Spowiedź święta

Literatura - artykuły

Home | Z Katechizmu | Stałe Konfesjonały | Literatura | Porady | Inne

Czy to grzech? - cz. 1

www.spowiedz.pl zrobiłem w 2001 roku w odpowiedzi na najczęściej stawiane pytanie na forum pomocy www.katolik.pl:  
- Czy to grzech?
moderator forum pomocy
i pielgrzym www.pielgrzymka.org

Wstęp

Czy [...] to grzech?

Skrupulanci posługują się ulubionym pytaniem w rozmowach z kierownikiem duchowym: "Proszę mi powiedzieć, czy to jest grzech?". Chcą mieć pewność, że to, co robią, myślą i mówią nie jest nim. Mówiąc inaczej: czy ich sposób bycia i zachowania nie spotka się z Boską karą i potępieniem. W swoim pogubieniu szukają... pewności. Uważają, że może im ona dać upragniony pokój serca. Ale wiedza nie może przynieść pokoju, tak jak nikt jeszcze nie upił się słowem "wino". Wiedza nie może zastąpić osobistego doświadczenia czy przeżycia. Poszukiwanie pewności jest wejściem w labirynt bez wyjścia. Nawet jeśli skrupulant uzyska odpowiedź na swoje wątpliwości, po chwili pojawią się następne. I tak w nieskończoność…

Gdzie można odnaleźć pokój serca?

Pełny tekst o. Dariusza Michalskiego SJ: (klik)

=============

Bez osobistej relacji z Bogiem jest smutek, poczucie spełniania obowiązku i pytanie o grzech. Jeśli budujemy relacje z Panem, to nie ma lęku i poczucia, że coś robię z obawy przed grzechem. To tak jakby motywem czynów miłości w rodzinie był strach przed paskiem taty...
Grzegorz Kramer sj

'Unikajcie wszystkiego co ma choćby pozór zła' 1 Tes 5,22

'Nie jest jeszcze chrześcijaninem, kto ciągle tylko oblicza, co musi zrobić, by było dosyć i by z pomocą kazuistycznych sztuczek mógł jeszcze uważać się za człowieka czystego sumienia'.
'Wprowadzenie w chrześcijaństwo', Joseph Ratzinger

=============

S. (Małgorzata Borkowska, "Ryk Oślicy. Kolejny apel do duchownych panów", cytat:

Mało kto ma świadomość, iż żyje na cudzym świecie; stworzonym przez Kogoś innego i w dodatku dla Jego własnych celów. Tymczasem człowiek lubi myśleć, że to on jest stwórcą albo przynajmniej współtwórcą i że celem istnienia wszechrzeczy jest to, żeby pan Iks zbił majątek, ksiądz Igrek zrobił karierę kościelną, a pani Zet miała powodzenie. Dla ułatwienia sobie osiągnięcia tego celu sam oczywiście ustala prawa, którymi świat powinien się kierować, i bardzo się gniewa na czyjkolwiek sprzeciw. Widzi jednak takie sprzeciwy; więc zadaje „egzystencjalne” pytania, które w dużej mierze można by streścić tak:
Ile i jak można uskubać dla siebie, żeby się zanadto nie narazić. I nic go więcej nie obchodzi.

nieco dalej s. Małgorzata pisze:

Gdzie szukać sensu świata i wszelkiego istnienia? U jego Stwórcy oczywiście. Podstawową Rzeczywistością wszechbytu jest Bóg, a więc – i to nam wyraźnie objawiono – Trójca Święta. Całe dzieło stworzenia wynika z wewnętrznych relacji w Trójcy Świętej; jeśli w Bogu wszystko jest darem Trzech Osób wzajemnie dla siebie, to jest takim darem i stworzenie; i samo ono otrzymuje dar istnienia, a w ludziach także dar osobowości, dar miłości bez końca. Istniejemy więc po to, żeby ten dar otrzymać i zachować na wieczność, a naprawdę nie po to, żeby w doczesności jak najwięcej dla siebie uskubać.

=============

Zauważam, że rzymscy katolicy w Rzeczpospolitej przyjmują postawy talmudystyczne. Redukują chrześcijaństwo do kodeksu prawnego składającego się z nakazów i zakazów, mierzą je miarką: wolno, na ile wolno, a jak nie wolno, to jak zrobić, żeby było wolno. Proszę zapytać swojego sumienia a nie wyręczać się ludźmi.
Jak czytam tego typu pytania to mam nieoparte wrażenie, ze chrześcijaństwo, przynajmniej w swoim wymiarze rytualnym, zostaje zredukowane do czegoś będącego kombinacją podejścia buchalteryjno-księgowego i arytmetyczno-algebraicznego. Ile razy? Jak często? Ile z przeniesienia a ile z podziału? Co po stronie 'winien' a co po stronie 'ma'. Czy jeden grzech ciężki można zrównoważyć pięcioma dobrymi uczynkami a może sześcioma lub siedmioma i pół.
Przesłanie Jezusa jest bardzo, bardzo proste. Tak proste, że nie można sobie prostszego wyobrazić:
'Bliskie jest Królestwo Boże. Zmieniajcie wasze umysły i głoście Dobrą Nowinę'.
(Mk 1,15).
I od tego radzę zacząć. Mniej zwracając uwagę na matematykę i rachunkowość.
xc

Z uporem muła powtarzam, że najwłaściwsze miejsce do wyjaśniania sobie kwestii jak to jest z grzechami (lekkimi, ciężkimi, półciężkimi, piórkowymi itd.) to konfesjonał. Dlaczego? To temat na osobną dłuższą wypowiedź, z najważniejszych przyczyn wymienię:
- odpowiadając w internecie tak naprawdę nie ponosimy żadnej, poza tej wobec własnego sumienia, odpowiedzialności za skutki naszych rad, odpowiedzi, podpowiedzi, sugestii;
- zbyt krótki opis "przypadku", nie pozwalający na wyrobienie sobie właściwego poglądu;
- brak "interaktywności" czyli nie ma wymiany myśli między Pytającym a Odpowiadającym;
- forma wypowiedzi obu stron jest nieadekwatna do problemu.

Wobec tego "powtarzam z uporem muła" następujący algorytm:
1. Krok pierwszy: zapytać się własnego sumienia
1a. Jeśli uzyskamy satysfakcjonującą odpowiedź - wyjdź z programu
1b. Jeśli brak satysfakcjonującej odpowiedzi - wykonaj krok drugi.
2. Krok drugi - Udaj się do konfesjonału i zadaj to pytanie.

Krok 2 należy powtarzać aż do skutku opisanego w 1a.
Praw autorskich do wyżej wymienionego algorytmu sobie nie roszczę, można powielać bez obawy o naruszenie praw autorskich.
Powodzenia!
Verba Docent
ps. Istotą chrześcijaństwa nie jest odpowiedź na pytanie:
Grzech czy nie grzech jako taki. A jak taki no to jaki?
Myślę, że chrześcijaństwo jest drogą ku Bogu, po której idziemy naśladując Jezusa Chrystusa.
Pytanie o grzech jest tylko pytaniem pomocniczym (i to nie najważniejszym) do pytania "jak iść?"

Verba Docent

--------

Co to jest grzech?
Grzech, jak mówi katechizm, to przekroczenie przykazania Bożego. Definicja, która mówi o zakazie. Kiedy mówimy dzieciom: Nie rób tego czy tamtego - nasze przykazania też są zakazami. Dziesięć przykazań Bożych też zostało danych w formie zakazów ludziom prostym.
Z nauki Pana Jezusa możemy wyczytać inną definicję grzechu: grzech popełniamy wtedy, kiedy - mogąc wybierać - wybieramy nie Boga, lecz zło.
Wybieram kłamstwo a nie Boga, który jest Prawdą.
Wybieram nienawiść a nie Boga, który jest Miłością.
Wybieram złość a nie Boga, który jest Dobrem i Przebaczeniem.
Wiem, że Bóg, który mnie kocha, jest. Modlę się do Niego, wierzę w Niego, lecz nie wybieram tego, czego On chce.
Kiedy mam możliwość wyboru, a nie wybieram Boga, wtedy zawsze grzeszę.

Mówią, że grzech jest podobny do choroby. Podobny jest i trochę niepodobny. Choroba zawsze, prędzej czy później, daje o sobie znać. Grzech raczej nie lubi, żeby go przypominać, i chce się z nami zżyć. Większy grzech czasem niepokoi, ale potem człowiek się uspokaja, asymiluje grzech i usprawiedliwia się.
Każdy dobry lekarz ma ogonek pacjentów przez cały rok. Natomiast konfesjonał jest często pusty. W pierwszym wypadku czekamy na lekarza, w drugim - Bóg czeka nan nas. Nieraz na próżno.
Często choroba przychodzi po to, aby przypomnieć nam o grzechu.

ks. Jan Twardowski, Przed spowiedzią świętą

--------

Aby sumienie nie wprowadzało w błąd, mamy obowiązek je formować. Dlatego powinniśmy starać się nie tylko o odpowiedź w kwestii jakiegoś grzechu, ale o poznanie nauki Kościoła. Bardzo pomocny jest Katechizm Kościoła Katolickiego. Wiele problemów moralnych wyjaśnia się po uważnej lekturze Trzeciej części KKK, a szczególnie od nr 2052 do nr 2082, a także nr 2083 do nr 2195,  jak również nr 2196 do nr 2557. Treści katechizmowe są bardzo pomocne w codziennych decyzjach oraz w przygotowaniu się do spowiedzi.
Warto również uważnie przestudiować zasoby www.spowiedz.pl www.teologia.pl, jaki i katechezy na www.radiomaryja.pl
Co sie kryje pod pytaniem o grzech - minimalizm czy gorliwość?
Jezus ma moc wyzwolić nas z każdego grzechu. Ale, czy tego pragniesz? Czy w to wierzysz, czy o to prosisz w żarliwej modlitwie?
Czy interesuje Cie tylko ten grzech, czy też pragniesz poddać Jezusowi całe swoje życie?
Czy wierzysz, że to Bóg najbardziej chce twego szczęścia?
Co czynisz, aby poznać Jego wole?
Czy czytasz codziennie jego List miłosny do Ciebie - Pismo Święte?
W życiu chrześcijańskim potrzeba nie tylko pytać o grzech, ale o to jak jak lepiej odpowiedzieć na miłość Pana Boga.
Aggeusz

--------

Wiem że internet nie jest najwłaściwszym miejscem na tego typu sprawy ale jakbym miał satysfakcjonującą odpowiedź to bym się nie pytał tutaj. Więc prosiłbym o ile to możliwe o odpowiedź normalną.
nieznajomy

--------

Taka mała refleksja.
Jeśli komuś zepsuje się samochód, to raczej nie staje na środku drogi i nie woła do publiczności: ludzie! Samochód mi nie jedzie, zepsuł mi się czy nie? A jeśli mi się, zepsuł to czy zepsuł się poważnie czy tylko tak sobie? Ja przynajmniej przez moje długaśne życie nikogo takiego nie spotkałem, o nikim takim nie słyszałem. Nikogo nie dziwi, że w takim przypadku człowiek postępuje pewną utartą ścieżką: najpierw sam próbuje coś zrobić, jak się nie da, to woła pomoc drogową (albo przyjaciela z linką holowniczą), ciągnie bryczkę do warsztatu i tam reperują ją (albo nie) a właściciel pojazdu ponosi koszty tego typu przedsięwzięcia.

Pan pewnie podobnie postępuje.

No a gdzie samochód a gdzie grzech? Tu dotykamy spraw najważniejszych, przy których automobilizm wydaje się być niczym. Prosi Pan o "normalną odpowiedź". A co to niby jest? A kto my niby jesteśmy? Jakie my mamy kompetencje do oceny Pana działań, zaniechań, myśli, mowy i uczynków? A może ktoś nie ma ochoty w ogóle wsłuchiwać się w Pana problemy? Nie pomyślał Pan o tym? Swoim pytaniem stawia nas Pan w niezręcznej (co najmniej sytuacji). A jeśli ktoś, działający w dobrej wierze ale niestety nie znający się na rzeczy ani nie dysponujący odpowiednim "materiałem źródłowym" odpowie Panu i wpędzi Pana np. w depresję lub katatonię, to kto za to będzie odpowiadał? Pytek? 
Przywołam głośny przed wielu, wielu laty przypadek egzorcyzmów sprawowanych nad pewną młodą Niemką. Sprawa znana, opisana, sfilmowana, nie będę wchodził w szczegóły. Otóż młoda ta osoba niestety zmarła. Sąd niemiecki (słusznie lub nie, to nie jest akurat w tym przypadku ważne) uznał, że śmierć jej miała bezpośredni związek z egzorcyzmami. I duchownych sprawujących je pociągnięto do odpowiedzialności. Dziś coraz głośniej mówi się, że niesprawiedliwie. Fakt, faktem ponieśli konsekwencje. Bo  było wiadomo: kto, co, kiedy, jak. Nie byli to anonimowi, przypadkowi ludzie, egzorcyści-hobbyści. A my tu jesteśmy niby kim?
Czy ktokolwiek z Państwa tu obecnych miałby odwagę napisać po Pana wypowiedzi: Ja, Jan Nowak syn Stanisława, urodzony tego i tego dnia, zamieszkały tu i tu, nr telefonu taki taki uważam, że postępowanie Pana Nieznajomego jest grzechem. Albo przeciwnie: uważam, że facet postępuje klawo i "tak trzymać!". No to niech Pan ujawni swoje dane i niech ktoś też się odważy odpowiedzieć! Jeśli o mnie chodzi, to ja się tak bawić nie będę.

My chrześcijanie mamy (w przeciwieństwie do np. hinduistów lub buddystów) określony tryb postępowania z grzechem jako świadomym i dobrowolnym złamaniem prawa Bożego przez danego człowieka w konkretnych okolicznościach. W Kościele rzymskokatolickim procedura ta ma najwyższy stopień, jest sakramentem, czyli wierzymy w to, że w jej trakcie nawiązujemy mistyczną łączność z BOGIEM. I wierni Kościoła zawezwani są do korzystania z tej procedury jako jedynej właściwej i sensownej.

Naprawdę radzę Panu z tej procedury korzystać bo wszelkie  inne rozwiązania będą tylko błądzeniem po wertepach.
xc

Czytam teraz dobrą książkę: Sakrament pojednania Józefa Augustyna SJ. Dzieli on podejście do spowiedzi na jurydyczne i osobowe:
"W podejściu jurydycznym do sakramentu pokuty Bóg traktowany jest przede wszystkim jako Prawodawca i "Sędzia sprawiedliwy, który za dobre wynagradza a za złe karze" [...] To nieco uproszczony obraz Boga, podobny do obrazu sędziego zasiadającego w trybunałach ludzkich, gdzie wierność prawu jest ważniejsza od współczucia i miłosierdzia. W jurydycznym podejściu do spowiedzi człowiek traktuje siebie jako istotę poddaną prawu, które ją obowiązuje i z którego rozlicza ją Bóg - Sędzia. [...] W tym modelu nie akceptuje się w jakiś szczególny sposób miłości i miłosierdzia Bożego, ale przede wszystkim zadanie wyznaczone człowiekowi-stworzeniu przez Boga - Stwórcę oraz prawno-moralną odpowiedzialność przed Nim." Więcej w książce :)
Jest tam również bardzo ciekawy fragment o żalu za grzechy -  żalu Piotra i "chorym poczuciu winy Judasza". Polecam każdemu, kto zastanawia się co jest grzechem a co nie.
2878

Książkę również polecam. Z poruszanymi w niej zagadnieniami (wymienionymi przez 2878) można się także spotkać w innej książce autora, dostępnej w sieci: (klik).
J

* * *

002. Zamiast się motać i błądzić po internecie.

Witajcie! Pisze w odpowiedzi wszystkim tym, którzy szukają POMOCY w sprawie spowiedzi ... Też miałam czas, kiedy miałam wątpliwości, czy to grzech? czy z tego się spowiadać? itp. Wiedzcie, ze zawsze jeśli w naszym sumieniu pojawia się takie pytanie - to należy je postawić Chrystusowi w konfesjonale. Nie należy się motać i błądzić w internecie, ale klęknąć przy kratkach konfesjonału. Nie należy zwlekać ze spowiedzią, bo sami się potem gubimy, boimy i zadajemy tysiące pytań, a On czeka. Wiem że łatwo pisać, gorzej zrobić... Ja wczoraj doświadczyłam ogromnego Miłosierdzia Bożego w konfesjonale i raz jeszcze się przekonałam, że tylko PRAWDA nas wyzwoli! J 8,32. Prawda i otwartość na Osobę Jezusa Chrystusa! Internet może wiele pomóc, ale nie zastąpi nam rozmowy i autentycznego nawrócenia, które płynie od Chrystusa. Więc "Odwagi, nie bójcie się, Ja jestem" Mt 14,27.

* * *

003. Czy to grzech ciężki?

Niepokoi mnie jurydyczne podejście do problemu: "czy to grzech ciężki?" A gdyby to byl grzech lekki, to wszystko w porządku? Przecież chrześcijanin to człowiek, który stara się nie grzeszyć w ogóle. Oczywiście, wszyscy upadamy i grzeszymy, ale nie możemy zakładać z góry, ze jakieś grzechy będziemy popełniać - tylko dlatego, ze są lekkie.
Sięgając do definicji z katechizmu: grzechem ciężkim jest świadome i dobrowolne przekroczenie prawa Bożego w rzeczy ważnej. Grzech ma zawsze dwie strony - jedna to obiektywny porządek moralny, druga: świadomość i dobrowolność działania człowieka, który dany czyn popełnia. Stosunkowo łatwo jest wiec powiedzieć, czy jakiś czyn jest zgodny lub niezgodny z etyka katolicka, czy stanowi poważne naruszenie tej etyki, natomiast stwierdzenie z cala pewnością, ze jest to grzech ciężki jest zawsze kwestia indywidualnego rozeznania - czasem oczywistego, czasem trudniejszego.
Krzysztof Jankowiak

* * *

004. Jak tu wyjść poza tę zaklętą dychotomię GRZECH-NIEGRZECH? Skąd ona pochodzi? Czy to brak edukacji? wychowania? Chyba czas na pracę - jak u pozytywistów - u podstaw. Sądzę, że gdzieś się zatracił obraz Boga Miłosiernego, a wciąż pokutuje obraz Sędziego. Krzysztof

Witam! Panie Krzysztofie, sam się zastanawiałem nad przyczyną takiego pojmowania Boga jako kogoś kto tylko czeka by nas przyłapać na jakiejś niewierności. Myślę również, że wielu zatraciło poczucie Boga jako osoby Kochajacego Ojca, który pragnie podzielić się z nami wiecznym szczęściem, dlatego, że nas kocha. Stąd np. pytanie dlaczego na mszy św. jest tak nudno i co by tu zrobić by to zmienić? Tak można myśleć gdy nie ma się pojęcia dlaczego tu przyszedłem, gdy przychodzę tylko z powodów jurydycznych, by być w porządku wobec prawa.
Muszę powiedzieć, że w wielu miejscach w różnych miastach prowadzę katechezę dorosłych i widzę jak bardzo to jest potrzebne. Niestety liczba ludzi młodych uczestniczących ciągle spada, a podawana przyczyna jest jedna "nie mamy czasu". Podobnie jest zresztą na kursach przedmałżeńskich - wielu traktuje te spotkania jako "durny" obowiązek, bez którego spełnienia możemy mieć kłopoty. Przychodzą, ale dalej traktują ten czas jako narzeczeńskie spotkanie. No cóż, ponarzekaliśmy, ale to niczego nie zmienia, trzeba pracować i tyle. Jakieś wytłumaczenie znajduje w stosunku młodych ludzi do swoich rodziców - często nie łączą ich relacje miłości tylko chęć "by się starzy nie czepiali". To niestety rzutuje na stosunek do świata. Pozdrawiam serdecznie Adam Pietrzak .

* * *

005. Czy chodzenie na dyskoteki w piątki jest grzechem ciężkim?

Z definicji nie jest grzechem, ale moze byc, jesli oddala od pelnienia Bozej woli. Powstaje ponadto pytanie, czy dyskoteka jest az takim dobrem, ze warto je przedkladac nad inne, bardziej duchowe dobra. Jesli chodzi o mnie to koniecznosc bycia na dyskotece bylaby dla mnie wielka pokuta. Ale mam nadzieje, ze zaden spowiednik nie nakaze mi takiej pokuty. A sam nie zamierzam jej podejmowac. Pozdrawiam. Dariusz K. SI.

*    *    *

006. Czy jeżeli coś się ukradło, nie spowiadało się z tego przez parę lat, lecz później to się oddało. Czy to jest grzech? Marek

Kradziez, a wiec i - w takim czy innym sensie - grzech, mialy miejsce, nawet jesli nastapilo juz naprawienie skutkow, czyli oddanie skradzionej rzeczy. A zatem jest (byl) to grzech tyle, ze taki, ktory konkretnie naprawiono i odpokutowano. Jesli chodzi o to, czy teraz trzeba sie z tego dawnego grzechu wyspowiadac, to uwazam, ze nie tyle z punktu widzenia prawa, ale z punktu widzenia uleczenia duszy i sumienia, warto o tym grzechu powiedziec spowiednikowi. Z modlitwa. Dariusz Kowalczyk SI.

*    *    *

007. Podczas rekolekcji wielkopostnych trafiały do mnie w sposób szczególny rozważania dot. spowiedzi i ciężaru grzechu, wstydu i stresu jaki przeżywamy w związku ze spowiedzią. Pozwoliło mi to wiele zrozumieć, jednak bardzo ciężko jest mi przezwyciężyć mój strach który w zasadzie mnie paraliżuje. Mimo wyboru stałego spowiednika za każdym razem przeżywam gehennę, staje się to silniejsze ode mnie. Staram się być szczera w rachunku sumienia, jednak spowiedź moja wygląda czasem inaczej. Czy coś takiego także można nazwać grzechem? Jak mogę sobie z tym poradzić?

Witam! W spowiedzi zobowiązani jesteśmy do szczerości i jest to szczerość nie najpierw wobec słuchającego kapłana, ale najpierw wobec Pana Boga i siebie. Ksiądz jest tylko świadkiem wyznania, partnerem w sprawowaniu sakramentu (a nie kimś "na górze"). Szczerość ta wymagana jest w sposób szczególny przy grzechach ciężkich - o ile grzechy lekkie są gładzone przez Komunię św. i ich niewyznanie generalnie nie przesądza o wartości takiej spowiedzi, o tyle, gdy chodzi o grzechy ciężkie, należy je wyznawać. Opór przed wyznawaniem grzechów, zwłaszcza tych co bardziej paskudnych jest zrozumiały: wstyd, lęki (co powie ksiądz). Ale należy się pytać o powody tego oporu: czy jest to powodowane przez strach zakwestionowania dotychczasowego sposobu postępowania czy też może strach, że ksiądz podniesie głos albo że będzie surowy. Jeśli jest to obawa o to, że człowieka grzechy przerastają tak, że nie będzie się w stanie szybko z nich poprawić, to taka obawa stawia Cię na dobrej drodze. Reakcja spowiednika może być różna, ale jeśli jest to stały spowiednik i znacie się, to myślę, że dobrze zrozumie twoje problemy. Niepokojący jest rozdźwięk pomiędzy rachunkiem sumienia a spowiedzią - to znak, że dzieje się coś niedobrego ze szczerością. Celowe zatajenie grzechów ciężkich obciąża spowiedź i czyni ją nieważną (skoro ten sakrament zakłada szczerość), ale najpierw zapytałbym się właśnie o powody tego braku szczerości i opory towarzyszące spowiedzi. Proszę się nie bać zakwestionowania życia przez spowiednika. On tego nie uczyni - nikt nie ma prawa, nawet ksiądz w konfesjonale powiedzieć, że życie drugiego człowieka nie jest nic warte. Może byłoby lepsze, gdyby - jeśli są takie możliwości - spowiedź u stałego spowiednika odbywała się nie w konfesjonale, ale np. w rozmównicy, to mogłoby pomóc. I proszę na następnej spowiedzi powiedzieć księdzu, że są takie opory, że może jakiś grzech został pominięty. On to zrozumie, bo też jest człowiekiem. Pozdrawiam serdecznie. Norbert Frejek SJ

*    *    *

008. W Katechiźmie (2272) czytamy:  "Formalne współdziałanie w przerywaniu ciąży stanowi poważne wykroczenie. Kościół nakłada kanoniczną karę ekskomuniki za to przestępstwo przeciw życiu ludzkiemu. "Kto powoduje przerwanie ciąży, po zaistnieniu skutku, podlega ekskomunice wiążącej mocą samego prawa"45, "przez sam fakt popełnienia przestępstwa"46, na warunkach przewidzianych przez prawo47. " To znaczy, że np. lekarz czy inna osoba, która przyczynia się do aborcji podlega karze ekskomuniki. Czy kobieta usuwająca ciążę - również? Interesuje mnie także sprawa powrotu do wspólnoty Kościoła (bo ekskomunika jak rozumiem, jest wyłączeniem z tej wspólnoty): czy będąc pod taką karą ekskomuniki, wystarczy "zwykła" spowiedź, aby wrócić do Kościoła? Wówczas jaka jest różnica między grzechem śmiertelnym a grzechem powodującym ekskomunikę? (tzn. wiem, że grzech śmiertelny nie wyłącza ostatecznie katolika z wspólnoty Kościoła). Czy ta różnica jest na jakiejś innej płaszczyźnie? Kiedyś coś słyszałam, że kara ekskomuniki może być "zdjęta" dopiero za zgodą biskupa - ale nie wiem czy to tylko nie są moje jakieś błędne interpretacje.. Sądziłam, że kara ekskomuniki nie jest taka prosta, że wystarczy odbyć spowiedź w powszechnie dostępnej formie (póki co, w Polsce jest powszechnie dostępna). Pozdrawiam, ALicja

Witam! Aborcja jest grzechem ciężkim i do tego związana karą ekskomuniki, czyli wyłączenia ze społeczności wiernych. W sankcję tą, w przypadku aborcji, popada się przez sam fakt dokonania aborcji, bądź współdziałania w tym czynie. Tak więc w ekskomunikę wpada nie tylko matka ale i lekarz dokonujący aborcji. Prawo Kościoła stanowi w tych sprawach tak: "Kto powoduje przerwanie ciąży, po zaistnieniu skutku, podlega ekskomunice wiążącej mocą samego prawa" (kanon 1398). Nie każdy ksiądz może zwolnić z takiej ekskomuniki. Zwolnić z ekskomuniki wynikłej z grzechu aborcji może Biskup Rzymu, biskup diecezji oraz kapłani wyznaczeni przez biskupa diecezjalnego. Zazwyczaj biskup diecezji wyznacza księdza-penitencjarza do spowiedzi osób z ekskomuniką za aborcję. Najlepiej pytać w katedrach, o księży mających władzę do zdejmowania tej ekskomuniki. Także niektórzy księża zakonni posiadają, na mocy przywileju papieskiego władzę jednania z Kościołem osób, które odpowiadają za aborcję. Trzeba tu także dopowiedzieć choćby o kilku sprawach, związanych z ekskomuniką za aborcję: aborcja była dokonana świadomie i dobrowolnie i z wiedzą o konsekwencjach kościelno-prawnych, a także, że osoba popełniająca czyn jest w pełni używania rozumu, nie działała pod wpływem przymusu czy ciężkiej bojaźni. Pozdrawiam. Norbert Frejek SJ

*    *    *

009. Kiedyś spowiadałam się raz na kilka miesięcy. Od roku chodziłam regularnie co miesiąc, ale do Komunii Świętej przystępowałam tylko na początku. Potem jakaś kłótnia w domu, popsuje wszystkim humory, zdenerwuje, no i koniec. Poczekam dwa tygodnie, wyspowiadam się i zaczyna się od początku. Teraz mam inny problem. Wyspowiadałam się pod koniec lipca i poszłam na pielgrzymkę. Przez dwa tygodnie codziennie Msza Św, nie ma typowych sytuacji, więc i moich zwyczajowych grzechów. Trzy dni byłam w domu i pojechałam na rekolekcje. Sierpień był dla mnie wyjątkowy. Teraz mija miesiąc od mojej ostatniej spowiedzi. I co się robi w takiej dziwnej dla mnie sytuacji? Uważam, że nie popełniłam grzechu ciężkiego (bo oczywiście nie twierdzę,że zadnego)i przystępuję do Komunii- ale głupio mi,że tak długo od spowiedzi. Z drugiej strony skoro uważam, że jestem w stanie łaski, to po co mam iść do spowiedzi? Tylko że zamiast cieszyć się ze zmiany w moim życiu, to myślę, że przecież i tak niedługo nie wytrzymam , będzie jakaś awantura w domu i znów będę wiedziała na czym stoję. Bo teraz nie wiem-powinnam iść do spowiedzi, czy nie muszę, mogę przyjmować Komunię, czy nie?Zresztą zawsze miałam problem z określeniem czy to był już grzech ciężki , czy lekki? A może grzechy powszednie też ulegają "kumulacji". Może moje pytania są głupie, ale dla mnie to zupełnie nowa sytuacja i nie wiem jak powinnam postępować.

Gratuluje zycia bez grzechu ciezkiego. O to m.in. chodzi w chrzescijanstwie. Nie ma obowiazku comiesiecznej spowiedzi. Ale mozna przystepowac do tzw. spowiedzi z poboznosci: niekoniecznej, ale pozytecznej z punktu widzenia duchowego rozwoju. Poza tym wydaje mi sie, ze ma Pani sklonnosci do skrupulanctwa (widzenia grzechu tam, gdzie go nie ma). Warto temu przeciwdzialac chociazby poprzez czeste rozwazanie Milosierdzia Bozego. Z modlitwa. Dariusz K. SI.

* * *

010. Witam. Czy grzechem jest mieć skłonności biseksualne?? a jeśli tak to czemu Bóg na to pozwolił aby człowiek taki sie urodził? Po drugie, skoro takie myśli o tej samej płci wystepują ale nie przeobleczają się w czyn czy to jest grzech? Wcale nie chcę taki być uważam to za karę Boga. Czemu tak jest ? Czy mozna to wyleczyć? Mam zamiar założyć rodzinę ale nadal mam popęd do tej samej płci. Czy warto z tym walczyć aby tak nie było? Chcę być normalny jak tego dokonać?

Sklonnosci nie sa grzechem. Grzechem moga byc czyny. Pociag do wlasnej plci jest niewatpliwie zaburzeniem, ktore warto leczyc. Proponuje przeczytac doskonala ksiazke na ten temat: Richard Cohen, Wyjsc na prosta. Rozumienie i uzdrawianie homoseksualizmu, Wydawnictwo WAM, Krakow 2002. Pozdrawiam. Dariusz Kowalczyk SI.


Home | Z Katechizmu | Stałe Konfesjonały | Literatura | Porady | Inne