poucza nas: 'Jeżeli zaś sami siebie osądzimy, nie będziemy sądzeni' (1 Kor 11,31). Określenie 'nie będziemy sądzeni' oznacza, że jeśli człowiek w ciągu życia stawał w prawdzie wobec samego siebie i swoich czynów po to, aby stale się nawracać, nie spotka się na sądzie z wyrokiem potępiającym go na wieki. Nie znaczy to jednak, że nie będziemy podlegać sądowi szczegółowemu ani ostatecznemu.

Doskonałą okazję do takiego osądu siebie samego daje nam sakrament pojednania. W nim – przez rachunek sumienia, żal za grzechy, mocne postanowienie poprawy i szczere wyznanie naszych win – osądzamy i oskarżamy samych siebie. Bóg zaś jako Sędzia pełen miłosierdzia, okazuje nam zawsze swoje przebaczenie i przywraca wewnętrzny pokój. Naucza o tym Katechizm Kościoła Katolickiego: 'W sakramencie pokuty grzesznik, poddając się miłosiernemu sądowi Boga, uprzedza w pewien sposób sąd, któremu zostanie poddany na końcu życia ziemskiego. Już teraz bowiem, w tym życiu, jest nam dana możliwość wyboru między życiem a śmiercią, i tylko idąc drogą nawrócenia, możemy wejść do Królestwa, z którego wyklucza grzech ciężki (por. 1 Kor 5,11; Ga 5,19-21; Ap 22,15). Nawracając się do Chrystusa przez pokutę i wiarę, grzesznik przechodzi ze śmierci do życia i 'nie idzie na sąd' (KKK 1470).

W Dzienniczku s. Faustyny czytamy natomiast: 'Od dziś nie istnieje we mnie wola własna... Od dziś pełnię wolę Bożą, wszędzie, zawsze, we wszystkim'. Chrystus zapewnił Świętą: 'Od dziś nie lękaj się sądów Bożych, albowiem sądzona nie będziesz' (Dz. 374). Zatem człowiek, który podobnie jak s. Faustyna pragnie w każdej chwili swojego życia pełnić jedynie wolę Bożą, nie musi obawiać się potępienia.

Dlatego, aby w godzinie śmierci spotkać się nie z Sędzią, lecz z miłosiernym Ojcem, należy nieustannie uciekać się do Boga. Szczególnym wyrazem zawierzenia Bożemu Miłosierdziu jest głoszenie go innym ludziom, aby z ufnością szli do dobrego Boga, który pragnie zapewnić im wieczne zbawienie. Jezus obiecał św. Faustynie: 'Dusze, które szerzą cześć miłosierdzia mojego osłaniam przez całe życie, jak czuła matka swe niemowlę, a w godzinę śmierci nie będę im Sędzią, ale miłosiernym Zbawicielem. W tej ostatniej godzinie nic dusza nie ma na swą obronę, prócz miłosierdzia mojego, szczęśliwa dusza, która przez życie zanurzała się w zdroju miłosierdzia, bo nie dosięgnie jej sprawiedliwość' (Dz. 1075).

Postępując w swoim życiu według przykazań, wypełniając swoje obowiązki zgodnie z Bożą wolą i spełniając dzieła miłosierdzia, człowiek może uniknąć surowego sądu i spotkać się ze Zbawicielem, który jest miłosierny i łaskawy.

39. Czy odpust jest wyrazem Bożego Miłosierdzia? Punktem wyjścia do zrozumienia znaczenia odpustu jest obfitość Miłosierdzia Bożego okazana w krzyżu Jezusa Chrystusa. Samo pojęcie odpust wprowadza nieco zamieszania, ponieważ kojarzy się z przebaczaniem grzechów w sakramencie pokuty i pojednania, kiedy to kapłan, udzielając rozgrzeszenia, zwraca się do penitenta słowami: Ja odpuszczam tobie grzechy, w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Na co dzień prosimy o przebaczenie grzechów słowami: 'Odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom', zawartymi w Modlitwie Pańskiej, której nauczył nas Jezus Chrystus.

Wiara w odpust sięga już starożytności Kościoła, który wierzył, że może wyrażać miłosierdzie Boga poprzez darowanie kar doczesnych w myśl słów Chrystusa: 'Cokolwiek rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie, a co zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie' (Mt 16,19; 18,18). W pierwszych wiekach chrześcijaństwa samo słowo odpust rozumiano jako darowanie lub złagodzenie kar kościelnych. W Kościele była bowiem stosowana praktyka tzw. pokuty publicznej za szczególnie ciężkie grzechy (np. morderstwo, zaparcie się wiary). Człowiek, który otrzymywał rozgrzeszenie, musiał publicznie odpokutować zło, a nawet przez pewien czas był wyłączony z wspólnoty kościelnej.

Sobór Powszechny w Nicei z 325 roku w kanonie 11 zawarł następującą naukę: 'Co do tych, którzy upadli podczas tyranii Licyniusza nie będąc zmuszeni koniecznością (…), muszą czynić pokutę przez trzy lata (z pokutnikami) słuchającymi i siedem lat z (pokutnikami) klęczącymi; podczas następnych dwóch lat będą mogli uczestniczyć z ludem we Mszy św., nie biorąc jednak udziału w samej ofierze'. Mogli oni jednak spełniać pewne czyny dla dobra wspólnoty Kościoła, za które otrzymywali odpust. Z czasem publiczne pokuty zarzucono na rzecz tzw. pokut domowych, jak post, jałmużna, modlitwa, co wiązało się z ich złagodzeniem. Kary te nakładane były przez Kościół, toteż on sam miał możliwość także ich darowania, zwłaszcza w niebezpieczeństwie śmierci.

W tym czasie kształtowała się również praktyka przenoszenia tych łask na zmarłych, zwłaszcza tych, którzy nie zdążyli odpokutować kar ziemskich i mogli być jeszcze oczyszczani w czyśćcu. Odpust był odmierzany dniami kary kościelnej, stąd wzięło się liczenie go na dni i lata.

Bardzo szeroko praktyka odpustów rozpowszechniła się w Kościele czasów średniowiecza. Wówczas to do wielu modlitw i nabożeństw przypisano odpowiednie odpusty. Kościół chciał w ten sposób udzielać jak najwięcej łask. Niestety, praktyki te nierzadko przeradzały się w magiczne rytuały, do których przywiązywano więcej znaczenia niż do sakramentów.

Marcin Luter, nie negując prawa Kościoła do udzielania odpustów, zaprotestował przeciwko prowadzącemu do błędów i nadużyć przesadnemu upraszczaniu nauki na ich temat. W swych tezach, ogłoszonych w roku 1517 w Wittenberdze, napisał m.in.: 'O apostolskim odpuście trzeba przezornie nauczać, by lud nie powziął błędnego mniemania, że odpust przewyższa inne dobre uczynki miłości chrześcijańskiej. Wszystkich chrześcijan należy nauczać, że papież bynajmniej nie sądzi, iż zakupywanie odpustu może być stawiane na równi z uczynkami miłosierdzia. Należy nauczać chrześcijan, że lepiej wspierać ubogich lub pomagać potrzebującym, niż kupować odpusty'. W owych czasach rozpowszechniona była bowiem praktyka łączenia odpustów ze składaniem ofiar materialnych, co w istocie sprawiało wrażenie handlu dobrami duchowymi. Sobór Trydencki jednoznacznie ukrócił ten proceder.

Trzeba stanowczo podkreślić, iż doświadczenie odpustu w Kościele łączy się przede wszystkim ze skutkami sakramentu pokuty. Papież Paweł VI dnia 1 stycznia 1967 roku w miejsce przeliczania odpustu na dni, wprowadził rozróżnienie na odpust zupełny i cząstkowy. W konstytucji apostolskiej Indulgentiarum doctrina wyjaśnił istotę odpustu następująco: 'Odpust jest to darowanie przed Bogiem kary doczesnej za grzechy, zgładzone już co do winy. Dostępuje go chrześcijanin odpowiednio usposobiony i pod pewnymi, określonymi warunkami, za pośrednictwem Kościoła, który jako szafarz owoców odkupienia rozdaje i prawomocnie przydziela zadośćuczynienie ze skarbca zasług Chrystusa i świętych.

Obecnie w Kościele obowiązuje nowy wykaz odpustów Enchiridion Indulgentiarum z dnia 16 lipca 1999 roku, ogłoszony przez Stolicę Apostolska w czasie pontyfikatu papieża Jana Pawła II.

Aby zrozumieć sens odpustu, trzeba uświadomić sobie, jakie są skutki grzechu, oraz co daje przyjęcie sakramentu pokuty i pojednania. Grzech śmiertelny rodzi podwójne implikacje w życiu osoby go popełniającej. Przede wszystkim powoduje pozbawienie człowieka wspólnoty z Bogiem, tym samym zamyka mu dostęp do życia wiecznego. Jest to kara wieczna. Równocześnie każdy grzech, nawet doczesny, wprowadza w życie człowieka nieład, polegający na nieuporządkowanym przywiązaniu do tego, co stworzone. Ten stan wymaga naprawy, oczyszczenia i nazywany jest karą doczesną. Dokonuje się to albo na ziemi za życia człowieka, albo po jego śmierci w czyśćcu.

   Przystępując do spowiedzi i uzyskując rozgrzeszenie, dostępujemy przebaczenia grzechów, a miłosierny Bóg daruje nam karę wieczną. Dzięki temu na nowo posiadamy dostęp do nieba. Jednak pozostają jeszcze w człowieku skutki popełnionego grzechu, który – w zależności od częstotliwości występowania – osłabia więź z Bogiem, powodując wewnętrzne spustoszenie w relacji do bliźniego i siebie samego.

Ponoszenie kar wynagradzających za zło już po uzyskaniu przebaczenia występuje już w Starym Testamencie – jako zjawisko naturalne, wynikające ze świętości i sprawiedliwości Boga (por. Wj 34,6-u7; 2 Sm 12,11; 16,21). Przypomina o tym również Nowy Testament (por. Hbr 12, 4-11).

Ojciec święty Jan Paweł II uczył, że 'kara doczesna wyraża potrzebę cierpienia człowieka, który, chociaż pojednał się z Bogiem, ciągle jeszcze jest naznaczony owymi 'skutkami' grzechu, które powodują, że nie jest on jeszcze całkowicie otwarty na łaskę. Właśnie z uwagi na pełne wyleczenie grzesznik musi wejść na drogę oczyszczenia ku pełni miłości'.

Kara doczesna jest ze strony Boga pomocą udzieloną człowiekowi. Wynika z troski o jego dobro. Można ją porównać do lekarstwa, które powoduje, że człowiek jest stopniowo uzdrawiany ze skutków grzechu. Takie znaczenie ma zadośćuczynienie, będące jednym z pięciu warunków sakramentu pokuty.

Do otrzymania odpustu wymagane jest nadto spełnienie tzw. zwykłych warunków. Należy więc: posiadać ogólną intencję zyskania odpustu oaz wypełnić w określonym czasie i we właściwy sposób nakazane czynności (por. KPK, kan. 996, par. 2); wzbudzić w sobie wewnętrzną postawę całkowitego oderwania od grzechu, również powszedniego (także nałogu); wyznać grzechy, przystępując do sakramentalnej spowiedzi; przyjąć sakramentalną Komunię świętą; odmówić modlitwę Ojcze nasz i Credo oraz pomodlić się w intencjach podawanych przez Ojca Świętego (a nie w jego intencji, jak czasem błędnie się uważa). Odpust zupełny można zyskać tylko jeden raz dziennie, albo dla samego siebie, albo dla jednej z dusz cierpiących w czyśćcu (zob. KPK, kan. 994).

Według papieża Jana Pawła II odpusty nie mogą być taryfą ulgową i zwalniać człowieka z obowiązku nawracania się. Stanowią raczej pomoc do jeszcze większej pracy nad sobą, ponieważ jednym z wymogów do ich uzyskania jest odrzucenie wszelkiego przywiązania do każdego grzechu, również powszedniego.

40. Dlaczego Maryja jest Matką Miłosierdzia? Bóg, który w najgłębszej swej istocie jest miłością, dzieli się bogactwem swojej natury, stwarzając człowieka i świat jako teren jego życia i działania. Wiemy z Objawienia, że człowiek popełniając grzech, nadużył dobroci Bożej i sprzeniewierzył się Jego miłości. W ten sposób przekreślił Jego zbawcze zamiary w stosunku do ludzi. Bóg jednak, bogaty w miłosierdzie, wierny jest swojej miłości i występuje z ponowną zbawczą ofertą wobec ludzkości.

Jak wiadomo, najmocniejszym jej dowodem jest tajemnica Wcielenia, której owocem jest Jezus Chrystus, objawiający nam miłosierdzie Ojca i wcielający je w życie, zwłaszcza poprzez tajemnicę Odkupienia. Krzyż Chrystusa jest radykalnym znakiem miłosierdzia i w nim objawienie miłości miłosiernej osiąga swój szczyt. Drugim dowodem jest tajemnica Zesłania Ducha Świętego przez Ojca i Syna w dniu Pięćdziesiątnicy, które ukoronowało dzieło zakładania Chrystusowego Kościoła. W obu tych wydarzeniach zbawczych Maryja, jako jedyna reprezentantka całej ludzkości, bierze z woli Bożej czynny i skuteczny udział.

We Wcieleniu Syna Bożego uczynił Ją Bóg, za Jej zgodą, Matką miłosiernego Zbawiciela i Jego najwierniejszą współpracownicą w dziele Odkupienia. Z tej racji przysługuje Jej tytuł Matki Bożej Miłosierdzia.

W Zesłaniu Ducha Świętego, które zapoczątkowało istnienie Kościoła, Maryja również brała czynny udział, stając się Matką tego Kościoła. Główne jego zadanie polega na głoszeniu i realizacji Bożego Miłosierdzia. Maryja jako Matka i najdoskonalsza cząstka Kościoła spełnia tę misję w sposób najskuteczniejszy i wzorcowy dla innych wiernych. Z tej racji przysługuje Jej tytuł Matki Miłosierdzia. Tak więc możemy spotkać w Kościele różne określenia Bogurodzicy, jak: Matka Miłosierdzia, Matka Boża Miłosierdzia, a także Matka Bożego Miłosierdzia. Te tytuły, przysługujące jednej osobie – Maryi, nie są jednak synonimami. Tytuł Matki Bożej Miłosierdzia wskazuje na to wszystko, co Maryja otrzymała od Boga dzięki Jego miłosierdziu. Z kolei tytuł Matki Bożego Miłosierdzia bardziej odnosi się do Jej roli jako rozdawczyni Bożego Miłosierdzia bardziej odnosi się do Jej roli jako rozdawczyni Bożego Miłosierdzia wśród ludzi.

Maryja w sposób szczególny i wyjątkowy doświadczyła w swoim życiu Bożego Miłosierdzia. Doświadczenie to zapadło głęboko w Jej serce, przeniknęło Jej myśli i formowało postawę życiową. Świadczy o tym pieśń Magnificat: 'bo wejrzał na uniżenie swojej Służebnicy i wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmogący'. Bóg rzeczywiście dokonał w Maryi wielkich rzeczy, powołując Ją do godności Matki swojego Syna i włączając Ją w dzieje swego miłosierdzia w stosunku do ludzkości. Przygotował Ją też do tej roli w sposób specjalny, chroniąc Ją przed złem grzechu i obdarzając pełnią łask zbawczych. Z tego punktu widzenia jest Ona najwspanialszym dziełem Miłosierdzia Bożego. Maryja była świadoma swej wielkości płynącej z otrzymanego daru Bożego, dostrzegała Miłosierdzie Boże nie tylko w stosunku do swojej osoby. Wnikając w historię ludu wybranego, odczytywała je w wielu wydarzeniach, jakie dokonały się w dziejach Izraela. Dlatego uwielbiała Boga, który pomny na swe miłosierdzie dotrzymywał wierności swemu przymierzu z ludem Bożym z pokolenia na pokolenie.

Dzięki doskonałości, do której została wyniesiona przez Boga, oraz roli, jaką z Jego woli odegrała w historii zbawienia, Maryja, jako Służebnica Pańska, jest po swoim Synu, Jezusie Chrystusie, największym dziełem Miłosierdzia Bożego w świecie. W Niej i przez Nią Bóg ujawnia nam swoją miłość, wolę, zamiary. Ją jedyną zachował od zmazy grzechu pierworodnego, tak iż nie tylko nigdy nie była w niewoli grzechu, lecz całkowicie wypełniona łaską Bożą, realizowała Boży plan zbawienia.

Maryja wiele też nauczyła się od Chrystusa, rozważając w swoim sercu wszystkie wydarzenia, których była świadkiem i uczestniczką. Od Niego, który był samym Miłosierdziem, uczyła się praktycznie, czym ono jest, jaka jest jego wartość w Bożych planach. Włączając się z woli Boga w dzieje Bożego Miłosierdzia oraz stając się Matką Miłosierdzia przez rozdawnictwo jego owoców, Maryja ucieleśnia niejako Boskie macierzyństwo w pojęciu miłosierdzia, czyni je bardziej bliskim, serdecznym, zabarwia je ciepłem i tkliwością, co sprawia, że jest ono łatwiej przyjmowane, jako pochodzące z rąk Matki.

Te macierzyńskie obowiązki Maryi wynikały z miłości do Syna, a Jej współudział w Jego zbawczych czynach miał swe źródło w Jego miłosierdziu wobec każdego człowieka. Stała się dzięki temu duchową Matką każdego człowieka. Maryja, napełniona duchem macierzyńskiej miłości, kocha nas jako Matka Chrystusa, kocha nas w Jezusie, swoim Synu. Stojąc pod krzyżem i biorąc udział w największym dziele Miłosierdzia Bożego – Odkupieniu ludzkości, poznawała najpełniej i najgłębiej jego cenę, potrzebę oraz nieskończoną wielkość i wartość. Wszystko, co Maryja z Chrystusem przeżyła, wszystko, co wycierpiała, było Jej współdziałaniem w dziele naszego zbawienia, czyli w dziele realizowania się w świecie Bożego Miłosierdzia. Fakt udziału Maryi w ofierze krzyża stanowi ważny moment w maryjnym wymiarze tajemnicy Miłosierdzia Bożego. Odsłania nam bowiem w sposób szczególny Jej miejsce i rolę w realizacji zbawczych planów Boga. Przez akt zgody na Wcielenie, przez swój udział w życiu i działalności Chrystusa na ziemi, a zwłaszcza przez czynną obecność pod krzyżem, Maryja wysługiwała Miłosierdzie Boże dla ludzkości, płacąc za nie wysoką cenę ofiary. Dlatego stała się Matką Bożą Miłosierdzia.

Macierzyńska miłość, której źródłem i mocą jest Duch Święty, jest podstawą nie tylko Jej osobistej godności i doskonałości jako Matki Boga, ale także wymiarem wszystkich Jej tytułów oraz funkcji, jakie wykonywała i nadal wykonuje w Bożej ekonomii zbawienia.

Sobór Watykański II uczy nas, iż Maryja 'poczynając, rodząc, karmiąc Chrystusa, ofiarując Go w świątyni Ojcu i współcierpiąc z Synem swoim umierającym na krzyżu, w szczególny zaiste sposób współpracowała z dziełem Zbawiciela, przez posłuszeństwo, wiarę, nadzieję i miłość żarliwą, dla odnowienia nadprzyrodzonego życia dusz ludzkich' (LG 61). Poprzez to współdziałanie z Chrystusem w dziele Odkupienia Maryja stała się Matką Miłosierdzia. Kiedy rodził się Kościół, Maryja współdziała z wszystkimi członkami Mistycznego Ciała w taki sposób, aby dzieło Jej Syna objęło swym zasięgiem cały świat.

Ci, którzy poznają wielkość Bożego Miłosierdzia, dokonanego w Maryi i przez Maryję w świecie, wielbią Boga za Jego niezgłębione miłosierdzie, ale również oddają cześć Maryi, okazując Jej swoją wdzięczność za trud, za ofiarę i poświęcenie włożone w służbie naszego zbawienia. Najlepszą czcią oddawaną Matce Jezusa jest naśladowanie Jej i pełnienie na Jej wzór miłosierdzia w świecie. Ona jest dla nas wszystkich Przewodniczką na drogach miłosierdzia.

W Maryi, Matce Miłosierdzia, Bóg objawił swoją przeogromną miłość, wyzwalającą człowieka od tego wszystkiego, co negatywne, odradzając go, przemieniając wewnętrznie i upodobniając do Siebie, a tym samym uzdalniając do czynienia dobra w świecie. Bóg nie tylko w życiu Maryi uczynił wielkie rzeczy, ale przez Jej osobę rozlewa nadal swoje miłosierdzie na pokolenia (…) tych, którzy się Go boją.

Kult Matki Miłosierdzia sięga czasów najdawniejszych. Odnajdujemy go w modlitwie, pochodzącej zapewne z IV wieku, rozpoczynającej się od słów: 'Do Twego miłosierdzia uciekamy się, Bogarodzico, nie gardź naszymi prośbami w potrzebach, lecz zachowaj nas od niebezpieczeństw'.

Inną modlitwą, w której zaakcentowano miłosierdzie Maryi, jest znana nam antyfona Salve Regina, odmawiana na zakończenie modlitwy brewiarzowej i śpiewana po zakończeniu obrzędów pogrzebowych. Zawiera ona wezwanie do Matki Miłosierdzia, prośbę o zmiłowanie i błaganie o wysłuchanie. Autor antyfony jest nieznany. Powstała ona prawdopodobnie w okresie pierwszej wyprawy krzyżowej pod koniec XI wieku.

Prawda o miłosierdziu Maryi pojawia się w kazaniach od VIII wieku, a temat Matka Miłosierdzia od X wieku coraz częściej występuje w dziełach teologów. Wielki wpływ na rozwój kultu Maryi wywarł swoją działalnością i pismami św. Bernard z Clairvaux. Od XVI wieku aż po nasze czasy tytuł Matka Miłosierdzia pojawia się często w wypowiedziach papieży.

Kult Matki Miłosierdzia jest związany z wizerunkiem Matki Boskiej Ostrobramskiej, który po obrazie jasnogórskim jest najbardziej znany i czczony w Polsce. Pomimo zmiany granic i migracji ludności kult ten jest nieprzerwanie żywy.

Obraz z Ostrej Bramy powstał z początkiem XVII wieku na zamówienie magistratu miasta Wilna. Przedstawia Matkę Bożą pochyloną w modlitewnym skupieniu, z rękami skrzyżowanymi na piersiach, na tle 42 promieni słońca i 12 gwiazd. Głowę Madonny zdobią dwie korony (z których jedna stanowi wotum narodu polskiego za odzyskaną po latach zaborów wolność), u dołu malowidła znalazł się natomiast srebrny półksiężyc. O kulcie obrazu Matki Miłosierdzia świadczy wiele wotów ofiarowanych z wdzięczności za doznane łaski i cuda. Ostra Brama wiąże się również w istotny sposób z kultem Miłosierdzia Bożego. To właśnie w niej, w dniach 26-28 kwietnia 1935 roku, został po raz pierwszy wystawiony publicznie obraz Miłosierdzia Bożego, namalowany przez Eugeniusza Kazimirowskiego pod wpływem wskazówek s. Faustyny. A od niedawna kopia wizerunku Matki Miłosierdzia z Ostrej Bramy znajduje się w bazylice Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach.

41. Dlaczego Kościół jest owocem Miłosierdzia Bożego? Bóg bogaty w miłosierdzie zesłał nam swego Syna, Odwieczny Logos, który stał się Ciałem i ofiarował nam siebie, abyśmy mieli życie i mieli je w obfitości. Chcąc, by owoce Jego dzieła przetrwały do końca świata, utworzył z miłości Kościół, który Sobór Watykański II nazwał wspólnotą wiary, nadziei i miłości tu na ziemi. Stwórca postanowił zgromadzić wszystkich wierzących w Kościele świętym, który 'już od początku świata zapowiedziany przez prefiguracje, cudownie przygotowany w historii narodu izraelskiego i w Starym Przymierzu, ustanowiony w czasach ostatecznych – został objawiony przez wylanie Ducha, a w końcu wieków osiągnie chwalebne dopełnienie' (por. LG 2).

Między miłosierdziem a rzeczywistością Kościoła istnieją rozliczne relacje. Trzeba pamiętać, że leży ono u podstaw Kościoła. Kościół jest dziełem Miłosierdzia Bożego, jego świadkiem i szafarzem. Nauka o Miłosierdziu i jego praktyka w życiu pierwszych chrześcijan wyrastała z poczucia braterstwa w Chrystusie, które z kolei stawało się podstawą i źródłem ducha służby bliźnim. Zatem Kościół, jako zrodzony z niewyczerpanego źródła Bożego Miłosierdzia, nosi na sobie Jego znamię i jest widocznym znakiem miłosiernej miłości Boga. Mistyczne Ciało Chrystusa, jakim jest Kościół, składa również Bożemu Miłosierdziu świadectwo poprzez życie sakramentalne i sprawowany kult.

W swym zbawczym pośrednictwie Kościół uobecnia w sakramentach świętych samego Chrystusa. Miłosierdzie Boże ogarnia zatem wiernych w każdym z siedmiu sakramentów, w których przez akty Kościoła działa osobowo uwielbiony Chrystus, udzielając swojej łaski, a zbawiająca wspólnota Boga z ludźmi staje się widzialna, słyszalna, doświadczalna i obecna.

Posługa tajemnicy Miłosierdzia Bożego urzeczywistnia się w Kościele szczególnie poprzez głoszenie słowa Bożego, które jest Dobrą Nowiną, orędziem przebaczenia, wezwaniem do miłości i miłosierdzia, a także poprzez sprawowanie sakramentów świętych, zwłaszcza chrztu, pokuty, Eucharystii i namaszczenia chorych. Chrzest gładzi grzech pierworodny i sprawia, że stajemy się dziećmi Bożymi. Sakrament wiąże się z nawróceniem, czyli odkryciem Bożego Miłosierdzia i zanurzeniem się w przebaczającej miłości Bożej. Eucharystia stanowi wielki dar Miłosierdzia Bożego, gdyż jest 'mocą z wysoka' (por. Łk 24,49), pokarmem duchowym, ofiarowanym człowiekowi, by 'nie zasłabł w drodze' (por. Mt 15,52). Z kolei sakrament namaszczenia chorych umacnia w najtrudniejszych chwilach życia, przynosi pociechę duchową, a niekiedy przywraca także zdrowie ciała.

Kościół, głosząc prawdę o miłosierdziu Boga objawioną w ukrzyżowanym i zmartwychwstałym Chrystusie, wyznaje ją na różne sposoby. Stara się on również czynić miłosierdzie ludziom, przez ludzi, widząc w tym nieodzowny warunek zabiegów o lepszy, bardziej ludzki świat.

Ten rys Kościoła próbował zgłębić papież Jan Paweł II w encyklice 'Dives in misericordia', gdy pisał: 'Kościół wyznaje miłosierdzie Boga samego, Kościół nim żyje w swoim rozległym doświadczeniu wiary, a także i w swoim nauczaniu — wpatrując się wciąż w Chrystusa, koncentrując się na Nim, na Jego życiu i Ewangelii, na Jego krzyżu i zmartwychwstaniu, na całej Jego tajemnicy. Wszystko, co składa się na „widzenie” Chrystusa w żywej wierze i nauczaniu Kościoła, przybliża nas do „widzenia Ojca” w świętości Jego miłosierdzia. W sposób szczególny zdaje się Kościół wyznawać miłosierdzie Boga i oddawać mu cześć, zwracając się do Chrystusowego Serca; właśnie bowiem zbliżenie do Chrystusa w tajemnicy Jego Serca pozwala nam zatrzymać się w tym niejako centralnym a zarazem po ludzku najłatwiej dostępnym punkcie objawiania miłosiernej miłości Ojca, które stanowiło centralną treść mesjańskiego posłannictwa Syna Człowieczego'. (DM 13).

42. Dlaczego sakrament chrztu jest szczególnym znakiem Bożego Miłosierdzia?
43. Dlaczego sakrament pokuty i pojednania jest szczególnym Bożego Miłosierdzia?
44. Dlaczego sakrament Eucharystii jest szczególnym znakiem Bożego Miłosierdzia?
45. Dlaczego sakrament chorych jest szczególnym znakiem Bożego Miłosierdzia?
46. Jakie są dominanty w nauczaniu Magisterium Kościoła o Bożym Miłosierdziu? Kościół od początku dziejów podejmuje dzieła miłości i realizuje je jako swój obowiązek, ze szczególną troską świadcząc miłosierdzie wobec ubogich i chorych. Staje w obronie pokrzywdzonych i popiera ich dążenia do zyskania tego, co się im z cnoty sprawiedliwości należy. W trosce o doczesne i duchowe potrzeby człowieka nauka Kościoła stara się wciąż na nie odpowiadać. Jest ona aplikacją moralności chrześcijańskiej do obecnych okoliczności i warunków życia ludzkiego.

W swym nauczaniu Kościół nieustannie broni godności człowieka. Papież Jan XXIII w encyklice Mater et magistra na pierwszym miejscu postawił służebną rolę Kościoła, polegającą na potwierdzaniu i bronieniu świętej godności osoby ludzkiej. W czasach Soboru Watykańskiego II Kościół wskazał na znaczącą rolę swej obecności w świecie, by prowadzić dialog z człowiekiem i współpracować z nim w dziele budowania nowej cywilizacji. Myśl soborową podjął także papież Paweł VI w encyklice 'Populorum progressio', w której podkreślił bardzo wyraźnie, że rozwój narodów, szczególnie tych najbiedniejszych, jest przedmiotem żywej i bacznej uwagi Kościoła katolickiego (por. PP 2).

Cała nauka Jana Pawła II o Bożym Miłosierdziu jest rekapitulacją dotychczasowej doktryny Kościoła. Papież jednoczył się ze wszystkimi ludźmi na świecie, identyfikując się zwłaszcza z tymi, którzy byli odrzuceni, z powodu swego ubóstwa. Nauczał on, iż naczelną misją Kościoła jest pomoc człowiekowi, by ten zdobył w Chrystusie i przez Chrystusa pełną świadomość własnej godności, swojego wyniesienia, transcendencji, wartości samego człowieczeństwa, sensu swojej egzystencji (por. RH 11).

Kościół pełni swą misję duchową i moralną nie tylko wtedy, kiedy broni pokrzywdzonych, ale również wtedy, gdy wzywa do nawrócenia, pokuty, naprawy wyrządzonych krzywd. Prawdziwe poznanie Boga miłosierdzia jest stałym i niewyczerpanym źródłem nawrócenia, nie tylko jako doraźnego aktu wewnętrznego, ale jako stałego usposobienia i stanu duszy (por. DM 13).

Kościół obecny we współczesnym świecie głosi ludziom dobrą nowinę o Bogu objawiającym w Chrystusie swoje miłosierdzie wobec zagubionych, poranionych, wątpiących, grzesznych. Encyklika 'Dives in misericordia' stanowiła istotną proklamację prawdy o miłosierdziu Boga. Jan Paweł II idąc za nauką Soboru Watykańskiego II i odpowiadając na szczególną potrzebę czasów, w których żyjemy, podkreślił, że Kościół odsłonił jeszcze raz oblicze Ojca, który jest Ojcem miłosierdzia oraz Bogiem wszelkiej pociechy. Papież pragnął tym samym ukazać współczesnemu człowiekowi wyjątkową miłość Boga do każdego człowieka.

47. Jakie są dominanty encykliki Jana Pawła II o Bożym Miłosierdziu? Głównym przesłaniem encykliki Jana Pawła II Dives in misericordia, ogłoszonej dnia 30 listopada 1980 roku, jest prawda o Bogu bogatym w miłosierdzie. Dokument, który sam w sobie stanowi traktat teologiczny, składa się z ośmiu rozdziałów. W pierwszym, zatytułowanym: Kto Mnie widzi, widzi Ojca, Papież pisał, że: Chrystus nadaje całej starotestamentalnej tradycji Miłosierdzia Bożego ostateczne znaczenie... Sam je wciela i uosabia. Poniekąd On sam jest miłosierdziem (DM 1). W drugim rozdziale pt. Orędzie mesjańskie, Jan Paweł II podkreślił, że Syn Boży objawił światu Boga, który jest Ojcem, a jednocześnie miłością i miłosierdziem. To "uobecnianie Ojca: miłości i miłosierdzia", jest w świadomości samego Chrystusa podstawowym dowodem Jego mesjańskiego posłannictwa (DM 3). W rozdziale trzecim, noszącym tytuł Stary Testament, zawarte zostały refleksje dotyczące pojęcia miłosierdzie, słowa, które ma swoją bogatą i długą historię w księgach Pisma Świętego Starego Testamentu. Termin miłosierdzie oznacza tam szczególną potęgę miłości, przewyższającą nawet sprawiedliwość Bożą. Miłość warunkuje sprawiedliwość, a sprawiedliwość ostatecznie służy miłości. Pierwszeństwo miłości przed sprawiedliwością ujawnią się poprzez miłosierdzie - co jest znamiennym rysem całego Objawienia. Rozdział czwarty - Przypowieść o synu marnotrawnym stanowi nawiązanie do znanego z Ewangelii opowiadania o synu, który wziął od swego ojca należną mu część majątku i roztrwonił ją, żyjąc rozrzutnie. Powracającemu do domu, zalęknionemu i niepewnemu jutra marnotrawnemu synowi - współczesnemu człowiekowi, kochający ojciec - Bóg okazał swoje nieprzebrane miłosierdzie. Pod wpływem wielkiej miłości Ojca dokonało się nawrócenie, będące najbardziej konkretnym wyrazem działania miłości i obecności miłosierdzia w ludzkim świecie [...]. W takim znaczeniu miłosierdzie - pisał Papież - stanowi podstawą treść orędzia mesjańskiego Chrystusa oraz siłę konstytutywną Jego posłannictwa (DM 6). W rozdziale piątym, pt. Misterium paschalne, Jan Paweł II poruszył problem miłosierdzia objawionego w krzyżu i zmartwychwstaniu; miłości potężniejszej niż śmierć i grzech. Przypomniał także niepowtarzalną rolę Maryi, jako Tej, która najpełniej zna tajemnicę Bożego Miłosierdzia. Matka Boża wie, ile ono kosztowało, i wie, jak wielkie ono jest (DM 9). Rozdział szósty, zatytułowany Miłosierdzie... z pokolenia na pokolenie, przedstawia obraz czasów współczesnych, ukazując zagrożenia i źródła niepokojów dzisiejszego człowieka, pragnącego sprawiedliwości, ale przede wszystkim owej głębszej mocy, jaką jest miłość (por. DM 12). Z kolei w rozdziale siódmym, opatrzonym tytułem Miłosierdzie Boga w posłannictwie Kościoła, Ojciec Święty wskazał liczne sposoby działania, które podejmuje Kościół, aby podkreślić szczególne znaczenie największego i najdoskonalszego przymiotu Boga, jakim jest miłosierdzie. Kościół powinien świadczyć o Miłosierdziu Bożym, wyznawać je, głosić, wprowadzać i wcielać w życie; ma on prawo i zarazem obowiązek wzywać i odwoływać się do Miłosierdzia Bożego. Tajemnica miłosierdzia stanowi dla Kościoła i wszystkich ludzi źródło życia innego niż to, jakie może zbudować człowiek pozostawiony samym siłom działającej w nim trojakiej pożądliwości (por. 1 J 2, 16; DM 14). Za swoją powinność Kościół powinien uważać strzeżenie prawdziwości przebaczenia w postępowaniu, w wychowaniu i duszpasterstwie, objawiając chwałę Boga bogatego w miłosierdzie. W ostatnim rozdziale pt. Modlitwa Kościoła naszych czasów, Papież sygnalizuje konieczność stałej i żarliwej modlitwy, jako wołania o miłosierdzie na miarę potrzeb i zagrożeń człowieka w świecie współczesnym. Racją bytu Kościoła jest nieustanne objawianie Boga - Ojca, który pozwala nam "widzieć" siebie w Chrystusie (por. DM 15).

Jak łatwo można zauważyć, dla Ojca Świętego Jana Pawła II miłosierdzie jest nie tylko cnotą, ale postawą gotową na wyjście do człowieka z twórczą miłością, która nie daje się zwyciężać złu, ale zło dobrem zwycięża. Papież przypomina światu tajemnicę Miłosierdzia Bożego, miłości miłosiernej obecnej i działającej w świecie współczesnym, przezwyciężającej zło moralne, wyzwalającej z niewoli grzechu, szatana, a nawet śmierci, którą Chrystus pokonał na drzewie krzyża.

Encyklika Dives in misericordia stanowi wołanie papieża Jana Pawła II o miłosierdzie Boga wobec wielorakiego zła, jakie ciąży nad ludzkością i jakie jej zagraża (DM 15). Jest to bardzo nagląca powinność w świecie, w którym w zatrważającym tempie nasila się proces sekularyzacji, powodując zniekształcenie pojęcia miłości. Współcześnie bardzo mocno kontestuje się świadczenie miłosierdzia, uważa sieje za niepotrzebne, a przyjmowanie pomocy od innych traktowane jest jako upokorzenie i tak już nieszczęśliwych ludzi. Jest to postawa daleka od tego, czego naucza chrześcijaństwo, dlatego każdy wierzący powinien zwracać się z całym zaufaniem do Boga o miłosierdzie nad ludzkością.

Bogaty w Miłosierdziu swoim Bóg -jest Tym, którego objawił nam Jezus Chrystus jako Ojca. Objawił nam Go zaś i ukazał w sobie - Jego Synu (DM 1). W tym sformułowaniu zawiera się klucz do zrozumienia encykliki Dives in misericordia. Nie wolno jednak pominąć jeszcze jednego, bardzo ważnego wskazania, które Ojciec Święty umieszcza na samym początku tego dokumentu. Są to słowa samego Chrystusa: Kto Mnie widzi, widzi i Ojca. To właśnie na tym zdaniu koncentruje się w sposób szczególny Jan Paweł II w całej encyklice. To pokazywanie Ojca przez Chrystusa, widzialny znak nieodwołalnej Miłości Ojca, miłości potężniejszej niż grzech i potężniejszej niż śmierć, jest wiodącym tematem encykliki o Bożym Miłosierdziu.

48. Jakie znaczenie miało zawierzenie świata Bożemu Miłosierdziu przez Jana Pawła II?
49. Czym ma być nowa wyobraźnia miłosierdzia? Określenie 'nowa wyobraźnia miłosierdzia' pochodzi z listu apostolskiego papieża Jana Pawła II 'Novo millenio inneunte', wydanego na zakończenie Wielkiego Jubileuszu Roku 2000. Pod koniec tego dokumentu Ojciec święty wzywa wszystkich wiernych Kościoła do świadczenia miłosierdzia zgodnie z Chrystusowym poleceniem. Święty Mateusz w swojej Ewangelii ukazuje obraz sądu ostatecznego w kontekście Jezusowego pytania o świadectwo miłosierdzia wobec Boga, który w bliźnich był głodny, spragniony, nagi, chory, był przybyszem czy więźniem (por. Mt 25, 35-36).

Ewangeliczne miłosierdzie obowiązuje nadal, tym bardziej że krajobraz ubóstwa może poszerzać się bez końca, jeśli do starych jego form dodamy nowe, dotykające często także środowisk i grup ludzi materialnie bogatych, którym również zagraża rozpacz, płynąca z poczucia bezsensu życia, niebezpieczeństwo narkomanii, opuszczenie w starości i chorobie, degradacja lub dyskryminacja społeczna.
'Trzeba, aby w obliczu tej sytuacji chrześcijanin uczył się wyrażać swą wiarę w Chrystusa przez odczytywanie ukrytego wezwania, jakie On kieruje do niego ze świata ubóstwa. W ten sposób będzie można kontynuować tradycję miłosierdzia, która już w minionych dwóch tysiącleciach wyraziła się na wiele różnych sposobów, ale która obecnie wymaga może jeszcze większej inwencji twórczej. Potrzebna jest dziś nowa 'wyobraźnia miłosierdzia', której przejawem będzie nie tyle i nie tylko skuteczność pomocy, ale zdolność bycia bliźnim dla cierpiącego człowieka, solidaryzowania się z nim, tak aby gest pomocy nie był odczuwany jako poniżająca jałmużna, ale jako świadectwo braterskiej wspólnoty dóbr.

Winniśmy zatem postępować w taki sposób, aby w każdej chrześcijańskiej wspólnocie ubodzy czuli się 'jak u siebie w domu'. Czyż taki styl bycia nie stałby się największą i najbardziej skuteczną formą głoszenia dobrej nowiny o Królestwie Bożym? Bez tak rozumianej ewangelizacji, dokonującej się przez miłosierdzie i świadectwo chrześcijańskiego ubóstwa, głoszenie Ewangelii — będące przecież pierwszym nakazem miłosierdzia — może pozostać nie zrozumiane i utonąć w powodzi słów, którymi i tak jesteśmy nieustannie zalewani we współczesnym społeczeństwie przez środki przekazu. Miłosierdzie czynów nadaje nieodpartą moc miłosierdziu słów – napisał w liście papież Jan Paweł II.

Do tego orędzia Ojciec święty Jan Paweł II nawiązał w swojej homilii 18 sierpnia 2002 roku na krakowskich Błoniach: 'W obliczu współczesnych form ubóstwa, których jak wiem nie brakuje w naszym kraju, potrzebna jest dziś — jak to określiłem w liście Novo millennio ineunte — «wyobraźnia miłosierdzia» w duchu solidarności z bliźnimi, dzięki której pomoc będzie «świadectwem braterskiej wspólnoty dóbr» (por. n. 50). Niech tej «wyobraźni» nie zabraknie mieszkańcom Krakowa i całej naszej Ojczyzny. Niech wyznacza duszpasterski program Kościoła w Polsce. Niech orędzie o Bożym miłosierdziu zawsze znajduje odbicie w dziełach miłosierdzia ludzi. Trzeba spojrzenia miłości, aby dostrzec obok siebie brata.

Zostaliśmy zatem zobowiązani, by głosić Miłosierdzie Boże żarliwym słowem i praktyką  miłosierdzia. Miłosierdzie powinno pojawić się najpierw w wyobraźni i w sercu, gdyż właśnie to, co przechodzi przez ludzką wyobraźnię, co w niej zamieszkuje, ma wpływ na serce, myślenie, postawy i wybory. Nowa wyobraźnia miłosierdzia to nowe, ewangeliczne spojrzenie na siebie i tych, którzy nas otaczają.

Zachęcając do naśladowania Boga w Jego miłosierdziu i kształtowania takiej postawy w relacjach między ludźmi, papież Jan Paweł II wskazywał równocześnie ze szczególnym naciskiem na najważniejsze współczesne znaki czasu, wymagające dostrzeżenia i podejmowania właściwych rozwiązań dla dobra społeczności i każdego obywatela.

Kształtowanie nowej wyobraźni miłosierdzia to ciągłe, obejmujące całe nasze życie uwrażliwianie się na potrzeby materialne i duchowe bliźnich, zarówno bliskich, jak i dalekich. Winno ono czerpać z mądrości objawionej w Piśmie Świętym, a zwłaszcza w Chrystusowej Ewangelii, nauczaniu Kościoła, jak również orędzia św. Faustyny, przekazanego jej przez Chrystusa, a zawartego w 'Dzienniczku'.

Bardzo ważnym elementem nowej wyobraźni miłosierdzia jest znaczenie społecznego nauczania Kościoła, będącego narzędziem ewangelizacji w budowaniu wspólnoty ojczystego domu na fundamencie sprawiedliwości, miłości miłosiernej i pokoju. Istotne jest, aby zgłębianie Miłosierdzia Bożego kształtowało nasze odniesienie do innych, potrzebujących. Powinniśmy zatem postępować w taki sposób, aby w każdej chrześcijańskiej wspólnocie ubodzy czuli się jak u siebie w domu. Miłosierdzie słów należy więc potwierdzać nieustannie miłosierdziem czynów.

50. Na czym polegają trudności w przyjmowaniu idei Bożego Miłosierdzia? Pierwsza z trudności wynika z konfrontacji rzeczywistości ziemskiej z miłosierdziem Boga. Istniejące w świecie choroby, śmierć, wojny, zamachy terrorystyczne, głód, powodzie, huragany, trzęsienia ziemi wydają się nie do pogodzenia z wizją Boga, który jest kochający, miłosierny, sprawiedliwy i wszechmocny. Zadajemy sobie pytanie: skoro Bóg istnieje, dlaczego toleruje zło na świecie, dlaczego pozwala na tyle cierpień? Nie rozwiążemy problemu negując istnienie Boga, gdyż wówczas stracimy fundament naszego istnienia oraz ostatnią szansę ucieczki przed rozpaczą. Bez przyjęcia prawdy o istnieniu Boga osobowego trudno nam będzie odnaleźć właściwą drogę do szczęścia.

Jednym z rozwiązań tego problemu jest przyjęcie Ewangelii miłosierdzia, która podaje zasady, w jaki sposób uniknąć zła. Nie są one li tylko przykazaniem, ale darem Bożego Miłosierdzia, które pokazuje nam przez nie drogę życia i zbawienia. Nie możemy przy tym również zapomnieć, iż Bóg już teraz, na ziemi, w swym miłosierdziu leczy nas ze zła moralnego. Powrót na drogę ewangelicznych zasad jest zawsze możliwy. Bóg nie tylko obmywa nas z grzechu, ale leczy także nasze rany i uzdalnia nas do dobra, do realizacji ewangelicznego nakazu miłosierdzia. Jeśli podejmujemy tę łaskę, to błogosławieństwo Chrystusa z Kazania na Górze staje się również naszym udziałem: Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią (Mt 5, 7).

Inną trudnością w przyjmowaniu idei Bożego Miłosierdzia są zawarte w Piśmie Świętym teksty o surowości Boga, który karze. Należy jednak pamiętać, że to samo Pismo Święte mówi zarówno o miłosierdziu Boga, jak i o odpowiedzialności osobistej grzeszników. Kolejna trudność rodzi się z nauki o grzechu pierworodnym, wedle której jeden człowiek zgrzeszył, a na wszystkich ludzi przeszła śmierć i cierpienie. Niełatwo to pogodzić z obrazem miłosiernego Boga. Należy jednak zauważyć, iż śmierć i cierpienie są czymś naturalnym, i że Bóg przewidział, że Adam i Ewa przez swe nieposłuszeństwo utracą szczęście raju, lecz równocześnie wskazał, iż człowiek osiągnie kiedyś nieśmiertelność ciała i pełne szczęście. Miłosierdzie Boże ujawnia się w tym, że Bóg nigdy nie opuszcza człowieka. Człowiek stworzony na obraz i podobieństwo Boga i wyniesiony do godności przybranego syna Bożego, bierze udział w wewnętrznym Boskim życiu na wzór Jednorodzonego Syna Bożego, posiadając również w sobie cząstkę miłosierdzia, które trzeba nieustannie rozwijać w ziemskim życiu. Miłosierdzie Boże objawiło się w Chrystusie, dlatego też nauka o miłosierdziu powinna być permanentnie ożywiana Ewangelią, w przeciwnym razie rodzi się niebezpieczeństwo zatracenia chrześcijańskiego charakteru miłosierdzia, które może stać się jedynie naturalistyczną filantropią. Autentyczne miłosierdzie chrześcijańskie powinno wypływać z miłości i odzwierciedlać w sobie wszystkie jej ewangeliczne przymioty. Z praktyką chrześcijańskiego miłosierdzia, będącego potężną siłą łączącą ludzi w miłości, nie da się również pogodzić uczucia samozadowolenia z własnego stanu posiadania. Dzisiaj miłosierdzie zatraciło swój głęboki ewangeliczny sens i zostało sprowadzone do jakiejś jałmużny stricte materialnej czy duchowej, a przecież jest ono pełną poświęceń i ofiary służbą drugiemu człowiekowi potrzebującemu pomocy.

Częstą trudnością w przyjmowaniu idei Bożego Miłosierdzia jest zastąpienie go ideą humanizmu czy solidarności. Współczesny człowiek z wielką trudnością godzi również miłosierdzie ze sprawiedliwością. Kiedy jednak żyje autentycznie Ewangelią, nie może zapominać, iż zarówno jedno, jak i drugie ma swoje źródło w Bożej miłości poszukującej człowieka. Zatem drogą do Boga miłosiernego i kochającego pozostaje zawsze miłość, objawiająca się w naszym codziennym życiu jako miłosierdzie.

51. Jakie cechy powinien mieć kult Boga w Jego przymiotach, a szczególnie w miłosierdziu? Bóg jest jeden, ale prowadzi do Niego wiele dróg. Jedną z nich jest właśnie miłosierdzie, które jest w Bogu w sposób nieskończony obecne i przeobfite. Możemy zatem czcić Boga w Jego miłosierdziu, które swe źródło ma w miłości. Nie istnieje tu żadne niebezpieczeństwo dzielenia Boga, jeśli złączymy je z miłością i pełnią bytu. Jest rzeczą wskazaną, by czcić Boga w Jego mądrości, wszechmocy czy opatrzności. Możliwe i wskazane są modlitwy do Boga miłosiernego, nabożeństwa mające charakter dziękczynny, błagalny lub przebłagalny, skierowane ku Bogu miłosiernemu, od którego otrzymaliśmy jakieś dobro usuwające nasze braki, lub który z miłosierdzia swego przebaczył nasze grzechy. W Kościele katolickim istnieją również nabożeństwa przebłagalne, w których zwracamy się do Boga miłosiernego, przepraszając Go za popełnione przez nas grzechy.

Kult Boga miłosiernego nie wyklucza ani Jego wszechmocy, ani miłości, ani sprawiedliwości czy innych przymiotów Bożych. To, że je wyliczamy, wynika z niedoskonałości i ograniczoności naszych władz poznawczych. W składanym przez nas kulcie zawsze chodzi o Boga, o którąś Osobę Boską czy też o całą Trójcę Świętą Jednak słowo Bóg jeszcze niewiele nam mówi, ponieważ z tego, że ktoś czci Boga, nie wynika, kim ten Bóg jest dla konkretnego człowieka. Dopiero mówienie o Nim w kategoriach wskazujących, iż jest On najwyższą wartością dla człowieka, pozwala zorientować się, czy kult składany Bogu jest kultem prawdziwym, czy fałszywym. Z pragnienia jak najdoskonalszego uczczenia Boga w Jego przymiocie, jakim jest miłosierdzie, zrodziła się forma kultu Bożego Miłosierdzia. Wszelkie formy czci Boga miłosiernego nie powinny się ograniczać jedynie do słów i symbolicznych gestów pozbawionych wewnętrznego podłoża, tj. religijności, gdyż byłby to czysty formalizm. Natomiast całe życie człowieka, zarówno w wymiarze indywidualnym, jak i społecznym, winno stawać coraz bardziej życiem miłosierdzia.

Kult Boga miłosiernego zawiera w sobie szczególne składniki i różni się od innego kultu obecnego w Kościele, jak np. kultu Serca Pana Jezusa czy Najmiłosierniejszego Zbawiciela. Kult Serca Pana Jezusa bowiem sugeruje, że jego przedmiotem jest miłość Chrystusa wyrażona przez Jego Serce, zaś kult Najmiłosierniejszego Zbawiciela wskazuje na to, że przedmiotem tego kultu jest przede wszystkim Miłosierdzie Chrystusa. Natomiast kult Miłosierdzia Bożego naprowadza na myśl, że Bóg w samej swej istocie jest Miłosierdziem, a Chrystus w tym kontekście jest Tym, przez którego, z którym i w którym kult miłosierdzia jako przymiotu Boga staje się możliwy i realny.

Człowiek religijny czci Miłosierdzie Boże wtedy, kiedy sam jest miłosierny. Osoba miłosierna dąży ku Bogu przez swe miłosierdzie i oddaje Mu w ten sposób autentyczną cześć. Nie powinna jednak zapominać, iż dąży nie ku jednemu tylko przymiotowi Bożemu, ale ku samemu Bogu, w którym istnieje wszelkie dobro. Dzisiaj szczególnie pojawia się nagląca potrzeba takiego właśnie kultu, który niósłby czynną i autentyczną miłość. W tym świetle kult Boga w Jego przymiocie, jakim jest miłosierdzie, jawi się jako kult przenikający całe życie religijne Kościoła.

52. Jakie są formy kultu Miłosierdzia Bożego w Chrystusie? Każdy kult w religii chrześcijańskiej powinien zawsze prowadzić do Boga. W Kościele katolickim możemy wyróżnić dwa rodzaje kultu: prywatny i publiczny. Ten ostatni może przybrać różne formy, np. liturgiczne, paraliturgiczne i pozaliturgiczne. Kult Chrystusa Miłosiernego może posiadać charakter nabożeństwa prywatnego (np. litania do prywatnego odmawiania) lub też nabożeństwa publicznego pozaliturgicznego (np. wspólne modlitwy, pielgrzymki mające na celu uczczenie obrazu Chrystusa Miłosiernego). Natomiast formą liturgiczną kultu jest Święto Chrystusa Miłosiernego, zbudowanie w kościele ołtarza ku Jego czci, czy też wywieszanie obrazów z Jego wizerunkiem. Nabożeństwo może istnieć jako ściśle liturgiczne, jeśli byłoby urządzone według formuł Mszału czy rytuału, a więc zaakceptowane przez Kościół jako część jego kultu publicznego. Przykładem kultu publicznego byłoby celebrowanie Mszy świętych według formularza o Bożym Miłosierdziu, czy też odprawienie, pod przewodnictwem kapłana, nabożeństwa paraliturgicznego, składającego się z koronki, litanii czy innych wybranych modlitw.

53. Jak prawidłowo praktykować kult Chrystusa Miłosiernego? W Jezusie Chrystusie Objawienie Boże, które zostało podarowane ludzkości, osiągnęło swój szczyt. Jezus nie tylko okazał, jak w Jego ludzkiej naturze przejawia się miłość Boga ku człowiekowi, ale równocześnie pouczył nas o Bogu i Jego wewnętrznym życiu. Wierzymy, iż Jezus Chrystus jest Synem Bożym istniejącym i działającym w dwu naturach: Boskiej i ludzkiej. On, jako doskonały pośrednik, oddaje przez swą ludzką naturę najdoskonalszy kult Bogu, gdyż człowieczeństwo Syna jest bez grzechu i ponadto jest skierowane ku Bogu całością swego życia wewnętrznego, naturalnego i nadprzyrodzonego. Natura ludzka Chrystusa jako wzór doskonałego człowieczeństwa zawiera w sobie pełnię życia nadprzyrodzonego. Kult składany Bogu przez człowieczeństwo Zbawiciela dokonuje się w imieniu całej ludzkości, którą zwraca On ku Bogu, a więc modli się i składa ofiarę przebłagalną. Kult religijny oddawany Bogu przez Chrystusa objawia się także w całej Jego postawie religijno-moralnej, która jest wzorem dla wszystkich ludzi. Sobór Watykański II w Konstytucji duszpasterskiej o Kościele w świecie współczesnym uczy nas, iż Jezus Chrystus jest celem ludzkich dziejów, punktem, do którego zwracają się pragnienia historii i cywilizacji, ośrodkiem rodzaju ludzkiego, weselem wszystkich serc i pełnią ich pożądań (por. GS 45).

Osobę Jezusa Chrystusa otacza się najwyższym kultem. Chrystus będąc Bogiem i człowiekiem, działa przez swe bóstwo i człowieczeństwo. Wynika stąd, iż wszelka cześć religijna odnosząca się do natury ludzkiej Chrystusa ma za cel uczczenie Syna Bożego działającego w tej właśnie naturze. Kiedy pragniemy np. otaczać kultem religijnym pracę fizyczną Jezusa, czcimy wówczas Boga działającego wśród ludzi i z ludźmi. Innym przykładem może być uwielbienie Chrystusa Króla, tzn. hołd składany ludzkiej władzy Chrystusa nad narodami, lecz to nabożeństwo odnosi się do Syna Bożego, wykonującego władzę ludzką przez swą przybraną naturę.

Wraz z objawieniem się Boga w Jezusie Chrystusie Miłosierdzie Boże ukazało się jako Jego odblask w naturze ludzkiej Zbawiciela. Boskie Miłosierdzie zjednoczyło się z ludzkim przez jedną Osobę Syna Bożego. Dzięki temu możemy mówić o kulcie Miłosierdzia Bożego w Chrystusie i przez Chrystusa, czyli w uczczeniu Chrystusa Miłosiernego w Jego naturze Boskiej i ludzkiej.

Przedmiotem bliższym takiego kultu jest miłosierdzie ludzkie, Bosko-ludzkie i Boże istniejące w Chrystusie. Natomiast przedmiotem dalszym jest Osoba Syna Bożego - Logosu Wcielonego. Motywem takiej czci jest wielkość miłosierdzia ludzkiego w Chrystusie. Pochodzi ono z Jego miłości i zasługuje na wyjątkowe uznanie i szacunek. W Chrystusie miłosierdzie ludzkie było uczczeniem Boga i było złączone ściśle z Osobą Syna Bożego, stąd należy się mu nie tylko szacunek ludzi, lecz również cześć religijna. Kult miłosierdzia ludzkiego w Chrystusie odnosi się ostatecznie nie do wartości samego czynu ludzkiego, lecz do Osoby Bożej działającej przez naturę ludzką. Przez fakt założenia Kościoła - Mistycznego Ciała, Chrystus przedłuża dzieła zbawczej i miłosiernej miłości. W Kościele Jezus okazuje miłosierdzie przez swe słowa, wypełnione współczującą miłością do grzeszników, oraz przez sakramenty, przynoszące przebaczenie i wzmacniające w duszy dobro pochodzące od Boga. Kiedy czcimy w Chrystusie Jego miłosierdzie ludzkie powiązane z Osobą Syna Bożego, nie możemy zapomnieć o Bosko-ludzkim miłosierdziu, prowadzącym nas do Bożego Miłosierdzia, będącego wspólnym dziełem wszystkich trzech Osób Boskich. Stanowi ono owoc miłości Bożej, a odnosi się do stworzeń, które z powodu swej winy osobistej czy też bez niej utraciły jakieś dobro, przywracane przez to właśnie miłosierdzie.

54. Jaki jest związek kultów Najświętszego Serca Pana Jezusa i Bożego Miłosierdzia? Kult Najświętszego Serca Pana Jezusa zawsze łączył się z miłosierdziem. Przypomniał o tym sam Jezus, objawiając się w XVII wieku św. Małgorzacie Marii Alacoque. Zażądał wtedy miłości i wynagrodzenia za grzechy świata. Wówczas mówił też o swoim wielkim miłosierdziu, które się nie skończyło, ale trwa wiecznie. Nad problemem związku kultu Miłosierdzia Bożego i Najświętszego Serca Pana Jezusa długo toczyła się żarliwa dyskusja. Zdaniem niektórych teologów nabożeństwo do Miłosierdzia Bożego miało zawierać się w kulcie Bożego Serca, a zatem byłoby zbędne. Rzeczywiście, niepotrzebne byłoby nabożeństwo, którego przedmiot formalny, materialny i cel mieściłyby siew innym nabożeństwie, już ustalonym i praktykowanym.

Przedmiotem formalnym w nabożeństwie do Serca Bożego jest miłość Zbawiciela ku ludziom, podczas gdy w kulcie Miłosierdzia Bożego - samo Boskie Miłosierdzie. Z kolei przedmiotem materialnym w kulcie Serca Jezusowego jest żywe Serce Zbawiciela, zaś w nabożeństwie do Miłosierdzia Bożego - jak uważał ks. Michał Sopoćko - Krew i Woda, które wypłynęły z boku Jezusa na krzyżu. Celem kultu Serca Jezusowego jest wynagradzanie za grzechy ludzkości, zaś w przypadku Miłosierdzia Bożego - budzenie ufności względem Boga. Z kolei biorąc pod uwagę czas uprzywilejowany w obydwu kultach, stwierdzamy, że w nabożeństwie do Bożego Serca jest to uroczystość Serca Jezusowego, przypadająca w drugi piątek po Bożym Ciele oraz pierwsze piątki całego roku, natomiast w odniesieniu do Bożego Miłosierdzia jest nim Święto Miłosierdzia, obchodzone w II Niedzielę Wielkanocną oraz godzina piętnasta każdego dnia.

A zatem, jak widzimy, tak przedmiot formalny, materialny, jak i cel i czas uprzywilejowany są całkowicie odmienne w obu nabożeństwach. Musimy jednak podkreślić rolę, jaką w kontekście psychologicznym i historycznym odegrał kult Serca Bożego w przygotowaniu nabożeństwa do Miłosierdzia Bożego. Najlepszym przykładem tego oddziaływania może być postawa św. Faustyny, która sama przez całe życie żywiła wielką cześć dla Serca Jezusowego i w niczym nie przeszkadzało jej to w przeżywaniu i propagowaniu nabożeństwa do Miłosierdzia Bożego.

55. Czy Miłosierdzie Boże jest darem, czy też można je wyprosić? Bóg jest nieskończenie hojnym Dawcą. Od Niego, Źródła wszelkiego dobra pochodzi wszystko to, czym człowiek jest i co można mu przypisać jako własne. Cóż masz czego byś nie otrzymał? A jeśliś otrzymał, to czemu się chełpisz, tak jakbyś nie otrzymał - przypomina św. Paweł (1 Kor 4, 7). Wszystko jest nam dane jako dar, który ma początek w miłości Boga i jest jej wyrazem. Miłość Boga jest odwieczna, nieskończona i obdarzająca. Do jej istoty należy bezinteresowne obdarowywanie dobrem. Stąd też Miłosierdzie Boże jest darmowym darem, co nie wyklucza, że udzielenie tego daru może być również owocem osobistej modlitwy człowieka.

Egzystencjalne doświadczenie uczy człowieka, że pokorna prośba o Miłosierdzie Boże zawsze zostaje wysłuchana. Psalmy są często nie tylko błaganiem o Boże zmiłowanie, ale również wychwalaniem Boga, który udziela miłosierdzia w obfitości. Zmiłuj się nade mną Boże, w łaskawości swojej, w ogromie swej litości wymaż moją nieprawość! Obmyj mnie zupełnie z mojej winy i oczyść mnie z grzechu mojego! (Ps 51, 1). W Psalmie 103 czytamy zaś: Miłosierny jest Pan i łaskawy, nieskory do gniewu i bardzo łagodny... Jak się lituje ojciec nad synami, tak Pan się lituje nad tymi, co się Go boją (Ps 103, 8.13). Chrześcijańska wizja Miłosierdzia Bożego kładzie nacisk na zbawienie całej ludzkości przez Chrystusa. Jezus przyniósł człowiekowi dar nowego życia, polegającego na usprawiedliwieniu grzeszników i na otwarciu drogi do wiecznego dziedzictwa. Zbawiciel staje się szczególnie przejrzystym znakiem Boga, który jest miłością, w relacji do ubogich, cierpiących i grzeszników. Objawia miłosierdzie jako dowartościowywanie, jako podnoszenie w górę, jako wydobywanie spod pokładów zła, istniejącego w świecie i w człowieku. Całe zatem dobro znajdujące się w człowieku i dobro dokonywane przez człowieka jest darem. Człowiek, gdy otrzymuje, staje się zdolny do autentycznej hojności i jest wezwany do tego, by sam zaczął świadczyć miłosierdzie.

Śledząc spotkania Chrystusa z ludźmi potrzebującymi miłosierdzia dostrzegamy, że jest ono często odpowiedzią na ich modlitwę, błagania, pragnienia czy choćby sam stan duszy i ciała danego człowieka. Ślepiec spod Jerycha prosi Jezusa: Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną! I dalej: Panie, żebym przejrzał! (Łk 18,39.41). Jego prośba zostaje natychmiast wysłuchana i on sam wielbi Boga za doznane miłosierdzie. Człowiek trędowaty zostaje natychmiast oczyszczony ze swojej choroby, gdy tylko jego prośba dociera do uszu Jezusa (Łk 5, 12-14). W odpowiedzi na prośby kobiety kananejskiej Jezus wyzwala jej córkę z mocy złego ducha (Mt 15, 21-28). Miłosierdzie Boże jest zatem darmowym darem, który Bóg ofiarowuje nam w swej dobroci i miłości. Jest Jego propozycją, wymagającą z naszej strony odpowiedzi. Tą odpowiedzią może być i jest modlitwa, która zawiera się w błaganiu Boga o miłosierdzie lub też w dziękczynieniu za doznane łaski. Nie na darmo poucza nas Jezus: Proście, a będzie wam dane (Mt 7, 7).

56. Gdzie leży granica Bożego Miłosierdzia? Bóg Ojciec jest źródłem wszelkiego miłosierdzia i niewyczerpanej miłości wobec grzeszników.  Miłosierdzie Boże jest więc nieskończone, ponieważ Bóg pragnie zbawienia każdego człowieka. Nieograniczona jest również gotowość do przebaczenia człowiekowi i przyjęcia go do domu przez Ojca, jednakże jego sprzeciw wobec Bożej łaski, brak dobrej woli, gotowości nawrócenia i pokuty oraz zatwardziałość w grzechu mogą poważnie ją ograniczyć.

W 'Dzienniczku'' św. Faustyny znajdziemy takie słowa Jezusa: 'Im większa nędza, tym większe ma prawo do miłosierdzia mojego' (Dz 1182). oznacza to, że nawet jeśli człowiek popełni najgorszą zbrodnię, to gdy prawdziwie żałuje, może dostąpić Bożego Miłosierdzia.

Trzeba mieć też świadomość, iż 'człowiek dociera do miłosiernej miłości Boga, do Jego miłosierdzia o tyle, o ile sam przemienia się wewnętrznie w duchu podobnej miłości w stosunku do bliźnich' (DM 44). Jeśli serce grzesznika pozostaje zatwardziałe, nieskłonne do żalu, Bóg szanuje jego wolność, i wówczas to sam człowiek przeciwstawia się łasce Miłosierdzia Bożego, odrzuca ją, wybierając drogę potępienia. Święta Faustyna napisała w 'Dzienniczku', że Bóg do końca daje człowiekowi szansę skorzystania z Jego miłosierdzia:
'Miłosierdzie Boże dosięga nieraz grzesznika w ostatniej chwili, w sposób dziwny i tajemniczy. Na zewnątrz widzimy, jakoby było wszystko stracone, lecz nie tak jest; dusza oświecona promieniem silnej łaski Bożej ostatecznej, zwraca się do Boga w ostatnim momencie z taką siłą miłości, że w jednej chwili otrzymuje od Boga [przebaczenie] i win i kar, a na zewnątrz nie daje nam żadnego znaku, ani żalu, ani skruchy, ponieważ już na zewnętrzne rzeczy oni nie reagują. O, jak niezbadane jest miłosierdzie Boże. Ale o zgrozo - są też dusze, które dobrowolnie i świadomie tę łaskę odrzucają i nią gardzą. Chociaż już w samym skonaniu, Bóg miłosierny daje duszy ten moment jasny wewnętrzny, że jeżeli dusza chce, ma możność wrócić do Boga. Lecz nieraz u dusz jest zatwardziałość tak wielka, że świadomie wybierają piekło, udaremnią wszystkie modlitwy, jakie inne dusze za nimi do Boga zanoszą i nawet same wysiłki Boże' (Dz. 1698).

III. Miłosierdzie Boże według objawień Świętej Faustyny

57. W czym przejawia się kult Miłosierdzia Bożego w życiu religijnym Kościoła? W myśl Konstytucji dogmatycznej o Objawieniu Bożym - Kościół w swej nauce, w swym życiu i kulcie uwiecznia i przekazuje wszystkim pokoleniom to wszystko, czym On jest, i to wszystko, w co wierzy (DV 8). W związku z tym, wydaje się rzeczą stosowną nie tylko badanie i zgłębianie nauki Kościoła, ale także tego wszystkiego, czym Kościół żyje i w czym wyraża swoją relację do Boga. Poszukiwaniu możliwie najbardziej adekwatnych form uwielbienia Boga towarzyszy zazwyczaj troska, by nazywanie tych form odpowiadało treści, jaką chce się w nich wyrazić. W miarę jak człowiek zgłębia tajemnicę Boga, odczuwa pragnienie doskonalszego niż dotąd wyrażenia swego stosunku do Niego. Człowiek szuka takich form kultu, które są mu bliskie i stanowią przejaw wysiłku nie tylko indywidualnego, ale także zbiorowego, po to, by uczcić Boga. Nie wszystkie jednak ludzkie zabiegi zmierzające do odkrywania Bożej tajemnicy stanowią postęp, gdyż to nie człowiek dociera do niej, ale to Bóg mu tę tajemnicę objawia.

Kult Miłosierdzia Bożego to kult miłości, jaką Bóg obdarza człowieka w sposób darmowy. Naturalną konsekwencją tego kultu jest uobecnianie we własnym życiu czczonego Boga, naśladowanie Go w Jego doskonałym i nieskończonym miłosierdziu. Tajemnica Miłosierdzia Bożego coraz bardziej jest przeżywana jako wielka tajemnica życia chrześcijańskiego. W historii Kościoła życie nadało jej różny kształt. Przejawem kultu Miłosierdzia Bożego były np. nabożeństwa do Serca Jezusowego czy do Ran Chrystusowych. Inne ujęcie tego kultu zostawiła św. Faustyna Kowalska, dla której Miłosierdzie Boże jest największym przymiotem Bożym i dlatego zasługuje na najwyższą cześć. Można na różne sposoby wielbić Miłosierdzie Boże, jednak należy brać pod uwagę przede wszystkim te, które zostały przedstawione przez św. Faustynę. Ważnym elementem kultu Bożego Miłosierdzia jest głoszenie miłosierdzia słowem, czynem i modlitwą, a jego integralną część stanowią: uroczyście obchodzone w całym Kościele Święto Bożego Miłosierdzia, koronka do Bożego Miłosierdzia, godzina miłosierdzia, cześć obrazu Miłosiernego Chrystusa oraz szerzenie Bożego Miłosierdzia.

Ojciec Święty Jan Paweł II w encyklice Dives in misericordia wskazał na trzy główne zadania Kościoła: głoszenie, wyznawanie i odwoływanie się do Miłosierdzia Bożego. To powinno cechować prawdziwe nabożeństwo do Bożego Miłosierdzia we współczesnym świecie. Kult Bożego Miłosierdzia przenika całe życie religijne Kościoła. Sam jednak nie stanowi tylko nabożeństwa, na które składają się określone formy liturgiczne i paraliturgiczne. Kult ten jest czcią oddawaną miłosiernemu Bogu całym życiem indywidualnym i wspólnotowym, które staje się coraz bardziej życiem miłosierdzia. Jest to kult pełnego zawierzenia, polegającego na spodziewaniu się wszystkiego od Miłosierdzia Bożego i czynieniu tylko tego, co jest miłosierdziem.

58. Kim była św. Faustyna, Apostołka Bożego Miłosierdzia? Helena Kowalska, późniejsza s. Faustyna, urodziła się dnia 25 sierpnia 1905 roku we wsi Głogowiec, w województwie łódzkim. Była trzecią córką z dziesięciorga dzieci Stanisława i Marianny z domu Babel. Rodzice Heleny posiadali małe gospodarstwo rolne, z którego nie byli w stanie utrzymać rodziny, dlatego też ojciec przyjmował zlecone prace jako wiejski cieśla. Pomimo niesprzyjających warunków bytowych, w domu Kowalskich panowała zawsze głęboko chrześcijańska atmosfera i w takim duchu wychowywane były dzieci. Helena odznaczała się szczególną pobożnością. Gdy skończyła siedem lat, po raz pierwszy usłyszała w sercu głos Boga, który zapraszał ją do życia doskonalszego. W 1914 roku przystąpiła do pierwszej Komunii świętej, a we wrześniu 1917 roku rozpoczęła edukację w wiejskiej szkole podstawowej w Świnicach Warckich.

Bieda panująca w domu rodzinnym spowodowała, iż Helena w wieku szesnastu lat wyjechała do Aleksandrowa, by tam, u państwa Bryszewskich, podjąć pracę zarobkową. Po powrocie do Głogowca oświadczyła, iż zamierza wstąpić do klasztoru, na co otrzymała zdecydowanie odmowną odpowiedź rodziców, którzy argumentowali swoją decyzję brakiem pieniędzy na posag. Wówczas Helena ponownie wyjechała z domu, tym razem do Łodzi, by tam rozpocząć pracę jako pomoc domowa u trzech tercjarek zakonu św. Franciszka. Od 1923 roku pracowała z kolei u Marcjanny Sadowskiej, pozostawiając niezapomniane świadectwo swej wiary. Po wielu trudnościach, dnia 1 sierpnia 1925 roku została w końcu przyjęta do Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia. Pierwszy okres życia zakonnego - postulat - rozpoczęła pod opieką s. Janiny Bartkiewicz. W dniu 30 kwietnia 1926 roku otrzymała habit zakonny i nowe imię - Maria Faustyna. Po złożeniu pierwszych ślubów czasowych, dnia 30 kwietnia 1928 roku w Krakowie-Łagiewnikach, Faustyna rozpoczęła szarą drogę życia zakonnego. Przebywała w różnych domach zgromadzenia, poczynając od Warszawy, przez Płock, Białą, Wilno, Warszawę-Grochów, Walendów i Kiekrz koło Poznania, aż po krakowskie Łagiewniki.

W 1930 roku została przydzielona do domu w Płocku, gdzie pracowała w sklepie piekarniczym, w kuchni i w piekarni. Dnia 22 lutego 1931 roku s. Faustyna miała wizję Jezusa Miłosiernego, ubranego w białą szatę, z wychodzącymi z Jego piersi dwoma wielkimi promieniami - czerwonym i bladym. Chrystus nakazał jej wówczas namalować wizerunek z podpisem: Jezu, ufam Tobie, obiecując równocześnie, że dusza, która czcić będzie ten obraz nie zginie.

W listopadzie 1932 roku s. Faustyna opuściła Płock i po odbytych rekolekcjach w Walendowie przybyła do Warszawy, by tam rozpocząć trzecią probację. Po jej odbyciu wyjechała do Krakowa, gdzie dnia 1 maja 1933 roku złożyła śluby wieczyste. Rozpoczął się okres życia, w którym s. Faustyna doszła do stanu głębokiego zjednoczenia z Bogiem. Wkrótce po ślubach wieczystych zgromadzenie skierowało ją do Wilna, do pracy w ogrodzie. W roku 1934, na polecenie Jezusa i swego Kierownika duchowego, Faustyna rozpoczęła pisać Dzienniczek. Pobyt w Wilnie był dla niej czasem najcięższych niepokojów wewnętrznych i walki o rozkrzewienie kultu Bożego Miłosierdzia. W dniu 25 marca 1936 roku z polecenia matki generalnej s. Faustyna wyjechała do Walendowa, ale po krótkim czasie została przeniesiona do Derd. I tutaj nie przebywała jednak długo, gdyż wkrótce została skierowana do Krakowa-Łagiewnik, gdzie miała pracować w ogrodzie. Po kilku miesiącach zdrowie siostry, u której wykryto postępującą gruźlicę, zaczęło się jednak pogarszać i dlatego dnia 9 grudnia 1936 roku pojechała do szpitala na Prądniku. Znalazła się tam raz jeszcze w 1938 roku, kiedy choroba wyniszczyła jej organizm do tego stopnia, iż nie była w stanie dalej pisać Dzienniczka.

W sierpniu 1938 roku napisała swój ostatni list do matki generalnej - Michaeli Moraczewskiej, w którym dziękowała za wszystko i przepraszała za swoje niedociągnięcia i braki. Zmarła dnia 5 października 1938 roku, w klasztorze w Łagiewnikach. Po jej śmierci prawie o niej zapomniano, jednak już podczas II wojny światowej, od 1941 roku, zaczęły dochodzić z Wilna informacje o nabożeństwie do Miłosierdzia Bożego, którego apostołką miała być s. Faustyna.

W latach 1965-1967 odbył się proces informacyjny odnośnie do jej życia i cnót, a w 1968 roku rozpoczęto proces beatyfikacyjny w Rzymie. Dnia 18 kwietnia 1993 roku Ojciec Święty Jan Paweł II zaliczył Faustynę Kowalską w poczet błogosławionych, a dnia 30 kwietnia 2000 roku, podczas obchodów Wielkiego Jubileuszu Chrześcijaństwa ogłosił ją świętą. Siostra Faustyna uczyniła swoje zwyczajne życie zakonne nadzwyczajnym dzięki niezwykłej pokorze i ufności Bogu. Doświadczała wielu cierpień, zarówno fizycznych, jak i duchowych. Jej życie, na pozór szare i monotonne, kryło niezwykłą głębię mistyki. Została obdarzona wieloma nadzwyczajnymi darami, osiągając, już na ziemi, szczyty zjednoczenia z Bogiem, który wybrał ją na Sekretarkę i Apostołkę swego Miłosierdzia, aby przez nią przekazać światu wielkie orędzie, polegające na przypomnieniu prawdy o miłości miłosiernej Boga do człowieka, wezwaniu do głoszenia jej świadectwem życia oraz słowem, a także do wypraszania Miłosierdzia Bożego dla całego świata.

59. Jak w kontekście objawień s. Faustyny należy rozumieć termin 'Boże Miłosierdzie'? W przytłaczającej większości objawień s. Faustyny jest mowa po prostu o miłosierdziu, bez żadnych objaśnień, które pozwoliłyby określić jego znaczenie. W dziewiętnastu objawieniach znajdujemy jednak precyzujące wyjaśnienie tego terminu. I tak w czterech przypadkach miłosierdzie oznacza samego Jezusa, w siedmiu jest synonimem miłości, w czterech dobroci, a w pięciu litości.
To miłosierdzie, będące miłością, litością i dobrocią, posiada przymioty, jakie może mieć tylko Bóg. Aż ośmiokrotnie jest ono określone jako niezgłębione, czterokrotnie jako nieskończone, trzykrotnie jako niepojęte, dwukrotnie jako niewyczerpane, wreszcie jednokrotnie jako niezbadane, niewypowiedziane oraz niezmierzone.
Miłosierdzie Boże jest w większości objawień rozumiane jako miłosierdzie Jezusa. W innych przypadkach - ośmiokrotnie jest ono miłosierdziem Serca Jezusowego, w trzech przypadkach Boga Ojca, wreszcie dwukrotnie jawi się jako miłosierdzie Boga w Trójcy Świętej Jedynego.

60. Na czym polega nabożeństwo do Bożego Miłosierdzia przekazane przez św. Faustynę? Nabożeństwo do Miłosierdzia Bożego zostało przekazane całemu światu przez pośrednictwo św. Faustyny Kowalskiej. Właściwym przedmiotem Nabożeństwa jest miłosierdzie Boga w Trójcy Jedynego. Fundamentem tego Nabożeństwa, bez którego nie miałoby ono racji bytu i nie można byłoby korzystać z obietnic z nim związanych, jest ufność. To ona stanowi istotę Nabożeństwa i gwarantuje człowiekowi ufającemu nie tylko zbawienie, lecz także inne łaski, również doczesne. Ufność obejmuje nie tylko cnotę nadziei, lecz także cnotę żywej wiary, miłości, pokory i żalu za popełnione grzechy. Wyraża się ona w pełnieniu woli Bożej zawartej w przykazaniach, obowiązkach stanu czy też w rozpoznawanych natchnieniach Ducha Świętego.  
Ufność sama w sobie stanowi już Nabożeństwo, które zgodnie ze swoją definicją jest uwielbieniem Bożego Miłosierdzia. A czcić Boże Miłosierdzie nie oznacza nic innego, jak właśnie ufać mu bezgranicznie. Zatem żaden zewnętrzny akt tegoż Nabożeństwa nie przyniesie obiecanych przez Jezusa łask, jeżeli nie będzie wynikał z wewnętrznej ufności i nie będzie z ufnością spełniany.
Drugim fundamentalnym elementem Nabożeństwa jest pełnienie dzieł miłosierdzia względem bliźnich przez czyny, słowa, modlitwę. Nie stanowi ono jednak istoty Nabożeństwa, ale wyraża warunkową konieczność jego spełniania. Pan Jezus pragnie, by każdy czciciel Bożego Miłosierdzia wykonał w ciągu dnia przynajmniej jeden uczynek miłosierdzia przez czyn, słowo lub modlitwę.

61. Co jest przedmiotem nabożeństwa do Bożego Miłosierdzia? Jeżeli ludzie nie uwielbią miłosierdzia mojego, zginą na wieki (Dz. 965)! To Jezusowe wezwanie skierowane do wszystkich wiernych przez św. Faustynę jako zachęta do praktykowania Nabożeństwa nie może być bardziej dobitne i naglące, jak podkreślił ks. Ignacy Różycki. Według jego definicji, nabożeństwo jest rodzajem kultu religijnego, którego głównymi aktami są oddawanie czci, adoracja, ufność, modlitwa i kazania, będące rodzajem głoszenia chwały. Przedmiotem nabożeństwa jest zaś to, do czego lub do kogo są skierowane w dosłownym znaczeniu słowa, akty czci, adoracja, zaufanie, modlitwa, a więc wszystko, co składa się na nabożeństwo. Dodatkowo rozróżniamy w każdym kulcie przedmiot formalny, przedmiot materialny bliższy i dalszy oraz cel. Z lektury Dzienniczka wynika jasno, iż niemal wszystkie objawienia przedstawiają miłosierdzie jako to, do czego winny się kierować w dosłownym znaczeniu nasze akty uwielbienia, zaufania i modlitwy. Teksty mówiące o tym są tak liczne i jednogłośne, iż jest rzeczą pewną, że miłosierdzie – będące miłością, dobrocią, litością – jest właściwym przedmiotem Nabożeństwa.

O ile ten fakt został jednogłośnie przyjęty przez teologów zajmujących się Nabożeństwem, o tyle jego specyfikacja napotkała na trudności w interpretacji. Ograniczmy się tu do dwóch stanowisk, reprezentowanych przez najbardziej kompetentnych znawców Nabożeństwa – ks. Michała Sopoćkę i ks. Ignacego Różyckiego. I tak, zdaniem pierwszego z nich przedmiotem formalnym w Nabożeństwie jest miłosierdzie Ojca, Syna i Ducha Świętego, które można nazwać miłością w obszerniejszym znaczeniu. O ile ks. Różycki w analizie pism s. Faustyny przyjmuje, że miłosierdzie Boga w Trójcy Świętej może być przedmiotem Nabożeństwa, to jednak jego zdaniem właściwy przedmiot tegoż Nabożeństwa nie został rygorystycznie ustalony, lecz jest zmienny w wewnętrznej sferze, określonej znaczeniem miłosierdzia w objawieniach. Zatem przedmiotem Nabożeństwa może być nie tylko miłosierdzie Boga w Trójcy Świętej Jedynego, ale również miłosierdzie Boga Ojca Przedwiecznego, jak i Bosko-ludzkie miłosierdzie Serca Jezusowego; może nim być miłosierdzie samego Jezusa, jako Miłosierdzie Wcielone czy wreszcie nade wszystko, jak podpowiadają liczne teksty Dzienniczka – Boskie miłosierdzie Jezusowe.

Zbawiciel, zdaniem ks. Różyckiego, jest przedmiotem głównym Nabożeństwa, gdyż właściwie wszystkie akty kultu mają Jezusa jako należny cel, nawet wówczas, kiedy są zasadniczo kierowane do innej Osoby. Tak jest w koronce do Bożego Miłosierdzia, w której zwracamy się do miłosierdzia Ojca. Według objawień z września i grudnia 1936 roku oraz ze stycznia 1938 roku, Jezus jaki się nie tylko jako dawca łask przywiązanych do koronki, ale także jako obiekt ufności. Ten fakt posiada swoje doktrynalne uzasadnienie w Ewangelii św. Jana: 'Ja jestem drogą... Nikt nie idzie do Ojca inaczej, jak tylko przeze Mnie (J 14,6).

Zatem w kontekście orędzia przekazanego przez s. Faustynę Jezus jest dawcą wszystkich łask, przywiązanych do aktów Nabożeństwa, nawet adresowanych do innych Osób. W ten sposób jest On dawcą nie tylko nadzwyczajnej obfitości łask, przywiązanych do Nabożeństwa w ogólności, lecz również w szczególności – dawcą najbardziej specjalnej łaski drugiego chrztu, związanej z obchodem Święta Miłosierdzia, dawcą łaski dobrej śmierci, łask przyobiecanej dla odmawiających koronkę, łask związanych z godziną miłosierdzia, czcią obrazu czy krzewieniem kultu Bożego Miłosierdzia.

Miłosierdzie Jezusa – miłość, dobroć i litość – zostało okazane ludzkości w najwyższym stopniu w Jego męce. Stąd uciekając się w modlitwie do męki Pańskiej, bazujemy na akcie najwyższej miłości ku nam. Już w pierwszym objawieniu dotyczącym Nabożeństwa z lutego 1931 roku Jezus podkreślił swoją miłość, ukazaną poprzez mękę; polecając przeżywać godzinę miłosierdzia, przyobiecał: 'w tej godzinie nie odmówię duszy niczego, która mnie prosi przez mękę moją'; w koronce do Miłosierdzia Bożego nakazał prosić Ojca Przedwiecznego przez swoją bolesną mękę, a w objawieniu z lutego 1935 roku mówił: 'Wspomnijcie na mękę moją i jeżeli nie wierzycie słowom moim, wierzcie przynajmniej ranom moim' (Dz. 379).

A zatem Miłosierdzie Boże, rozumiane jako miłosierdzie Trójcy Świętej, a w sposób szczególny objawione w Jezusie, stanowi przedmiot formalny Nabożeństwa. O ile cel Nabożeństwa – budzenie ufności ku Bogu – nie budził kontrowersji, to jednak przedmiot materialny znów stał się powodem rozlicznych spekulacji i dyskusji. Zdaniem ks. Sopoćki – przedmiotem materialnym w Nabożeństwie są Krew i Woda, które wypłynęły z boku Jezusa na krzyżu. Ksiądz Różycki natomiast za przedmiot materialny Nabożeństwa uznał obraz Bożego Miłosierdzia, o którym Jezus powiedział w objawieniu z dnia 24 października 1936 roku: 'Żądam czci dla mojego miłosierdzia (…) przez cześć tego obrazu, który jest namalowany' (Dz. 742).

Przez długi czas toczyła się namiętna dyskusja nad samym pojęciem kultu Miłosierdzia Bożego. Początkowo, według całego depozytu objawień s. Faustyny ks. Sopoćko szerzył nabożeństwo do Miłosierdzia Bożego. Jednakże wobec sprzeciwu, iż w Kościele nie ma zwyczaju czcić jednego przymiotu Bożego, wileński Spowiednik s. Faustyny zmienił opcję i zaczął propagować nabożeństwo do Najmiłosierniejszego Zbawiciela. Wiązało się to oczywiście ze zmianą nazwy obrazu oraz Święta. Gruntowna analiza pism św. Faustyny dowodzi jednak, że nie ma w nich mowy o miłosiernym czy najmiłosierniejszym Zbawicielu, lecz o Miłosierdziu Bożym lub Pańskim. Niemniej jednak wskutek ówczesnej interpretacji postawy Stolicy Apostolskiej oraz dyskusji teologów, nazwa nabożeństwo do Najmiłosierniejszego Zbawiciela vel Miłosiernego Chrystusa, stała się niejako teologicznie poprawniejsza i obowiązująca.. Przyczynił się do tego w głównej mierze wybitny teolog – ks. Wincenty Granat. Dopiero Encyklika Ojca Świętego Jana Pawła II o Bożym Miłosierdziu 'Dives in misericordia' definitywnie ucięła ten kierunek, przywracając poprawną, pierwotną nazwę Nabożeństwu, w którym czcimy Miłosierdzie Boga w Trójcy Świętej Jedynego, nie ograniczając się do kultu Miłosierdzia Bożego ucieleśnionego w Jezusie Chrystusie.

62. Jakie jest miejsce ufności w nabożeństwie do Bożego Miłosierdzia? W październiku 1936 roku Jezus zwrócił się do s. Faustyny w słowach: 'Kto ufa miłosierdziu mojemu, nie zginie' (Dz. 723). To wielkie wołanie o ufność zostało w pismach Świętej wyrażone w kontekście Nabożeństwa aż 34 razy.

Ksiądz Ignacy Różycki zdefiniował ufność jako dobrowolne, pokorne, niezachwiane, ożywione wiarą wiarą oczekiwanie przychylności Boga. Ufność, będąc odpowiedzią człowieka na Miłosierdzie Boże, otwiera serca ludzi na przyjęcie darów tegoż Miłosierdzia i powoduje Jego działanie w człowieku. Wedle objawienia z lutego 1938 roku łaski ze źródła Miłosierdzia czerpie się jednym naczyniem, a jest nim ufność. Im człowiek więcej ufa, tym więcej może otrzymać (por Dz. 1578).

Ufność, w kontekście całego depozytu objawień, stanowi istotę Nabożeństwa. To ona gwarantuje ufającemu nie tylko wieczne zbawienie, ale i inne łaski, związane zarówno z życiem wiecznym, jak i doczesnym. Ufność sama w sobie już stanowi Nabożeństwo. Bez ufności nie można w żaden sposób korzystać z jego owoców. Jezus aż dziewięciokrotnie ukazał w objawieniach ufność jaok warunek uzyskania wszystkich darów przywiązanych do Nabożeństwa.

Nabożeństwo według swej definicji jest uwielbieniem Miłosierdzia. Liczne objawienia wskazują, iż czcić Boże Miłosierdzie to nic innego, jak Mu ufać. Stąd, choćby nawet brakowało innych elementów, już sama ufność stanowi Nabożeństwo. Objawienia z końca grudnia 1937 roku utożsamia ufność z wiarą. Objawienie z 13 lutego 1938 roku łączy ufność z pokorą, konieczną do otrzymania łask od Boga, który pysznym odmawia, a udziela łask pokornym. Wreszcie w objawieniu z czerwca 1938 roku ufność została utożsamiona z chęcią przyjęcia łaski i skruchą. Wolą Jezusa było również, by ta ufność była niezachwiana i wytrwała.

Z faktu, ze ufność jest istotą Nabożeństwa wynika, iż żaden akt zewnętrzny tegoż Nabożeństwa nie da obiecanych przez Jezusa łask, jeśli nie będzie wyrazem wewnętrznej ufności i nie będzie z nią wykonywany. Stąd np. uczczenie obrazu Bożego Miłosierdzia, choćby najbardziej spektakularne, jeśli nie będzie zewnętrznym wyrazem ufności, w żaden sposób nie zapewni łask, jakie Jezus przywiązał do tegoż wizerunku. Analogicznie jest z koronką do Bożego Miłosierdzia: gdy ktoś odmawia koronkę, ale bez towarzyszącej temu ufności, nie otrzyma łask obiecanych przez Jezusa.

Ponieważ ufność jest już bez innych aktów Nabożeństwem, a jego skuteczność zależy właśnie od ufności, przeto stanowi ona o wiele ważniejszą część Nabożeństwa niż inne akty. Jest ona 'duszą całego Nabożeństwa'. Tak ważna rola przypisywana ufności stanowi silną zachętę Jezusa, skierowaną do wszystkich praktykujących Nabożeństwo. Skoro ufność jest tak ściśle związana z wiarą, niezachwianą nadzieją, pokorą i skruchą, to właśnie praktykujący Nabożeństwo winni starać się o pogłębienie tych cnót we własnym życiu wewnętrznym.

63. Jakie miejsce w nabożeństwie do Bożego Miłosierdzia zajmuje pełnienie dzieł miłosierdzia? Jezus czterokrotnie w swych objawieniach dołączył kategoryczne żądanie praktykowania miłosierdzia. Podał On trzy sposoby czynienia miłosierdzia względem bliźnich: pierwszy to czyn, drugi to słowo, a trzeci to modlitwa. W objawieniu z dnia 1 października 1937 roku Zbawiciel dodał, iż człowiek niepełniący za życia w jakikolwiek sposób dzieł miłosierdzia, nie dostąpi miłosierdzia w dzień sądu (por. Dz. 1317). Tak więc, po ufności pełnienie dzieł miłosierdzia względem bliźnich jest drugim z fundamentów Nabożeństwa. Nie należy ono jednak do jego istoty, nie jest ono w nim ani najważniejsze, ani bezwzględnie konieczne. Równocześnie należy podkreślić, iż wymagane miłosierdzie powinno być wyrazem miłości do Jezusa, nie może być natomiast formą filantropii.

Obecność praktyki miłosierdzia jest uzależniona od stopnia realizacji Nabożeństwa, które może być proste lub złożone. Pierwsze z nich jest praktykowane wówczas, gdy ogranicza się tylko do prostych aktów Nabożeństwa, koniecznych do otrzymania łask, według obietnic do nich przywiązanych. Tak więc obchodzenie Święta Miłosierdzia Bożego, z którym związana jest łaska całkowitego odpuszczenia win i kar, po spowiedzi i Komunii świętej, jest w świetle objawień prostą praktyką Nabożeństwa. Skoro spowiedź może bezpośrednio poprzedzać Komunię św., otrzymanie szczególnej łaski drugiego chrztu nie może zależeć od pełnienia dzieł miłosierdzia, na co w tym wypadku nie ma ani czasu, ani sposobności. Na tym właśnie polega wyjątkowa wielkość łaski przywiązanej do obchodu Święta Miłosierdzia, iż Jezus nie żądał dodatkowo spełniania dzieł miłosierdzia.

Innym przykładem praktyki prostego Nabożeństwa jest odmówienie koronki do Miłosierdzia Bożego przez konającego, do recytacji której, nawet jednorazowej, Jezus przywiązał obietnicę szczęśliwej śmierci. I w tym wypadku nie ma sposobności do spełniania dodatkowych dzieł miłosierdzia, stąd nie może być ono warunkiem koniecznym do otrzymania łask przywiązanych do tego aktu Nabożeństwa. Zwróćmy jednak uwagę, iż odmówienie koronki jest właściwie już samo w sobie aktem miłosierdzia, gdyż recytując tę modlitwę, błagamy o miłosierdzie nie tylko dla siebie, ale i dla całego świata.

Nabożeństwo jest złożone, jeżeli obok aktów specyficznych tegoż Nabożeństwa obejmuje także praktykowanie miłosierdzia, niezbędnego do korzystania z obietnic.

W objawieniu z dnia 24 października 1936 roku Jezus ukazał nową rolę wizerunku Bożego Miłosierdzia. O ile bowiem w świetle poprzednich objawień obraz był przedmiotem kultu i naczyniem do czerpania łask, o tyle w świetle powyższego objawienia ma on być znakiem przypominającym żądanie spełnienia dzieł miłosierdzia. Zatem sama cześć obrazu, bez praktykowania miłosierdzia – czynem słowem czy modlitwą – nie jest aktem Nabożeństwa, wymaganym przez Jezusa. Nie pociąga za sobą otrzymania łask, jakie zostały związane z kultem wizerunku, który, jak widzimy, stanowi przedmiot Nabożeństwa integralnego, nacechowanego wymogiem pełnienia miłosierdzia.

W świetle powyższych wywodów należy stwierdzić, iż praktykowanie miłosierdzia jest warunkowo koniecznie w Nabożeństwie. Kto zatem ma sposobność do tego, powinien spełniać dzieła miłosierdzia. Kto, mając tę możliwość, zaniedbywałby czynienia miłosierdzia, nie mógłby korzystać z łask przywiązanych do konkretnych form Nabożeństwa. Jezus określając doktrynalna stronę Nabożeństwa wyjaśnił, iż „o wiele większą zasługę ma miłosierdzie ducha” (Dz. 1317), a nadto wyraził pragnienie, by każdy praktykujący Nabożeństwo spełnił przynajlniej jeden akt miłosierdzia w ciągu dnia.

Choć zatem praktykowanie miłosierdzia w odróżnieniu od ufności nie stanowi istoty Nabożeństwa, jednak warunkowa konieczność jego spełnienia skłania do gorliwej praktyki miłości bliźniego. W ten sposób Nabożeństwo włącza się w długi ciąg wielowiekowej tradycji pobożności chrześcijańskiej.

64. Na czym polega profetyczny sens orędzia Bożego Miłosierdzia przekazanego przez św. Faustynę? Miłosierdzie należy do najbardziej podstawowych tajemnic naszej wiary. Tajemnica ta została objawiona już narodowi wybranemu na kartach Pisma Świętego Starego Testamentu. Nowotestamentalne objawienie Miłosierdzia Bożego bierze swój początek od Wcielenia Syna Bożego. Święty Piotr Apostoł przypomina o tym, że jako wierni Chrystusa, będąc „rodzajem wybranym, królewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem odkupionym, powinniśmy głosić chwalebne dzieło, przez które wyprowadził nas z ciemności do przedziwnego światła” (1 P 2,9). Patrząc na dzisiejszy świat, możemy dojść do wniosku, że współczesny chrześcijanin za mało ceni ten profetyczny obowiązek.

Bez głoszenia Miłosierdzia Bożego i jego zrozumienia w dziejach świata, nawet chrześcijańska teologia zdaje się być bezradna wobec tragizmów i straszliwych wydarzeń spotykanych współcześnie. Ci, którzy pytają, dlaczego Bóg milczał wobec wydarzeń w Oświęcimiu, Nowym Jorku, Madrycie czy Londynie i wielu innych, muszą sobie uświadomić, że Bóg rzeczywiście milczał, aby poprzez okrucieństwa popełniane w naszych czasach otworzyć nam oczy na głębokie rany naszej cywilizacji i skłonić nas do poprawy. Milczenie Boga jest często wymowniejsze od Jego słów.

Orędzie, które otrzymała św. Faustyna, wzywa ludzi do głoszenia Miłosierdzia Bożego w dzisiejszym świecie. Ma ono niesłychane znaczenie dla życia każdego chrześcijanina. Skoro jesteśmy obrazem Boga, który jest miłosierdziem, to i nasze chrześcijańskie życie powinniśmy kształtować w ten sposób, by stało się ono odbiciem miłosiernego Boga.

Chrystus zapowiadał przez osobę s. Faustyny, że Miłosierdzie Boże „będzie nowym blaskiem dla Kościoła, chociaż od dawna w nim spoczywało” (Dz. 378).

Chcąc przepowiadać Miłosierdzie Boże i wychowywać ludzi w duchu miłosierdzia, jesteśmy zobowiązani przyswoić sobie przymioty Boga miłosiernego w stosunku do grzeszników. Aby być głosicielem miłosierdzia, trzeba najpierw nauczyć się miłości bliźniego. Naśladować miłosiernego Boga nie jest łatwo, ale On nie opuszcza człowieka, wychodząc mu naprzeciw z pomocą. Nie możemy się rozminąć z drugim człowiekiem. Nie ofiarowując mu siebie, nie znajdziemy siebie, a zatem nie odnajdziemy również samego Boga.

Soborowa Konstytucja o Kościele w świecie współczesnym przypomina nam, że owoców Odkupienia, a więc skarbów Miłosierdzia Bożego, nie można światu przekazać inaczej, jak tylko drogą ubóstwa Chrystusowego (por. LG 8). Jest to szczególnie ważne świadectwo dla współczesnego świata.

65. W czym wyraża się pedagogiczne znaczenie orędzia Bożego Miłosierdzia przekazanego przez św. Faustynę? Prawda o Miłosierdziu Bożym musi przeniknąć wszystkie sfery ludzkiego życia. Pedagogiczne znaczenie orędzia Bożego Miłosierdzia  przekazanego przez św. Faustynę wyraża się przede wszystkim w stosowaniu na co dzień szczególnej metody wychowawczej, tak aby życie chrześcijańskie było naznaczone duchem Miłosierdzia Bożego.

Pierwszym elementem tej metody, przygotowującej do życia przenikniętego Miłosierdziem Bożym, powinno być uznanie niezwykłej godności powołania chrześcijańskiego. Zastosowanie tej pedagogiki pomaga przezwyciężyć wszelki antropocentryzm, egoizm i konsumpcjonizm wraz z moralnością negującą prawo Boże.

Drugim elementem powinien być zmysł podziwu i uwielbienia znaków Miłosierdzia Bożego, z którym spotykamy się na kartach Pisma Świętego, a także w naszym życiu.

Trzecim elementem metody wychowawczej musi stać się przyjęcie biblijnego obrazu cierpiącego Boga. Ten, kto jest zdolny kochać, ten jest także zdolny cierpieć, albowiem kto kocha, otwiera się na cierpienie, które jest nieodłączne od miłości. Bóg często dopuszcza cierpienie, by z niego wyprowadzić dobro, aby przyczynić się przez nie do zbudowania lepszego świata, gdzie miłość dochodzi do szczytu i w cierpieniu nabiera wartości odkupieńczej.

Innym składnikiem tej pedagogicznej metody jest obraz Miłosierdzia Bożego, jako naczynia, z którym mamy przychodzić po łaski do źródła  Miłosierdzia Bożego. Rolę wychowawczą ma spełniać również Święto  Miłosierdzia Bożego.

Świat współczesny napotyka wiele doświadczeń, z którymi nie umie sobie poradzić, takich jak: sekularyzacja, odchodzenie od wiary, znieczulica społeczna czy konsumpcjonizm. Jedynym rozwiązaniem, które umożliwia prostowanie fałszywych dróg wychowania i pogłębianie życia wewnętrznego, jest ustawiczne zanurzanie się w doświadczeniu  Miłosierdzia Bożego.

66. Jakie są formy nabożeństwa do Bożego Miłosierdzia wywodzące się z objawień św. Faustyny? W oparciu o orędzie św. Faustyny możemy wyróżnić kilka form nabożeństwa do Miłosierdzia Bożego. Podstawą ich specyfikacji są obietnice, jakie Jezus skierował do wszystkich ludzi, którzy będą praktykować to Nabożeństwo. Stąd jego integralnej części nie stanowią akty i modlitwy, które były związane z obietnicami adresowanymi wyłącznie do samej Faustyny. Tak więc do form nabożeństwa do  Miłosierdzia Bożego nie można zaliczyć pięknej nowenny z Dzienniczka, litanii o  Bożym Miłosierdziu czy aktu „O Krwi o Wodo”.

Z drugiej strony podstawą wyszczególnienia form Nabożeństwa przekazanego przez św. Faustynę jest ich nowość. W kontekście dwóch objawień – z grudnia 1937 roku oraz z dnia 13 lutego 1938 roku – przynależność sakramentalnej spowiedzi do Nabożeństwa jest bezdyskusyjna. Jednak sakrament pokuty nie jest niczym nowym w życiu Kościoła. Jego włączenie do Nabożeństwa miało za zadanie jeszcze bardziej związać je z życiem sakramentalnym wiernych.

Analizując orędzie św. Faustyny zawarte w Dzienniczku, możemy wyróżnić pięć form kultu  ożego Miłosierdzia: uczczenie obrazu Bożego Miłosierdzia, obchodzenie Święta Miłosierdzia, odmawianie koronki do Bożego Miłosierdzia, czczenie godziny miłosierdzia oraz szerzenie kultu Bożego Miłosierdzia.

67. Jak powstał pierwszy obraz Bożego Miłosierdzia? Objawienie z dnia 22 lutego 1931 roku z Płocka zapoczątkowało nabożeństwo do Miłosierdzia Bożego. Powierzona wówczas Faustynie przez Jezusa misja amalowania obrazu, który miałby być czczony na całym świecie, zgodnego ze szczegółami wizji, nie była łatwym zadaniem. Kiedy Siostra opowiedziała o wszystkim spowiednikowi, ten potraktował jej wyznanie z wielką rezerwą i odniósł polecenie Zbawiciela do wymalowania obrazu w duszy, poprzez dobre uczynki. Jezus dał jej jednak poznać, że chce, aby wizerunek, o którym mówił, został wymalowany pędzlem i by był poświęcony w pierwszą niedzielę po Wielkanocy, czyli w projektowane Święto Miłosierdzia. Nie wiedząc, co dalej począć, Święta udała się do przełożonej domu płockiego - s. Róży Kłobukowskiej i opowiedziała jej o objawieniu oraz żądaniu Pana Jezusa, by namalować obraz z podpisem: Jezu, ufam Tobie! Siostra Róża nie potraktowała tych słów poważnie, dała jednak pędzel, płótno i odpowiedziała: Niech siostra maluje!, a dla potwierdzenia nadprzyrodzoności objawienia zażądała jakiegoś znaku. Siostra Róża Kłobukowska przekazała wiadomość o objawieniu się Pana Jezusa i żądaniu namalowania obrazu przełożonej generalnej - Michaeli Moraczewskiej. Ta nie potraktowała jednakże owej informacji poważnie i nie przejęła się nią zbytnio. Siostra Faustyna zatem sama próbowała szkicować, lecz bez pozytywnego rezultatu. Tymczasem dzieci z okolicy wieczorami stawały na ulicy naprzeciw jej okna i widziały wychodzące przezeń dziwne światła.

Na początku 1932 roku Faustyna zwróciła się poufnie do s. Bożeny z prośbą o namalowanie obrazka Pana Jezusa. Dodała, iż ma pędzel i farby, oraz że próbowała już sama malować, lecz nic z tego nie wyszło. Niestety, s. Bożena też nie potrafiła malować, przeto nie mogła spełnić przedstawionej prośby; chcąc jednak sprawić radość s. Faustynie zamierzała ofiarować jej jakiś obrazek Pana Jezusa. Niezwykłe poczynania Świętej stały się szybko przedmiotem przeróżnych spekulacji i plotek; zaczęły otaczać ją wszędzie ciekawskie spojrzenia i ironiczne uwagi współsióstr, tak iż jej życie codzienne stało się pasmem cichego cierpienia. W listopadzie 1932 roku udając się na trzecią probację do Warszawy, ponownie, tym razem osobiście, przedstawiła matce generalnej żądanie Pana Jezusa. Przełożona jednak znów odniosła się do słów s. Faustyny sceptycznie.

W nieustannej udręce, nie znajdując zrozumienia u przełożonych i spowiedników, targana niepewnością, iż to wszystko jest złudzeniem i wymysłem, a z drugiej strony wciąż wewnętrznie mobilizowana, nie wiedziała, co dalej począć. Rozdarta wewnętrznie, w Wielkim Poście 1933 roku usłyszała słowa dramatycznego przynaglenia, wypowiedziane przez Zbawiciela. Chociaż chciała być posłuszna woli Bożej, jednak udręczona trudnościami, postanowiła, iż w czasie spowiedzi przed ślubami wieczystymi poprosi Spowiednika o zwolnienie z obowiązku malowania obrazu. Spowiednik, którym był ks. Józef Andrasz SI, wysłuchawszy wyznania Penitentki nie tylko nie zwolnił jej z powierzonego zadania, ale nawet zabronił uchylać się od wewnętrznych natchnień.

Po ślubach wieczystych Święta została skierowana do klasztoru wileńskiego, gdzie miała pełnić funkcję ogrodniczki. Właśnie w Wilnie, mieście Matki Miłosierdzia - Madonny Ostrobramskiej, miało się wreszcie urzeczywistnić żądanie Pana Jezusa dotyczące namalowania obrazu Miłosierdzia Bożego. W tym niezwykłym mieście s. Faustyna spotkała kapłana, który stał się jej kierownikiem duchowym i wraz z nią podjął się głoszenia orędzia Miłosierdzia Bożego. Owym opatrznościowym człowiekiem był ks. Michał Sopoćko, wykładowca teologii pastoralnej i zarazem spowiednik zwyczajny w Zgromadzeniu Matki Bożej Miłosierdzia w Wilnie. Siostra Faustyna uprzednio dwukrotnie miała wizję kapłana, którego Bóg obiecywał dać jej ku pomocy, stąd w pewnym sensie znała ks. Sopoćkę.

Jemu wyjawiła kategoryczne żądanie Pana Jezusa, by namalować obraz Miłosierdzia Bożego. Ksiądz Sopoćko z początku nie był przekonany o autentyczności objawienia, dlatego skierował s. Faustynę na badania psychiatryczne, które przeprowadziła dr Helena Maciejewska. Zasięgnął również opinii przełożonej domu wileńskiego, s. Ireny Krzyżanowskiej. Tak wyniki badań, jak i opinie przełożonych były bardzo pozytywne. W tej sytuacji, wciąż przynaglany przez s. Faustynę, ks. Sopoćko w końcu uległ. Choć, jak sam przyznał, wiedziony bardziej ciekawością niż przekonaniem o nadprzyrodzoności objawienia, zajął się sprawą namalowania obrazu Chrystusa Miłosiernego.

Początkowo obraz Miłosierdzia Bożego miała namalować utalentowana artystka, autorka dwóch znakomitych kopii wizerunku Matki Bożej Ostrobramskiej, bernardynka z klasztoru wileńskiego, w którym posługiwał ks. Sopoćko - s. Franciszka Wierzbicka. Ostatecznie jednak ks. Sopoćko zwrócił się z zamówieniem do Eugeniusza Kazimirowskiego, mieszkającego w tym samym domu przy ulicy Rossa 2, artysty dość przeciętnego, specjalizującego się głównie w malarstwie portretowym i religijnym. Dnia 2 stycznia 1934 roku s. Faustyna po raz pierwszy udała się do pracowni Kazimirowskiego, by odtąd regularnie - raz, a czasem dwa razy w tygodniu - kierować pędzlem artysty. W każdą sobotę rano udawała się z s. Ireną, później z s. Borgią Tichy, na Mszę świętą do Ostrej Bramy, a następnie na Rossę. Z wileńskiego klasztoru Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia przy ulicy Senatorskiej 25na Antokolu aż na Rossę był spory odcinek drogi, stąd Św. Faustyna musiała poświęcać na przejście i wizytę u malarza niemało czasu. Do postaci Chrystusa w końcowej fazie pracy nad malowidłem kilkakrotnie pozował sam ks. Sopoćko. Dotyczyło to nade wszystko układu szaty, postawy nóg i głowy oraz kierunku spojrzenia.

Siostra Faustyna nie była ukontentowana z postępującej pracy; postać Chrystusa nie jawiła się tak piękna, jak w widzeniu. Jednego dnia po powrocie do domu Siostra udała się do kaplicy i bardzo płakała. Mówiła wówczas do Pana Jezusa: Kto Cię wymaluje tak pięknym, jakim jesteś? Usłyszała wtedy słowa: Nie w piękności farby ani pędzla jest wielkość tego obrazu, ale w łasce mojej (Dz. 313). Wreszcie w lipcu 1934 roku obraz został ukończony. Ksiądz Sopoćko z własnych funduszy pokrył honorarium Kazimirowskiego i wziął malowidło do swego mieszkania. Niestety, ani s. Faustyna, ani ks. Sopoćko nie byli zadowoleni z ukończonego obrazu; choć artysta włożył wiele pracy i serca, dzieło to było jednak ponad jego siły. Obraz namalowany przez Eugeniusza Kazimirowskiego, o wymiarach 2,6 x 1,38 m, przedstawia Chrystusa Pana, ubranego w szatę białą, o odcieniu popielatym - u góry jasnym, na dole ciemnym, przechodzącym w siność. Prawa ręka Zbawiciela wzniesiona jest na wysokość ramienia w geście błogosławieństwa, lewa odsłania szatę na piersiach, skąd wytryskują dwa intensywne promienie - czerwony i blady. Na obrazie Kazimirowskiego są one ze sobą złączone, tworząc zwartą całość. Spojrzenie Chrystusa jest skierowane w dół - jak z krzyża, ogarniające wszystkich grzeszników. Włosy i zarost posiadają kolor kasztanowy, natomiast nimb - jasnobrązowy, z obwódką. Ponieważ podpis nie mieścił się na płótnie, stąd sporządzono specjalną tabliczkę, ze słowami: Jezu, ufam Tobie, którą umieszczono pod obrazem, na ramie.

68. Jakie były dzieje pierwszego obrazu Bożego Miłosierdzia? Pierwszy wizerunek Bożego Miłosierdzia, będący formalnie własnością ks. Sopocki, po namalowaniu początkowo znajdował się w jego mieszkaniu. Jesienią 1934 roku został przeniesiony za zakonną klauzurę, do ciemnego korytarza klasztoru bernardynek, przy kościele św. Michała, gdzie ks. Sopoćko pełnił funkcję rektora. W listopadzie 1934 roku s. Faustyna udała się do klasztoru bernardynek wraz z nową przełożoną domu wileńskiego, by zobaczyć wizerunek Bożego Miłosierdzia. Siostra Borgia Tichy wydała wówczas następującą opinię: Pierwsze wrażenie z oglądanego obrazu było raczej niekorzystne. Wydawało mi się, że artystycznie jest to dzieło dość przeciętne. Twarz Chrystusa była jakby z obrazu bizantyjskiego, cała postać nieproporcjonalna, za niska, stopy niezręcznie ustawione, na piersiach szata odchylona i dwa promienie pąsowy i biały wychodziły od piersi Chrystusa. Tło obrazu było w kolorze granat indigo. Siostra Faustyna usilnie nalegała, by obraz został pokazany publicznie. Skierowała zatem do ks. Sopocki polecenie otrzymane od Pana Jezusa, by spowiednik umieścił malowidło w Ostrej Bramie na zakończenie obchodów jubileuszu 1900-lecia Odkupienia, podczas specjalnego triduum, urządzonego z tej właśnie okazji. Ów pomysł wydawał się zupełnie niedorzeczny.
Ostra Brama była i jest bowiem tak wielką świętością Wilna, iż umieszczenie w niej jakiegoś innego obrazu byłoby rzeczą co najmniej niestosowną. Tak się jednak złożyło, że proboszcz ostrobramski - ks. kanonik Stanisław Zawadzki zwrócił się do ks. Sopocki z prośbą o wygłoszenie kazania podczas wspomnianego triduum. Ten skwapliwie przyjął zaproszenie, stawiając jednak warunek, by wizerunek Miłosierdzia Bożego został umieszczony w Ostrej Bramie, jako element dekoracji. Czas triduum przypadł na piątek, sobotę i niedzielę po Wielkanocy. Zatem w ten przedziwny sposób miało się spełnić gorące pragnienie Pana Jezusa, by obraz Miłosierdzia Bożego był szczególnie uczczony w Niedzielę Białą.

W przeddzień rozpoczęcia triduum malowidło zawieszono w szczycie okna galerii ostrobramskiej. Ksiądz Sopoćko prosił przełożoną - s. Borgię, by jedna z sióstr przybrała obraz zielonymi wianuszkami. Do tego zajęcia została delegowana s. Faustyna. Ozdobione płótno zostało umieszczone wysoko w oknie, tak iż było widoczne z daleka, stąd obraz zwracał uwagę licznie przybywających tam ludzi. Malowidło najczęściej interpretowano jako obraz Serca Bożego, choć dziwiono się, że to Serce nie zostało plastycznie przedstawione. Pytano o znaczenie i pochodzenie wizerunku, co znów stało się powodem wielu przykrości dla Świętej, wyrządzonych jej przez współsiostry. Skoro dowiedziały się one, iż właśnie Faustyna zatrudniona była przy dekoracji obrazu, a nie chciała powiedzieć wszystkiego, co było z tym związane, zaczęły okazywać jej niezadowolenie, czynić wymówki, wydawać krzywdzące sądy.

W piątek - 26 kwietnia 1935 roku - podczas uroczystego triduum w Ostrej Bramie na zakończenie jubileuszu Odkupienia ks. Sopoćko wygłosił kazanie, w którym, wskazując na obraz pędzla Kazimirowskiego, powiedział, że Miłosierdzie Boże domaga się czci publicznej. Po zakończonych uroczystościach obraz Miłosierdzia Bożego zawisł ponownie w ciemnym korytarzu przy kościele św. Michała w Wilnie, do którego dostęp był ograniczony. Rzecz nieprawdopodobna, lecz sam ks. Sopoćko wyznał, że zawiesił wówczas płótno licem do muru, tak by nikt go nie widział.
Dnia 20 czerwca 1935 roku malowidło zostało wystawione ponownie do czci publicznej. Dokonało się to w uroczystość Bożego Ciała, kiedy płótno z wizerunkiem Chrystusa Miłosiernego ustawiono w jednym z czterech ołtarzy. Ksiądz Sopoćko wspominał, że obraz kilkakrotnie był wykorzystywany przy obchodach uroczystości Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa w parafii pw. św. Franciszka, na terenie której znajdował się kościół św. Michała. W grudniu 1935 roku Pan Jezus raz jeszcze nakazał św. Faustynie, by obraz Miłosierdzia Bożego został wystawiony do czci publicznej, a nie tkwił za zakonną klauzurą. Niestety, podczas pobytu w Wilnie Siostra nie doczekała się tego. W marcu 1936 roku przełożeni zdecydowali o przeniesieniu jej do Walendowa pod Warszawą. Opuściła zatem Wilno, miasto, w którym ręka artysty sporządziła pierwszy obraz Bożego Miłosierdzia. Wkrótce św. Faustyna została przeniesiona do Krakowa. Tam otrzymała radosną nowinę z Wilna: ks. Sopoćko w liście z dnia 15 maja 1936 roku donosił, iż rozpoczął drukowanie artykułów o Bożym Miłosierdziu, oraz że na Niedzielą Przewodnią roku 1936 umieścił obraz
Bożego Miłosierdzia w kościele św. Michała. Kontekst listu wskazuje, że nie była to instalacja krótkotrwała, np. jednodniowa. Malowidło wisiało zapewne nieco dłużej na bocznej ścianie, gdzie odbierało cześć publiczną. Siostra Faustyna w swej odpowiedzi z dnia 2 czerwca wyraziła wielką radość, iż wizerunek Miłosiernego Chrystusa zawisł w kościele pw. św. Michała i był publicznie uczczony.

Dnia 1 kwietnia 1937 roku ks. Sopoćko zwrócił się wreszcie do ówczesnego metropolity wileńskiego - abpa Romualda Jałbrzykowskiego, z prośbą o pozwolenie na zawieszenie obrazu Miłosierdzia Bożego na stałe w kościele pw. św. Michała. Ordynariusz odpowiedział, że sam nie chce o tym decydować, przeto poleci obejrzeć wizerunek komisji pod przewodnictwem ks. kanonika Adama Sawickiego, kanclerza kurii metropolitalnej. Dnia 2 kwietnia pod nieobecność ks. Sopocki komisja zbadała obraz, specjalnie wystawiony na ten cel w zakrystii i przekazała informacje Arcybiskupowi. Ten, po zasięgnięciu opinii komisji, zezwolił następnego dnia na zawieszenie obrazu Miłosierdzia Bożego w kościele pw. św. Michała, z zastrzeżeniem, by nie umieszczać go w ołtarzu głównym, jak również nie podawać historii jego pochodzenia. Dnia 4 kwietnia 1937 roku w Niedzielą Przewodnią (tj. w projektowane Święto Miłosierdzia Bożego) ks. Sopoćko dokonał poświęcenia wizerunku Miłosiernego Zbawiciela, który zawieszono obok głównego ołtarza, po stronie lekcji, w pobliżu nagrobka Lwa Sapiehy.

Po wybuchu II wojny światowej obraz Bożego Miłosierdzia w wileńskim kościele pw. św. Michała został otoczony niezwykłą czcią. Ludzie godzinami modlili się przed nim, zawieszali wota, a hrabina Czapska ofiarowała wielki, ozdobny dwunasto-ramienny świecznik ze srebra. Masowo wykonywano fotografie malowidła w różnych formatach, które rozprowadzano w okupowanym kraju. Reprodukcje obrazu zawieszano na drzwiach mieszkań, wierząc, że Jezus miłosierny będzie chronił domostwa. Bardzo często małe obrazeczki albo medaliki Miłosierdzia Bożego wszywano w ubrania żołnierzy, by Boża moc chroniła ich od wszelkich nieszczęść, a zmarłym wkładano je do trumien. Zaniepokojony zaistniałą sytuacją abp Jałbrzykowski, który nie był zwolennikiem rozwijającego się Nabożeństwa, zareagował w sposób zdecydowany. Polecił usunąć wszelkie wota zawieszone przy obrazie, a malowidło przenieść na boczną ścianę. Translacji obrazu dokonano w dniu 28 grudnia 1940 roku. Niestety, podczas przenoszenia płótno wypadło z ramy i uległo poważnemu uszkodzeniu. Rozwój kultu zmusił wkrótce abpa Jałbrzykowskiego do ponownego zajęcia się obrazem Miłosierdzia Bożego. W 1941 roku została powołana specjalna komisja w sprawie oceny i konserwacji obrazu Najmilosierniejszego Zbawiciela w kościele Św. Michała w Wilnie. W jej skład weszli: historyk sztuki -prof. Marian Morelowski, dogmatyk - ks. prof. Leon Puciata i konserwator, historyk sztuki - ks. dr Piotr Sledziewski. W protokole podpisanym dnia 27 maja 1941 roku stwierdzono, że obraz jest wykonany artystycznie i stanowi cenny dorobek w religijnej sztuce współczesnej.

W 1942 roku wizerunek Miłosierdzia Bożego powrócił na dawne miejsce w prezbiterium kościoła św. Michała. Otaczano go nieustannie wielką czcią i kultem, czego wyrazem były liczne wota, w liczbie ponad 150. Wśród nich szczególną wartość posiadała duża szczerozłota tabliczka, ofiarowana jako wotum po sprzedaniu majątku przez pewną rodzinę. W sierpniu 1948 roku kościół pw. św. Michała w Wilnie zamknięto, a klasztor sióstr bernardynek skasowano. Zakonnice zostały wywiezione do Czarnego Boru, natomiast cały inwentarz kościoła postanowiono przenieść w inne miejsce. Dziwnym trafem Opatrzność Boża wybrała na ten cel kościół podomini-kański - pw. Ducha Świętego w Wilnie. Zatem wkrótce po kasacie całe wyposażenie klasztornej świątyni przewieziono do kościoła Ducha Świętego i złożono za głównym ołtarzem, w miejscu dawnego chóru zakonnego. Niestety nie mamy całkowitej pewności, czy wizerunek Bożego Miłosierdzia został również przeniesiony do kościoła pw. Ducha Świętego, czy też pozostał w opustoszonej świątyni bernardynek. Los obrazu po 1948 roku znany jest tylko z relacji osoby prywatnej - Janiny Rodziewicz Stefanowskiej, wedle której weszła ona w jego posiadanie w 1950 roku. Osoba ta uzyskała płótno za pewną sumę pieniędzy od Litwina odnawiającego kościół św. Michała i przechowywała go początkowo w swoim mieszkaniu, a potem przekazała koleżance - Jadwidze Starajte, celem ukrycia. Po powrocie z zesłania (za działalność w Sodalicji Mariańskiej), w 1954 roku wydobyła obraz z ukrycia, a ponieważ uległ uszkodzeniu - oddała go nielegalnie do odnowienia.

W pracowni konserwatorskiej malowidło cudem uchowało się przed konfiskatą a być może i zniszczeniem, bowiem podczas dokonywanej tam kontroli nieopatrznie pominięto pomieszczenie, w którym się znajdowało. Po odnowieniu obraz został przekazany najpewniej w 1955 roku ks. Janowi Ellertowi, proboszczowi kościoła pw. Ducha Świętego w Wilnie, który nie zawiesił malowidła w świątyni, ale zatrzymał je u siebie w pokoju. Ksiądz Michał Sopoćko, przebywający wtedy od kilku lat w Polsce, dowiedziawszy się, że obraz Miłosierdzia Bożego odnalazł się w kościele pw. Ducha Świętego, usilnie pragnął przenieść płótno przez granicę, by przekazać je do krakowskich Łagiewnik i złożyć w ołtarzu, zamiast wizerunku namalowanego przez Adolfa Hyłę.

Zatem po omówieniu szczegółów, znalezieniu odpowiedniej osoby gotowej dostarczyć obraz do Polski, wreszcie po przekupieniu straży granicznej, zrolowane malowidło miało być przemycone przez granicę. O ustalonej porze ks. Sopoćko oczekiwał po drugiej stronie granicy; jednakże bezskutecznie. Umówiony człowiek, który miał dostarczyć obraz Miłosierdzia Bożego, nie przybył. Wyznał on później: nie mogłem go przenieść, bo wydawało mi się, że popełnię świętokradztwo. Tak więc obraz namalowany przez Kazimirowskiego powrócił do Wilna i pozostał między naszymi rodakami, choć poza granicami Polski. Wizerunek Pana Jezusa znów uległ poważnemu zniszczeniu, tak iż w pewnych miejscach płótna odpadała farba. Ksiądz Ellert sprowadził więc z Kowna artystkę - malarkę, która obraz odnowiła. Nie zawiesił go jednak ani w świątyni, ani w swoim mieszkaniu, tylko pozostawił zrolowany między innymi przedmiotami z kościoła pw. św. Michała w byłym chórze dominikanów.

Ostatecznie w roku 1956 pierwszy obraz Bożego Miłosierdzia, pędzla Kazimirowskiego, opuścił Wilno za sprawą ks. Józefa Grasewicza, duchowego ojca Instytutu Matki Bożej Miłosierdzia (Ostrobramskiej). Kapłan ten, dowiedziawszy się, iż obraz namalowany przez Kazimirowskiego znajduje się w kościele pw. Ducha Świętego, gdzie duszpasterzował ks. Ellert, pospieszył tam niezwłocznie. Proboszcz kościoła Ducha Świętego, nie sympatyzując z ks. Sopocką, chętnie przekazał obraz Miłosierdzia Bożego swemu koledze, z którym był więziony przez Niemców w obozie w Szałtupiu na Kowieńszczyźnie. Ksiądz Grasewicz zmierzył tylko, czy płótno zmieści się na występie między prezbiterium a nawą i kiedy pomiary wypadły pozytywnie, zabrał zrolowany obraz Miłosierdzia Bożego wraz z dużym złotym wotum do Nowej Rudy.

Tak więc jesienią 1956 roku wizerunek Miłosiernego Zbawiciela znalazł się tuż nad obecną granicą z Polską w Nowej Rudzie. Zawieszono go wysoko na ścianie oddzielającej prezbiterium od nawy, na miejscu niewielkiego obrazka Bożego Serca, wstawiając do specjalnej ramy, wykonanej przez ojca późniejszej s. Teresy Gryń. Pod obrazem umieszczono podpis: Jezu, ufam Tobie, zgodnie z życzeniem Pana Jezusa, skierowanym do s. Faustyny, natomiast obok wizerunku przytwierdzono najcenniejsze wotum - szczerozłotą płytkę, złożoną ongiś w Wilnie oraz napis: Jezu, Królu Miłosierdzia, przyjdź królestwo Twoje. Jednak w już w grudniu 1957 roku ks. Grasewicz został skierowany do Krzemienicy, ośmiotysięcznej parafii, od siedmiu lat pozbawionej opieki duszpasterskiej. Duchową pieczę nad Nową Rudą miał sprawować proboszcz z pobliskiego Porzecza - ks. Feliks. Niestety wkrótce kapłan ten za odmówienie pogrzebania samobójcy na cmentarzu został zesłany do Odelska, a Nowa Ruda została na długie lata pozbawiona całkowicie duszpasterskiej opieki. Ksiądz Sopoćko nie ustawał jednak w wysiłku, by wizerunek przenieść w bezpieczne miejsce, do jakiegoś kościoła, który miałby pieczę duszpasterską. Oczywiście misja ta została powierzona ks. Grasewiczowi, skoro za jego przyczyną obraz został wywieziony z Wilna i zawieszony w Nowej Rudzie, gdzie tak łatwo mógł w każdej chwili zostać zniszczony. Przeto z inspiracji ks. Grasewicza malarz Siergiejewicz namalował obraz Miłosierdzia Bożego, który miał być zawieszony w Nowej Rudzie, a oryginał miał zostać umieszczony w miejscowości Osowo. Niestety, wskutek nieznanych trudności przeniesienie malowidła na nowe miejsce nie doszło do skutku. Tymczasem mieszkańcy Nowej Rudy, przychodząc nadal do zamkniętego kościoła, modlili się przed wizerunkiem Chrystusa Miłosiernego i tak się doń przywiązali, iż w żaden sposób nie chcieli przekazać go w inne miejsce. W tak skomplikowanych okolicznościach ks. Grasewicz polecił sporządzić kopię obrazu Kazimirowskiego w skali 1:1, którą zamierzał podmienić oryginał. Oczywiście wskutek niemożności swobodnego kopiowania obrazu, było to zadanie niezwykle trudne do wykonania. Zgodnie z planem ks. Grasewicza kopia miała zawisnąć w Nowej Rudzie, a oryginał miał zostać wywieziony do Żołudka. Jednakże, kiedy proboszcz z Żołudka - ks. Bartoszewicz zobaczył kopię malowidła, tak mu się ona spodobała, iż zabrał ją natychmiast i nawet nie chciał słyszeć o innym obrazie. Zatem wizerunek wileński wciąż pozostawał w nieczynnym kościółku w Nowej Rudzie.

Po pewnym czasie władze postanowiły zamienić kościółek noworudzki na magazyn. Około 1970 roku pod leśną świątynię Bożego Miłosierdzia podjechały trzy samochody ciężarowe, kościół otoczono kordonem i zaczęto wszystko zeń wynosić. Kiedy zamierzano usunąć piękny krzyż ołtarzowy, przez kordon przedarta się matka s. Teresy (Zofii Gryń) z Instytutu Matki Bożej Miłosierdzia (Ostrobramskiej), tłumacząc się niewydolnością żołądka i chęcią udania się do lasu. Tymczasem ta dzielna kobieta wbiegła do grabionego kościoła i krzycząc, tak przestraszyła ludzi pustoszących świątynię, że zaniechali dalszego rozbijania ołtarza. W równie niezwykły sposób ocalał obraz Miłosierdzia Bożego, gdyż nie znaleziono odpowiednio długiej drabiny, by go zdjąć z wysokości, na której był zawieszony. Choć ludzie kładli się pokotem pod samochody ciężarowe, cały inwentarz wywieziono z Nowej Rudy i złożono w kościele w Porzeczu. Obraz Chrystusa Miłosiernego pozostał w opustoszałym kościółku. Wobec bardzo napiętej sytuacji politycznej zaistniała obawa, iż malowidło łatwo może ulec zniszczeniu, zważywszy, że leśna świątynia Bożego Miłosierdzia zbudowana była z drewna, a obawiano się podpalenia. Wówczas ks. Sopoćko zaproponował, by obraz Chrystusa Miłosiernego przenieść do Wilna i złożyć go w miejscu, gdzie był po raz pierwszy wystawiony do kultu publicznego, tj. w Ostrej Bramie. Jednak dopiero w 1982 roku ks. Grasewicz zwrócił się poufnie do ówczesnego wikariusza ostrobramskiego, obecnego arcybiskupa moskiewskiego - ks. Tadeusza Kondrusiewicza, z zapytaniem o możliwość zawieszenia wizerunku Bożego Miłosierdzia w sanktuarium ostrobramskim. Ten zdecydowanie odrzucił taką koncepcję. Z jednej strony wiadomo było, iż ówczesne władze, tak państwowe, jak i kościelne, nie zgodzą się na umieszczenie obrazu Miłosiernego Zbawiciela w Ostrej Bramie z racji politycznych. Obraz stanowił dla wielu przykład skrajnego nacjonalizmu polskiego, skoro promienie wychodzące z piersi Chrystusa interpretowano jako polskie barwy narodowe. Z drugiej strony, umieszczenie obrazu w cudownej kaplicy w ogóle nie wchodziło w rachubę, podobnie jak zawieszenie w kościele ostrobramskim, pw. św. Teresy, gdzie nie było nań miejsca. Rozważano jedynie możliwość zainstalowania obrazu w galerii ostrobramskiej, gdzie był on wystawiony w kwietniu 1935 roku. To wymagało jednak dodatkowych przeróbek i adaptacji. Proboszcz ostrobramski - ks. prałat Algirdas Kazimieras Gutauskas (Gutowski) nie przypominał sobie, by podobna inicjatywa była mu przedstawiona. Ksiądz Tadeusz Kondrusiewicz poddał jednak myśl, aby wizerunek Chrystusa Miłosiernego umieścić w jedynym, wyłącznie polskim kościele w Wilnie - pw. Ducha Świętego, gdzie obraz był uprzednio zdeponowany. Tak więc ks. Grasewicz trafił do ówczesnego proboszcza tamtejszego kościoła, a obecnego biskupa grodzieńskiego - ks. Alexandra Kaszkiewicza. Ten początkowo odniósł się do projektu ks. Kondrusiewicza z rezerwą, okazał jednak wiele zainteresowania dla tak ważnej sprawy. Przez dwa dni wespół z ks. Grasewiczem przemierzał rozległą przestrzeń kościoła pw. Ducha Świętego, szukając odpowiedniego miejsca na tak czcigodny obraz. Po długim poszukiwaniu ks. Kaszkiewicz uznał, że najbardziej stosownym do umieszczenia wizerunku Chrystusa Miłosiernego byłby dawny ołtarz św. Wincentego Ferreriusza, na ostatnim filarze po prawej stronie nawy głównej, naprzeciw pięknego ambono-konfesjonału. Znaleziono lokalizację, jednakże przeniesienie obrazu z Nowej Rudy do Wilna nie było rzeczą łatwą. Po pierwsze, mieszkańcy Nowej Rudy byli tak przywiązani do swojego Pana Jezusa, iż nawet nie można było przypuszczać, by dobrowolnie zwrócili obraz ks. Grasewiczowi. Po wtóre, władze państwowe łatwo mogły przechwycić płótno i je zniszczyć. Wreszcie po trzecie, nie wiadomo było, jak zareaguje władza kościelna na umieszczenie w Wilnie tak znanego i czczonego przez Polaków obrazu. Ksiądz Grasewicz był jednak nieustępliwy w działaniu. Zlecił artystce - Marii Szocik z Grodna sporządzenie wiernej kopii obrazu Kazimirowskiego, w skali 1:1, a kiedy zadanie zostało zrealizowane, jesienią 1986 roku przeprowadził niezwykłą akcję wywiezienia obrazu z Nowej Rudy. Po dokonaniu rozpoznania zebrał ekipę do zadań specjalnych, w skład której wchodzili: kierowca - p. Wacław, siostry zakonne z Instytutu Matki Bożej Miłosierdzia (Ostrobramskiej): nieżyjąca już dziś s. Teresa, s. Cecylia Obuchowska, a także s. Teresa Gryń, która przywiozła potrzebne narzędzia oraz mieszkająca w Nowej Rudzie p. Jadwiga. Po zapadnięciu zmroku ludzie ci dostali się do noworudzkiego kościoła, weszli na poddasze i demontując część drewnianej ściany wciągnęli obraz Kazimirowskiego na strych. Następnie zdjęli go z ramy i zrolowali, a na ścianie zawiesili kopię, sporządzoną przez Marię Szocik. Tej samej nocy obraz wywieziono do Grodna i ukryto. Wreszcie, po trzydziestu latach, wizerunek Pana Jezusa Miłosiernego powrócił do Wilna. Jak wspominał bp Alexander Kaszkiewicz - przyniosła go w tajemnicy jedna z sióstr Instytutu Matki Bożej Miłosierdzia. Proboszcz kościoła pw. Ducha Świętego obawiał się przejąć płótno oficjalnie, by nie wzbudzić niepotrzebnie sensacji u ludzi, którzy wówczas znajdowali się w świątyni, stąd polecił ukryć obraz za konfesjonałem. Dopiero po zakończonym nabożeństwie, po zamknięciu kościoła, dyskretnie przeniósł płótno do zakrystii i schował za szafą. W tym czasie trwał remont wnętrza wspaniałej świątyni pw. Ducha Świętego, co ułatwiło umieszczenie obrazu w jednym z bocznych ołtarzy. Niestety, wizerunek Bożego Miłosierdzia namalowany przez Kazimirowskiego był poważnie zniszczony. Wymagał zatem odrestaurowania i adaptacji do istniejącego ołtarza. Prace malarskie zostały powierzone litewskiemu artyście - Filipaviciusowi, który gruntownie przemalował wizerunek. Niestety, wskutek restauracji twarz Chrystusa utraciła swój dawny wyraz, który próbowano przywrócić podczas kolejnej renowacji, przeprowadzonej już w tym wieku. Po odnowieniu obrazu, zawisł on wreszcie w polskim kościele pw. Ducha Świętego w Wilnie, wzbudzając niemałą sensację zarówno wśród tamtejszych, jak i przyjezdnych Polaków. Ksiądz Alexander Kaszkiewicz indagowany o pochodzenie i dzieje wizerunku bardzo niechętnie i ogólnikowo odpowiadał na pytania ciekawskich i dociekliwych, nie chcąc czynić rozgłosu wokół malowidła. Władze kościelne w Wilnie nie zwróciły uwagi na zawieszenie obrazu Chrystusa Miłosiernego w polskim kościele. Zatem kult i nabożeństwo do Miłosierdzia Bożego weszły na nową drogę dynamicznego rozwoju, który znalazł gorliwego promotora w osobie ks. Kaszkiewicza. Z jego inicjatywy wprowadzono zwyczaj odmawiania koronki i nowenny do Miłosierdzia Bożego, sprowadzano z Polski obrazki Chrystusa Miłosiernego, głoszono kazania o wielkim miłosierdziu Boga. Kapłan ten polecił nawet kobietom opiekującym się kościołem podominikańskim, by skoro tylko spostrzegą, że ktośchce pomodlić się przed obrazem Bożego Miłosierdzia, natychmiast oświetlały wizerunek specjalnymi reflektorami.

W 2004 roku metropolita wileński kard. Audrys Juozas Baćkis wydał dekret o przeniesieniu obrazu Bożego Miłosierdzia do leżącego opodal małego kościółka Świętej Trójcy, celem udostępnienia szacownego wizerunku większej ilości wiernych. Decyzji tej sprzeciwili się Polacy, którzy przez półtora roku czuwali w kościele Ducha Świętego, aby uniemożliwić tajne zabranie obrazu. Kilka tysięcy osób oraz dwadzieścia pięć polskich organizacji na Litwie podpisało się pod prośbą do Kardynała, aby nie przenosił szacownego malowidła z polskiego kościoła. Jednakże dnia 28 września 2005 roku przedstawiciele wileńskiej kurii arcybiskupiej potajemnie wynieśli obraz Miłosierdzia Bożego bocznym wejściem, przez zakrystię ze świątyni pw. Ducha Świętego i przenieśli do kościółka pw. Świętej Trójcy, który po odbudowie stał się sanktuarium Miłosierdzia Bożego.

69. Jakie były dzieje obrazu Bożego Miłosierdzia z Łagiewnik? Pierwszy, mały obrazek Bożego Miłosierdzia został umieszczony w łagiewnickiej kaplicy na ołtarzu św. Józefa staraniem s. Ireny Krzyżanowskiej, kiedy tylko została przełożoną domu krakowskiego. Od samego początku zarówno siostry, jak i wychowanki otoczyły go żywą czcią. Skoro tylko Adolf Hyła, mieszkający w Łagiewnikach, zwrócił się do ks. Józefa Andrasza SI, krakowskiego spowiednika s. Faustyny z propozycją wymalowania jakiegoś obrazu do kaplicy - jako wotum za ocalenie w czasie wojny, ten po zasięgnięciu rady sióstr, poddał myśl, by sporządzić wizerunek Bożego Miłosierdzia. Artyście przekazano odpis z Dzienniczka, relacjonujący objawienie z Płocka oraz odbitkę nieudanej kopii wileńskiego malowidła, wykonanej przez Łucję Bałzukiewiczównę. W listopadzie 1942 roku Hyła przystąpił do malowania i wkrótce obraz był gotowy. Kiedy przełożona domu krakowskiego - s. Irena Krzyżanowska wraz z s. Kalikstą Piekarczyk obejrzały wizerunek doszły do wniosku, że nie może on zostać zawieszony w kaplicy, po czym oświadczyły zakonnicom, iż obraz nie nadaje się do kultu publicznego. Ostatecznie jednak za sugestią ks. Andrasza zdecydowano, iż malowidło musi zostać poprawione i wówczas będzie mogło zawisnąć w kaplicy. Artysta dostosował się do uwag podanych przez spowiednika św. Faustyny i z końcem lutego 1943 roku ukończył swe dzieło.

Dnia 7 marca 1943 roku ks. Andrasz w sposób niezwykle uroczysty poświęcił sporządzony obraz Bożego Miłosierdzia, który już następnego dnia zawieszono na bocznej ścianie kaplicy w Łagiewnikach, w miejscu gdzie uprzednio znajdował się konfesjonał, a w dwadzieścia trzy lata później złożono doczesne szczątki s. Faustyny. Wkrótce okazało się, że obraz ten nie pasował do kształtu bocznego ołtarza, w którym chciano go instalować na czas uroczystych nabożeństw ku czci Miłosierdzia Bożego, dlatego próbowano malowidło zmniejszyć. Ponieważ owa korekta okazała się trudna do urzeczywistnienia, stąd zwrócono się do Hyły z prośbą o sporządzenie drugiego wizerunku, w kształcie odpowiadającym układowi ołtarza. Równocześnie polecono artyście poprawić kilka detali, które budziły zastrzeżenia, a to: semicki typ urody, czarne włosy, przejrzystą suknię i surowość spojrzenia. W tym samym czasie lwowski artysta - Stanisław Kaczor--Batowski namalował obraz Bożego Miłosierdzia na prośbę Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia z przeznaczeniem do bocznego ołtarza kaplicy domu generalnego w Warszawie przy ulicy Żytniej. Ponieważ wizerunek bardzo spodobał się zakonnicom, przełożona generalna zamierzając sprawić niespodziankę, zamówiła u Batowskiego drugi obraz z myślą o umieszczeniu go w kaplicy łagiewnickiej. Ukończone malowidło przywieziono do Krakowa dnia 6 października 1943 roku. Powstał zatem problem, które z dwóch płócien ma pozostać w zakonnej kaplicy.

Początkowo zamierzano zawiesić obraz pędzla Batowskiego, zaś malowidło Hyły przenieść i umieścić w innym miejscu. Jednakże dzieło Batowskiego nie spodobało się w Krakowie, stąd problem pozostawał otwarty. Dylemat rozstrzygnął goszczący przypadkowo w klasztorze abp Adam Stefan Sapieha, który obejrzał bacznie obrazy, specjalnie wystawione w rozmównicy, i zawyrokował: Jeśli obraz p. Hyły jest jako wotum, niech ten będzie w kaplicy. Wreszcie dnia 15 kwietnia 1944 roku Hyła dostarczył swój nowy obraz, dopasowany do kształtu bocznego ołtarza. Następnego dnia w Niedzielę Przewodnią, po raz pierwszy obchodzoną ku czci Miłosierdzia Bożego, ks. Andrasz bez rozgłosu, by nie czynić zamieszania wśród czcicieli, dokonał poświęcenia malowidła, które na ten dzień umieszczono w bocznym ołtarzu Bożego Serca.

Obraz Bożego Miłosierdzia namalowany przez Adolfa Hyłę przedstawiał Pana Jezusa jako Boskiego lekarza, idącego przez świat, by leczyć zbolałą ludzkość i obdarzać ją swym miłosierdziem. Tak pojmował ideę wizerunku miłosiernego Zbawiciela ks. Andrasz, który czuwał nad powstawaniem malowidła. Dlatego tło obrazu stanowił pejzaż podbeskidzki, a nie jednolita, ciemna płaszczyzna, jak w przypadku dzieła Kazimirowskiego. Wizerunek pędzla Hyły zawieszono na stałe na bocznej ścianie kaplicy w KrakowieŁagiewnikach, przenosząc go za ustnym pozwoleniem abpa Sapiehy, na czas uroczystych nabożeństw do Miłosierdzia Bożego, które według sugestii ks. Andrasza odprawiano w każdą trzecią niedzielę miesiąca. Wówczas umieszczano wizerunek Miłosiernego Zbawiciela w bocznym ołtarzu, nakładając go na obraz Bożego Serca, natomiast w Przewodnią Niedzielę malowidło wstawiano do głównego ołtarza. Ksiądz Sopoćko od samego początku bardzo sceptycznie odnosił się do krakowskiego wizerunku. Zaraz po przeniesieniu się do Białegostoku przyjechał do Krakowa i poddał ostrej krytyce obraz Hyły. Artysta bronił się, powołując się na autorytet ks. Andrasza. Zdaniem ks. Sopoćki obraz pędzla Hyły był nieliturgiczny, gdyż tło wizerunku stanowił pejzaż podbeskidzki; po wtóre - spojrzenie Chrystusa winno być jak z krzyża, czyli w dół; wreszcie po trzecie - ręka Zbawiciela powinna być wzniesiona na wysokość ramienia, a nie czoła. Wskutek silnej presji artysta jeszcze w 1952 roku przemalował tło łagiewnickiego obrazu z pejzażem beskidzkim. Miejsce pól, łąk i gór zajęła kamienna posadzka i ciemna płaszczyzna tła.
Kwestia obrazów Bożego Miłosierdzia, ich zgodności z normami dogmatycznymi i liturgicznymi, została podjęta na konferencji plenarnej Episkopatu Polski we wrześniu 1953 roku. Na skutek referatu bpa Franciszka Bardy postanowiono wówczas usuwać z kościołów obrazy Najmiłosierniejszego Zbawiciela, które nie odpowiadają wymogom sztuki kościelnej, jako wizerunki oparte na prywatnych i niesprawdzonych objawieniach s. Faustyny. Po powzięciu powyższego postanowienia, ks. Sopoćko wystosował list do Przewodniczącego Episkopatu Polski, z prośbą o ponowne rozpatrzenie sprawy, motywując, iż obraz namalowany przez Eugeniusza Kazimirowskiego jest oparty na Ewangelii i przedstawia Pana Jezusa w momencie ustanowienia sakramentu pokuty. W odpowiedzi udzielonej ks. Sopoćce, polecono mu przedstawić nowy obraz, oparty wyłącznie na Ewangelii, niemający nic wspólnego z objawieniami s. Faustyny. Stąd już na początku 1954 roku w Krakowie z inspiracji ks. Sopocki ogłoszono konkurs na obraz przedstawiający Chrystusa w momencie ukazania się apostołom w Wieczerniku i ustanowienia sakramentu pokuty.
Adolf Hyła nie chciał malować nowego obrazu Bożego Miłosierdzia specjalnie na zorganizowany konkurs, skoro do tej pory wykonał blisko dwieście wizerunków Miłosiernego Zbawiciela. Nadto dnia 29 czerwca 1954 roku Komisja Artystyczna Archidiecezji Krakowskiej wydała opinię o łagiewnickim obrazie Hyły, orzekając, że należy od niego się odwrócić, ze względu na niedopuszczalny w obrazach kultowych jego feminizm oraz brak zharmonizowania z liturgią Niedzieli Przewodniej, z którą to obraz winien się łączyć. W rezultacie Artystyczna Komisja Arcybiskupia w Krakowie, w skład której wchodzili: bp Stanisław Rospond - przewodniczący, ks. dr Tadeusz Kruszyński, dr Adam Bochnak, ks. Kazimierz Figlewicz i ks. dr Michał Sopoćko, dnia 2 września 1954 roku wybrała obraz namalowany przez Ludomira Sleńdzińskiego. W protokole stwierdzono, iż obraz ten stoi na wysokim poziomie i nie budzi żadnych zastrzeżeń; pod względem dogmatycznym jest zgodny z nauką i przepisami Kościoła; pod względem liturgicznym odpowiada wymaganiom i nawiązuje do liturgii Niedzieli Przewodniej, jak również nie budzi zastrzeżeń i wątpliwości, które nasuwały dotychczas powstałe obrazy Bożego Miłosierdzia. Po ogłoszeniu dekretu Świętego Oficjum z dnia 19 listopada 1958 roku zakazującego szerzenia kultu Miłosierdzia Bożego w formie podanej przez s. Faustynę kard. Stefan Wyszyński wezwał do Warszawy przełożoną generalną Zgromadzenia Matki Bożej Miłosierdzia - m. Szczęsną Włostowską, celem omówienia wprowadzenia dekretu w życie. Tymczasem w Krakowie obraz Bożego Miłosierdzia był już przeniesiony ze ściany do bocznego ołtarza, w związku z uroczystym nabożeństwem, które tradycyjnie już miało się odbyć w trzecią niedzielę miesiąca. Wobec niemożności skontaktowania się z abpem Eugeniuszem Baziakiem w niedzielę odprawiono solenne nabożeństwo, przy szczelnie wypełnionej wiernymi, jak zazwyczaj w tym dniu kaplicy, a w poniedziałek udano się do Arcybiskupa, pełniącego funkcję administratora apostolskiego archidiecezji krakowskiej. Ten, po chwili zastanowienia, polecił przybyłym siostrom Imeldzie i Beacie, by nie przenosiły obrazu na boczną ścianę, lecz pozostawiły go w miejscu, gdzie się obecnie znajduje. Zaskoczona tym s. Imelda, mająca wielkie nabożeństwo do Bożego Serca, próbowała przypomnieć, iż obraz Bożego Miłosierdzia przysłonił wizerunek Serca Jezusowego. Wówczas Arcybiskup zapytał: A czy ten Pan Jezus miłosierny nie ma serca?, i zdecydowanym tonem nakazał pozostawić obraz tam, gdzie znalazł się zgoła zupełnie przypadkowo. W tym też miejscu wisiał nieprzerwanie przez cały okres obowiązywania zakazu propagowania nabożeństwa do Miłosierdzia Bożego i pozostał tam aż po dziś dzień. W 1993 roku złożono pod tym obrazem trumienkę z relikwiami s. Faustyny; cztery lata później modlił się w tym miejscu Ojciec Święty Jan Paweł II, a podczas jego ostatniej pielgrzymki do Ojczyzny w 2002 roku, wizerunek Pana Jezusa Miłosiernego towarzyszył mu w czasie narodowej Mszy świętej na Błoniach w Krakowie.

70. Jakie są obietnice związane z obrazem Jezusa Miłosiernego? Do czci obrazu Zbawiciel przywiązał kilka obietnic. Ogólna obietnica, zawarta w objawieniu z 1934 roku brzmi: 'Podaję ludziom naczynie, z którym mają przychodzić po łaski, do źródła miłosierdzia' (Dz. 327). Tym samym Jezus nie ograniczył zasięgu łask, ani co do liczby, ani co do zakresu, i to zarówno zbawiennych, jaki doczesnych. Wymaga jednak, aby spełniać podstawowe i fundamentalne założenia Nabożeństwa, to jest prosić z bezgraniczną ufnością oraz spełniać dzieła miłosierdzia.

Poza obietnicą ogólną zostały również określone trzy obietnice szczegółowe, które należy jednak interpretować w kontekście tej pierwszej. Ich eksplikacja została dokonana już w inauguracyjnym objawieniu w Płocku w 1931 roku. Pierwsza spośród nich dotyczy wiecznego zbawienia: 'Dusza, która czcić będzie ten obraz nie zginie' (Dz. 48), druga - postępów na drodze do świętości: 'Obiecuję także, już tu na ziemi zwycięstwo nad nieprzyjaciółmi' (Dz. 48), a trzecia związana jest z łaską dobrej śmierci: 'Ja sam bronić ją [tj. duszę] będę, jako swej chwały' (Dz. 48).

Ksiądz Julian Chróścielowski podał jeszcze jedną obietnicę, związaną ze czcią obrazu Bożego Miłosierdzia, którą miał wypowiedzieć Jezus do s. Faustyny: 'Gdy na świat przyjdą kary za grzechy, a ojczyzna twoja będzie w ostatecznym poniżeniu, jedynym ratunkiem będzie ufać w Miłosierdzie Boże. Ocalę miasta i domy, w których będzie ten obraz, obronię również osoby, które będą czciły i ufały memu miłosierdziu.

Powyższego tekstu nie udało się znaleźć w pismach św. Faustyny. Mając zaś na uwadze zniszczenie Warszawy, gdzie przecież znajdował się obraz Bożego Miłosierdzia pędzla Stanisława Batowskiego, autentyczność tej obietnicy wydaje się nader wątpliwa. Krytyka literacka tekstu potwierdza także, iż powyższa obietnica nie została zapisana przez Świętą.

71. Jaką rolę odgrywa w Nabożeństwie obraz Bożego Miłosierdzia? Obraz Bożego Miłosierdzia spełnia w Nabożeństwie podwójną rolę. Pierwsza z nich została określona w objawieniu z pierwszej połowy 1934 roku, w którym Jezus nazwał wizerunek 'naczyniem' (por. Dz. 327), jakim ludzie mogą czerpać łaski ze źródeł Miłosierdzia. Obraz jest równocześnie, jak to zostało wyrażone w objawieniu z grudnia 1935 roku, 'narzędziem' (por. Dz. 570), którym Jezus udziela łask.

Druga rola wizerunku została ukazana przez Chrystusa w objawieniu z dnia 24 października 1936 roku, w którym określił obraz jako znak przypominający ludziom żądanie ufności i czynienia miłosierdzia. Stąd malowidło Bożego Miłosierdzia stanowi wizualne streszczenie i przedstawienie całego Nabożeństwa, w którym właśnie ufność stanowi istotę, a pełnienie dzieł miłosierdzia należy do jego fundamentów. Oddawanie czci obrazowi bez równoczesnego spełniania dzieł miłosierdzia miałoby więcej wspólnego z kultem bałwochwalczym niż z prawdziwym chrześcijaństwem.

Słowa Jezusa o obrazie, który 'ma przypominać żądanie mojego miłosierdzia, bo nawet wiara najsilniejsza nic nie pomoże bez uczynków' zostały zaczerpnięte z Listu św. Jakuba: 'Jaki z tego pożytek, bracia moi, skoro ktoś będzie utrzymywał, że wierzy, a nie będzie spełniał uczynków?' (Jk 2,14). Jezus, stawiając wymaganie praktykowania miłosierdzia wobec bliźnich, chciał uczynić z Nabożeństwa rodzaj życia chrześcijańskiego i oddalić od niego niebezpieczeństwo przemiany w powierzchowną dewocję. Tak więc obraz osadzony na fundamencie Nabożeństwa z jednej strony wskazuje na obowiązek pełnienia miłosierdzia, z drugiej zaś przypomina o ufności w Boże Miłosierdzie, czego widomym znakiem jest podpis wizerunku: Jezu, ufam Tobie!

72. Jaki jest kontekst biblijny obrazu Bożego Miłosierdzia?
73. Jakie jest znaczenie promieni z obrazu Miłosierdzia Bożego? W objawieniu z 20 czerwca 1935 roku Zbawiciel nadał promieniom z obrazu Bożego Miłosierdzia nazwę "promieni miłosierdzia" (Dz. 441). Wyjaśniając ich znaczenie w innym objawieniu, powiedział, że oznaczają one Krew i Wodę, które wypłynęły z Jego Serca, po otwarciu boku na krzyżu (por. Dz. 299).

Aby obraz odzwierciedlał tę prawdę należy ze wszech miar dążyć, aby kolor promieni był taki, jak to opisuje w swym Dzienniczku s. Faustyna, tzn. jeden promień czerwony, a drugi blady. Błędem jest - tak werbalne, jak i artystyczne - traktowanie drugiego promienia jako biały. Objawienia i kontekst biblijny wyraźnie mówią o "bladym" promieniu. Nabożeństwo nie ma nic wspólnego z polskim nacjonalizmem. W żaden sposób nie można znaleźć w pismach Świętej potwierdzenia teorii, że wychodzące z boku Zbawiciela promienie oznaczają polskie barwy narodowe.

Św. Tomasz w 'Sumie teologicznej' dokonał interpretacji Krwi i Wody, symbolizowanych przez promienie, odnosząc je do sakramentów chrztu i Eucharystii: "Sakramenty Kościoła biorą moc z męki Chrystusa i jej to moc łączy się z nami [i działa w nas], gdy przyjmujemy sakramenty. Na znak tego z boku Chrystusa wiszącego na krzyżu wypłynęły woda i krew, z których jedno oznacza chrzest, a drugie Eucharystię: dwa najważniejsze sakramenty".

Woda i Krew nie oznaczają tylko chrztu św. i Eucharystii, ale swe symboliczne znaczenie rozciągają także na pozostałe sakramenty Kościoła. Blady promień - oznacza nie tylko chrzest, ale także pokutę, czyli w sumie tzw. sakramenty umarłych, natomiast promień czerwony - nie tylko Eucharystię, lecz również bierzmowanie, namaszczenie chorych, kapłaństwo i małżeństwo, czyli tzw. sakramenty żywych. W tym kontekście staje się zrozumiałe wyjaśnienie Jezusa, dotyczące promieni: 'Te dwa promienie oznaczają Krew i Wodę, blady promień oznacza wodę, która usprawiedliwia dusze; czerwony promień oznacza Krew, która jest życiem dusz' (Dz. 130).

Podkreślmy jeszcze, iż promienie oznaczają wartość odkupieńczej śmierci Chrystusa, posiadają w Nabożeństwie szczególne miejsce. symbolizują one Krew i Wodę, stanowiące wedle ks. Sopoćki przedmiot materialny Nabożeństwa. Wyrazem ich czci i uwielbienia jest akt 'O Krwi i Wodo', którego Jezus nauczył Faustynę i do jego odmawiania przywiązał obietnicę, choć adresowaną tylko do samej Świętej.

74. Jakie jest znaczenie podpisu 'Jezu, ufam Tobie' z obrazu Miłosierdzia Bożego? Zgodnie z wolą Zbawiciela, wyrażoną już w inauguracyjnym objawieniu objawieniu z 1931 roku, obraz powinien być zaopatrzony w podpis 'Jezu, ufam Tobie!'. Ksiądz Sopoćko, w czasie powstawania malowidła, rozważał, czy nie lepiej byłoby umieścić pod obrazem słowa: 'Chrystus, Król Miłosierdzia'. Zbawiciel chciał jednak, aby wizerunek opatrzyć podpisem 'Jezu, ufam Tobie!, choć nie stawiał tego jako warunku nieodzownego. Istota podpisu nie wymaga tych konkretnych słów, lecz formuły, która wyrażałaby sens ufności i zawierzenia, stąd równie dopuszczalnymi formami podpisu mogłyby być zwroty: 'Jezu, polegam na Tobie!' czy 'Jezu, zdaję się całkowicie na Ciebie'. Podpis obrazu 'Jezu, ufam Tobie!' jest źródłem pociechy i ukojenia, nadziei i pokoju dla wszystkich cierpiących i udręczonych. Z całą siłą podkreśla konieczność ufności, związaną z praktykowaniem Nabożeństwa, oraz przypomina o ufności, którą Jezus żywi do nas, a dotyczą naszej postawy miłosierdzia, wobec bliźnich.

75. Jakie jest znaczenie spojrzenia Jezusa z obrazu Bożego Miłosierdzia? W objawieniu z 1934 roku Zbawiciel określił swe spojrzenie na obrazie Bożego Miłosierdzia jako 'spojrzenie z krzyża' (Dz. 326). Ksiądz Sopoćko, który wraz z s. Faustyną zajął się namalowaniem pierwszego obrazu Bożego Miłosierdzia, zinterpretował ten termin dosłownie, czyli 'w dół'. Takie spojrzenie rzeczywiście posiada postać Chrystusa na pierwszym wizerunku i na następnych, których powstanie było związane w mniejszym czy większym stopniu z sugestiami ks. Sopoćki (np. obrazy namalowane przez Adama Stykę i Ludomira Sledzińskiego). Inną interpretację terminu 'spojrzenie z krzyża' podał drugi kierownik duchowy s. Faustyny - ks. Józef Andrasz SI. W jego odczuciu termin ten należy rozumieć jako spojrzenie pełne miłości miłosiernej wobec wszystkich ludzi, których Jezus odkupił na krzyżu. Na kanwie tej interpretacji powstał krakowski obraz, pędzla Adolfa Hyły, który wzbudził ostry sprzeciw ks. Sopoćki.

76. Jakie jest znaczenie tła z obrazu Bożego Miłosierdzia?
77. Jaka jest historia Święta Bożego Miłosierdzia?
78. Jakie obietnice związane są z obchodem Święta Bożego Miłosierdzia?
79. W jaki sposób należy obchodzić Święto Bożego Miłosierdzia?
80. Dlaczego Święto Bożego Miłosierdzia obchodzone jest w II Niedzielę Wielkanocną?
81. Jak uzyskać odpust zupełny w uroczystość Bożego Miłosierdzia? Penitencjaria Apostolska w 'Dekrecie o związaniu odpustów z aktami kultu spełnianymi dla uczczenia Bożego Miłosierdzia', z dnia 29 czerwca 2002 roku podała, iż: 'Miłosierdzie Boże zdolne jest przebaczyć najcięższe nawet grzechy, ale czyniąc to skłania wiernych do wzbudzenia w sobie nadprzyrodzonego żalu za własne grzechy, tak że podejmują oni - również z pomocą łaski Bożej - mocne postanowienie, by już więcej nie grzeszyć. Takie duchowe usposobienie pozwala rzeczywiście uzyskać wybaczenie grzechów śmiertelnych, kiedy wierny przyjmuje sakrament pokuty lub też żałuje za nie przez akt doskonałej miłości bądź doskonałego żalu i postanawia przystąpić jak najprędzej do sakramentu pokuty'.

Odpust zupełny - pod zwykłymi warunkami - mogą uzyskać ci wierni, którzy w Niedzielę Miłosierdzia Bożego z sercem całkowicie wolnym od wszelkiego przywiązania do jakiegokolwiek grzechu, choćby powszedniego, wezmą udział w pobożnych praktykach ku czci Bożego Miłosierdzia albo przynajmniej odmówią przed Najświętszym Sakramentem publicznie wystawionym lub przechowywanym w tabernakulum, w jakimkolwiek kościele lub kaplicy, modlitwę 'Ojcze nasz' i 'Wierzę w Boga', dodając pobożne wezwanie do Pana Jezusa Miłosiernego, np. 'Jezu, ufam Tobie'.

Ponadto marynarze, którzy spełniają swoje obowiązki na morzach, ludzie, których wojenne tragedie, polityczne wydarzenia, uciążliwe warunki materialne i inne podobne przyczyny zmusiły do opuszczenia rodzinnej ziemi, chorzy i ich opiekunowie oraz wszyscy, którzy z uzasadnionej przyczyny nie mogą opuścić domu lub wykonują pilne potrzebne zadania dla dobra społeczności, mogą w Niedzielę Bożego Miłosierdzia uzyskać odpust zupełny: wyrzekając się całkowicie jakiegokolwiek grzechu i z zamiarem spełnienia - gdy tylko będzie to możliwe - trzech zwykłych warunków, odmówią przed wizerunkiem Bożego Miłosierdzia 'Ojcze nasz' i 'Wierzę w Boga', dodając pobożne wezwanie do Jezusa Miłosiernego.

Gdyby nawet to nie było możliwe do spełnienia, w tym dniu odpust zupełny mogą uzyskać ci, którzy duchowo zjednoczą się z wiernymi spełniającymi w zwyczajny sposób przepisane praktyki w celu uzyskania odpustu, i ofiarują miłosiernemu Bogu modlitwę, a wraz z nią cierpienie spowodowane chorobą i trudy swojego życia, podejmując jednocześnie postanowienie, że spełnią trzy zwyczajne warunki przepisane do uzyskania odpustu zupełnego, gdy tylko będzie to możliwe.

Penitencjaria Apostolska przyznała też odpust cząstkowy wiernym, którzy - przynajmniej z sercem skruszonym - pobożnie odmówią do Jezusa Miłosiernego któreś z zatwierdzonych wezwań.

Duszpasterze, a szczególnie proboszczowie, powinni informować wiernych o tych możliwościach, ułatwiając przystępowanie do sakramentalnej spowiedzi, przewodniczyć odmawianiu zaleconych modlitw podczas nabożeństwa ku czci Bożego Miłosierdzia, jak również zachęcać do spełniania uczynków chrześcijańskiego miłosierdzia.

82. Jakie znaczenie posiada nowenna przed Świętem Bożego Miłosierdzia?
83. Jaki jest teologiczny kontekst nowenny do Bożego Miłosierdzia?
84. Jaka jest historia koronki do Bożego Miłosierdzia?
85. Jakie obietnice związane są z odmawianiem koronki do Bożego Miłosierdzia? Do odmawiania Koronki Jezus przywiązał jedną obietnicę ogólną oraz cztery szczegółowe. Obietnica ogólna została wyrażona w objawieniu z dnia 22 maja 1937 roku i powtórzona dnia 28 stycznia 1938 roku, w słowach: 'Przez odmawianie tej koronki podoba mi się dać wszystko, o co mnie prosić będą' (Dz. 1128, 1541). W maju Zbawiciel dopełnił tę obietnicę wyjaśniając, że przez odmawianie koronki można uprosić wszystko, jeśli to jest zgodne z wolą Bożą (Dz. 1731). Jezus gotów jest dać wszystko, co w powyższym kontekście oznacza zarówno łaski zbawienne, jak i dobrodziejstwa doczesne, tak dla społeczności, jak i osób indywidualnych. Potwierdzenie ogólnej obietnicy znajdujemy również we wcześniejszych objawieniach z listopada i grudnia 1936 roku: 'Dusze, które odmawiać będą tę koronkę, miłosierdzie moje ogarnie ich w życiu' (Dz. 754); 'o jak wielkich łask udzielę duszom, które odmawiać będą tę koronkę, wnętrzności miłosierdzia mego poruszone są dla odmawiających tę koronkę' (Dz. 848). Oczywiście, aby ta obietnica zawarta w przytoczonych objawieniach mogła być spełniona, wymagane są podstawowe warunki Nabożeństwa, to jest ufność i wytrwałość oraz pełnienie dzieł miłosierdzia.

Niezwykłość i wyjątkowość łask przyrzeczonych dla odmawiających koronkę uwidacznia się nade wszystko w czterech obietnicach szczegółowych. Pierwsza z nich została zawarta w objawieniu z września 1936 roku: 'Ktokolwiek będzie ją odmawiał, dostąpi wielkiego miłosierdzia w godzinę śmierci [.]; chociażby był grzesznik najzatwardzialszy, jeżeli raz tylko zmówi tę koronkę, dostąpi łaskę z nieskończonego miłosierdzia mojego' (Dz. 687). Ta nadzwyczajna obietnica dotyczy z całą pewnością nawrócenia i śmierci w stanie łaski. Tak niezwykle pocieszające oświadczenie Jezusa nie ma jednak nic wspólnego z magią. Zbawiciel dołącza bowiem natychmiast żądanie ufności w miłosierdzie. Chce On udzielić tych niepojętych łask tym, którzy ufają w Jego miłosierdzie. Stąd obietnica dobrej śmierci związana z odmówieniem koronki, choćby jednorazowym, jest aktualna wtedy i tylko wtedy, gdy modlitwa wypływa z ufności w Boże Miłosierdzie, a zarazem jest wyrazem tej ufności.

Druga obietnica szczegółowa, wypowiedziana 12 grudnia 1936 roku, zapewniała łaskę nawrócenia i dobrej śmierci umierającym, u wezgłowia których zostanie odmówiona koronka do Bożego Miłosierdzia: 'Kiedy przy konającym odmawiają tę koronkę, uśmierza się gniew Boży, a miłosierdzie niezgłębione ogarnia duszę i poruszą się wnętrzności miłosierdzia Mojego' (Dz. 811).

Dwie poprzednie obietnice były związane z wartością wieczną zgonu, dwie kolejne natomiast dotyczą jego strony doczesnej. W trzeciej, z dnia 28 stycznia 1938 roku, Jezus powiedział: 'Zatwardziali grzesznicy, gdy ją odmawiać będą, napełnię dusze ich spokojem, a godzina śmierci ich będzie szczęśliwa' (Dz. 1541). Ta obietnica znajduje wyjaśnienie w pierwszej części objawienia: 'Wszystkie dusze, które uwielbiać będą to Moje miłosierdzie [...], w godzinę śmierci nie doznają przerażenia. Miłosierdzie Moje osłoni je w tej ostatniej walce' (Dz. 1540). Powyższa obietnica została skierowana do wszystkich szerzących cześć Bożego Miłosierdzia i odmawiających koronkę. Ukazuje ona trojaki wymiar łaski udzielanej umierającym - brak lęku, pokój duszy i spokojną śmierć. Aktualność tej obietnicy realizuje się tylko wtedy, gdy odmawianie koronki jest uzewnętrznieniem ufności, pokładanej w Bożym Miłosierdziu. Potwierdzają to słowa z objawienia styczniowego 1938 roku: 'Kto pokładał ufność w miłosierdziu Moim, napełnię duszę jego w godzinę śmierci Swym Bożym pokojem' (Dz. 1520).

Czwarta obietnica zapewnia te same łaski umierającym, przy których będzie odmawiana koronka: 'Gdy tę koronkę przy konających odmawiać będą, stanę pomiędzy Ojcem, a duszą konającą nie jako Sędzia sprawiedliwy, ale jako Zbawiciel miłosierny' (Dz. 1541). Usilne podkreślanie przez Jezusa potrzeby ufności jako środka dostępu do Jego Miłosierdzia wskazuje, że koronka posiada obiecaną wartość wypraszania tylko wtedy, gdy jest odmawiana z ufnością.

86. Jaka jest struktura koronki do Bożego Miłosierdzia?
87. Jakie jest znaczenie formuł składających się na koronkę do Bożego Miłosierdzia?
88. Jakie winny być cechy recytacji koronki do Bożego Miłosierdzia?
89. Jak uzyskać odpust zupełny za odmówienie koronki do Bożego Miłosierdzia? Penitencjaria Apostolska, na prośbę kard. Józefa Glempa, prymasa Polski i przewodniczącego Konferencji Episkopatu, dnia 12 stycznia 2002 roku wydała dekret, w którym postanowiła, że wszyscy wierni mogą otrzymać odpust zupełny - pod zwykłymi warunkami - jeśli pobożnie odmówią koronkę do Bożego Miłosierdzia w kościele lub w kaplicy wobec Najświętszego Sakramentu Eucharystii, wystawionego publicznie lub przechowywanego w tabernakulum.

Dekret dotyczy całego terytorium Polski. Warunki to: sakramentalna spowiedź, Komunia święta, modlitwa w intencjach Ojca świętego oraz całkowita wolność do jakiegokolwiek grzechu.

Jeżeli wierni z powodu choroby lub innej słusznej przyczyny nie mogą wyjść z domu, ale odmówią koronkę do Bożego Miłosierdzia z ufnością i pragnieniem miłosierdzia dla siebie oraz gotowością okazania go innym, to pod zwykłymi warunkami mogą również uzyskać odpust zupełny.

W wypadku braku któregoś z wyżej opisanych wymogów, odpust będzie tylko cząstkowy. Można go za to uzyskać więcej razy w ciągu jednego dnia.

90. Jaka jest historia godziny miłosierdzia?
91. Jakie znaczenie posiada godzina miłosierdzia?
92. Jakie obietnice są związane z rozszerzaniem kultu Bożego Miłosierdzia?
93. W jaki sposób należy szerzyć kult Bożego Miłosierdzia? W objawieniach siostry Faustyny nie znajdujemy szczegółowego wyjaśnienia, na czym ma polegać szerzenie czci Miłosierdzia Bożego, stąd można je rzeczywiście rozumieć szeroko. Niemniej interpretacja wyłącznie w znaczeniu 'dawania świadectwa życia w duchu zaufania Bogu i miłosierdzia wobec bliźnich' zawęża zakres pojęcia. Jezus bowiem domaga się nade wszystko 'zachęcania do ufności w Jego miłosierdzie' (por. Dz. 1540). Stąd budzenie tej ufności u innych jest naczelnym zadaniem szerzących cześć Miłosierdzia Bożego. Skoro zaś ufność - jak pamiętamy - jest istotą Nabożeństwa, zatem zachęcając do niej, szerzymy tym samym Nabożeństwo. Nie można również wykluczyć, by propagowanie konkretnych form Nabożeństwa - np. Koronki do Miłosierdzia Bożego, czci obrazu 'Jezu ufam Tobie' czy obchodu Święta Miłosierdzia itd., nie było związane z obietnicami, skierowanymi do rozszerzających Nabożeństwo.

94. Dlaczego Stolica Apostolska wydała zakaz rozszerzania nabożeństwa do Bożego Miłosierdzia?
95. Co wpłynęło na cofnięcie zakazu rozszerzania nabożeństwa do Bożego Miłosierdzia?
96. Jak wyglądał proces wyniesienia s. Faustyny ma ołtarze?
97. Czy powstało zgromadzenie, które chciała założyć św. Faustyna?
98. Jaką rolę w szerzeniu kultu Bożego Miłosierdzia odegrał ks. Józef Andrasz SI?
99. Jaką rolę w szerzeniu kultu Bożego Miłosierdzia odegrał ks. Michał Sopoćko?
100. Jakie są główne ośrodki kultu Bożego Miłosierdzia w Polsce?
101. Jaką rolę odgrywa dzisiaj Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w krakowskich Łagiewnikach?



Katechezy o Bożym Miłosierdziu

Tajemnica Bożego Miłosierdzia – to chyba najważniejsze tajemnica przypomniana w XX wieku Kościołowi i światu. Objawienia świętej Faustyny Kowalskiej, ale także ich teologiczne rozwinięcie przez Jana Pawła II wciąż fascynują i pozwalają na własne teologiczne poszukiwania. Ich przykładem są katechezy wygłoszone w wiedeńskiej katedrze przez kard. Christopha Schönborna OP. Zawarte są one w książce „Miłosierdzie. Niemożliwe staje się możliwe”, wydanej przez wydawnictwo „W drodze”.

To nie jest wielka rozmiarami książka. Przeciwnie mieści się do plecaka i może być przeczytana w pociągu. Ja miałem niewątpliwą przyjemność pochłonąć ją w korytarzu pociągu Kraków-Warszawa (miejsc siedzących nie było, więc usiadłem na kurtce w korytarzu i tam czytałem). Ale niech nikogo nie zmyli wygląd tej książeczki. Zawiera ona bowiem głębokie treści, których przyswojenie może zająć wiele tygodni, jeśli nie miesięcy. I nie ma w niej – tak częstej, także u kaznodziejów, maniery udawania, że miłosierdzie nie kosztuje, że wyklucza ono sprawiedliwość.

W tej kwestii kard. Schönborn jest bowiem wiernym uczniem Biblii, Ojców Kościoła czy kolejnych papieży, i dlatego od razu na początku podkreśla, że „miłosierdzie nie jest możliwe bez sprawiedliwości”. „Dlatego w jego pojęciu pojawia się też pewna surowość. Miłość wszystko znosi, jednak wiele też wymaga. Ze względu na dobro wspólne, w społeczeństwie muszą być ustalone granice zapobiegające nadużyciom. Gdy okazuje się miłosierdzie jednym, czy nie wyrządza się tym samym krzywdy innym” – pyt retorycznie kardynał. I kilkanaście stron później daje na to pytanie zupełnie jednoznaczną odpowiedź, odnosząc się do zarzutów tych, którzy sugerują, że zakaz rozwodów jest brakiem miłosierdzia Kościoła. „Często Kościół krytykuje się za brak miłosierdzia dla rozwiedzionych. A kto mówi o dzieciach? Kto jest wobec nich miłosierny? Kościół jest dzisiaj ostatnią instytucją, która broni małżeństwa. Za to uważany jest za beznadziejnie zacofany. Tymczasem ze wszystkich stron przychodzą wstrząsające doniesienia o położeniu dzieci z rozbitych małżeństw lub żyjących w nienormalnych sytuacjach domowych. Kto okazuje miłosierdzie dzieciom?” – wskazuje metropolita Wiednia.

Nie braknie też przypomnienia, że głaskanie grzeszników, oszukiwanie ich nie jest wyrazem miłosierdzia, a wręcz przeciwnie. Miłosierdzie – wskazuje kardynał Schönborn – jest nieodmiennie połączone z prawdą. To ona pozwala dostrzec grzech i z pełną skruchą udać się do zdrojów miłosierdzia. Jeśli jednak nie staniemy w prawdzie, to nie będzie powodów, by się ostatecznie pojednać. I w efekcie możemy zostać potępieni. Miłosierdzie bez prawdy jest więc w istocie fałszywym miłosierdziem…
Tomasz P. Terlikowski

Christoph Schönborn OP, Niemożliwe staje się możliwe, tłum. W. Szymona OP, Poznań 2010.
za:
http://www.fronda.pl/news/czytaj/katechezy_o_bozym_milosierdziu


Kazanie św. Grzegorza z Nazjanzu, biskupa

(Kazanie 14, O miłości ubogich, 38. 40)

Służmy Chrystusowi w ubogich

"Błogosławieni miłosierni", mówi Pismo św., "albowiem oni miłosierdzia dostąpią". Miłosierdzie nie jest bynajmniej ostatnie wśród błogosławieństw. "Błogosławiony ten, kto myśli o potrzebującym i ubogim". I znowu: "Miły jest człowiek, który się lituje i pożycza". A w innym miejscu: "Sprawiedliwy cały dzień czyni miłosierdzie i pożycza". Bierzmy to błogosławieństwo, niech nas nazywają wyrozumiałymi, bądźmy dobrzy!
Niech nawet noc nie przerywa ci uczynków miłosiernych! Nie mów: "Idź sobie, przyjdź później, dam ci jutro". Niech nic nie staje między twoim postanowieniem a wykonaniem dobrego czynu. Miłosierdzie bowiem nie uznaje żadnej zwłoki. "Ułam łaknącemu twojego chleba, a ubogich i tułających się wprowadź do swego domu"; rób to zaś radośnie i ochoczo. "Kto pełni uczynki miłosierdzia, niech to czyni ochoczo" - mówi Paweł Apostoł. Twój dobry uczynek będzie miał podwójną wartość, jeśli go wykonasz szybko i ochotnie. To zaś wszystko, co się robi ze smutkiem lub z przymusem, jest niemiłe i odarte ze wspaniałomyślności.
Cieszyć się należy, a nie smucić, gdy czynimy dobro. "Jeżeli usuniesz przeszkody i uprzedzenia", mówi prorok Izajasz, to znaczy skąpstwo i podejrzliwość, wahanie i szemranie, wówczas cóż się dokona? Rzecz wielka i godna podziwu! Jakaż wspaniała będzie za to zapłata: "Wtedy wytryśnie jak zorza światłość twoja, a zdrowie twoje szybko rozkwitnie". Któż nie będzie wyczekiwał na światło i zdrowie?
Dlatego jeśli sądzicie, że należy mnie choć trochę posłuchać, słudzy Chrystusa, bracia i Jego spadkobiercy, to odwiedzajmy Pana póki czas, pielęgnujmy Go i nakarmijmy, odziejmy Go i przygarnijmy do siebie, uczcijmy Go nie tylko stołem, jak niektórzy, czy olejkami, jak Maria, nie grobem, jak Józef z Arymatei, ani tym, co związane jest z pogrzebem, jak Nikodem, który tylko połowicznie kochał Chrystusa, nie złotem wreszcie, kadzidłem i mirrą, jak to uczynili Magowie przed tymi wszystkimi, których wymieniliśmy. Pan bowiem wszechrzeczy pragnie miłosierdzia, a nie ofiary, gdyż współczujące miłosierdzie przewyższa wszelkie mnóstwo tłustych jagniąt.
Takie właśnie miłosierdzie okażmy Chrystusowi w ubogich, którzy leżą dziś rozciągnięci na ziemi, aby nas przyjęli, gdy stąd odejdziemy, do wiecznych przybytków, w samym Chrystusie, Panu naszym, któremu chwała na wieki. Amen.

W. Byłem głodny, † a daliście Mi jeść; / byłem spragniony, a daliście Mi pić; / byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie. * Zaprawdę, powiadam wam: / wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili.
K. To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. W. Zaprawdę, powiadam wam: / wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili.

Kazanie św. Cezarego, biskupa z Arles

(Kazanie 25, 1)

Miłosierdzie Boże a miłosierdzie ludzkie

"Błogosławieni miłosierni , albowiem oni miłosierdzia dostąpią". Bracia ukochani, słowo miłosierdzie zawiera w sobie wiele słodyczy - a jeśli słowo, o ileż bardziej rzecz sama. Wszyscy pragną miłosierdzia , ale niestety nie wszyscy tak postępują, aby na nie zasłużyć. Wszyscy pragną doznawać miłosierdzia , niewielu zaś okazywać miłosierdzie .
Jak możesz prosić o coś, czego sam nie chcesz ofiarować? Kto zatem pragnie dostąpić miłosierdzia w niebie, powinien wyświadczać je na ziemi. A zatem, bracia najmilsi, ponieważ wszyscy pragniemy dostąpić miłosierdzia , obierzmy je sobie za obrońcę już na tym świecie, aby uwolniło nas w przyszłym. Istnieje bowiem miłosierdzie w niebie, a dochodzi się doń przez miłosierdzie na ziemi. Albowiem mówi Pismo: "Panie, Twe miłosierdzie w niebiosach".
Istnieje zatem jedno miłosierdzie na ziemi, drugie w niebie, to znaczy miłosierdzie ludzkie i miłosierdzie Boże . Na czym polega miłosierdzie ludzkie? Na tym, abyś pamiętał o ubogich. Na czym zaś miłosierdzie Boże ? Zapewne na darowaniu win. Toteż wszystko, co miłosierdzie ludzkie wyda podczas drogi, miłosierdzie Boże odda w ojczyźnie. Na tym świecie we wszystkich ubogich Bóg cierpi głód i zimno, jak to sam powiada: "Wszystko, cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, Mnieście uczynili". Dlatego Ten, który w niebie pragnie dawać, chce otrzymywać na ziemi.
Jacyż to my jesteśmy? Kiedy Bóg daje, przyjmujemy ochotnie, a kiedy prosi, nie chcemy dać! Kiedy ubogi cierpi głód, sam Chrystus znajduje się w potrzebie, jak to sam powiedział: "Byłem głodny, a nie daliście Mi jeść". Nie bądź więc nieczuły na potrzeby ubogich, jeśli pragniesz przebaczenia grzechów. Chrystus jest głodny, bracia! We wszystkich ubogich pragnie i łaknie, i to, co otrzyma na ziemi, odda w niebie.
Pytam was, bracia: Czego chcecie i czego szukacie, gdy przychodzicie do kościoła? Zapewne nie czego innego, jak miłosierdzia . Wyświadczajcie przeto ziemskie, a otrzymacie niebieskie. Ubogi zwraca się z prośbą do ciebie: ty także prosisz Boga: on o kawałek chleba, ty o życie wieczne. Daj ubogiemu, abyś zasłużył na otrzymanie od Chrystusa. Posłuchaj Jego słów: "Dawajcie, a będzie wam dane". Nie rozumiem, jak mógłbyś przyjmować, skoro sam nie chcesz darować. Toteż gdy przychodzicie do kościoła, ofiarujcie ubogim jałmużnę według waszych możliwości.

Kazanie św. Bernarda, opata

(Kazanie 1 na Objawienie Pańskie, 1-2)

Bóg Ojciec dał Syna jak trzos wypełniony miłosierdziem


"Ukazała się dobroć i miłość Zbawiciela, naszego Boga". Bogu niech będą dzięki, który tak bardzo nas pociesza w tej naszej ziemskiej pielgrzymce, w naszej nędzy, w naszym wygnaniu.
Zanim ukazała się miłość, nie znana nam była dobroć, a przecież istniała ona i przedtem, bo odwieczne jest miłosierdzie Pana. Lecz gdzie można było poznać jego ogrom? Było ono obiecywane, ale nie było jeszcze doświadczane, dlatego też wielu nie wierzyło. Jednakże "wielokrotnie i na różne sposoby przemawiał Bóg przez proroków" o swoich zamiarach pełnych pokoju, a nie zguby. A cóż odpowiadał człowiek pełen udręki, nie znający pokoju? Dokąd to będziecie mówić "pokój, pokój", a tymczasem nie ma pokoju. "Płaczą więc gorzko posłowie pokoju" i mówią: "Któż uwierzy temu, cośmy usłyszeli?" Lecz teraz niech wierzą przynajmniej temu, co oglądają, albowiem "świadectwa Boga są bardzo godne wiary". Aby zaś nawet osłabłe oko widziało, "w słońcu wystawił swój namiot".
A oto teraz pokój. Już nie obiecywany, ale dany; już nie odraczany, ale ofiarowany; już nie zapowiadany, ale urzeczywistniony. Bóg Ojciec zesłał swego Syna na ziemię; dał Go jak trzos wypełniony miłosierdziem , jak trzos, powtarzam, który rozerwany w męce, wydał z siebie ukrytą w nim cenę naszego zbawienia. Nie był on okazały, ale za to pełny. Bo "Dziecię zostało nam dane", lecz "w Nim mieszka cała pełnia Bóstwa". Gdy bowiem nadeszła pełnia czasów, ukazała się i pełnia Bóstwa. Przyszła w ludzkim ciele, by ukazać się cielesnym istotom, aby w Nim rozpoznały dobroć Bożą. Gdy dał się poznać Bóg Człowiek, nie dała się ukryć łaskawość Pana. Jakże mógł ją bardziej zaznaczyć niż przyjmując moje ciało? Moje, mówię, a nie Adamowe, to znaczy nie takie, jakie on posiadał, gdy jeszcze nie zgrzeszył.
Cóż bardziej uwydatnia miłosierdzie Pana, jak przyjęcie naszego stanu wołającego o miłosierdzie? I czyż może być większa dobroć niż ta, która Słowo Boże sprowadziła z wysokości do takiej niskości? "O Panie, czym jest człowiek, że o nim pamiętasz" i "zwracasz ku niemu swe serce?" Poznaj, człowieku, jak Bóg troszczy się o ciebie, jak o tobie myśli i co wobec ciebie czuje. Nie patrz na twoje cierpienia, ale na to, co On wycierpiał. Po tym, co dla ciebie przeszedł, zobacz, co dla ciebie uczynił, a przez to ujrzysz jego dobroć, mającą swe źródło w miłości. Miłość kazała Mu się uniżyć, a przez to tym bardziej okazała się Jego dobroć. Im bardziej stał się dla mnie wzgardzony, tym więcej stał mi się drogi. "Ukazała się - mówi Apostoł - dobroć i miłość Zbawiciela, naszego Boga". Wielka to, zaprawdę, i oczywista dobroć i miłość! I wielki to dowód dobroci ukazujący miłość Boga ku ludziom.

Kazanie św. Piotra Chryzologa, biskupa

(Kazanie 43)

Post wyjedna to, o co prosi modlitwa, a miłosierdzie to otrzyma

Istnieją trzy rzeczy, bracia, na których stoi wiara, wspiera się pobożność i trwa cnota. Są to: modlitwa, post i uczynki miłosierdzia . To, o co kołata modlitwa, zjednywa post, a osiąga miłosierdzie . Modlitwa, uczynki miłosierdzia i post - te trzy rzeczy stanowią jedno i dają sobie wzajemnie życie.
Duszą bowiem modlitwy jest post, a życiem postu miłosierdzie . Niech ich nikt nie rozłącza, gdyż nie znają podziału. Jeśli ktoś ma tylko jedno z nich lub nie posiada wszystkich razem, ten nic nie ma. Kto się więc modli, niech pości, a kto pości, niech spełnia uczynki miłosierdzia , niech wysłucha proszącego, który chce być słyszany. W ten sposób otwiera dla siebie uszy Boga, który nigdy się nie zamyka na głos błagającego.
Niech rozumie post ten, kto pości. Niech dostrzega głodnego ten, kto pragnie, aby Bóg widział, że on też łaknie. Miłosierdzie okazuje ten, co sam spodziewa się miłosierdzia . Kto szuka życzliwości, niech ją sam praktykuje. Każdy, kto pragnie otrzymywać, niech sam daje. Bezwstydnym niegodziwcem jest ten, który innym odmawia tego, o co sam prosi dla siebie.
Człowieku, niechże miłosierdzie będzie twoją naturą! Wtedy i ty dostąpisz miłosierdzia tak, jak tego pragniesz, ile tylko pragniesz i tak szybko, jak tylko pragniesz. Bądźże w taki sam sposób miłosierny dla innych.
A więc modlitwa, uczynki miłosierdzia i post niech będą naszą jedyną obroną u Boga, jedynym wstawiennictwem, jedną trójpostaciową modlitwą.
To, co stracimy przez wykroczenia, starajmy się odzyskać postem, w którym składajmy w ofierze nasze dusze, ponieważ nic godniejszego Bogu ofiarować nie możemy, jak to potwierdza prorok, gdy mówi: "Ofiarą dla Boga jest duch skruszony. Sercem skruszonym i uniżonym Bóg nie wzgardzi".
Człowiecze, złóż Bogu w ofierze swoją duszę i ofiaruj dar postu, aby był czystą żertwą i żywą ofiarą, która i tobie pozostaje, i Bogu jest oddana. Jeżeliby ktoś odmówił Panu tego daru, nie będzie usprawiedliwiony, ponieważ nikt nie może nie posiadać siebie jako daru do ofiarowania.
Żeby jednak modlitwa i post zostały przyjęte, muszą się do nich przyłączyć uczynki miłosierdzia . Post nie zaowocuje, jeżeli nie będzie użyźniony miłosierdziem . Posucha miłosierdzia powoduje uschnięcie postu. Czym dla ziemi jest deszcz, tym miłosierdzie dla postu. Chociaż bowiem post kształci serce, oczyszcza ciało, wykorzenia grzechy, zasiewa cnoty, to jednak gdy zabraknie orzeźwiających wód miłosierdzia , poszczący nie zbierze żadnych owoców.
Ty, który pościsz, pamiętaj, że gdy pości miłosierdzie , pości i twoja rola; jeżeli natomiast jesteś hojny w uczynkach miłosierdzia , twój spichlerz będzie obfitował. A zatem, człowieku, bacz, byś nie gubił oszczędzając, lecz zbieraj rozdzielając. Dając ubogiemu, daj samemu sobie, ponieważ czego nie zostawisz drugiemu, tego i sam nie będziesz miał.

List św. Maksyma Wyznawcy, opata

(List 11)

Miłosierdzie Pańskie wobec pokutujących

Głosiciele prawdy i wszyscy słudzy Bożej łaski, którzy od samego początku aż do naszych czasów wyjaśniali nam, każdy w swoim okresie, zbawczą wolę Boga, powiadają, iż nie ma nic tak drogiego Panu i odpowiadającego miłości jak to, że ludzie nawracają się do Niego powodowani prawdziwą pokutą.
Aby to ukazać w sposób bardziej Boski niż inni, najświętsze Słowo Boga i Ojca (samo zresztą i jedyne, pełne nieskończonej dobroci), poniżywszy się w niewypowiedziany sposób i nachyliwszy ku nam, raczyło zamieszkać wśród nas. Słowo to, żeby nas pojednać z Bogiem i Ojcem, uczyniło, wycierpiało i powiedziało za nas to wszystko, co my sami winniśmy zrobić, gdyśmy jeszcze byli nieprzyjaciółmi i wrogami Boga. Tak więc znajdując się daleko od błogosławionego życia w wieczności, zostaliśmy do niego z powrotem wezwani przez Chrystusa.

On bowiem nie tylko uleczył mocą swoich cudów nasze choroby, lecz przyjął również wszystkie słabości, jakie nas dręczą, łącznie z poddaniem się śmierci. Sam nietknięty żadną winą zwrócił zaciągnięty przez nas dług i nie tylko nas uwolnił od licznych i przerażających nieprawości, ale dał nam w wieloraki sposób poznać, jak możemy się do Niego upodobnić poprzez postawę wyrozumiałej życzliwości i doskonałej miłości wobec innych.
Dlatego wołał: "Nie przyszedłem wzywać do pokuty sprawiedliwych, ale grzeszników". Bo "nie potrzebują lekarza zdrowi, ale ci, którzy się źle mają".
Przyszedł Chrystus szukać owcy, która zaginęła. Posłany został do owiec, które zginęły z domu Izraela. Przez przypowieść o zaginionej drachmie dał nam jasno do poznania, że przyszedł po to, aby odzyskać obraz, który został pokryty najbardziej cuchnącym błotem grzechów. Dalej mówi: "Zaprawdę powiadam wam, że radość powstaje w niebie z jednego grzesznika, który się nawraca".

Tę samą prawdę podkreślają również inne przypowieści. Oto wędrowiec wpadł w ręce zbójców. Odartego z wszystkich szat, poranionego i na pół żywego miłosierny Samarytanin opatruje winem i oliwą, a wsadziwszy go na swoje juczne zwierzę odwozi do gospody, zapewniając mu tam opiekę. Opłaciwszy koszty pielęgnacji, obiecuje uiścić przy powrocie wszystkie dalsze wydatki.
Nad powracającym synem marnotrawnym pochyla się najlepszy ojciec i obejmując tego, który przez pokutę wraca do niego, okrywa go znowu blaskiem ojcowskiej chwały, nie wypominając mu niczego, czym przedtem zawinił.
Z tego samego powodu owieczkę, która odeszła z Bożej owczarni i błąkała się po górach i wzgórzach, odnajduje dobry Pasterz. Nie łaje jej ani nie bije, lecz z powrotem przyprowadza do owczarni nie żałując trudu. Owszem, bierze ją na ramiona i w rozrzewniający sposób dołącza do reszty stada.
Dlatego Chrystus wołał: "Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię". I dalej: "Weźcie moje jarzmo na siebie", nazywając jarzmem przykazania bądź też życie inspirowane Ewangelią. A wielki ciężar pokuty, który wydaje się uciążliwy, określa jako lekki, mówiąc: "Jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie".
Gdy zaś uczy o świętości Boga i Jego dobroci, mówi rozkazując: "Bądźcie święci, bądźcie doskonali, bądźcie miłosierni jak Ojciec wasz niebieski". "Odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone". I wreszcie: "Wszystko, cobyście chcieli, żeby ludzie wam czynili, i wy im czyńcie".

Responsorium
por. Ez 33, 11; Ps 94, 19


W. Drżałbym, † gdybym nie znał miłosierdzia Twego, Panie; lecz Ty powiedziałeś: Nie pragnę śmierci występnego, a jedynie tego, aby występny zawrócił ze swej drogi i żył. * Ty Kananejkę i celnika wezwałeś do pokuty.
K. Gdy w moim sercu mnożą się niepokoje, Twoja pociecha orzeźwia mą duszę. W. Ty Kananejkę i celnika wezwałeś do pokuty.

Z komentarza św. Hieronima, kapłana, do Księgi Joela

(PL 25, 967-968)

Nawróćcie się do Mnie

„Nawróćcie się do Mnie całym swoim sercem”. Okażcie skruchę przez post, płacz i żałobę, abyście teraz poszcząc, później zostali nasyceni; teraz płacząc, później się radowali; teraz się smucąc, później zostali pocieszeni. A ponieważ w chwilach trudnych i przeciwnościach macie zwyczaj rozdzierać szaty (w ten sposób postąpił, czytamy w Ewangelii, arcykapłan dla podkreślenia  winy naszego Pana Zbawiciela; czytamy także, iż to samo uczynili Paweł i Barnaba, gdy usłyszeli bluźniercze słowa), dlatego nakazuję wam, abyście nie rozdzierali waszych szat, ale serca. Są one pełne grzechów i jeśli nie zostaną skruszone, rozerwą się same, podobnie jak bukłaki. Tak czyniąc, powrócicie do Pana Boga waszego, od którego oddaliliście się wskutek waszych grzechów. Mimo ogromu waszych nieprawości nie powątpiewajcie w Boże Miłosierdzie , ponieważ wielkie miłosierdzie potrafi usunąć wielkie grzechy.

Pan bowiem jest łaskawy i miłosierny; pragnie raczej nawrócenia grzesznika niż jego śmierci. Jest cierpliwy i wielkiego  miłosierdzia , nie naśladuje ludzi w niecierpliwości, ale długo czeka na nasze nawrócenie. Jest łaskaw i potrafi zaniechać karania. Oznacza to, iż jeśli my odwrócimy się od grzechów, to i On odwróci się od groźby i nie ześle zła, które zapowiedział. Jeśli zmienimy swe nastawienie, to i On je zmieni. Przez ‘zło’ nie należy tutaj rozumieć przeciwieństwa cnoty, ale ów rodzaj utrapienia, o którym na innym miejscu czytamy: ‘Dosyć ma dzień utrapienia swego’ oraz ‘Czyz jest w mieście zło, którego Pan by nie zesłał?’

Joel powiedział uprzednio: ‘Pan jest łaskawy i miłosierny, cierpliwy i wielkiego  miłosierdzia , litujący się i odwracający zło’. Aby jednak ogrom dobroci nie stał się przyczyną naszej lekkomyślności, w swej proroczej wypowiedzi dodaje i powiada: Ja – rzecze – nawołuję was do pokuty, co jest mym obowiązkiem, a wiem, że Bóg jest niezmiernie łaskawy, jak to mówi Dawid: ‘Zmiłuj się nade mną Boże w swojej łaskawości, w ogromie swego  miłosierdzia wymaż moją nieprawość’. Ponieważ jednak nie potrafimy zmierzyć ogromu miłości i wiedzy Boga, dlatego mówię ostrożniej i raczej wyrażam życzenie niż oczekiwanie, mówiąc: ‘Kto wie, może zlituje się i przebaczy?’ Wyrażenie ‘kto wie’ wskazuje na rzecz niemożliwą albo trudną.

‘Ofiarę z pokarmów i ofiarę płynną dla Pana Boga naszego’. Oznacza to, iż po otrzymaniu błogosławieństwa i przebaczenia będziemy mogli składać ofiary Bogu.

Kazanie św. Leona Wielkiego, papieża

(Kazanie 10 w Wielkim Poście, 3-5)

Wielkim dobrem jest miłość

W Ewangelii św. Jana Pan mówi: "Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali". W Liście zaś tegoż Apostoła czytamy: "Najmilsi, miłujmy się wzajemnie, ponieważ miłość jest z Boga, a każdy, kto miłuje, narodził się z Boga i zna Boga. Kto nie miłuje, nie zna Boga, bo Bóg jest miłością".
Niech zatem wierzący badają swoje sumienie i poddają rzetelnemu osądowi nawet najskrytsze poruszenia swego serca, a jeśliby we wnętrzu swojej duszy odnaleźli coś z owoców miłości, niech nie wątpią, że mają w sobie Boga. Żeby zaś z dnia na dzień otwierali się szerzej na przyjęcie tak wielkiego Gościa, niech pełnią wytrwale i w coraz większym zakresie uczynki miłosierdzia . Jeżeli bowiem Bóg jest miłością, to miłości tej nie można niczym ograniczać, skoro i Bóstwo nie da się zamknąć w żadnych granicach.
Dlatego, najmilsi, chociaż dla praktykowania cnoty miłości każdy czas jest odpowiedni, to jednak obecne dni zachęcają nas do tego w sposób szczególny. Bo jeśli chcemy obchodzić Paschę Pana uświęceni na duszy i ciele, to musimy zabiegać przede wszystkim o ten dar łaski, który zawiera w sobie zbiór wszystkich cnót i zakrywa mnóstwo grzechów.
Mając więc świętować tę wyższą ponad wszystko tajemnicę, w której krew Jezusa Chrystusa zmyła nasze nieprawości, przygotujmy najpierw ofiary miłosierdzia . To samo bowiem, czym nas obdarowała dobroć Boża, my winniśmy świadczyć tym, którzy wobec nas zawinili.
Niech też i szczodrość nasza wobec ubogich oraz dotkniętych różnymi ułomnościami obficiej się w nas ujawni, aby z wielu ust płynęły do Boga słowa podzięki, i by nasze posty skutecznie wsparły potrzeby głodujących. Żadne pobożne dzieło nie sprawia Panu takiej przyjemności jak to, gdy przychodzimy z pomocą Jego ubogim. Wszędzie bowiem tam, gdzie spotyka się z naszą miłosierną troską względem innych, rozpoznaje On w niej odbicie swojej własnej miłości.
Nie obawiajmy się, że wydatki z tym związane uszczuplą nasze mienie, ponieważ już sama dobroczynność jest wielkim bogactwem, a szczodrość nie może być pozbawiona środków tam, gdzie Chrystus i karmi, i sam jest karmiony. W każdym bowiem uczynku miłosierdzia działa ta sama ręka, która łamiąc chleb, zwiększa go, a rozdając - pomnaża jego ilość.
Niechże więc ten, kto udziela pomocy innym, będzie spokojny i wesoły, ponieważ wtedy zyska dla siebie najwięcej, kiedy sobie najmniej zatrzyma. Mówi bowiem św. Paweł Apostoł: "Ten, który daje nasienie siewcy, i chleba dostarczy ku pokrzepieniu, i ziarno rozmnoży, i zwiększy plon waszej sprawiedliwości" w Chrystusie Jezusie, Panu naszym, który żyje i króluje z Ojcem i Duchem Świętym na wieki wieków. Amen.

Responsorium
Łk 6, 38; por. Kol 3, 13


W. Dawajcie, † a będzie wam dane: * Miarą dobrą, natłoczoną, utrzęsioną i opływającą wsypią w zanadrza wasze.
K. Jak Pan dał wam, tak i wy dawajcie. W. Miarą dobrą, natłoczoną, utrzęsioną i opływającą wsypią w zanadrza wasze.

Z 'Dialogu' św. Katarzyny Sieneńskiej,
dziewicy i doktora Kościoła, 'O Bożej Opatrzności'

(4, 13)

Błaganie o miłosierdzie

Najsłodszy mój Panie, wejrzyj miłościwie na Twój lud, na Ciało Mistyczne Twojego Kościoła. Wszak o wiele bardziej uwielbione będzie święte Imię Twoje wówczas, kiedy przebaczysz tak licznej rzeszy Twych stworzeń, niż tylko mnie biednej, która tak bardzo obraziłam Twój Majestat. Jakże mogłabym doznawać pociechy widząc siebie przy życiu, jeśliby lud Twój pogrążony był w śmierci, gdyby mroki grzechów z powodu moich nieprawości i nieprawości innych stworzeń ogarniały Twoją umiłowaną Oblubienicę.
Żarliwie przeto błagam o tę niepojętą łaskę, abyś okazał miłosierdzie ludowi Twemu w imię owej niezrównanej miłości, która Cię skłoniła do stworzenia człowieka na obraz i podobieństwo Twoje. I czemuż to, proszę, obdarzyłeś człowieka tak wielką godnością? Niewątpliwie, stało się tak jedynie dla niepojętej miłości, dzięki której dostrzegłeś Twe stworzenie w sobie samym i w nim się rozmiłowałeś. Wyznaję jednak otwarcie, iż przez grzech człowiek słusznie utracił godność, do jakiej został wyniesiony.
Ty zaś wiedziony tą samą miłością i pragnąc w swojej dobroci pojednać ludzi ze sobą, dałeś nam Słowo, Twojego Jednorodzonego Syna, który stał się prawdziwym Pośrednikiem między nami a Tobą. On stał się naszą sprawiedliwością. W sobie samym zniweczył wszystkie nasze nieprawości i grzechy mocą posłuszeństwa, którego Ty, Ojcze niebieski, odeń zażądałeś polecając Mu przyjąć naszą ludzką naturę.
O niezrównana głębio miłości! Jakież serce może pozostać tak twarde, by się nie poruszyć i nie zadrżeć widząc, że tak wielka wzniosłość zstąpiła ku tak przepastnej niskości. Bo taką właśnie jest nasza ludzka natura.
Jesteśmy Twoim obrazem, a Ty obrazem naszym dzięki jedności, jaką ustanowiłeś między sobą a człowiekiem. Wiekuiste Bóstwo skryłeś pod nędzną zasłoną skażonej natury ludzkiej. Dlaczego? Jedynie dla Twej niewypowiedzianej miłości. Przez ową niepojętą miłość pokornie i ze wszystkich sił mej duszy błagam Twój Majestat, abyś biednym stworzeniom okazał swoje łaskawe miłosierdzie .

Z traktatu św. Ireneusza, biskupa, 'Przeciw herezjom'

(księga 4, 17, 4-6)

Miłosierdzia pragnę, nie ofiary

Bóg nie żądał od Izraelitów ofiar i całopaleń, ale dla ich własnego dobra domagał się posłuszeństwa i prawości. Objawiając im swoją wolę, mówił przez proroka Ozeasza: "Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary, poznania Boga bardziej niż całopaleń". Ale i nasz Pan podobnie ich napominał, mówiąc: "Gdybyście zrozumieli, co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary, nie potępialibyście niewinnych". W tych słowach zaświadczył o prawdomówności proroków, Izraelitów natomiast zganił z powodu ich zawinionej niewiedzy.
Swym uczniom polecił składać Bogu w ofierze pierwociny z Jego stworzeń. Nie jakoby tego rzeczywiście potrzebował, ale by oni sami nie okazali się niewdzięczni i pozbawieni duchowego owocu. Wziął przeto chleb należący do rzeczy stworzonych i dzięki składał, mówiąc: "To jest Ciało moje". W podobny sposób wziął kielich z winem, stworzonym jak i my sami, stwierdził, iż jest ono Jego własną Krwią, i ustanowił nową ofiarę Nowego Przymierza.
Kościół, otrzymawszy od Apostołów tę ofiarę, na całym świecie składa ją Bogu, który daje nam pożywienie jako zadatek darów Nowego Przymierza. Przymierze to zapowiedział Malachiasz, jeden z dwunastu proroków, w słowach: "Nie mam w was upodobania - mówi Pan Wszechmogący - i nie przyjmę z waszych rąk ofiary. Albowiem od wschodu słońca aż do zachodu moje imię czczone będzie między narodami, a na każdym miejscu dar kadzielny składany będzie memu imieniu i ofiara czysta; albowiem wielkie jest moje imię między narodami - mówi Pan Wszechmogący". Tymi słowami wskazał wyraźnie, iż dawny lud Przymierza przestanie składać ofiary Bogu, że natomiast na każdym miejscu będzie dlań składana ofiara czysta; imię zaś Jego będzie czczone pośród narodów.
Jakież bowiem jest inne imię sławione między narodami, jeśli nie imię Pana naszego, przez którego wywyższony jest Ojciec i wywyższony jest człowiek? A ponieważ jest to imię Jego własnego Syna, który przezeń stał się człowiekiem, dlatego nazywa je swoim własnym. Gdyby bowiem jakiś król sporządził obraz swego syna, słusznie mógłby nazwać go swoim, ponieważ jest obrazem syna i ponieważ sam go sporządził. Podobnie imię Jezusa Chrystusa, czczone na całym świecie, Ojciec nazywa swoim, bo jest imieniem Jego Syna i sam je nadał dla zbawienia ludzi.
Ponieważ imię Syna należy do Ojca i Kościół składa ofiarę Bogu Ojcu przez Jezusa Chrystusa, słusznie powiada prorok: "Na każdym miejscu będzie składany memu imieniu dar kadzielny i ofiara czysta". Otóż darem kadzielnym, jak mówi święty Jan w Apokalipsie, są modlitwy świętych.

Z kazania św. Leona Wielkiego, papieża

(Kazanie 8 o Męce Pańskiej, 6-8)

Miłosierdzie Boże względem nas jest tym więcej godne podziwu, że Chrystus nie umarł za sprawiedliwych ani za świętych, lecz za grzesznych i bezbożnych. A ponieważ oścień śmierci nie może dosięgnąć samego Bóstwa, Pan rodząc się wśród nas, przyjął to, co mógł za nas ofiarować.
Już dawno zresztą groził naszej śmierci potęgą śmierci swojej, mówiąc przez usta proroka Ozeasza: "Będę śmiercią twoją, o śmierci, ukąszeniem twoim będę, o otchłani!" Umierając bowiem poddał się prawu śmierci, które zniósł zmartwychwstając. W ten sposób przeciął wieczność śmierci i z wiekuistej przemienił ją na doczesną. "I jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy będą ożywieni".

Kazanie św. Augustyna, biskupa i doktora Kościoła

(Kazanie 23 A, 1-4)

Pan okazał nam swe miłosierdzie

Błogosławieni jesteśmy, jeśli czynimy to, co słyszymy, i wyśpiewujemy. Nasze bowiem słuchanie jest siewem, działanie - owocem siewu. Już przedtem wspomniałem, abyście nie przebywali w kościele bezowocnie, słuchając o tak wielu świętych sprawach, a nie postępując święcie. Ponieważ "łaską jesteśmy zbawieni - jak mówi Apostoł - nie z uczynków, aby się nikt nie chlubił; łaską zbawieni jesteśmy". Bo nie prowadziliśmy przedtem życia tak świętego, aby Bóg mógł je umiłować i powiedzieć: Zstąpmy, przyjdźmy z pomocą ludziom, albowiem postępują godnie. W rzeczywistości nie podobało Mu się nasze życie. Nie miał upodobania w tym, co czyniliśmy. Podobało Mu się jedynie to, co sam w nas uczynił. Dlatego wszystko, co czynimy, odrzuci, ocali zaś to, co sam uczynił.

Nie byliśmy dobrymi. Bóg jednak ulitował się nad nami, zesłał Syna swego, który umarł nie za dobrych, ale złych, nie za sprawiedliwych, ale grzeszników. Albowiem "Chrystus umarł za grzeszników". A dalej mówi Pismo: "Nawet za człowieka sprawiedliwego podejmuje się ktoś umrzeć z największą trudnością; chociaż może jeszcze za człowieka życzliwego odważyłby się ktoś ponieść śmierć". Istotnie, mogłoby się zdarzyć, iż ktoś odważyłby się umrzeć za człowieka dobrego. Jednakże za grzesznika, człowieka złego i przewrotnego, któż zechciałby ponieść śmierć, jeśli nie sam tylko Chrystus, tak sprawiedliwy, iż usprawiedliwił grzeszników.

Nie było w nas, bracia, żadnych dobrych czynów; wszystkie były złe. A chociaż takie właśnie były czyny ludzi, nie opuściło ich jednak Boże miłosierdzie . Bóg wysłał Syna swego, aby nas wybawił. Nie złotem ani srebrem, ale ceną Jego przelanej krwi. On stał się Barankiem bez skazy, prowadzonym na zabicie za owce skalane (jeśli tylko skalane, a nie zepsute całkowicie). Oto jaką otrzymaliśmy łaskę. Żyjmy przeto godnie mocą przyjętej łaski, by nie sprzeniewierzyć się tak wielkiemu darowi. Wielki Lekarz przybył do nas i usunął wszystkie nasze grzechy. Jeśli na nowo chcemy chorować, nie tylko sobie samym wyrządzimy krzywdę, ale nadto staniemy się niewdzięczni względem Lekarza.

Podążajmy przeto wskazanymi przezeń ścieżkami, nade wszystko drogą pokory, którą stał się dla nas. Swą nauką ukazywał drogę pokory; cierpiąc za nas przemierzył ją całą. "Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas", aby mógł umrzeć za nas Ten, który nie może umrzeć. Nieśmiertelny Bóg przyjął śmiertelną naturę, aby za nas umrzeć i swoją śmiercią naszą śmierć unicestwić.
Oto czego Pan dokonał, czym nas obdarzył. Potężny, uniżył się, uniżony, został zabity, zabity, zmartwychwstał i został wywyższony po to, aby nie pozostawić w otchłani umarłych, ale aby w sobie wywyższyć tych, których już wywyższył przez wiarę i wyznanie wiary przynoszące usprawiedliwienie. Oto jak przekazał nam drogę pokory. Jeśli będziemy się jej trzymać, uwielbimy Pana i z całą słusznością będziemy mogli śpiewać: "Wysławiamy Ciebie, Boże, wysławiamy i wzywamy Twojego imienia".

Kazanie św. Leona Wielkiego, papieża,
'O błogosławieństwach'

(Kazanie 95, 2-3)

Wielu bogatych umie posługiwać się swym bogactwem
dla pełnienia dzieł miłosierdzia

Niewątpliwie ubodzy zdobywają cnotę pokory łatwiej niż bogaci. Przyjacielem ubogich jest bowiem łagodność, natomiast bogatym towarzyszy zazwyczaj pycha. Jednakże i wielu bogatych umie posługiwać się swym bogactwem nie dla wzbijania się w pychę, ale dla pełnienia dzieł miłosierdzia, uważając za swą największą korzyść to, co można ofiarować bliźniemu dla złagodzenia jego nędzy i cierpień. W tej onocie mogą mieć udział ludzie wszystkich w ogóle stanów. Wszyscy bowiem mogą mieć to samo wewnętrzne usposobienie, nawet nie mając tych samych dóbr. Nierówność posiadania dóbr materialnych nie ma znaczenia u tych, którzy są równi w dobrach duchowych.

Błogosławione jest to ubóstwo, które jest wolne od przywiązania do dóbr doczesnych, nie dąży do pomnażania dóbr ziemskich, ale pragnie wzrastać w dobra niebieskie. Apostołowie jako pierwsi po Chrystusie Pana dali przykład wielkodusznego ubóstwa. Porzucili wszystko bez wyjątku. Na głos wielkiego Nauczyciela zwyczajni rybacy rychło przemienili się w rybaków ludzi; wielu doprowadzili do naśladowania swej wiary, skoro w pierwszym okresie Kościoła wszyscy mieli jedno serce i jednego ducha. Porzuciwszy wszelkie swoje majątki i posiadłości, dzięki swemu świętemu ubóstwu stali się bogatymi w dobra wieczne, jak świadczy przopowiadanie Apostołów. Radowali się bardzo z tego, że nic nie mają na tym świecie, a wszystko mają w Chrystusie. Dlatego święty Piotr Apostoł, poproszony o wsparcie przez człowieka chromego u wejścia do świątyni, odpowiedział: 'Nie mam srebra ani złota, ale co mam, to ci daję; W imię Jezusa Chrystusa Nazarejczyka, wstań i chodź'.

Cóż bardziej wzniosłego od takiej pokory? Cóż zamożniejszego od tego ubóstwa? Nie rozporządza pieniędzmi, ale rozporządza darami natury. Piotr swoim słowem uzdrowił tego, który urodził się chromym; nie ofiarował podobizny Cezara na monecie, natomiast odnowił w chorym obraz Chrystusa.

Z zasobów tego skarbca skorzystał nie tylko ten, kto otrzymał zdolność chodzenia, ale także owe pięć tysięcy ludzi, którzy na widok cudu uzdrowienia uwierzyli wezwaniu apostoła. Ten zatem ubogi, który nie miał niczego, by dać proszącemu, ofiarował taką obfitość Bożej łaski, iż podobnie jak uleczył nogi jednego chromego, tak też uzdrowił serca wielu tysięcy ludzi. Tych, co byli chromi, uczynił wolnymi i swobodnymi w Chrystusie.

Z nauk duchowych św. Doroteusza, opata

(nauka 13, 2-3)

Złudny pokój duszy

Ten, kto samego siebie oskarża, ilekroć spotka się z przeciwnością, krzywdą, zniewagą czy jakimkolwiek innym utrapieniem, przyjmuje wszystko pogodnie, wszystko uważa za słuszne i w najmniejszym stopniu nie doznaje niepokoju. Czyż może być coś bardziej spokojnego ponad takiego człowieka?
Ktoś jednak mógłby powiedzieć: "Jakże mogę siebie samego oskarżać, skoro mój brat postępuje ze mną niesprawiedliwie, mimo iż, jak stwierdzam, nie dałem żadnego powodu?"
Otóż jeśli ktoś przejęty bojaźnią Bożą zbada sam siebie, zauważy na pewno, iż w rzeczywistości dał powód czynem, słowem lub zachowaniem. Jeśli zaś stwierdzi, iż w żadnej z tych spraw nie dał powodu, zapewne wyrządził przykrość kiedy indziej, w tej lub w innej sprawie, bądź wreszcie zawinił wobec kogoś zupełnie innego. Toteż z tego powodu, lub nawet z powodu innych jeszcze przewinień ponosi teraz zasłużoną karę.
Może się też zdarzyć, że ktoś zachowujący - jak sam mniema - zupełny spokój i skupienie, czuje się dotknięty obraźliwym słowem brata. Sądzi zatem, iż słusznie gniewa się mówiąc: Gdyby nie przyszedł, nie ubliżył mi i nie rozgniewał, nie popełniłbym grzechu.
Jest to oczywiście złudzenie i fałszywe rozumowanie. Czyż ten, kto wypowiedział kilka słów rzeczywiście przyniósł niepokój i wzburzenie? On ujawnił to, co już było w człowieku, aby jeśli zechce, mógł czynić pokutę. Taki człowiek podobny jest do chleba pszennego, o pięknym wyglądzie, który po rozłamaniu ukazuje swe zepsucie. Sądził, iż jest pełen pokoju, ale wewnątrz kryły się namiętności, o których nie wiedział. Niech tylko przyjdzie brat i powie słowo, a natychmiast ujawnia się zepsucie i brud ukryty w sercu. Dlatego jeśli człowiek taki pragnie dostąpić miłosierdzia , niechaj żałuje, niech się oczyści, niech się udoskonali, a wtedy zobaczy, iż należy raczej dziękować bratu, który stał się powodem tak wielkiego pożytku.
Odtąd nie utrapią go żadne doświadczenia, ale im bardziej postąpi, tym mniej będzie je odczuwał. O ile bowiem dusza postępuje w doskonałości, o tyle staje się mocna i zdolna znosić wszelkie napotkane przeciwności.

Z modlitewnika do Miłosierdzia Bożego

( Dzienniczek św. Siostry Faustyny)

Owoce modlitwy

    "Dusza zbroi się przez modlitwę do walki wszelkiej. W jakimkolwiek dusza jest stanie, powinna się modlić. Musi się modlić dusza czysta i piękna, bo inaczej utraciłaby swą piękność; modlić się musi dusza dążąca do tej czystości, bo inaczej nie doszłaby do niej; modlić się musi dusza dopiero co nawrócona, bo inaczej upadłaby z powrotem; modlić się musi dusza grzeszna, pogrążona w grzechach, aby mogła powstać.
    I nie ma duszy, która by nie była obowiązana do modlitwy, bo wszelka łaska spływa przez modlitwę" (Dz. 146).

    "...dusza powinna być wierną modlitwie, pomimo udręczeń, oschłości, i pokus, bo od takiej przeważnie modlitwy zależy urzeczywistnienie nieraz wielkich zamiarów Bożych; a jeżeli nie wytrwamy w takiej modlitwie, krzyżujemy to, co Bóg chciał przez nas dokonać albo w nas. Niech słowa te wszelka dusza zapamięta: A będąc w ciężkości dłużej się modli" (Dz. 872).

    "Cierpliwość, modlitwa i milczenie - te wzmacniają duszę. Są chwile, w których dusza powinna milczeć i nie godzi się jej rozmawiać ze stworzeniami; są to chwile niezadowolenia z samej siebie. (...) W takich chwilach żyję wyłącznie wiarą..."
    (Dz. 944).

    "Milczenie jest mieczem w walce duchowej, (...) Dusza milcząca jest zdolna do najgłębszego zjednoczenia się z Bogiem, ona żyje prawie zawsze pod natchnieniem Ducha Świętego; Bóg w duszy milczącej działa bez przeszkody" (Dz. 477).

    "Często powinniśmy się modlić do Ducha Świętego o łaskę roztropności.
    Na roztropność składa się: rozwaga, rozumne zastanowienie się i mężne postanowienie. Zawsze ostateczna decyzja należy do nas" (Dz. 1106).

* * * *

„Powołaniem osób konsekrowanych jest świadczenie o miłosierdziu Boga” – stwierdził Benedykt XVI podczas nieszporów odprawianych 2 lutego 2010 r. wraz z zakonnicami i zakonnikami w Bazylice św. Piotra w Watykanie.

* * * *